Antoni Filip Lercel

                              Przedmowa

Ja Antoni Filip Lercel u schyłku życia w wieku 84 lat napisałem dla  Was Siostry i Bracia Potomkowie  z Rodu Rodziny Lercel których wielu losy rosiały po wszystkich kontynentach,Pamiętajcie i kochajcie Ojczyznę naszych wspólnych śp Przodków,  Rzeczypospolitej Polskiej bo my wszyscy jesteśmy Jej dziećmi obojętnie gdzie mieszkamy na tej Ziemi.

Pamiętam będąc dzieckiem słowa Matki która wpajała „Prawdę  Bożej Wiary” i to,że każdy z nas ma trzy Matki.

Tą pierwszą jest Matka Rodzicielka,kocha,karmi,uczy,wychowuje

Ta druga  Matka zwie się Ojczyzną na ziemi której :żyjesz,,mieszkasz,i która karmi swymi płodami.

Tą trzecią Matką jest Matka Syna Pana Boga – Jezusa czekająca na nas z życiem wiecznym pod warunkiem:

Musisz wszystkie trzy Matki bezgranicznie kochać i,być Im wiernym synem.  .

Wybaczcie, że wątki przeszłości nie obejmują w Książce wszystkich Dziejów Rodu Rodziny Lercel zebrane w jedną całość, wymaga to czasu którego nie mam za wiele ze względu na mój wiek , muszę dążyć skrócając  tą drogę . Niech to Was zachęci do uzupełnienia brakujących w Dziejach Rodu:osób wydarzeń,osiągnięć naukowych szlachetych czynów,męstwa i wiary w istnienie  Pana Boga  przekazywane z pokolenia na pokolenia. O czym i ja napisałem ale nie wszystko i o wszystkich a są godni tego.

Módlcie się za Tych naszych  śp.Przodków co odeszli z woli Bożej i za Tych którzy oddali swe życie w obronie,

Tej Drugiej Matki która zwie się Ojczyzną a jest Ich wielu w naszych szeregach  Rodu.. Przeczytajcie jak gnębiłi naszą rodzinę wrogowie : ” Carscy Moskale, Ukraińscy Wasale, Faszystowskie Niemcy Stalinowcy Zbrodniarze,

Sprzymierzeńcy Bolszewików PRLowskie Wasale.  O  nie wyrównaniu krzywd  przez Rządy  III Rzeczypospolitej Polskiej co woła o pomstę do Nieba.  .

Kończę Przedmowę ,słowami Dzięki Ci Boże ! coś Polskę przez tak liczne wieki,

- Otaczał blaskiem potęgi i chwały

- Coś ją osłaniał tarczą swej opieki

- Od nieszczęść,które pognębić ją miały

- Przed Twe ołtarze zanosim bładanie:
-Ojczyznę wolną pobłogosław Panie !

Ty,któryś potem tknięty jej upadkiem

-Wspierał walczących za najświętszą sprawę

-I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem,

-W nieszczęściach samych pomnażał jej sławę,

-Przed twe ołtarze zanosim błaganie:

-Ojczyznę wolną pobłogosław,Panie !

                                        Antoni Filip Lercel

 

 

 

Do wiadomości Braci Żołnierzy z lat 1949-1959  Represjonowanych z przyczyn Politycznych z Batalionów Pracy .ostatnia wiadomość   „Walczymy o Sprawiedliwość”

Antoni Filip Lercel                                                                              Bydgoszcz dnia 24 czerwiec 2013 r
ul. Złota  27
85-444 Bydgoszcz

Dotyczy Sprawy

BM-III-054-20588/13/2/R

Ministerstwo Sprawiedliwości

Biuro Ministra

Wydział Skarg i Wniosków

Dyrektor Biura Ministra

Pani mgr Monika Rydzuk lub Rydzak [pieczątka nieczytelna]

Aleje  Ujazdowskie  11

00-567   Warszawa

Szanowna Pani Dyrektor

Na moje pismo z dnia 20 maja 2013 roku z 13 załącznikami otrzymałem odpowiedź pismem z dnia 6.06.2013 r.

L.dz.BM-III-054-20588/13/2/R. Z  treści którego wynika,że odmówiono mnie przyjęcia przez Ministerstwo Sprawiedliwości pisma jako „Doniesienia o dokonaniu przestępstwa przez Posła na Sejm RP” Jestem tą decyzją Urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości zaskoczony.Uważam,że obowiązkiem każdego Obywatela naszej Ojczyzny jest wszelkie nieprawidłowości łamania Prawa piętnować,zwalczać. Natomiast otrzymałem od Pani pouczenie do kogo skierować moje pismo. Zapytuję jeżeli Pani sama nie poczuwała się do obowiązku przesłania tego pisma  z  13 załączonymi dokumentami do Prokuratury  lub Policji i powiadomienia mnie o tym.W moim odczuciu zlekceważyła Pani Dyrektor człowieka który wkroczył w 84 rok życia,narażając mnie na koszty nie tylko wysłania nowego pisma ale na sporządzenie 13 ksero kopi dokumentów które są Pani zbyteczną makulaturą. W związku z tym proszę przesłać całość dokumentów do Prokuratury lub Policji a mnie powiadomić do kogo zostały wysłane. Jeżeli odmówi Pani spełnienie mojej prośby to proszę odesłać odwrotnie zatrzymane 13 ksero kopi załączonych dokumentów,oraz dwa pisma przesłane do Ministerstwa Sprawiedliwości z poparciem mojego wniosku przez: Prezesa mgr prawa Waldemara Gałuszko w imieniu Związku Żołnierzy Batalionów Roboczych „Polski Gułag” w Szczecinie z dnia 22 maja 2013 r.  oraz Stowarzyszenia Represjonowanych Żołnierzy Batalionów Roboczych w Ostrowie Wkpl. podpisane przez Prezesa Bernarda Wydubę. z dnia 25 maja 2013 roku.

do wiadomości:

Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich  Al. Solidarności nr 77 w Warszawie

Prezes mgr prawa Waldemar Gałuszko Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Batalionów Roboczych „Polski Gółag” w  Szczecinie.

Prezes Bernard Wyduba Stowarzyszenia Żołnierzy Represjonowanych Bat.Rob.w Ostrowie Wlkp.

Ogólnopolski Związek Represjonowanych Politycznie Żołnierzy Bat. Budowlanych Zarząd Krajowy w Bydgoszczy

Żołnierz Represjonowany Politycznie

Antoni Filip Lercel

Dzieje Rodu- Rodziny Lercel

Ja Antoni Filip Lercel ur. 1 maja 1930 r.we Włocławku syn najmłodszy Mieczysława Jana Lercel inwalidy Wojennego z I Wojny Światowej w stanie spoczynku pełniącego służbę wg.Karty Identyczności Nr.80\ I w stopniu podporucznika.
Przydział służbowy  Lwowskiej Komendy Okręgu I Związku Obrony Ojczyzny,wyznania Rzymskokatolickiego wydana we Lwowie dnia 2.09.1920 r. [w obronie którego był ranny] Wg.widniejącego słabo czytelnego zapisu urzędowego na 4 str Karty Identyfikacyjnej czytamy:”W myśl roz.Ministra Spr. Wojskowych L. 1060\ ADJ\ 20, członkowie Z.O.O. należą do Wojska Polskiego.Nałożono na nich specjalne ważne zadanie i dalej nie potrafię odczytać oraz pieczęci z Orłem w Koronie.i Genowefy Lercel z domu Siwińska.Wg.odpisu zupełnego aktu urodzenia z księgi duplikatu Nr.392 Stanu Cywilnego Rzymsko-Katolickiej parafii św.Jana we Włocławku  chrzest mój odbył się 26 lipca 1930 r.Stawili się w kancelarii parafialnej mój Ojciec Mieczysław Jan Lercel z żoną Genowefą Lercel okazując narodzone dziecię Ojcem Chrzestnym był Franciszek Lercel ur,30 stycznia 1885 r.Kpt.Wojska Polskiego walczący tak jak mój Ojciec w 1918 r.z Bolszewikami broniąc Lwowa to brat stryjeczny mojego Ojca a syn Tadeusza który był bratem mojego Dziadka podporucznika Henryka Lercel Powstańca Powstania Styczniowego z 1863 r.których trzecim bratem był Prof.Władysław Lercel wybitny naukowiec. Franciszek Lercel po tej Wojnie Kierownik Ruchu Kolei Lwowa.Matką Chrztną była mgr.farmacji Stefania Godlewska,siostra mojego Ojca,właścicielka Apteki pod „Barankiem” w Krakowie żona majora Wojska Polskiego Boleslesława Godlewskiego

[zamordowanego w 1940 r.w zbrodni Katyńskiej w Charkowie awansowanego pośmiertnie do stopnia podpułkownika] Obecni na uroczystości mojego Chrztu św.co jest odnotowane w tym akcie byli  Dziadkowie Śiwińscy rodzice mojej Matki.Dziadek Feliks Śiwiński był obrońcą Włocławka w 1920 r w wojnie z Bolszewikami.Obrońcy miasta wysadzili most na Wiśle udaremniając sforsowanie Wisły,mam niepublikowaną fotografię wysadzonego mostu z udziałem mojego Dziadka, który został zamordował laską w 1943 r przez Faszystowskiego  kulawego Gajowego SS-MANA za to,że się jemu nie ukłonił w lasach Wieniec kim.A też obecny na chrzcie Mamy brat Ignacy Śiwiński student WSHG plutonowy podchorąży poległ w 1939 r w obronie Oksywia.Ojciec mój Oficer AK  poległ w Powstaniu Warszawskim 15 września 1944 r na placówce.

Ciąg dalszy w komentarzach.

61 odpowiedzi na „Antoni Filip Lercel

  1. zenobiusz pisze:

    W pierwszej części napisanej w stycznia 2013 r.przedstawiłem się rozpoczynając od uroczystości mojego Chrztu Świętego w w dniu 26 lipca 1930 r w Kościele św.Jana we Włocławku przedstawiając się,że jestem dzieckiem Bożym a znakiem mojej wiary jest ” KRZYŻ JEZUSA CHRYSTUSA ” Kontynuuję dalszy ciąg tragicznych losów rodziny.
    Kolej rzeczy nakazuje aby przedstawić moich Rodziców dawców życia z woli niepodważalnego Prawa Bożego.
    Moja przyszła Matka Genowefa Śiwińska ur.28 października 1901r.córka Anastazji z domu Raniszewska i Ojca

    Feliksa Śiwińskiego Przemysłowca mieszkańców Włocławka którzy prowadzili restaurację we Włocławku przy ul Koś-ciuszki o nazwie „Zacisze” wówczas Włocławek był pod zaborem Carskiej Rosji [ Proszę wybaczyć,że wybiegam i przywołuję opowiadane przez Dziadka Feliksa z lat 1937-1939 kiedy byłem chłopcem a czynię to dlatego aby czytającym uświadomić,że oficerom Armii Carskiej mimo,że pochodzili z domów inteligencji i prowadzili hulaszczy tryb życia Jedno łączyło Ich z oficerami komunistycznej Rosji nienawiść do Narodu Polskiego byli też okrutni no może nie tak jak komuniści] Młoda Panna Genowefa wówczas jedynaczka ukończyła szkołę muzyczną jednocześnie klasę maturalną w Żeńskim Prywatnym Gimnazjum.To był okres bezustannych walk Narodu Polskiego w I Wojnie Światowej.

    Walki toczyły się na wszystkich ziemiach Polski z Zaborcami. We Lwowie młody p por.Mieczysław Jan Lercel z Związku Obrony Ojczyzny otrzymuje z Dowództwa Komendy Okręgu I we Lwowie rozkaz wsparcia lewego skrzydła na skraju miasta nad rzeką . Na czele konnego oddziału jak burza wpadli na wroga tnąc szablami z okrzykiem na ustach hura! Słyszeli p por Lercel silny głos, to za mojego Ojca za Sybir za Lwów ,tak opowiadali żołnierze ranni o swoim dowódcy leżąc razem z Nim w Włocławskim Szpitalu do którego Ich przywieziono. .Zapełnione Szpitale na froncie Wschodnim zmuszały przewożenie rannych w głąb kraju.To słyszały dziewczęta z klas maturalnych które jako wolętariuszki pomagały personelowi Szpitala opiekować się rannymi,to był nie tylko obowiązek ale nakazywał honor służyć Ojczyżnie.[ Mój przyszły Ojciec był synem Henryka Ludwika Lercel p por. Powstania Styczniowego 1863 r który w potyczce 19 czerwca 1863 r.pod Radziwiłłowem w walce wręcz został trzykrotnie ugodzony bagnetem przez Carskiego żołnierza.Aresztowano wówczas 79 Powstańców których przewieziono do Żytomierza w dniu 7 lipca 1863 r.a następnie do Kijowa.Oskarżeniem prokuratora gubernialnego z Wołynia skazany i wywieziony na zesłanie -SYBIR.

  2. zenobiusz pisze:

    W tamtych latach jak Matka opowiadała Patriotyczna młodzież nie tylko Szkół Żeńskich pomagała personelowi Szpitali w opiece przy pielęgnacji rannych żołnierzy w dzień i w nocy a było Ich wielu.Moja Mama opiekowała się między innymi przyszłym mężem i Ojcem przyszłych czworga dzieci nie wiedząc ,że byli sobie przeznaczeni. Pod swoją opieką miała 4 rannych żołnierzy na zmianę z koleżanką z ławy szkolnej i Siostrą z Zakonu Urszulanek w czasie kiedy dziewczęta były przed południem na lekcjach w Gimnazjum.Ta opieka była pod nadzorem Pielęgniarek i Lekarzy Szpitala.Do obowiązków opiekunek należało pisanie listów do Rodzin,karmienie, czytanie gazet, książek, golenie,czesanie,mycie,a kiedy chory odzyskiwał zdrowie i siły wyprowadzanie na spacery do

    parku Szpitala w którym odbywały się koncerty i wspólne śpiewanie.Podczas tej opieki dziewcząt, Nauczycieli, Pań wolontariuszek mieszczan Miasta którzy prześcigali się w niesieniu pomocy Rodzinom rannych żołnierzy pozbawionych jedynego Opiekuna Rodziny,Zbierano pieniądze,artykuły żywnościowe,odzież,książki,lekarstwa wysyłając paczki pod wskazany adres przez rannego żołnierza.W parku Szpitala przy ul.Toruńskiej,Pedagodzy Szkoły Muzyczne nie chcąc być gorszymi zorganizowali z młodzieżą koncerty, śpiewanie piosenek dla rannych żołnierzy.Ponieważ 18 letnia Genowefa była uczennica tej Szkoły Muzycznej, cudownie grała na fortepianie, obdażona pięknym głosem czynnie uczestniczyła w koncertach grając i śpiewając P.por.Mieczysław Jan Lercel był operowany,miał wstawioną płytkę platynową w miejscu ubytku kości na potylicy czaszki,oraz usunięty pocisk z pachwiny prawej nogi { musiał nosić do końca życia pas ortopedyczny podtrzymujący .Pamiętam bo często wchodziłem będąc małym chłopcem wieczorem do Rodziców sypialni prosząc Tatę aby opowiadał mnie na dobranoc jak walczył na wojnie, kiedy leżał już w łóżku i czytał gazety a ten pas leżał na krześle stojącym obok łóżka.} Stan zdrowia po tych operacjach.poprawiał się i z pokoju szpitalnego przychodził o lasce na koncerty do parku,był ciepły miesiąc czerwiec.Ponieważ też pięknie śpiewał tenorem wtórował grającej i śpiewającej prześlicznej Genowefie. Śpiewał piosenek Lwowskie wspólnie z żołnierzami ze. Lwowa.które były znane i śpiewane w całej Ojczyźnie.Wówczas włączał się akompaniament fortepianu i śpiew Włocławian tłumie przychodzących odwiedzać rannych żołnierzy.Mama w wspomnieniach z tamtych lat mówiła,że Polacy byli spragnieni wolnej Ojczyzny to były inne czasy i ludzie. Śpiewano nie tylko popularne piosenki ale również piosenki Żołnierskie,Legionistów a każdy koncert kończył się odśpiewaniem Hymnu Narodowego i ” BOŻE coś Polskę” a oczy wszystkich były pełne łez bez ukrywania wstydu miłości do Ojczyzny .W parku zbierały się tłumy ludzi okazując rannym, szacunek i uwielbienie, pocieszając, dodając wiary i otuchy rannym żołnierzom.Młody ppor docenił troskę,opiekę kiedy po operacjach leząc w łóżku słyszał szept modlitwy opiekunki zwilżającej jego wargi, usta.Wzruszony,odezwały się uczucia,miłość jak się okazało obopólną Zrodził się duet zakochanych uwieńczony ślubnym kobiercem.Po powrocie do zdrowia zwolniony ze Szpitala był goście w domu Państwa Śiwińskich podziękować za opiekę córki Genowefy.Był jeszcze tydzień we Włocławku gościem Kasyna Oficerskiego i w tym czasie codziennym gościem w domu Rodziców Pnny Genowefy wyznając miłość dziewczynie z wzajemnością Poprosił Rodziców o rękę Genowefy otrzymując zgodę. Uzgodnili Młodzi,że wraca do Lwowa , zameldować się u Dowódcy Komendy I Okręgu.Lwowskiego a termin ślubu ustalą listownie wszak Wojna nadal się nie zakończyła.

  3. zenobiusz pisze:

    Jak opowiadała mnie Matka ,już po tej okrutnej wojnie wracając do wspomnień. Po powrocie do Lwowa i zameldowaniu się u Dowódcy ppor Mieczysław Jan Lercel otrzymał duplikat Karty Identyczności NR.80./I otrzymał

    nowy przydział służbowy do Komendy Okręgu I Związku Obrony Ojczyzny we Lwowie.Godny uwagi jest fakt,że w tej legitymacji którą posiadam wówczas była wpisana Religia Rzymsko-Katolicka.Dokument ten wydano we Lwowie dnia 2.09.1920 roku [ bo pierwszy był zbroczony Jego krwią gdy był ranny.] z Zapisem urzędowym o treści: „W myśl rozkazu Min.Spr.Wojsk. Nr.1010 Adj /20.Członkowie Związku Obrony Ojczyzny Należą do Wojska Polskiego dalsza treść jest nieczytelna gołym okiem.Przeniesienie Mieczysława Jana Lercel z Jednostki Frontowej z pierwszej linii frontu nastąpiło na skutek doznanych trwałych kontuzji.Legitymację Inwalidów Wojennych z tego okresu miał, to ją utracił o czym będę mówił z jakiego powodu.Posiadam dublikat legitymacji Związku Inwalidów Wojennych Rzeczypospolitej Polskiej Nr 1199 wydanej w Warszawie dnia 21.10.1940 r.

    Jednak powracam do ślubu moich Rodziców. Ppor Mieczysław Jan Lercel otrzymał krótki urlop od Generała nazwiska nie mogę poprawnie odczytać na stuletnim dokumencie, Dowódcy Okręgu Lwowskiego na badania lekarzy,chirurgów operujących kontuzje wyżej wspomniane i zgodę na ślub ponieważ oświadczyny zostały przyjęte przez Wybrankę oraz wyrażoną zgodę Jej Rodziców. na zawarcie ślubu Kościelnego.Wówczas panował zwyczaj zawiadomienia przez Oficera o zaślubinach podając o kobiecie i Jej rodzinie wymagane informacje.Rada Oficerów decydowała czy może przyjąć do swojego godna tą Kobietę.Honor godności munduru oficera był ceniony i nie mógł być splamiony.

    Działo się to we Włocławku,cytuję treść z Odpisu zupełnego aktu ślubu.Mieczysława Jana Lerce i Genowefy Śiwińskiej księgi duplikatu Aktów Stanu Cywilnego Rzymsko-Katolickiej parafii kościoła po wezwaniem św. Jana we Włocławku,działo się to 1920 roku dziesiątego marca tysiąc dziewięćset dwudziestego roku o godz.19.

    W obecności świadków wymienionych w tym dokumencie,zawarte zostało w dniu dzisiejszym religijne małżeństwo

    między Mieczysławem Janem Lercel kawalerem p.porucznikiem Dowództwa Okręgu Generalnego Lwowa urodzonym w Rojczy parafii tejże w Małopolsce zamieszkałym w Włocławku,synem zmarłego Henryka byłego Dyrektora Szkół Średnich i żyjącej żony Jego Anny urodzonej z rodu szlacheckiego Piętków,wdowy emerytki,

    dwadzieścia cztery lata mającym,Genowefą Śiwińską panną urodzoną i zamieszkałą przy rodzicach w Włocławku,

    córką Feliksa przemysłowca i żony Jego Anastazji z Raniszewskich,osiemnaście lat mającą.Akt ten został podpisany itd.Z opowiadań Mamy już po II Wojnie Światowej,wraca do tych wspomnień ku pokrzepieniu mojej osoby [ tak też myślałem ] i wpajała w moją świadomość ,piękne cechy mojego śp. Ojca mówiąc możesz być dumny synu,że Ojciec Twój był wzorem cnót.Popatrz na to zdjęcie w Ojca gabinecie,Ty stoisz przy Ojcu a widzisz na postumencie popiersie Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego z rąk którego odbierał odznaczenia za doznane rany w walce z Bolszewikami.Tak pamiętam Mamo odpowiadałem,mówiła dalej,choć nałogowo palił Ojciec papierosy w Wielki Post nie palił papierosów,bo kiedy Twój najstarszy brat Zygmuś był jako dziecko bardzo chory a życie Jego wisiało na włosku,Ojciec przed Ołtarzem w Katedrze Włocławskiej przy udziale Księdza ślubował,że

    jeżeli pozostanie przy życiu Jego synek pierworodny mały Zyg- muś nie będzie do końca swego życia palił papierosów w Wielki cały Post .Czy pamiętasz aby palił Ojciec papierosy w Wielki Post ? Zapytała mnie Mama,odpowiedziałem,rzeczywiście w „Wielki Post” papierosów nie palił potwierdziłem.Synu to cechuje osoby o silnej woli,ludzi odważnych,Bogobojnych,czułych na krzywdę ludzką,niosąc pomoc biednym,a taki był twój Ojciec.

    [ o niesionej niebywałej pomocy potrzebującym w czasie Okupacji Faszystowskiej udokumentowanej opowiem.]

    Mama opowiadała że ma przed oczyma jak po operacjach chirurgicznych bardzo cierpiał a łzy spływały nieborakowi po policzkach które wycierała,był bardzo religijny,modlił się szeptem rano i wieczorem w łóżku szpitalnym nie żaląć się na swój los i cierpienia.Czy pamiętasz jak w domu przed snem klękał przy łóżku i odmawiał pacierz,a przed posiłkami siedząc przy stole wszyscy za przykładem Ojca,żegnaliśmy się.

    Wracam do wspomnień z uroczystości ślubu Rodziców.Opowiadała Mama,że oficerowie, podoficerowie i żołnierze z Garnizonu Włocławskiego 14 pułku Piechoty przychodzili do rannych żołnierzy leżących w Szpitalu i wielu Twój Ich Ojciec zapoznał.Zgotowali nam nowożeńcom miłą niespodziankę wraz z kolegami Ojca, Oficerami z Garnizonu Lwowskiego ktorzy zaproszeni przyjechał liczna grupą.Wspólnie tworząc przed głównym wejściem do Kościoła szpaler z dwóch szeregów.Odprawiona była msza święta w ceremonii Rzymskiej a Chór Parafialny wzmocniony licznymi Chórami z Żeńskiego Gimnazjum oraz Średniej Szkoły Muzycznej których była uczennicą Panna Młoda.

    Po ceremonii ślubnej kiedy wychodzili z kościoła już jako małżeństwo na komendę prezentuj broń,wszysńcy Oficerowie wyciągnęli szable unosząc je w górę tworząc nad głowami Młodożeńców a la baldachim z szabel

    Posypały się monety i kwiaty które Młodożeńcy pozbierali do przygotowanego haftowanego woreczka i wręczyli zebrane pieniądze Siostrze Zakonnej,Opiekunce z Ochronki dla ubogich dzieci.Uprzednio prosząc Siostrę Zakonną aby była obecna przed kościołem i przyjęła ten skromny upominek dla dzieci,i tak się stało bo nieoficjalnie o tym

    wszyscy zaproszeni goście wiedzieli i nie tylko.
    Wówczas właścicielami restauracji pod nazwą „Zacisze” przy ul Kościuszki we Włocławku byli Rodzice mojej przyszłej Matki [ mnie jeszcze na świecie nie było],gdzie odbyła się uczta weselna.Ze strony mojego Ojca była liczna rodzina ze Lwowa na czele z Matką mojego Ojca a przyszłą moją Babcią Anną Lercel wdową po mężu
    Henryku Ludwiku Lercel który po powrocie z zesłania na Sybir w 1889 r chorował zmarł 30.VI. 1915 roku. .Gościem na ślubie był brat Henryka Ludwika, profesor Władysław Adam, Stryj mojego Ojca. Drugiego brata Henryka Ludwika, Tadeusza leśniczego z Czudca który był Stryjem mojego Ojca.,nie było bo już nie żył, umarł w młodym wieku. .Natomiast była 3 braci siostry Elżbiety córka Stefania Godlewska,mojego Ojca siostra cioteczna, z zawodu mgr. farmacji właścicielka Apteki pod „Barankiem” na Rynku Krakowskim oraz Franciszek syn Tadeusza były kpt. Armii Halera walczący tak jak mój przyszły Ojciec na Froncie Lwowskim, przyjechali z żonami,mężami.

    [ tu muszę wspomnieć wyprzedzając zdarzenia że w 1930 roku.urodziłem się a moimi Rodzicami Chrzestnymi byli Stefania Godlewska i Franciszek ur.30 stycznia 1885 roku syn Tadeusza .po I Wojnie Świat.został Kierownikiem Ruchu Koleji Lwowskiej ] przyjechała liczne grono Przyjaciół Pana Młodego koledzy oficerowie z Garnizonu Lwowskiego niektórzy z żonami.Ze strony Panny Młodej był brat Matki Józef Raniszewski właściciel restauracji w Toruniu dzielnica Mokre ojciec syna Zbyszka znanego żużlowca Wicemistrza Polski który w wypadku na torze wyścigowym w Austrii zginął.Było wujostwo Afeltowicze Józefa to siostra matki Panny Młodej

    Anastazji Śiwińskiej a wspominam o nich szczególnie bo w 1917 roku gdy wybuchła rewolucja Pażdziernikowa w Rosji musieli pozostawić 300 hektarowy majątek ziemski który posiadali pod Peterrzburgiem i saniami w 4 konie

    uciekać do Polski.Właśnie Ich powozem przyjechała i odjechała z kościoła Para Nowożeńców Z tych wspomnień

    mojej ukochanej Mamy pamiętam,że otrzymali bardzo dużo cennych prezentow ale jak mówiła jeden najbardziej pokochała „Grającą Szafę” to był prezent od rodziny Ojca który przywieźli ze Lwowa wiedząc,że jestem muzykalna i gram na fortepianie Ja tą Grającą Szafę pamiętam jako chłopiec 8 letni.stała w dużej sali obok fortepianu w Rodziców willi „Marysieńka” w Wieńcu Zdroju 5 km. od Włocławka gdzie spędzaliśmy wakacje szkolne.Otwierało się duże dwu skrzydłowe oszklone szybami witrażowymi drzwiczki gdzie wkładało się walec o średnicy 50 cm, długości 80 cm.ciężki z grubej blachy miedzianej na którego całej powierzchni jeżyły się z drutu metalowe kolce podobne do wystających gwożdzi,oraz sterczące trzy ramienne bramki a było ich setki na walcu.Napędem była korba którą trzeba było nakręcić do oporu.Kiedy puszczało się w ruch słychać głośno było piękne nagrane melodie.Takich walcy z różnymi melodiami było 3 .Na uroczystości weselnej byli,Lekarze operujący wówczas Ojca,Duchowni ,oficerowie z Garnizonu Włocławskiego,koleżanki Panny Młodej z Gimnazjum i

    Średniej Szkoły Muzycznej do których uczęszczała Panna Młoda

  4. zenobiusz pisze:

    Po zakończonych uroczystościach Weselnych które trwały dwie doby,część gości rozjechała się , pozostała tylko nieliczna rodzina z Lwowa których Młodożeńcy zaprosili do własnego 5 pokojowego mieszkania w dużym domu czynszowym który dostali w prezencie ślubnym od Rodziców Panny Młodej przy ul Toruńskiej nr 25 oraz mniejszy dom czynszowy sąsiadujący, nr 27. W tym domu gdzie zamieszkali pod nr 25 oprócz ogrodu był ogromny sklep. Otrzymali od Siostry Matki Panny Młodej Józefa i Jej męża Afeltowiczów którego imienia nie zapamiętałem bezdzietnych wyposażony sklep wielobranżowy w którym było zatrudnionych pięć ekspedientek.W domu tym było 10 mieszkań a w małym 4 mieszkania czynszowe Wspominam o tym wydarzeniu celowo aby pokazać jaki to miało smutny finał w okresie Okupacji Niemieckiej i w okresie panowania PRL..W latach 1923 Geodeci podczas pomiarów gruntów odkryli złoża Borowinowe w oddalonym o 5 km.od Włocławka Wieńcu -Zdroju. Pobudowali Udziałowcy, w tym gronie byli nasi Rodzice Dom Zdrojowy który służył do zabiegów leczniczych.Na zakupionej przez Rodziców w 1925 r. działce o powierzchni 2099 m.kwadratowych zadrzewionej stu letnimi sosnami pobudowali willę o nazwie „Marysieńka” z dużym dla nas mieszkaniem i pomieszczeniami na restaurację z tarasem krytym dachem o powierzchni 100 m.kwadratowych. Pamiętam Kaplicę mały Kościółek drewniany w stylu Zakopiańskim. Wewnątrz była odprawiana w każdą niedzielę i święta msza,.ławeczki były na zewnątrz kaplicy całość ogrodzona płotem drewnianym,przepięknie to wyglądało Kapliczką opiekowały się Siostry Urszulanki które W Wieńcu-Zdroju miały własny budynek Przypominam sobie,że blisko fortepianu w saloniku naszego mieszkania w tej Willi stała „Szafa Grająca” którą rodzice dostali w prezencie od rodziny Pana Młodego ze Lwowa Ta restauracja miała nazwę „Marysieńka” dobrze prosperowała.Rodzice we Włocławku na Placu Wolności pod nr 3/4 wykupili część parterową domu. Po przebudowie-adaptacji pomieszczeń sala główna liczyła ponad 250 m.kwadratowych kuchnie ,baseny dla ryb,lodziarnia,zamrażarki i magazyny były w części piwnicznej.Restauracja Bar Kawiarnia z tarasem zadaszonym na zewnątrz ulicy.nosiła nazwę „As”mam przed sobą karty pocztowe z zdjęciami sali głównej i przyległego baru.na ścianach dwa ogromne płótna obrazów olejnych o wymiarach wys.2 m i długości 3 metrów pędzla artysty malarza Jana Stępienia o tematyce tańczących dziewcząt wokół snopów zbożowych,krzesła przy stolikach o trzech nogach w kształcie męskiego fraka nakrycia wszystkie grawerowane „As” Kelnerzy widniejący na zdjęciach ubrani na czarno w białych koszulach i muchach.W sali barowej expres francuski do parzenia kawy,lady chłodnicze,pojemniki podgrzewane z daniami barowymi.zacytuję na odwrocie pocztówki treść: wszystkie drogi prowadzą do „ASA” BAR-kawiarnia-RESTAURACJA „AS” PLAC WOLNOŚCI 3/4 TELEFON 15-29 TARAS LETNI.Najwytworniejszy lokal we Włocławku Codziennie wieczorem Dansingi Towarzyskie,podczas obiadów koncert wina na kieliszki,piwo z beczki Kawa Expresso,Obiad z 3 dań -1 zł. Pierwszym dzieckiem Rodziców był syn ZYGMUNT ur.2 maja 1921r wspominanła Matka po wojnie o ślubowaniu Ojca nie palenia papierosów w okresie Wielkiego Postu do końca życia w Kościele prosząc Pana Boga o uzdrowienie małego synka.Miłościwy Pan Bóg uzdrowił Synka a Ojciec do końca życia nie palił papieros w Wielki Post.Drugim synem Rodziców był Henryk imię dostał po Dziadku, ur się 11 listopada 1925 roku Trzecim dzieckiem była Maria Antonina ur.28 marca 1927r czwartym i ostatnim dzieckiem jestem ja Antoni Filip ur.1 maja 1930 r.czworo dzieci urodzeni we Włocławku.
    Kilka zdań o naszej edukacji. Otóż Ojciec nasz był przekonany,że poziom nauczania w szkołach im. Jana Długosza jest bardzo wysoki a inspiracją tej decyzji był członek Rodu , brat naszego dziadka Henryka Ludwika a stryj naszego Ojca, Profesor Władysław Adam Lercel ur.22.XII.1840 r.w Strzyżowie [ zmarł 4 stycznia 1928 r.w Rzeszowie ] Absolwent rzeszowskiego gimnazjum [1861 r.] i Uniwersytet Lwowskiego Lwowskiego,nauczyciel języka polskiego,

    greckiego,historii i geografii w rzeszowskim gimnazjum [ 1866- 1878 i 1886-1899] Dyrektor tegoż gimnazjum [1886-1899 ] członek Rady Miejskiej [1893-1899 ] inspektor okręgowy szkół ludowych w Bośni [ po 1878] nauczyciel Państwowego IV Gimnazjum Męskiego im. Jana Długosza,przy ul Nikorowicza 2 typu staro klasycznego we Lwowie, w 1884 roku,Dyrektor tegoż Gimnazjum.Współautor podręcznika Gramatyki Języka Polskiego,wydał do tłumaczenia przekłady z języka łacińskiego na polski z polskiego na łacinę w 1872 r.oraz wielu książek naukowych.Absolwentami tego Gimnazjum byli Juliusz Kleinert,Korner Makuszyński,Jan Parandowski,Józef Kellenbach.Na 50 lecie [1926 r.] wydano książkę pamiątkową jako pracę zbiorową z kronikom działalności.Wspomnę ciekawostkę, uczniowie gimnazjum nadali profesorowi Władysławowi Adamowi Lercel przydomek „Pruła” za rygorystyczne wymagania przestrzegania czystości języka polskiego.Mając 4 lata rozpocząłem edukację w prywatnym przedszkolu prowadzonym przez Siostry Urszulanki we Włocławku do którego uczęszczali moi Bracia i siostra,po ukończeniu którego uczęszczała do szkoły podstawowej prowadzonej przez Siostry urszulanki w tym samym Gmachu.Gdy wybuchła II Wojna Światowa w 1939 r.Siostra Maria Antonina ukończyła szkołę podstawową.Brat Henryk Marcin uczęszczał do szkoły prywatnej prowadzonej przez księży Salezjanów im.Jana Długosza, po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do gimnazjum mieszczącym się w tym samym Gmachu w 1939 roku zdał do 3 klasy gimnazjum. Ja natomiast w tej samej szkole ukończyłem w 1939 r.trzecia klasę podstawową w której byłem w drużynie Harcerskiej Zuchów.Najstarszy brat Zygmunt po ukończeniu małej matury tak się wówczas nazywało ukończone cztery klasy gimnazjalne w tej samej szkole do której uczęszczaliśmy.Ojciec przeniósł brata Zygmunta na jego prośbę do Gimnazjum Księży Salezjanów do Aleksandrowa=Kujawskiego gdzie był w internacie szkolnym i w 1939 roku zdał maturę.W tym gimnazjum uczęszczał na lekcje muzyczne,grał na wiolę-czeli.Tu muszę wspomnieć,że brat Zygmunt dlatego prosił Ojca o przeniesienie do Gimnazjum w Aleksandrowie-Kujawskim bo jego przyjaciel z Włocławka tam się uczył i należał

    do Stowarzyszenia „Sokół”którego przy Gimnazjum im.Jana Długosza nie było.Brat Zygmunt spełnił swoje marzenia wstąpił do Stowarzyszenia ” Sokół” przeszedł przeszkolenie wojskowe i jak opowiadał przyjeżdżając do rodzinnego domu, wyżywał się na strzelnicy mówił,że po zdaniu matury będzie uczył się w Wojskowej Szkole Oficerskiej .Bratu imponował naszej Maki brat jedyny nasz wujek Ignacy Śiwiński studiujący S.G.H. w Warszawie który na początku roku 1939 został powołany do odbycia podchorążówki w Wejcherowie.

    Wybuchła wojna 1 września 1939 roku.Osiemnasto letni Zygmunt zgłosił się na ochotnika do Wojska Polskiego.

    w 14 półłuk stacjonującym we Włocławku.Został w 3 dniu wojny odznaczony za to,ze stojąc na warcie zauważył i udaremnił V Kolumnie podpalenia budynków Koszar przy ul. Żytniej.Wszczął alarm strzelając do wroga.kilku z nich padło rannych i zabitych.Alarm spowodował,że wojsko w koszarach z broną w ręku zlikwidowali całkowicie tą bandę wroga .

  5. zenobiusz pisze:

    Pamiętam,że w dniu 1 września 1939 rr.Rodzice przystosowali samorzutnie lokal Restauracji „As” na pl.Wolności nr 3/4 we Włocławku na punkt sanitarny i kuchnię bezpłatną dla uciekinierów z kierunku Bydgoszczy,a 36 pracowników restauracji pracowali na dwie zmiany po12 godzin w nowych obowiązkach samorzutnie niosąc pomoc Rodakom zgłodniałym,zmęczonym ucieczką i niesieniem małych dzieci które kładziono spać na kanapach w sali lożowej bardziej zacisznej.Z pomocą medyczną samorzutnie w tym punkcie opatrunkowym czuwali dr Filipiak i felczer mieszkający w tym domu pan Ciszewsk który opatrywał spuchnięte rany stóp uciekinierów. Trwało to kilka dni,wkroczył Okupant do Włocławka.Pamiętam,że z nakazu Okupanta Rodzice musieli uruchomić Restaurację „As” dla Niemców. Rodzice biegle władali językiem niemieckim,rosyjskim

    francuskim,słyszeli jak wojskowi upojeni alkoholem mówili jaki szykują pogrom Polakom i szczególnie Żydom. Wielu znajomych w tym zacnych obywateli Włocławka pochodzenia Mojżeszowego ostrzegali o pogromie jaki ma nastąpić.Ja mimo,że dopiero wkroczyłem w 10 rok życia pamiętam jak na Placu Wolności zaledwie w kilku dniach po wkroczeniu Wermachtu do Włocławka Gestapo oskarżyło kupca sklepu spożywczego,że do mąki którą sprzedaje dosypał proszkowanego gipsu co było nie prawdą i skazał tego kupca Żydowskiego na karę śmieci przez powieszenie na szubienicy zbudowanej na Placu Wolności a egzekucja była okrutnym widowiskiem. W styczniu 1940 r.władze okupacyjne wezwały Ojca do Urzędu Miasta proponując podpisanie folksdojcz listy,Ojciec odmówił..W tym czasie opłakiwaliśmy poległego w obronie Ojczyzny,Polskiego Oksywia,naszej Matki jedynego brata plut podchorążego 24 letniego studenta S.G.H. w Warszawie Ignaca Śiwińskiego jedynego naszego Wujka..

    O tym zawiadomił Dziadków pan Juliusz Petrykus gospodarz-rolnik który użyczył własnej ziemi na grób poległego Polskiego żołnierza z narażeniem własnego życia.Gestapo wydało rozporządzenie zabraniające takich praktyk,

    mimo to rodzina państwa Petrykusów a szczególnie Ich dzieci pielęgnowały tą mogiłę.A przy tej okazji wspomnę,ze wystąpiłem z prośbą w dwóch pismach, pierwszym do Wicemarszałka Senatu RP Pana Donalda Tuska a także do Premiera Donalda Tuska aby uhonorować odznaczeniem Rodzinę Państwa Petrykusów za odwagę i patriotyczny czyn przynależności tej Rodziny Kaszubskiej do Polski.Prośby przemilczano to dziwne,że Pan Tusk twierdzi,że jest Kaszub-em.W tej sprawie posiadam wiele dokumentów z relacji żołnierza który był w plutonie podchorążego Ignaca Śiwińskiego komentarz z walk ale do tej tragedii powrócę w następnych relacjach

    Byliśmy też pełni obaw o losy naszego najstarszego brata Zygmunta który w 1939 roku był 18 letnim ochotnikiem Wojska Polskiego 14 pułku piechoty która przedzierała się przez Puszczę Kampinoską na odsiecz Warszawy.brat zygmunt dostał się do niemieckiej niewoli bo żołnierzom zabrakło amunicji aby walczyć.Został jak wielu wywieziony do Niemiec,skąd uciekł w czym pomogła Jemu znajomość języka niemieckiego ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero pod koniec 1940 roku.W dniu 13 marca 1940 roku bardzo rano wkroczyła do naszego mieszkania na pl.Wolności 3/4 na pierwszym piętrze niemiecka policja z nakazem Der Obrrburgermeister der Stat Leslau an der Weichsel-Cramer.Zabrano Rodzicom Restaurację „As” dwa domy czynszowe przy ul.Toruńskiej dwa sklepy kolonialne,willę „Marysieńkę” w której też była restauracja w Wieńcu-Zdroju i w 20 minutach musieliśmy opuścić pięcio pokojowe umeblowane mieszkanie na Pl.Wolności.Wysiedlono nas do G.G. Warszawy..Tą zemstę

    zaplanował Niemiecki wywiad w oparciu o wiadomości V Kolumny przysyłając do Polski w 1938 roku szpiega który z sfałszowanymi dokumentami zgłosił się do Ojca z referencjami międzynarodowego kelnera,którego Ojciec zatrudnił bo gośćmi „Asa” byli przeważnie zamożni Ziemianie,ludzie dobrze sytuowani,obco krajowcy w przeważającej ilości obywatele z USA. Szpiegem tym był Frydeich Bergmann o czym w szczegółach przedstawiam poniżej.A wszystko o czym piszę mam potwierdzenie w posiadanych dokumentach.Nie oskarżam Narodu Niemieckiego lecz ” Nazistów -Plugawego Nasienia tego Narodu”
    Obywatel Fryedrich Bergmann gestapowiec tajny agent wywiadu który za zgodą Rządu III Rzeszy został wysłany jak wiele jemu podobnych do naszej Ojczyzny już w 1938 roku z zaplanowanym zadaniem perfidnej,okrutnej bestialskiej zakłady Polskich Rodzin w tym i mojej.Zgotował nam zubożenie,nędzę,głód,represje,prześladowania i śmierć moich najbliższych i kochanych osób.Podam jeden z przykładów który woła o pomstę do Nieba,o dokonanej zbrodni na Ojcu .mojej Matki , ukochanym 73 letnim moim Dziadku Feliksie Śiwińskim którego bestialsko zamordował katując laską kulawy Niemiecki Gajowy esesman tylko za to,że zbierając w lesie Wienieckim szyszki na opał, gajowemu nie ukłonił się, nie zdjął przed nim czapki z głowy.Do prześladowań i chwalebnych czynów Dziadka rodziny powrócę.

    To Faszyści Niemieccy ponoszą odpowiedzialność za wzniecenie II Wojny Światowej następstwem czego z Niemieckiej Krwawej Okupacji dostaliśmy się pod niewolniczą okupację Komunistyczną.

    w 1938 roku obywatel Niemiec Frydrych Bergmann jak się później okazało gestapowiec przysłany przez wywiad Niemiec w ramach współpracy z V Kolumną . Zgłosił się do moich Rodziców właścicieli największej restauracji we

    Włocławku co potwierdzają zdjęcia i dokumenty z prośbą przyjęcia do pracy w charakterze kelnera,przedkładając opinie i listy polecające z znanych lokali Berlina.Paryża i Budapesztu.Dla sprawdzenia znajomości języków obcych oprócz polskiego Rodzice zaczęli rozmawiać z tym panem po niemiecki,francusku,rosyjsku a ponieważ Ojciec znał też język węgersk i ten język też znał. Ponieważ gośćmi Rodziców lokalu byli przeważnie Ziemianie ,obcokrajowcy,przemysłowcy,urzędnicy,zamożni ludzie Rodzice z zadowoleniem przejęli do pracy tak inteligentnego kelnera.Pamiętam będąc 9 letnim chłopcem tego osobnika,był wysoki,szczupły w wieku 35 lat Jak mnie Matka opowiadała po wojnie Frydrich Bergmann wszystko widział i wiedział co było związane z naszą rodziną i co posiadali Rodzice. 1 września 1939 roku faszystowskie Niemcy napadli na Polskę,Frydrich Bergmann

    zniknął,powrócił 13 marca 1940 roku w mundurze Gestapoowca z asystą policjantów w mundurach niemieckich z nakazem w języku niemieckim z pieczęciami gapy i faszystowskiej sfastyki, ten oryginalny dokument posiadam.

    również w przetłumaczeniu na język Polski podpisany przez Niemieckiego Nad Burmistrza miasta Leslau Cramera.Ten podły człowiek nie pozwolił wziąć Matce bułkę paryską na śniadanie dla nas dzieci i kazał Ojcu zdjąć

    krzyżyk ze ściany mówiąc to wszystko,co możecie stąd zabrać, kiedy Ojciec zdjął krzyżyk i go ucałował Gestapowiec wpadł w wściekłość.Rozkazał Matce zdjąć złote kolczyki z uszu,dwa złote pierścionki,jeden z brylantem,drugi z szafirem,złotą bransoletkę,złoty łańcuszek z krzyżykiem, złotą broszkę, oraz obrączki,kazał Ojcu oddać sygnet złoty,złotą papierośnicę.Krzyczał .cała Wasza rodzina to wrogowie Niemiec,zwracając się do Matki powiedział,że Twój brat Ignacy[znał Brata Matki od 1938 r, i widział Wujka jako studenta i w mundurze podchorążego] zginął 6 września 1939 r.na Oksywiu.Wiem,że Wasz syn Zygmunt jako ochotnik walczył w obronie Warszawy i jest w niewoli.[ całe szczęście,że nie wiedział o Zygmunta bohaterskim czynie w koszarach przy ul Żytniej]albo gryzie ziemię.Zwrócił się do Ojca myślisz,że nie wiem, Twój ojciec był oficerem , Powstańcem w 1863 i niedługo Rosjanie zniwelują cmentarz Łyczakowski a ciebie oficera legionów obrońcę Lwowa przekażemy Rosjanom aby ukarali ,że podniosłeś na nich rękę.Dostałeś od Piłsudskiego Medal Niepodległości a od Rosjan dostaniesz krzyż na mogile.Okrzykiem raus wyrzucił Rodziców z lokalu.Rodzice wrócili do mieszkania które mieliśmy w tym samym domu na I Piętrze i opowiadali nam co się stało [ a ten krzyżyk z "Asa" mam do dziś] Po

    godzinie Frydrych Bergmann wkroczył z żandarmami do naszego mieszkania..

  6. zenobiusz pisze:

    Na raz usłyszeliśmy jak ktoś nie puka lecz uderza pięścią w drzwi wejściowe do naszego mieszkania 5 pokojowego na pl.Wolności 3/4 .Muszę sprostować nazwę pl.Wolności, została zmieniona przez Faszystów na pl.Adolfa Hitlera.Jako dowód potwierdzający niech świadczy fakt,że na dokumentach pozbawiających Rodziców mienia figuruje

    nowa nazwa tego „Zbrodniarza Adolfa Hitlera” słychać przekleństwa dochodzące za drzwiami w języku niemieckim [ fa flukter,do ner we ter] jeżeli niepoprawnie napisałem po niemiecku to przekleństwo to proszę mnie wybaczyć,języka tego uczyłem się z przymusu.Ojciec drzwi otworzył,wpadł Frydrych Bergmann z żandarmami i wręczył Ojcu dokument na którym z lewej górnej stronie jest dużym tłustym drukiem napis KOMISARZ miasta Leslau z prawej górnej strony napis Leslau den 13.III.1940. którego fragment zacytuję: ” Ze względów bezpieczeństwa publicznego zostaje pan z natychmiastowym skutkiem z terenu Rzeszy Niemieckiej wydalony.niniejsze wydalenie dotyczy również wszystkich członków rodziny mianowicie 6 osób. .W ciągu 20 minut po otrzymaniu niniejszego rozkazu wydalenia winien się pan wraz z wszystkimi członkami rodziny gotów do podróży przed domem [ drzwi wejściowe] znajdować się na ulicy. Zarządzeniom urzędników policji należy się bezwzględnie podporządkować.

    WOLNO PANU ZABRAĆ :

    1. Całkowitą ciepłą odzież na sobie

    2. Na osobę najwyżej jeden koc wełniany
    3. Żywność na kilka dni
    4. Przybory do jedzenia i picia,noże,widelce

    5. Dowody osobiste i metryki urodzenia

    6. Na osobę najwyżej 20 zł.w polskiej walucie

    7. Jedną walizkę z najpotrzebniejszą odzieżą

    ZABRANIA SIĘ ZABIERAĆ ZE SOBĄ :

    1. Papierów wartościowych wszelkiego rodzaju

    2. Przedmiotów wartościowych wszelkiego rodzaju

    ze srebra,złota i przedmiotów ozdobnych

    3. Umeblowanie wszelkiego rodzaju

    4. Z żywego inwentarza [ psy,koty,ptaki itp.]

    Zamykanie szaf,oraz drzwi na klucz i zabieranie kluczy ze sobą jest surowo wzbronione.

    Podpis nieczytelny Cramer Pieczęć okrągła Gapa Niemiecka trzymająca w szponach

    wieniec a w środku wińca swastyka

    Posiadam oryginalne w/w dokumenty.Zostaliśmy wywiezieni do Generalnej Guberni Warszawy.

    W trakcie wysiedlenia z naszego mieszkania, Ojciec podszedł do biurka aby z szuflady wyjąć swoją Legitymację

    Inwalidy Wojennego z I Wojny Światowej,wówczas Żandarmi Niemieccy tego Ojcu zabronili wspominam ten fakt bo uprzednio pisałem,że w Warszawie po wysiedleniu takową legitymację ze Związku otrzymał lecz z datą wydania.6.9.1941 r. Trzeba po imieniu nazwać tych uczciwych,kulturalnych,szlachetnych Niemców złodziejami,grabieżcami cudzej prywatnej własności. A przykładem jest Gestapowiec Urzędnik Państwa III Rzeszy Frydrich Bergmann który zrabował i wywiózł do Niemiec nasz dobytek i tak:

    1. Komplet mebli, czeczot- ową sypialnie Rodziców z pościelą,firanami,zasłonami,dywanami,wypełnione szafy

    ręcznikami,bielizną damską i męską,z siedmioma Matki futrami,kapeluszami,butami.

    2. Komplet mebli pokoju stołowego.czarny dąb,styl Gdański stół dla 24 osób.Krzesła i fotele wyściełane skórą ,

    siedzenia sprężynowe stojący zegar Bukera z pełną zastawą porcelanową na 24 osoby,platerowe półmiski

    kryształowa zastawa różnych kieliszków do koniaków.likierów,czystych wódek,szampanów,win.szklanki

    kryształowe do soków, zastawy do porcelanowe do kaw,herbat,nakrycia sztućców posrebrzane do wszystkich

    rodzai dań obrusy serwety,serwetki .karafki tace do ciast mówiąc to było wszystko co było niezbędne.

    3. Komplet mebli salonu w stylu rokoko wyściełany Chińskim atłasem z pianinem Beciera.

    4. Gabinet z biblioteką biurkiem czarny rzeźbionym mahoń fotele i krzesła sprężynowe siedziska kryte skórą

    oraz postumentem dla stojącym na nim popiersia Marszałka Polski Józefa Piłsuckiego.Na potwierdzenie tej

    prawdy posiadam fotografie rodzinne na których też jestem , wykonane w gabinecie Ojca.Bez kłopotu widać

    wyraźnie popiersie Marszałka i meble o których mówię.

    O meblach z pokoju dziecięcego nie wspominam bo nie wiem gdzie i kto je przywłaszczył.

    Ojciec nasz na wszelki wypadek przed zapowiadającą się II Wojną Światową zgromadził kapitał u Przyjaciela w Warszawie,co prawda nie wiem jaki ale umożliwił naszej rodzinie dalszą egzystencję.

  7. zenobiusz pisze:

    Z obowiązku wobec osób bliskich od których doznałem tak wiele dobrego, muszę powrócić do wspomnień okresu przed wybuchem II Wojny Światowej.Mój kochany dziadek Feliks Śiwiński wiele czasu poświęcał nam,swoim wnukom i nie było dnia w każdym tygodniu aby nie gościł w naszym domu Wspominać będę o sobie bo to najlepiej pamiętam.Otóż gdy byłem małym chłopcem to Dziadek nauczył mnie wiersza pt.Kto ty jesteś ? Polak mały.Jaki znak twój ? Orzeł Biały. Gdzie ty mieszkasz ? itd.Pamiętam jeszcze wówczas nie chodziłem do szkoły a za nauczenie się tego wierszyka dostałem nagrodę psa owczarka Alzackiego wabiącego się As.Od imienia psa, Rodzice nazwali swoją nowo urządzoną restaurację na Placu. Wolności „As”.Dziadek kochał zwierzęta,pamiętam jak mieszkaliśmy jeszcze przy ul, Toruńskiej gdzie mieliśmy przy domu ogród dostałem od Dziadka 5 gołębi pocztowych i ekstra zbudowaną dla nich klatkę,małą kozę,szczygła w klatce który miał na zewnątrz klatki w wózeczek z ziarenkami Kiedy chciał jeść musiał dzióbkiem przyciągać cienki sznureczek przywiązany do klatki i wózeczka stojącego na pochyłych szynach paką przytrzymać sznureczek i po kilku takich pociągnięciach wózeczek był podciągnięty do klatki , wówczas ptaszek dzióbkiem wyjmował ziarenka z wózka i jadł,kiedy był syty puszczał z pod nóżki sznureczek i wózek z ziarenkami odjeżdżał po pochylonych szynach od klatki.Wyprzedzę zdarzenie które nastąpiło po II Wojnie Świat.Otrzymałem w 1945 roku zdjęcie spalonego mostu drewnianego na rzece Wiśle we Włocławku z Inwazji Bolszewików w 1920 roku w okresie „Cudu nad Wisłą” od Babci Anastazji, owdowiałej żony Dziadka,która przekazując mnie powiedziała: „To jest jedyna pamiątka po twoim Dziadku,wówczas mając 49 lat bronił Włocławka w walkach przed Inwazją Bolszewicką ” Przyjdzie taki czas,że odrodzi się wolna Polska i będziesz mógł to zdjęcie wyjąć z ukrycia co niniejszym czynię.W obronie miasta wzięła udział również ludność cywilna miasta Włocławka

    Czytając list do mojej Matki i przekazując jego treść dla potomnych jestem dumny,że Pan Bóg obdażył mnie tak

    wielkim szczęście,że jestem jej synem oto jego treść: napisany Oświęcim dnia 5.08.1931 roku.

    w tytule ” Wszystko dla Jezusa przez Bolejące Serce Maryji ” .

    Łaskawa Pani;

    W dniu dzisiejszym doręczono nam list pieniężny Łaskawej Pani,skierowany pod adresem naszego sierocińca,

    jakkolwiek my same jesteśmy Serafitkami-przyjmujemy ofiarę Łaskawej Pani na rzecz naszego sierocińca z wdzięcznością i serdecznie.”Bóg zapłać” w zamian z naszej strony i naszych sierotek i ufamy gorąco,że Matuchna Najśw,od Sieroci boleści,pod której wezwaniem znajduje się nasz klasztorny kościółek przyjdzie Łaskawej Pani z pomocą w Jej cierpieniach, o co codziennie prosić Ją gorąco będziemy-prosimy łączyć się z nami choć duchem w modlitwie z gorącą wiarą pełnienia woli Bożej.Polecamy Łaskawą Panią szczególnej Opiece Najśw. Matuchnie Bolesnej,życząc obfitych łask Chrystusa Pana, Z szczerą wdzięcznością i czcią pozostajemy oddane sługi w Chrystusie Panu. Siostry Serafitki.

    Treść listu Sióstr Serafitek przepisałem dosłownie z posiadanego oryginału liczącego 82 lata.Moja wiara utwierdza mnie w głębokim przekonaniu,że Matka moja była nie tylko wierzącą o gołębim sercu,wrażliwą na biedę i niedolę ludzką o czym świadczy list cudem zachowany w dokumentach Jej Matki a mojej Babci Anastazji Śiwińskiej,napisany w 1931 roku przez wówczas 30 letnią Matkę. Matczyne dobre serce niosło pomoc materialną dziesiątkom rodzin wysiedlonych z Włocławka w latach Okupacji Faszystowskiej o których w dalszych słowach będę wspominał. w dalszej treści.

  8. zenobiusz pisze:

    Odczuwam zobowiązanie z szacunku do mojej Matki Chrzestnej Stefanii Godlewskiej mieszkającej w Krakowie z którą po raz ostatni przed II Wojną Światową miałem kontakt w 1938 roku kiedy przyjechała z Krakowa na kilka dni w odwiedziny do swojej matki Anny,brata Mieczysława, naszej rodziny oraz do siostry Jadwigi Richter, siostrzenicy Rysi Ponieważ.Ojciec nasz owdowiałą Matkę przeprowadził ze Lwowa do Włocławka,to samo uczyniła córka Jadwiga Richter z Mężem i córeczką Rysią

    Ojca siostra Stefania spędziła dwa tygodnie z nami oraz z Matką w Wieńcu-Zdroju. Cioci mąż Bolesław major Wojska Polskiego w tym czasie był na poligonie z wojskiem na ćwiczeniach. Pamiętam,że w prezencie od Matki Chrzestnej dostałem zabawkę.Okręt był zbudowany z kolorowych elementów z metalu, do którego zbiornika wlewało się wodę pełną szklankę a do drugiego pojemnika wkładało się świeczkę w foremce z cienkiej blaszki i ją zapalało się .Po kilku minutach woda wrzała a para uchodziła z rurki pod wodą przy sterze i płynął okręt odpychany parą wodną

    Ustawiając ster pod kątem okręt płynął zataczał koła.Często puszczaliśmy okręt na rzeczce Zgłowiączce która przepływała przez wieś jak dobrze pamiętam tą nazwę Machnacz oddaloną od Wieńca-Zdroju o 3 kilometry gdzie .

    jeździliśmy z moim bratem Henrykiem i kolegami przebywającymi na wakacjach.

    Do myśli ciśnie się dużo wspomnień kiedy o tym piszę ale tylko jedno jeszcze przypomnę. Do Szkoły im Jana Długosza podstawowej i średniej prywatnej prowadzonej przez księży Salezjanów chodziliśmy 3 bracia.w mundurkach granatowych na rękawach były naszyte niebieskie prostokąty na których były naszyte wąskie pięć mm paski koloru srebrnego określające w zależności od ilości pasków do której klasy uczeń uczęszcza,czapki okrągłe koloru jasno niebieskiego otok sztywny ciemny granat z przodu metalowy znaczek obrazujący pochodnię z czarnym sztywnym daszkiem. W każdą niedzielę i w święta Państwowe i Kościelne chodziliśmy w szyku zwartym na mszę świętą na godz 10 do Włocławskiej Katedry.To była wielka ceremonia przed wymarszem zbiórka na boisku szkolnym,uformowanie oddziałów marszowych wg. klas od najmłodszych po klasę maturalną.Na przodzie Szkolny Poczet Sztandarowy w białych rękawiczkach.Komenda baczność wymarsz do kościoła odległego od Szkoły ponad 2 kilometry na którą przychodziły rodziny uczni tej szkoły.Po mszy świętej zbiórka przed Katedrą,komenda baczność pożegnanie Sztandaru,rozejść się.Nasze rodziny czekały na nas aby wspólnie wracać do domów,lub wspólnie ze znajomymi udać się na spacer.Mam kilka zdjęć z tych spacerów po nowym pięknym moście na którego otwarcie i poświęcenie przyjechał Marszałek Polski Józef Piłsudcki którego mieszkańcy i młodzież Włocławka witała na defiladzie. Padnie pytanie dlaczego o tych wydarzeniach wspominam bo serce kraje się z boleści jak mało przykładamy starań do kultywowania tradycji Narodowych i Kościelnych kształtujących szacunek oddawany Panu BOGU i OJCZYŹNIE.

    Powracam do tematu naszego losu w okresie Okupacji Faszystowskiej .
    Znaleźliśmy się w Warszawie, udając się do mieszkania rodziny Ojca Przyjaciela gdzie nas ugoszczono.U tych Państwa przespaliśmy noc a na drugi dzień dorożką pojechaliśmy na ul. 6 Sierpnia nr 12 mieszkania 39 gdzie czekał jakiś Pan w tym mieszkaniu tak sądzę właściciel domu.Rodzice po rozmowie z tym Panem otrzymali klucze od mieszkania 3 pokoje z kuchnią,łazienkom w którym były skromne umeblowanie,lecz samo mieszkanie było bardzo ładne.Już nie pamiętam ile miesięcy tam mieszkaliśmy.W każdym razie musieliśmy się wyprowadzić bo ta ulica jak wiele innych usytuowanych przy ulicy Sucha na której mieściła się siedziba żandarmerii Niemieckiej została włączona do dzielnicy gdzie zamieszkiwali sami Niemcy i folksdojcze.
    Ojciec zgłosił się do Stołecznego Komitetu Samopomocy Społecznej Komisji Opieki Nad Wysiedlonymi Al Jerozolimskie nr 83 otrzymując dokument L.p.10200 na nazwisko Lercel Mieczysław z datą 31 lipiec 1940 r.

    W krótkim czasie otrzymał Ojciec przydział mieszkania na ul Wolska Nr.34 prawdopodobnie po rodzinie Żydowskiej która musiała przeprowadzić się do ” Geta ” było to mieszkanie na pierwszym piętrze już nie pamiętam trzy lub cztery piętrowego budynku trzy pokoje z kuchnią i oddzielną toaletą. W tym samym domu była zamknięta mała restauracja którą Ojciec otrzymał w dzierżawę razem do spółki z wysiedlonym z miasteczka Kowala

    odległego od Włocławka Panem Janem Markiewiczem też wysiedlonym posiadającym restaurację w Kowalu.Ten dokument posiadam w oryginale o nazwie Potwierdzenie Zgłoszenia Nr.02538 podpisany Za Komisarycznego Burmistrza Dyrektor Wydziału J.Strzelecki z okrągłą pieczątką z napisem Zarząd Miasta W.M.Warszawie w środku pieczęci Syrenka z uwagą pomieszczeń 4 pracowników 5 łącznie z właścicielami,w załączeniu dokument Zezwolenie nr.21/2/5403/40 na detaliczną sprzedaż napojów alkoholowych z wyszynkiem.

    W Warszawie rozpocząłem naukę w szkole podstawowej przy ul. Młynarskiej w dzielnicy na Woli,której gmach bardzo duży sąsiadował z Zajezdnią Tramwajową Do szkoły miałem bardzo blisko wychodziłem z naszego domu przechodziłem na drugą stronę ulicy na wprost był Szpital Miejski,szedłem wzdłuż parkanu szpitala skręcałem na ul,Młynarską, przechodziłem obok Zajezdni Tramwajowej za którą stał budynek szkoły.Za namową kolegi klasowego o nazwisku Maj który mieszkał przy ul. Młynarskiej przyjaźniłem się, wstąpiłem do drużyny Harcerskiej.Na pierwszej zbiórce wobec drużyny składałem przysięgę na wierność Ojczyźnie zwalczając Okupanta..Na następnej zbiórce ale już nie licznej dostaliśmy od Drużynowego o wiele starszego od nas zadanie rysowania kredą szkolną na ścianach domów i płotów Wiktoria a z tyłu cykoria,znaku P,W nad literą W litera P, co oznaczało Polska Walcząca,,żółwia ze swastyką na grzbiecie,szubienicę z powieszoną swastyką , nie będę tłumaczyć co te rysunki oznaczały bo każdy Polak o tym wie. Szkoła została zlikwidowana, budynek przejęty na koszary ,wojskowe Niemieckiego Okupanta..w okresie wakacji. W tej szkole ukończyłem piątą klasę szkoły podstawowej..Ojciec zapisał mnie na tajne komplety nauczania do VI klasy.Nauczanie odbywało się w prywatnym mieszkaniu na pierwszym piętrze domu narożnikowego róg ul.Marszałkowskiej i Placu Zbawiciela wejście i brama wjazdowa na podwórko była od Placu Zbawiciela,natomiast w skrzydle od ul. Marszałowskiej na parterze był sklep Zoologiczny. Okno pokoju w którym odbywały się lekcje na 1 piętrze byl dokładnie nad tym sklepem.

    Naszymi nauczycielami byli jeżeli dobrze pamiętam nazwisko Pan Dzierżawski,w wieku około 45 lat,szczupły,

    wysoki,nosił okulary oraz Pani w wieku około 30 lat brunetka.Byliśmy pouczeni,że jeżeli wpadnie jakaś kontrola to

    na stole mają zawsze leżeć książkami zeszyty od języka niemieckiego którego też się uczyliśmy.[Tu przytoczę naszego Ojca twierdzenie które brzmiało: "Aby skutecznie zwalczać okupanta- wroga trzeba znać jego język i słyszeć co mówi i co chce zrobić tak udało nam się z Matką uratować wielu ludzi a przede wszystkim wyznania Mojrzeszowego kiedy podpici Niemcy w restauracji " As" omawiali i planowali bandyckie zbrodnie.] Natomiast wszystkie inne książki i zeszyty do j.polskiego,historii,matematyki,geografii,przyrody,religii mamy szybko włożyć do teczek i przez otwarte okno spuścić przy murze domu na ulicę.Jeżeli padnie pytanie czego się uczycie to mamy powiedzieć ,że tylko języka niemieckiego.był to rok 1942 miesiąc maj,zapukało Gestapo bardzo głośno,wkroczyło trzech mężczyzn w płaszczach czarnych ze skóry.Ale za czym Im właścicielka dużego mieszkania starsza Pani otworzyła drzwi,przeszukiwali pokoje jeden po drugim a nasz był ostatni na końcu przedpokoju.Zdążyliśmy spuścić teczki przez otwarte okno na ulicę Marszałkowską.Pani Nauczycielka na głos czytała z książki j.niemieckiego czytankę gdy Gestapowcy wkroczyli do naszego pokoju,było nas chłopców w

    moim wieku ośmiu pochylonych nad książkami znienawidzonego języka.Przeglądali nasze zeszyty szukali naszych teczek i po dość długiej rozmowie z Panią którą legitymowali w naszej obecności.Kazali nam opuścić mieszkanie.Czy gestapowcy czekali na właściciela mieszkania i jak się skończył ten dramat nie wiem.Pani Nauczycielka przyszła po kilku minutach,zaprowadziła nas do sklepu Zoologicznego gdzie otrzymaliśmy swoje teczki.Powiedziała chłopcy macie więcej do tego mieszkania nie przychodzić i natychmiast wracajcie do swych rodziców i powiadomcie co się wydarzyło.Tak się stało.Rodzice ulokowali mnie w Szkole z Internatem u Księży Marranów na Bielanach Warszawy.

  9. zenobiusz pisze:

    Czuje potrzebę przed przekazanie relacji o dalszych losach, zadać pytanie Czy żyje któryś z rówieśników

    > kolegów z którymi uczęszczałem jeszcze w kwietniu 1942 r.[ostatni raz] na tajne komplety nauki w mieszkaniu na Placu Zbawiciela w Warszawie.Pominąłem ważny fakt a mianowicie po kilku dniach od tego wydarzenia,Ojciec przywiózł Mamie prezent w postaci klatki z kanarkiem.zakupiony w sklepie Zoologicznym przy ul Marszałkowskiej róg Placu Zbawiciela. Powiedział,że po rozmowie z dzielną naszą Nauczycielką był osobiście w sklepie Zoologicznym podziękować za natychmiastowe schowanie teczek z

    książkami zrzuconych przez chłopców przez okno [co było wcześniej uzgodnione pomiędzy Właścicielami sklepu a naszymi Nauczycielami ] to wzór do naśladowania jak Polacy pomagali sobie nawzajem.Też jestem ciekaw czy ten sklep prowadzą Rodzina Tych dzielnych Polaków, Następny ważny przypomniany fakt z okresu kiedy byłem uczniem Szkoły Podstawowej przy ul Młynarskiej.Pani Wychowawca naszej klasy powiedziała,że jutro proszę przyjść bez teczek ponieważ pojedziemy zwiedzać wystawę pt „Sowiecka

    Zbrodnia Katyńska” wstęp bezpłatny.Proszę wybaczyć jeżeli podałem niedokładną nazwę wystawy,to są wspomnienia z przed 72 lat,miałem wówczas 11 lat.Na czas Wystawy zelżały łapanki uliczne,terror, a obwieszczenia rozlepione na murach,artykuły prasowe i ryczące głośniki uliczne zachęcały do zwiedzania Wystawy,dowodu makabrycznej zbrodni sowieckiej na Polskich Jeńcach Wojennych.Okupacyjne Władze Niemieckie chciały położyć kres twierdzeniu,że to Niemcy dokonali tej zbrodni.

    > Co za perfidia,jeden kat Narodu Polskiego Faszystowski Okupant oskarża o zbrodnie niedawnego Sojusznika który 17 września 1939 roku wbił nam nóż w plecy,pomagając Faszystom zniewolić naszą Ojczyznę.chodziłem wówczas do piątej klasy szkoły podstawowej.Następnego dnia Pani Wychowawczyni całą klasę tramwajem zawiozła nas na Wystawę.[teraz myślę,że to było polecenie Okupanta ] To był szok kiedy ujrzeliśmy na usypanej ziemi czaszki ludzkie,ułożone tak aby widoczna była potylica przestrzelonej

    czaszki głowy,obok napis: tak mordowali Polskich Jeńców Wojennych :oficerów,żołnierzy,policjantów.Na tym usypanym piasku leżały guziki metalowe z godłem od żołnierskich mundurów,poniszczone fotografie,medaliki,krzyżyki.takie same z jakimi dzisiaj

    > Blużniercy,Oszołomy z pod znaku Paliknotów walczą aby znikęły z otoczenia..

  10. zenobiusz pisze:

    Setki fotografii rodzin zamordowanych wśród których wzrokiem szukałem zdjęcia mojego wujka majora Wojska Polskiego Bolesława Godlewskiego zamordowanego w Charkowie o czym wówczas już wiedziałem,bo moja Matka Chrzestna Stefania żona Wujka mieszkająca w Krakowie telefonowała do brata Mieczysława Jna a mojego Ojca informując, że Cioci mąż Bolesław został zamordowany w Charkowie przez Sowietów.Jeżeli dobrze pamiętam tą
    Wystawę Okupant zbudował prowizorycznie w pośpiechu w długich namiotach o szerokości 10 m.na Placu Adolfa Hitlera vi za vi Teatru Narodowego z dużym napisem ‚Sowiecka Zbrodnia Katyńska” wstęp bezpłatny.Jak będę opisywał okres trzech lat pobytu w Niewolniczym Wojskowym Obozie Przymusowej Pracy dla wrogów PRL przedstawię jak Władze Komunistycznego PRL zacierały ślady haniebnej zbrodni Katyńskiej przez Sowietów.

    Popełnił bym grzech nie wspominając jeszcze tych dwóch wydarzeń przed przejściem do zapowiedzianego tematu mojej edukacji u Księży Marianów na Warszawskich Bielanach.

    Był to rok 1942 na ul.Wolskiej po lewej stronie gdzie były numery ulicy nieparzyste był duży plac na którym uprawiano warzywa.Plac ten był usytuowany na narożniku ulicy Wolskiej i Młynarskiej jadąc w kierunku Zajezdni Tramwajowej ogrodzony płotem z siatki metalowej.Pod ten płot Żandarmeria z Gestapowcami przywieźli 50 zakładników, Polaków i pod tym płotem ICH rozstrzelali a wśród nich był syn właściciela Browaru Piwa o nazwie Haberbusz i Szylle to byli Niemcy ewangelicy którzy wiele lat przed II Wojną Światową osiedlili się w Polsce i prowadzili ten Browar.W Gazetce Podziemnej AK które Ojciec regularnie do domu przynosił i były wieczorem czytane w gronie rodziny [a po tym spalane] pamiętam,,że w tej Gazetce pisało, iż rodzina Szyllera nie podpisała

    obywatelstwa Niemieckiego i kiedy po aresztowaniu dorosłego syna właściciela Browaru Szyllera Gestapo zaproponowało jak Ojciec zrzeknie się obywatelstwa Polskiego i przyjmie Niemieckie to syn będzie zwolniony i nie będzie rozstrzelany.Podobno Pan Szyller na to się nie zgodził i Syn Jego został rozstrzelany właśnie na ul, Wolskiej a Browar został zabrany Właścicielom.Nie wiem czy to polega na prawdzie ale faktem jest,że Syn Pana SZILLEGO został rozstrzelany.Z pewnością Historycy skorygują lub potwierdzą ten fakt.A piszę to dlatego bo z naszych okien widać było całą egzekucję. Ostatnie wspomnienie musi też zaistnieć. To ołtarzyki budowane przez lokatorów domów w których mieszkali. I my też ołtarzyk mieliśmy w kamienicy na podwórku w której mieszkało ponad 30 rodzin.Po godz.20 nie wolno było już chodzić ulicami.O godz.21 wszyscy lokatorzy naszego domu gromadzili się przed ołtarzem Matki Boskiej i przy zapalonych 2 świecach modliliśmy się do naszej Królowej Polski półgłosem prosząc Matkę o wolność Ojczyzny ana zakończenie śpiewaliśmy Boże coś Polskę przez tak liczne wieki.To głęboka wiara w Bożą sprawiedliwość dodawała sił i nadzieję,że sprawiedliwość zwycięży. Przeprowadziliśmy się do budynku byłego Senatora Dębskiego na Al Niepodległości 78 na Mokotów a ja powędrowałem do Księży Marianów na Bielany do Szkoły z Internatem,ponieważ Rodziców znajomi,sąsiedzi zwracali uwagę,że zbyt jawnie maluję na ścianach hasła ośmieszające Okupanta za co rodzinie grozi zagłada.

  11. zenobiusz pisze:

    Pojechałem w asyście Matki na Bielany do siedziby Księży Marianów,przekroczyliśmy bramę z furtą wejściową. Wokół białe budynki a w jednym z nich Szkoła,tuż obok Kościół też pomalowany na biały kolor .Weszliśmy do budynku Szkoły,Matka weszła do pokoju na drzwiach którego była tabliczka Dyrektor Ksiądz ale już nie pamiętam Jego nazwiska,ja czekałem z walizką na korytarzu,musiały w tym czasie być lekcje bo była cisza jedynie od czasu do czasu przechodzili pospiesznie księżą.Po 20 minutach Mama uchyliła drzwi i mnie poprosiła do gabinetu Księdza Dyrektora.Ukłoniłem się wówczas Ks.Dyrektor zapytał kto ty jesteś,przedstawiłem się.Chłopcze przyjmujemy Ciebie do naszej rodziny a twoim Wychowawcą i Opiekunem będzie Ksiądz Mierzwiński choć dzisiaj nie jestem pewien czy nie usłyszałem Marczewski.Usłyszałem,że dalej będę uczył się gry na fortepianie.Powiedział Twoja Matka opowiedziała, że zbyt pochopnie angażowałeś się w pisaniu po ścianach zakazanych haseł narażając siebie i rodzinę na srogie konsekwencje.Spytał, czy lubisz grać w piłkę nożną, odpowiedziałem,że tak,dopowiedział to dobrze, będziesz z kolegami z klasy VI grał w wolnych chwilach.Na zakończenie powiedział w każdą sobotę po lekcjach będziesz mógł na niedzielę jechać do domu rodzinnego i w poniedziałek na godz 8 wracać do szkoły na lekcje.Pamiętaj, że jesteś potrzebny Ojczyźnie zdrów i cały.bo takich młodzieńców Ojczyzna będzie potrzebować.Możliwe,że nie cytuję dosłownie słów Ks Dyrektora ale sens myśli był taki jaki opisuję.Czekaliśmy z Mamą na korytarzu przyszedł Ks. Marczewski który znał dobrze Matkę przywitał się ze mną , porozmawiał z Matką,pożegnał się i powiedział, pożegnaj Matkę,co uczyniłem,Matka powiedziała do zobaczenia w sobotę i pamiętaj zachowuj się przyzwoicie, odpowiedziałem daję słowo.

    Ksiądz położył rękę na moim ramieniu i zaprowadził do sypialni w której stało 10 łóżek a za parawanem łóżko Księdza Wychowawcy.Ja już dość dobrze grałem Mamy melodie a tu rozpoczęła się mordęga gry początkowej bo Pani Profesor stwierdziła,że mam braki znajomości nut i w koło Macieju palcówki,ale to jakoś przeżyłem.

    Koledzy z klasy bardzo fajni po lekcjach graliśmy w lasku Bielańskim w piłkę nożną w obecności Ks.Wychowawcy naszego Opiekuna. Pamiętam nazwiska kolegów Janka Olszewskiego, Królikowskiego którego imienia nie pamiętam bo na niego mówiliśmy Królik,i pamiętam tylko nazwisko kolegi Langiego w naszej klasie było nas około 30 chłopców.Wielkim przeżyciem było gdy o 6 rano po raz pierwszy usługiwałem do mszy świętej w białej szacie, Księdzu Wychowawcy.Jak się od Rodziców dowiedziałem w którąś z niedziel,że ten Ksiądz razem z Mamy Bratem a moim Wujkiem Ignacym zdawali maturę przed

    przed II Wojną Światową w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej G Z K we Włocławku z tym że Wujek studiował w Warszawie na W.S.G.H.a Ksiądz w Seminarium we Włocławku i stąd Rodzice się dobrze z Księdzem znali o tym Księdzu wspomnę gdy będę wspominał moją działalność w Oddziale ” Szarego” Jak wspomniałem w tej szkole był zwyczaj,że w soboty po lekcjach chłopcy z internatu mieszkający w Warszawie mogli jechać na niedzielę do swych rodzinnych domów,z tego przywileju korzystałem.W jedną z niedziel wpadło Gestapo i tych co byli w internacie starszych chłopców aresztowali wg swojego uznania,podobno i księży.Rodzice otrzymali tą wiadomość

    telefonicznie w nocy.W poniedziałek rano Matka wywiozła mnie kolejką wązko-torową w kierunku Piaseczno-Grójec.Mieszkaliśmy wówczas na Al.Niepodległości 78 w domu Senatora Klarnera lub Dębskiego jeśli dobrze pamiętam to nazwisko.Co prawda mam Umowę Najmu Lokalu oznaczonego nr 4 na 1 piętrze czterech pokoi,kuchni,łazienki,przedpokoju oraz przynależnej piwnicy lecz w treści figuruje tylko nazwisko Administratora tego Domu Pana Feliksa Gorzkowskiego.budynek ten wybudowano 1938 r.i oddano do użytkowania bez elewacji ponieważ wybuchła wojna.Budynek 5 piętrowy o konstrukcji żelbetonowej w którym pod piwnicami był zbudowany schron przeciw lotniczy,budynek bardzo nowoczesny.w którym zastało nas Powstanie Warszawskie w 1944 roku

  12. zenobiusz pisze:

    Przed wspomnieniami z mojego pobytu w Głoskowie kilka zdań o rodzeństwie. Jak wcześniej podwalem w 1939 roku
    siostra Maria Antonina ur.28.03.1927 roku miała ukończoną szkołę podstawową u Sióstr Urszulanek we Włocławku.
    W Warszawie Rodzice umieścili Siostrę w Gimnazjum Sióstr Urszulanek od września 1940 r. do którego uczęszczała do czerwca 1944 roku.W tym Gimnazjum ukończyła kurs PCK Sanitariuszek, wstąpiła do podziemnej

    organizacji ‚szarych szeregów” a ukończony kurs sanitariuszek P.C.K. pozwolił Siostrze w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 r.pełnić obowiązki sanitariuszki w punkcie opatrunkowym przy Al. Niepodległości nr.78.

    który z punktu opatrunkowego powiększył się do Szpitalika z 35 ciężko rannymi żołnierzami A.K.i wieloma cywilami. Do tragicznych losach Siostry powrócę.

    Natomiast starszy brat Henryk Marcin ur,11 listopada 1925 r.po ukończeniu szkoły podstawowej a 1939 roku 0trzymał promocję do II klasy Gimnazjalnej im. Jana Długosza mieszczącego się w tym samym gmachu szkoły.Po wysiedleniu do Warszawy brata Henryka umieścili Rodzice w II Miejskiej Szkole Zawodowej Rzemiosła Artystycznego Gimnazjum przy ul.Sandomierskiej nr.12 chroniąc Brata przed wysłaniem na roboty przymusowe do Niemiec.Praktykę odbywał w Fabryce Mebli w dziale Rzeźby Artystycznej pracującej na potrzeby Okupanta.

    Ponieważ od najmłodszych lat uczyliśmy się gry na fortepianie a w tym celu przychodziła do naszego mieszkania Pani Nauczycielka więc Rodzice tą naukę kontynuowali na Wysiedleniu które nie mogło trwać wiecznie.

    .Rodzice zatrudnił Panią Profesor Szafner,Artystkę Operową która w 1939 roku wyjechała a raczej uciekła z Wilna gdzie występowała w Operze Wileńskiej.Przychodziła prawie codziennie uczyć Brata gry z nut na pianinie bo trzy

    fortepiany jakie Rodzice mieli we WłocławkuOkupant zarekwirował ten z restauracji ‚As” z willi Wieńcu Zdroju i ten Mamy co stał w saloniku naszego mieszkania.Brat Henryk miał wyjątkowy słuch głos tenora

    jak śpiewał Arie Operowe to szyby drżały a ciarki przeszywały ciało.U nas w domu w czasie Okupacji w soboty przychodziło wielu znajomych przeważnie wysiedleni Włocławiacy i pozostawali na noc bo było wolno chodzić tylko do 20 godz.Przy kolacji Brat z Panią Profesor koncertowali.Pamiętam jedną taką sobotę na której śpiewał ze

    szańca na szaniec i zwału na wał,to rozkosz jedyna rycerska przyczyna rycerski to stan.Co rycerz to Pan,itd.

    TO śp. Rodzice wpoili w moje Ja patriotyzm do Matki Ojczyzny,kiedy przypomnę sobie jak pięknie grała na fortepianie śpiewając na sobotnich spotkaniach.Wśród gości pamiętam Księdza Guzendę z Włocławka,właściciela

    Włocławskiej Fabryki Maszyn Rolniczych o nazwisku Mizam,jeśli nie zniekształciłem tego nazwiska który był wyznania Mojżeszowego.Ci dwaj Panowie byli fikcyjnie zatrudnieni jako kelnerzy w Ojca restauracji pod przybranymi nazwiskami o czym dowiedziałem się po wojnie od mojej Matki.Wspominam o tym bo wśród tych gości były osoy które w UB przedłożyli na piśmie oświadczenia potwierdzające naszą wierność Ojczyźnie,wszystkie imiennie zacytuję.Niestety za moją działalność polityczną i pochodzenie wszystko nam po przez domiary zabrali,zlicytowali.o czym będę pisał po przekazaniu wieści o Głoskowie i po przebytym Powstaniu
    W poniedziałek rano wspólnie z Mamą pojechaliśmy tramwajem na Dworzec kolei wązkotorowei kierunek Piaseczno-Grójec.Mijaliśmy jeśli kolejność miejscowości dobrze pamiętam Zalesi,Zalesinek,Gołków wysiedliśmy na peronie w Głoskowie.Przy Dworcu czekał Pan Leśniczy w mundurze leśnika siedząc na bryczce, zaprzęg w dwa konie.Kiedy nas dostrzegł zsiadł z bryczki przywitał się z Matką i ze mną. Po rozmowie, zorientowałem się,że Mama zna dobrze Pana Leśniczego,odeszli ode mnie parę kroków , szeptem rozmawiali,Mama z torebki coś wyjęła i Leśniczy schował to do torby którą miał na ramieniu.Podeszli do mnie, Mama powiedziała zamieszkasz u Wujostwa w leśniczówce gdzie będziesz miał kuzynów, Benka a drugiego imienia synka Państwa Leśniczych nie pamiętam.Benek był moim rówieśnikiem a drugi chłopiec o wiele lat młodszy.Ja wiedziałem,że to nie jest nasza rodzina ale pouczyła mnie Mama,że tak mam mówić jak by ktoś obcy o to zapytał.
    Pan Leśniczy włożył moją walizkę do bryczki ,pożegnał się z moją Mamą.. I ja pożegnałem się z Kochaną Matką ucałowałem,ukochałem która powiedziała masz nie sprawiać Wujostwu kłopotów odpowiedziałem,że nie będę. Matka pozostała na stacji czekając na powrót pociągiem do Warszawy.Pan Leśniczy strzelił batem,konie ruszyły drogą piaszczystą do Leśniczówki.W leśniczówce poznałem żonę Pana Leśniczego który przywołał synów mówiąc Im, to jest wasz kuzyn i od tej chwili do Państwa Leśniczych zwracałem się per Ciociu i Wujku.Poznałem mieszkającego w leśniczówce Pana Profesora który Benka i mnie uczył z książek 6 klasy szkoły podstawowej. Wieczorami Pan Profesor którego nazwiska nie znałem opowiadał nam,,ze grał w piłkę nożną w reprezentacji Klubowej Crakowi myślę,że też się ukrywał. Ja z Benkiem mieliśmy sypialnię, pokój był duży na poddaszu z oknem a vis-a-vis był pokój Profesora. Leśniczówka miała tylko podmurówkę z cegły ,zbudowana była z drewna, stała na górce przy piaszczystej drodze,około 100 bm od rzeczki o nazwie Jeżórka lub Jeziorka już dobrze nie pamiętam przez którą był mizernej konstrukcji mostek z drewna.W tej rzeczce kąpaliśmy się a przed mostkiem była głęboka woda.Pamiętam,że obok budynku leśniczówki stał maszt a na wierzchołku prądnica poruszana skrzydłami wiatrowymi tak,że wieczorami można było czytać książki przy świetle elektrycznym.Droga piaszczysta w jednym kierunku przez las prowadziła do wioski o nazwie Zielonka oddalonej o około 4 km. natomiast w przeciwną stronę droga prowadziła do Głoskowa.Pan Profesor wyjechał niespodziewanie z leśniczówki był wysoki,szczupły,miał około 40 lat.Benek jako miejscowy zaczął chodzić do szkoły w Zielonce natomiast mój Ojciec dowiedziawszy się od pana Leśniczego,że w Głoskowie Księża Salezjanie prowadzą własną szkołę – Gimnazjum z internatem w której uczy się około 40 chłopców, załatwił przyjęcie mnie do tej szkoły i internatu. Ksiądz Przełożony załatwił,że zostałem dopuszczony w Szkole w Zielonce do egzaminu końcowego w szkoły podstawowej.Egzamin zdałem 1943 r i od września tegoż roku byłem uczniem I klasy gimnazjalnej.Księży Salezjanów.W roku szkolnym 1943/1944 ukończyłem z wynikiem celującym pierwszą klasę Gimnazjalną z wynikiem celującym uzyskując promocję do klasy następnej 2. Pamiętam,że na posesji Księży w Głoskowie stał duży dom piętrowy na dużej działce, częściowo zalesionej sosnami, stał też mały domek z drwalnią gdzie mieszkał Ogrodnik.Posesja ogrodzona płotem z siatki metalowej.Mieliśmy miejsce go gry w siatkówkę i piłkę nożną,chodziliśmy w grupie nad rzeczkę koło mostku kąpać się z tego miejsca dobrze było widać leśniczówkę na górce a na skarpie tej górki pasiekę pszczelarską Pana Leśniczego.Co dziennie po śniadaniu uczestniczyliśmy w mszy świętej w kaplicy znajdującej się na pierwszym piętrze tego domu.Często pełniłem obowiązki ministranta. Lekcje odbywały się do godzin obiadowych, po tym mieliśmy dużo czasu własnego.

    Podczas pierwszych miesięcy pobytu w Szkole Księży Salezjanów Pan Ogrodnik w wieku około 30 lat zapraszał mnie samego do swojego domku na rozmowy,wypytując o wszystko co związane było ze mną i moją rodziną

    A już po trzech miesiącach uczestniczyłem w zbiórkach drużyny Harcerskiej Szarych Szeregów,po uroczystym ślubowaniu i złożenia przysięgi na wierność Panu Bogu i Ojczyźnie. Nastąpiło szkolenie,Pan Ogrodnik okazał się naszym Drużynowym,uczyliśmy się jak rozbierać do czyszczenia i składania karabin ,który posiadał,ładować amunicję,na sucho celowaliśmy do tarczy, odbezpieczać granat z zawleczki w jaki sposób rzucać,,jak odkopywać miny,jak robić i rzucać butelki z benzyną lub naftą,opatrywać rany itp.Uczyliśmy się Hymnu Narodowego,piosenek żołnierskich,być czujnym i zachowywać tajemnicę.Tu muszę powiedzieć,że w Gimnazjum nieużywane były nazwisk tylko imiona.Dzień przed datą Powstania Warszawskiego w 1944 r.o którym jeszcze nie wiedzieliśmy na zbiórce całej drużyny do której jak się okazało należała większość uczni, Drużynowy pouczył nas mówiąc gdybyście wracali do domów do Warszawy to wracajcie pieszo bo kolej wąskotorowa jest bardzo mocno kontrolowana przez Żandarmerie Niemiecką i grozi Wam aresztowanie,wracajcie po dwóch a nie gromadą.Padło pytanie dlaczego mamy wracać do Warszawy? Dostaliśmy wymijającą odpowiedź,są wakacje i rodziny na Was czekają może wracać do rodziny kto z Was chce Dla własnego bezpieczeństwa wychodzić winniście co 20 minut,nie mówcie skąd idziecie mówcie od dziadków lub cioci…A jak Księża nie pozwolą nam wracać do rodzin? Na to pytanie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.Coś w powietrzu wisiało,Księża jak nigdy do tej pory udzielali zgodę na odwiedziny rodzin. Księża zachęcali nas do sakramentu spowiedzi ,Modlitwy jak zawsze były kierowane za Ojczyznę .Poszedłem do Księdza Przełożonego z prośbą o pozwolenie odwiedzenia rodziny ponieważ są wakacje,zgodę uzyskałem Dzień przed powrotem do Warszawy poszedłem za zgoda pożegnać Rodzinę Pana Leśniczego.Pan Leśniczy powiedział,że jutro o 5 rano przyjedzie po mnie i mojego kolegę Adama.Postaram się Was podwieźć w kierunku Warszawy.Tak uczynił, jechaliśmy polnymi drogami.Zatrzymał bryczkę,powiedział macie do Warszawy Służ-ewa około 10 km,drogi pieszej,dał nam kartkę z naszkicowaną ręcznie mapką-z nazwami wiosek którymi dojdziemy do domów. Leśniczy rzekł,pozdrówcie Rodziców a po kłopotach z Rodzicami nas musicie odwiedzicie.Przylekłem,że tak.Poklepał nas po ramieniu i wsiadł do bryczki,odjechał.Tu pozwolę sobie wyprzedzić bieg wydążeń otóż w dniu 29 sierpnia 2012 roku u schyłku życia mając 83 lata zwróciłem się z niecodzienną prośbą po 69 latach milczenia, pragnąłem dotrzymać słowa przyrzeczonego mojemu Księdzu Spowiednikowi któremu często służyłem do codziennej mszy św.w kaplicy znajdującej się na pierwszym piętrze budynku który był moim domem,szkołą schroniskiem w okrutnych czasach Okupacji Niemieckiej.W czasie ostatniej wówczas św. spowiedzi na dwa dni przed wybuchem Powstawiania a jednym dniu przed moim powrotem do Warszawy,przyrzekłem na Księdza prośbę dając Ks.Spowiednikowi słowo honoru,że powrócę po swoje pozostawione rzeczy osobiste o co mnie Ks.prosił dopowiadając ale przyjedziesz z Rodzicami których znał osobiście.Tak bo też mamy zobowiązanie wobec Pana Leśniczego.Powiedział chłopie wojna się skończy,będziemy wolnym Krajem,muszę zobaczyć Was wszystkich,że żyjecie.Słowa nie dotrzymałem,Ojciec w

    Powstaniu poniósł śmierć na placówce nas zabrano rannych do Obozu a po tym walka naszej rodziny z UB była tego przeszkodą w spełnieniu przysięgi.Ja wiem,że już moi opiekunowie nie żyją ale choć jeden jest w śród nas chciałem aby wiedział i podzielił się w modlitwie z tymi co odeszli,że spełniłem przysięgę.Dlaczego o tym piszę bo ta osoba która list polecony przejęła ode mnie z moją prośbą ,zawiodła mnie. Przebaczam tej osobie,że poskąpiła mnie adresu do moich Księży a tym samym do Rodziny Benka i Jego brata dzieci Pana Leśniczego w Głoskowie. O godzinie 18 z minutami szczęśliwie dotarłem do drzwi mieszkania rodzinnego na 1 piętrze domu przy Al Niepodległości nr,78 w które zapukałem.w dniu 30 lipca 1944 r.gdzie na mnie czekano.

  13. zenobiusz pisze:

    Wieczorem kilka minut po 20 godz.do naszego mieszkania przyśli sąsiedzi; Pan Senator Dębski z Żoną i 6-letnim synkiem,dwóch sąsiadów z żonami w starszym wieku ,jeden z tych Panów był lekarzem.Podczas wspólnej kolacji w rozmowie dowiedziałem się,że w schronie który jest w naszym budynku dwa piętra pod parterem.zbudowanym w 1938 roku ,pięcio piętrowym o konstrukcji żelbetonowej jeżeli dobrze pamiętam nazwisko właścicielem był nim minister Klarner, ale nie jestem pewien czy to nazwisko poprawnie wymawiam.
    Ojciec oznajmił,że będzie polowym punktem opatrunkowym w razie działań wojennych bo już słychać było echo wybuchów niesionych od wschodu z frontu nacierających wojsk Armii Sowieckiej oraz II Armii Polskiej pod dowództwem generała Berlinga. Oświadczył,że zgromadził dość duże zapasy żywności ,jak kasze,wędzoną słoninę,boczki,,jajka w wodzie szklanej,mąkę,suchary,środki opatrunkowe,leki przeciw bólowe i jeszcze wymieniał wiele innych artykułów. To nie była tajemnica,że wybuchnie Powstanie tylko nie znana była godzina i dzień. Wszyscy obecni na tej kolacji w razie wybuchu Powstania mieli pełnić wyznaczone obowiązki i tak Ojciec mój był wyznaczony przez Dowódcę Sztabu „Baszta” A.K. na komendanta tego punktu sanitarnego jako oficer A.K.kluczową rolę do spełnienia miał Pan doktór , sanitariuszkami były :żona,lekarza,Senator Dębski z żoną, moja 17-letnia siostra Maria,natomiast moja Matka,sąsiad z żoną mieli za zadanie nakarmić i dbać o porządki.Ja zostałem mianowany łącznikiem dostałem zadanie dostarczać meldunki do Sztabu „Baszty”od Ojca który lornetką miał opserwać ruchy wojsk niemieckich z okna naszego mieszkania które wychodziło na pole Mokotowskie gdzie były działki ogrodnicze za którymi Lotnisko Okęckie z wojskiem Niemieckim.z skąd mogły startować Sztukasy i Meserszmity bombardując powstańcze pozycje. Do moich obowiązków było dostarczanie żywności i leków dla punktu opatrunkowego. Brat Henryk nie mógł przyjąć żadnych obowiązków o czym Ojciec wiedział bo wrazie wybuchu Powstania miał się zameldować w Sztabie „Baszty” na ulicę jak dobrze sobie przypomniałem Czeczota.

    Na drugi dzień to był 1 sierpnia o godz.17 wybuchło Powstanie.Na wielu domach zatrzepotały biało-czerwone flagi Brat Henryk już o godz.15 pożegnał się i wyszedł na wyznaczone miejsce.Ojciec z Panem Senatorem uzbrojeni w

    pistolety ruszyli do sztabu po instrukcje,po rychłym powrocie punkt sanitarny działał,na raz z domków jednorodzinnych z ul.Odyńca przyszło się schronić.Przypadkowo po wybuchu Powstania schronił się w naszym domu młody konduktor tramwaju.Jak mówił uciekł z tramwaju przy ul. Puławskiej i parkiem Dres-zera wzdłuż ul.Odyńca dotarł do naszego domu..Został przez Ojca zwerbowany do mojej pomocy.Wspólnie pod gradem kul i świstających odłamków dostarczaliśmy z wyznaczonych miejsc żywność,leki.Natomiast z meldunkami sam szedłem,czołgałem się docierając do celu.

    Zaczym będę relacjonował przebieg walk i o bolesnych wydarzeń poświęcę kilka słów o topografii terenu dla tych co znają lub pamiętają jak wyglądał wówczas.Nasz budynek na Alejach Niepodległości 78 był przedostatnim które stały po prawej stronie a po lewej było odkryte pole Mokotowskie – działki, za nimi Lotnisko Okęcie teren odsłonięty dla dwóch stron walczących,w czasie Powstania nosił nazwę Alkazar nr.2 .Idąc w kierunku Centrum Warszawy obok naszego domu przylegał podobny dom o nazwie Alkazar nr 1.w którym stacjonował Oddział por o

    pseudonimie „Boży Dar”który był domem narożnikowym z ul.Odyńca gdzie stały domki jednorodzinne piękne wille, okna frontowe wychodzr na Park Dreszera wzdłuż Alej Niepodległości idąc w kierunku np.Placu Zbawiciela

    mijamy Park Dreszera, stał pięcio piętrowy lecz dwa razy dłuższy od naszego budynek o nazwie Wester Place w

    którym stacjonowały oddziały Powstańcze.Brat Henryk pracuje już w Sztabie „Baszty” kreśli mapki dla Oddziałów

    Szturmowych nie przychodzi na noc.W sztabie po dostarczeniu raportu Ojca o ruchach Wojsk Niemieckich od strony Lotniska na Okęciu dostałem na piśmie przydział jednego wiadra miodu sztucznego z ul Puławskiej .Wróciłem po mojego pomocnika tramwajarza i ruszyliśmy po miód.Po otrzymaniu wracając z pełnym wiadrem

    miodu akurat samoloty Sztukasy zaczęły bombardowanie,bardzo nisko prawie nad głowami przelatywały siejąc śmierć z maszynowych karabinów. To pech mojego pomocnika trafili w pośladek.Samoloty odleciały wołałem o pomocy,zjawiło się kilku i sanitariuszka która opatrzyła ranę,położono rannego na nosze i we czwórkę nieśli nieprzytomnego.Zawołali wskazuj drogę do tego szpitala z ledwością niosłem już tylko pół wiadra miodu bo się rozlał.Po kilkunastu minutach byliśmy u celu nasz Doktór przystąpił do operacji a ja byłem zdany na własne siły.

    Nie będę opisywał wspomnień dzień po dniu do ostatniego dnia Powstania poruszę kilka epizodów tych które na swoją grozę ciągle wracają w myślach.Oto jeden z nich atakują Własowcy wspólnie z czołgistami SS od strony Okęcia Polem Mokotowskim,wdzierają się do Parku Dreszera,wpadają do jednego z domków blisko naszego Budynku gdzie w jednym z pokoi piwnicznych leżało ciężko 4 rannych Powstańców. To byli Ukraińscy Własowcy

    rozlali po 4 łóżka rannych benzynę i podpalili,słychać było jęki konających.Własowcy wyszli z tej willi z uśmiechem na twarzy byliśmy od nich 30 metrów chciałem rzucić granat ale żołnierze Oddziału „Boży Dar”

    schowaj granat i celnymi strzałami padło 4 zbrodniarzy których broń nasi zabrali,przyszły posiłki i Bandyci się wycofali Nazwać nie wolno mnie ani nikomu żołnierzem tego który morduje zadając okrutne męki bezbronnemu rannemu przeciwnikowi.
    Coraz głośniej słychać odgłosy wybuchających pocisków Katiusz i wycie Niemieckich wyrzutni pocisków rakietowych, zbliża się front do Warszawy. Rozeszła się wieść,że Praga Warszawy zdobyta przez Wojska II Armii Polskiej pod dowództwem gen. Berlinga.Dotarła wiadomość,że jedna z kompanii sforsowała Wisłę lądując na Czerniakowie,toczą się zażarte walki.Nadeszła smutna wiadomość,że kompania ta nie otrzymała wsparcia,ponieważ Dowództwo Armii Sowieckiej na to nie zezwoliło.W Parku Dres-zera wylądował Radziecki samolot Kukuruźnik,z polecenia Ojca miałem to sprawdzić, Pobiegłem co tchu i stanąłem przy samolocie dwupłatowym,dotykałem jego kadłub, skrzydła były z chropowatego płótna workowego pomalowanego kilkoma warstwami zielonej farby olejnej. Samolot 2 osobowy którym przyleciał tylko jeden pilot bardzo młody Rosjanin,nie znał języka Polskiego.Zebrała się dość duża grupa ludzi w śród których byli Oficerowie A.K. którzy znali język rosyjski,rozmawiali z lotnikiem,pytali czemu nie ma strzelca pokładowego i jest zdemontowany karabin maszynowy.Lotnik powiedział,żeby w razie zestrzelenia nie dostał się w ręce wroga .Bzdury, ktoś powiedział. nie chcieli Ruski abyśmy zatrzymali CKM do obrony.Lotnik nic nie przywiózł z żywności,broni,amunicji, leków. Pytano czemu nam nie spieszycie z pomocą przecież możecie forsować Wisłę my Wam pomożemy atakując Szwabów [powtarzam dosłowne słowa które usłyszałem] Z tłumu usłyszałem „Ruski czekają jak Niemcy stłumią Powstanie i wtedy zaatakują Suk. !!! .przemilczam to przekleństwo,stwierdzając prawdę.Samolot odleciał o zmroku.To co usłyszałem i zobaczyłem przekazałem Ojcu,który po naszej rozmowie wysłał mnie z meldunkiem do Sztabu.Radośniejszym dniem był gdy nad Warszawą ukazały się Angielskie ogromne samoloty 4 silnikowe , nastąpił zrzut na spadochronach wielkich metalowych cygar.W tych pojemnikach była broń,automaty Steny, R.K.My. maszynowe ,amunicja,granatniki,granaty,żywność,mleko w proszku, leki.Niemcy jak mogli wściekle strzelali z dział przeciw lotniczych.Po raz pierwszy od wielu dni zajadałem z puszki gulasz z Argentyńskich koni.Po żywność i leki dla szpitalika w który było już około 50 rannych i 30 kobiet z dziećmi, ludności cywilnej było potrzeba sporo żywności i gdyby nie Rodziców zapasy, to głód zajrzał by nam w oczy. Poszedłem po przydział żywności i leki z dwoma młodymi matkami niestety zapasy się kurczyły , zrzuty Angielskich i Polskich lotników był nieocenionym zastrzykiem.Po rozgromieniu wspomnianych Własowców i samochodu pancernego przez Oddział stacjonujący w budynku Wester Plate Niemcy przyjęli taktykę ostrzału z Dział przeciw lotniczych

    budynków twierdz a więc Alkazaru nr 1 i 2 oraz Wester Plate. 15 września 1944 r podczas obserwacji przedpola Mokotowskiego z okna naszego mieszkania przez Ojca w porze wieczorowej ,,jeden z żołnierzy stacjonującego Oddziału w Alkazarze nr 1 podobno zauważył czołgającego się na polu Mokotowskim wroga, strzelił kilka razy do niego używając pocisków świetlnych, to zauważyli prawdopodobnie obserwatorzy Niemieccy skąd leciały pociski po paru minutach jak grom z jasnego Nieba odezwały się przeciw lotnicze zenitówki i jeden z pocisków uderzył w ten pokój w którym Ojciec prowadził obserwacje.To nie jeden pocisk uderzył w te dwa budynki ale kilkanaście,domy zadrżały Pobiegłem z Mamą i Siostrą do mieszkania w którym był Ojciec za nami Senator Dębski.Przybiegł por.Boży Dar,z którym Ojciec współpracował.Zamarłem jak wszyscy, widząc Ojca w którego plecach tkwił metalowy zewnętrzny parapet okienny,po odwróceniu na wznak wnętrzności brzucha rozpłatane w sercu w głowie odłamki poległ na placówce,Sanitariuszki wyjęły portfel z kieszeni z dokumentami, mam te dokumenty nasączone krwią Ojca,z krwawiących ran brzucha wyjęła sanitariuszka tylko srebrną w kawałkach opraw zegarka kieszonkowego Omega którą jak relikwie przechowuję,natomiast werk był w drobnych częściach niewidoczny.Z prześcieradeł zrobiły Sanitariuszki bandaże którymi owinęły całe rozharatane ciało Ojca,,ubrały w garnitur owinęły w prześcieradła,kilimy i dwaj Zakonnicy odprawili mszę żałobną w kaplicy których dom graniczył od strony podwórza z naszym domem.Miał zaledwie 48 lat.Mieszkający na ul.Odyńca też jak nasza rodzina wysiedleni z Włocławka Państwo Urbańscy gdy dowiedzieli się o tym nieszczęściu Pan Franciszek Urbański natychmiast z swojej szafy do ubrań na podwórzu domu w którym mieszkał robił trumnę dla Przyjaciela.Na podwórze wpadł pocisk armatni i zabił Pana Franciszka Urbańskiego który został pochowany w trumnie przeznaczonej dla mojego Ojca. Ojca zwłoki zostały pochowane w gliniastej ziemi owinięte w kilimy w ogrodzie

    Domu Zakonu. Ojca mego dobrze znali Zakonnicy.Szpitalik pęka w szwach nie ma miejsca dla następnych rannych,ja dostaję coraz mniej leków i żywności.W tych wędrówkach zostaję lekko ranny w prawy mięsień kolana Niemieckie Sztukasy zaatakowały nasze dwa budynki Alkazar nr1 i nasz w którym był szpital Alkazar nr 2 żuciły dwa samoloty celnie po 2 duże bomby lotnicze,widziałem to z odległości około 50 metrów wracając z pustymi rękoma z zaopatrzeniem.Byłem pierwszy przed tym gruzowiskiem Alkazaru nr.2 i części ocalałego nr1

    Niemieckie oddziały od strony pola Mokotowskiego nacierają.

  14. zenobiusz pisze:

    Jako pierwszy pojawił się Oddział por.Jelenia na rumowisku Alkazaru nr 2 i przystąpił do ratowania tych co żyją a są uwięzieni w schronie Szpitalika.Następne Oddziały Powstańczej A.K. zajmują stanowiska bojowe przed zbombardowanym Alkazarem nr 2 ,na skraju Parku Dreszera w rowach na skraju Pola Mokotowskiego.Jak się tam dostać pyta mnie por.Jeleń,z którym się znaliśmy bo często przychodził odwiedzać żonę lub narzeczoną która się schroniła w naszym schronie,pokazuję wejście od strony podziemnych garaży gdzie było wejście do kotłowni c.o.Kilofami , łomami,młotami wyrąbali otwór do schronu i zaczęli wynosić zabitych i rannych.Na raz ujrzałem brata Henryka który przybiegł z Doktorem Filipiakiem mieszkającym na ul.Puławskiej.To też wysiedlony z Włocławka Lekarz który w 1939 roku pełnił obowiązki lekarza w punkcie opatrunkowym i udzielał pomocy uciekającym z kierunku Bydgoszczy, w lokalu Rodziców restauracji „As” na Pacu Wolności we Włocławku.Ze schronu wyniesiono 14 martwe osób piętnastą była nasza Matka nieprzytomna którą zajął się doktór Filipiak miała trzy rany głowy.Już pracują przybyłe ekipy lekarskie,wynoszą następne ciała zmarłych w sumie było Ich 28 pozostali ranni w śród nich wyniesiono naszą siostrę Marię której udzieliła pomocy inna grupa lekarzy,po doprowadzenia Siostry do przytomności zanieśli do Szpitala gdzie opatrzyli otwarte rany złamanej lewej ręki i złożyli połamane kości w ramionach.Została obandażowana masą gipsowa,od szyi po biodra razem z rękoma.W tym czasie Henryk z sanitariuszami zabrali na noszach Matkę a schroniska udzielili w swoim mieszkaniu Państwo Filipiakowie gdzie przebywał ranny narzeczony Córki Żołnierz z Oddziału ” Parasola ” Henryk z przyjaciółmi poszli do Szpitala z którego przenieśli zbolałą naszą Siostrę do mieszkania Państwa Filipiaków.Ja pozostałe do końca na rumowisku Alkazaru 2. W .pewnej chwili usłyszałem wrzask kiedy ostatnie zwłoki wynosili ratownicy.Jeden z nich powiedział,por Jeleniowi w schronie jest nazywając po imieniu, który zamiast ratować kobietę to najpierw z niej zdejmuje biżuterię,złodziej po chwili wynosi kobietę martwą ,to On wskazując palcem na niosącego.Porucznik doskoczył i ujrzał,że to Jego Żonę około 30 letnia niesie martwą wyjął pistolet z kabury rozkazując połóż zwłoki ręce do góry i polecił innemu ratownikowi obszukaj jego kieszenie.Z kieszeni wyjął garść bransoletek,łańcuszków,pierścionków złotych i to nie zjednaj kieszeni.Porucznik krzyczał Ty złodzieju zamiast ratować życie rannych to najpierw Ich okradasz,i to moją żonę za to należy się Tobie draniu kula w łeb,wielu krzyczało za to należy się kula w łeb.Porucznik dokonał egzekucji.Jak to Mamie opowiadałem powiedziała ta Pani była córką właściciela Fabryki Mydła jak dobrze powtórzę o nazwie Szychta na którym to mydle był odciśnięty rogaty Jeleń.Na nieszczęście Żona Senatora z małym synkiem pozostała bo Jej mąż leżał martwy.Wszyscy ranni i ocaleni odeszli a tu naraz z pola Mokotowskiego ruszyli po podczołganiu się Własowcy i za nimi jechały czołgi strzelając z dział i karabinów maszynowych.Przerwali linię obrony na szerokości 100 metrów,nasze Oddziały wycofały się.W odległości 50 metrów leżeliśmy pod osłoną domów,gruzowisk,drzew czekając co zrobią Własowcy.Oglądali ułożone zwłoki i dojrzeli przykucnięta Sena torową z dzieckiem kazali Jej przyjść do leżących zwłok co uczyniła niosąc synka na ręku.Z czynności które na rozkaz wykonywała wskazała zwłoki męża.Własowcy kazali Jej po zwłokach chodzić,deptać co wszyscy widzieliśmy.Jak by na komendę otworzyli ogień i ja z mojego kolta też oddałem 6 strzałów . Pod huraganowym ogniem prawie 30 padło trupem reszta zaczęła uciekać w stronę Pola Mokotowskiego gdzie stały 4 Tygrysy-czołgi obrzucone granatami przez Powstańcze Oddziały z lewego i prawego skrzydła.W popłochu wycofali się w kierunku Lotniska.Wszedłem do schronu zabrałem plecak a w nim pozostawioną żywność,Matki i Siostry ubrania kilka ręczników leków przeciw bólowych i poszedłem na ul. Puławskiego do Państwa Filipiaków gdzie leżały chore moje kochane dwie osoby.

    w nocy przyszedł brat Henryk i za namową Córki Hani Państwa Filipiaków na podwórzu tego domu wykopaliśmy ziemiankę dla Mamy i Siostry w odległości 4 metrów od ziemianek Państwa Filipiaków i 2 ziemianki Hani i rannego Jej męża w których koczowali w dzień.Hania dała nam koce,dywan,jakieś poduszki którymi wymościliśmy wnętrze ziemianki a z drzwi zrobiliśmy przykrycie na nich położyliśmy dywan posypując ziemią aby zamaskować to schronisko.Pan dr.Filipiak nie spał krzątając się przy chorych.Brat pożegnał się i wrócił do Oddziału Sztabowego już nie kreślił mapek lecz był w Oddziale Ochrony Sztabu.Byłem rozdarty duchowo i miałem świadomość,ze moim obowiązkiem zatroszczyć się o Matkę i siostrę Marię.ciężko ranne.

  15. zenobiusz pisze:

    Nie mogłem zasnąć o 4 rano powiedziałem Panu Doktorowi,że jdę poszukać żywności,Doktór poradził mnie abym poszedł na pola Służewieckie spytałem czy tam gdzie odbywały się wyścigi hipiczne,odpowiedział tak tam na polach są uprawy warzyw więc poszedłem z pustym plecakiem.Rzeczywiście odnalazłem idąc rowem strzeleckim pole z marchewką której pozostało nie wiele,znalazłem kilka nie rozkopanych kopczyków ziemniaków a dalej poczołgałem się na pole z kwitnącą cebulą której sporo schowałem do plecaka.A tu na raz dwa Sztukasy niziutko lecąc strzelali z karabinów maszynowych,widziałem strzelców pokładowych jak strzelali.To już ze mną koniec,zacząłem modlić się prosząc Pana Boga aby pozwolił mnie żyć i nie zostawić na pastwę losu Matki i Siostry,dobry Pan Bóg wysłuchał mnie, samoloty odleciały ja wstałem i biegłem do rowu łącznikowego widząc,że pociski jak kosą pościnały kwitnące liście cebuli wokół miejsca gdzie leżałem modląc się.Wróciłem z zdobyczą a Hania zabrała się za gotowanie.Po śniadaniu,poszliśmy wszyscy ja z Mamą i Siostrą do naszej,zasnąłem.Pod wieczór przeprowadzka do piwnicy domu.
    Na drugi dzień rano ulokowaliśmy z Hanią podopiecznych ja poszedłem szukać pożywienia Hania coś tam w domu pitrasiła na śniadanie.Na ulicy leżał martwy koń przy nim wiele osób wycinali z niego mięso,zrobiłem to samo ładując do plecaka dobre 3 do 4 kg.mięsa. Jak grom z nieba nadleciały Sztukasy rzucając bomby w oddali ul Puławskiego,schowałem się jak wszyscy tam obecni.Po nalocie biegnę na podwórze gdzie były ziemianki.Stoi zapłakana Hania i kilka osób,nie potrzebowałem pytać.Ciało Pana Filipiaka leżało w dwóch częściach na podwórzu

    z ziemianki tej był tylko duł obok w ziemiance w której był ranny mąż Hani pozostał lej bomba spadła dokładnie na te ziemianki.W szale zacząłem odkopywać zasypaną ziemiankę z Matką i Siostrą,ludzie bez słowa pomóżcie

    odkopywali ze mną ,odsunęliśmy drzwi prowizorycznego zadaszenia na którym była duża warstwa piasku.Ujrzałem zasypane ale żywe i całe moje Drogie Kobiety.Szeptałem w koło Dzięki Ci Boże,powtarzając te słowa.Mamę i Siostrę zaprowadziliśmy do piwnicy domu a z Hanią i sąsiadami Hani zbieraliśmy szczątki ciał owijając w prześcieradła. Ziemiankę w które była moja Mama i Siostra wyłożyliśmy dywanami i w niej złożyliśmy zwłoki Państwa Filipiaków,Męża Hani.przykryliśmy kocami zasypując ziemią Panie obecne przy tym chowaniu ciał głośno modliły się za dusze zmarłych Jeden z sąsiadów zrobił Krzyż wbijając go głęboko w ziemię.Przyszedł Henryk i postanowiliśmy zaprowadzić Matkę i siostrę na ul.Odyńca do Pani Urbańskiej to tej Pani której mąż został zabity podczas robienia z szafy trumny dla naszego Ojca w której Franciszek Urbański został pochowany.Hania powiedziała ja zgłoszę się do Szpitala jestem też pielęgniarką to tam będę potrzebna ….żegnając się Mama powiedziała jak wojna się skończy a my dożyjemy i wrócimy do Włocławka masz przyjść do nas jesteś sierotą [Mama wiedziała,że Hania była przybranym dzieckiem Państwa Filipiaków] a ja zastąpię Tobie Matkę.Hania popłakała się przyrzekając,że tak postąpi.Pożegnaliśmy się ruszając we czwórkę w drogę.

    Tu muszę dopowiedzieć,że Doktór dzień wcześniej przed tą tragiczną śmiercią oswobodził jedną rękę Siostrze na tyle,że mogła nią co kol-wiek przy sobie zrobić.Pani Alicja Urańska i dwie córeczki przyjęli nas z otwartymi ramionami.
    Postanowiłem dostać się do schronu i piwnic Alkazaru 2 i pomodlić się nad grobem Ojca, niestety tam już były niemieckie wojska,poszedłem do Henryka był na akcji wróciłem z pustym plecakiem.Pod wieczór poszedłem do Brata,usłyszałem,że został ranny i jest w Szpitalu,tam Jego odnalazłem,był ranny w prawą rękę, lekarz powiedział ma jedenaście ran,usunęliśmy kilka odłamków ale jeszcze pozostały małe,których na razie nie będziemy usuwać.Prosił Brat abym zabrał Jego do Mamy zrobiłem to tak jak chciał. Henryk miał wówczas 19 lat ja 15 i pół. Po dwóch dniach to jest 2 .10.1944 r.nastąpiła kapitulacja.Niemcy spędzili nas do parku Dreszera broń brata i moją zakopałem przy murze domku tam gdzie mieliśmy schronienie u rodziny Pani Urbańskiej.
    Wielu oddawało broń Niemcom,po trzech godzinach pognali nas w kolumnie, po bokach z bronią w ręku Własowcy których rozpoznawaliśmy po czapach z futra baraniego,szli też Niemieccy żołnierze a wielu z psami.Prowadzili nas przez Pole Mokotowskie,Lotnisko Okęckie,do miejscowości Włoch,na stację kolejową gdzie kazano nam wsiadać do wagonów towarowych węglarek i zawieźli nas do Pruszkowa.Ze stacji prowadzili nas przez miasto do nieczynnej Fabryki Urządzeń Kolejowych z której były wywiezione maszyny, były betonowe postumenty i tylko betonowe podłogi.Prowadząc nas do stacji we Włochach i przez kilka ulic w Pruszkowie mimo zakazu ludzie tych miejscowości rzucali nam chleb,bułki,kiełbasę,jabłka papierosy,słodycze.Wielu wywoływało nazwiska czy jest ktoś z rodziny Zlewskich i wiele innych padało nazwisk.Przed samą prawie bramą wejściową do Obozu Przejściowego mieszczącego się w budynkach nieczynnej Fabryki usłyszałem głos czy jest ktoś z rodziny Lercel odezwałem się głośno, nas czworo.Nawet nie wiem kto to był.Spaliśmy na betonie nad ranem Niemiecki strażnik wszedł z mężczyzną w kolejowym mundurze z opaską na rękawie białą z czerwonym krzyżem. Niemiecki żołnierz stał przy drzwiach a ten kolejarz chodził po ogromnej hali i wołał rodzina Lercel czy tu jest.Odpowiedziałem,że tak podszedł do nas a nasza Mama rzekła, Boże czy to Ty Stanisławie Mańkowski ? Nusiu to ja.W Skierniewicach mieszkała Helenka z domu Kubacka to córka Siostry naszej Babci Anastazji Śiwińskiej która była żoną lekarza Stanisława Mańkowskiego.To naszej Matki bliska rodzina.Wujek Mańkowski przed 1939 r.był lekarzem w Jednostce Wojskowej w Skierniewicach gdzie mieli piękny domek jednorodzinny.W czasie Okupacji zatrudnił się na kolei jako lekarz kolejowy unikając obozu jenieckiego.Niemcy tolerowali pracowników zatrudnionych na koleji i w ten sposób miał znajomości z Niemcami zarządzającymi koleją.Dał wysoką łapówkę i
    powiedział Im,że to siostra Jego żony z dziećmi mieszkała w Warszawie są ranni i do pracy, na roboty do Niemiec nie nadają się,nie wiadomo czy przeżyją.W ten sposób za grubą łapówkę Wujek zabrał nas samochodem Czerwonego Krzyża rzekomo do szpitala a faktycznie ukrył nas u siebie w własnym domu w którym mieszkaliśmy do miesiąca marca 1945. po wyzwoleniu wróciliśmy do Włocławka.Wujek załatwił i sfinansował dwie operacje łamania krzywo źle zrośniętych kości ręki i ramienia u siostry Marii,Mamie operację czaszki głowy,bratu wyjęto kilka małych odłamków z ręki której rany ropiały i zanosiło się na amputację.Wykupił nas z niewoli,przygarnął pod swój dach,leczył,ubierał i żywił.Matka powiedziała Kochani odwdzięczę się Wam z nawiązką.Babcia Śiwińska po otrzymaniu wiadomości od Wujka,że jesteśmy w Skierniewicach pod opieką,przez znajomego Kolejarza przesłała dwie monety 20 dolarówek w złocie co było przeznaczone dla chirurgów operujących Siostrę i Brata..

    Wujek usadowił nas w pociągu który jechał do Warszawy przez Włocławek,byliśmy pod opieką kolejarzy znajomych Wujka.Po 8 godzinach dotarliśmy do Włocławka po drodze skład długi wagonów był zaatakowany przez 2 samoloty Niemieckie ale na szczęście na kilku platformach wagonowych były karabiny maszynowe i działka przeciw lotnicze które przegoniły te samoloty.Na dworcu we Włocławku czekała na nas Babcia z wieloma znajomymi,przywitanie i łzy.Poszliśmy na Plac Wolności do naszego mieszkania w którym zastaliśmy stare nie nasze meble,pożal się Boże.

  16. zenobiusz pisze:

    Jak wspomniałem po powrocie z tułaczki po wojennej w 1945 roku do Włocławka ,na drodze sądowej Matka odzyskuje nasze częściowo zrabowane mienie,bez tego które zostało wywiezione do Niemiec.Władze Komunistyczne rozpoczynają szykany już od naszego powrotu do Włocławka w których przewodzi Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.Ponieważ groziła amputacja ręki bratu Mama po przez Ambasadę U.S.A.uzyskała kontakt z naszą rodziną zamieszkałą w Stanach Zjednoczonych która Pocztą Lotniczą przysłała lek zwany Penicyliną,rękę bratu uratowali lekarze,przeprowadzili operację usunięcia jeszcze tkwiących odłamków z tym,że Brat miał sztywne dwa palce prawej ręki..Zaczęły z U.S.A.nadchodzić paczki wówczas Urząd Celny drobiazgowo kontrolował do tego stopnia,że oryginalnie pakowane kawy i inne produkty były rozrywane,krojone a odzież pruta i sprawdzano czy jest coś ukryte pod podszewką lub pod obcasem buta.Po prostu wszystko niszczyli.Kiedy Matka pytała dlaczego tak robią otrzymała w sekrecie tylko od jednego Celnika informację,że wśród nich jest przedstawiciel U.B. który Ich nadzoruje.Matka korzystając z uprzejmości Ambasady przekazała żeby Rodzina mieszkająca w Stanach Zjednoczonych paczek nie przesyłała bo jesteśmy szykanowani.Tu przypomnę,że emigrował z Polski do U.S.A mojego dziadka Henryka Ludwika brata Tadeusza syn Jan z żoną Teklą.którzy mieli liczne potomstwo urodzone już w U.S.A. i to Oni słali paczki.U.B.wiedział bo to nie było tajemnicą,że wśród naszej rodziny syn Jana i Tekli noszący po swym Dziadku Tadeuszu imię też Tadeusz służył w II Wojnie Światowej w Armii S.Z.i był ranny pod Mon te Cassino a Henryk Władysław Lercel ur.23.02.1917 roku obywatel Stanów Zjednoczonych syn Zygmunta zmarłego przed II Wojną Światową w Rzeszowie urzędnika finansowego z zawodu prawnika który był synem leśniczego w Czudcu,to brat mojego dziadka Henryka Ludwika i brata Władysława bliska rodzina.Henryk Władysław Lercel nosił imiona dwóch braci Dziadka Tadeusza [ w naszej rodzinie nadawano nowo narodzonym potomkom rodu imiona dziadków,stryjów,stryjenek stąd powtarzają się te imiona a kluczem do ustalenia kto jest kim są daty urodzenia i imiona ojców dzieci] w czasie II Wojny jako ochotnik wstąpił do Armii Polskiej na terenie Anglii.Był w 300 dywizjonie.który w nocy z 12 na 13 maja 1943 roku w sile trzynastu maszyn bombardował największy port rzeczny Europy-Duisburg Niemcy.Nalot,w którym RAF stracił 34 maszyny,wywołał znaczny wstrząs w życiu gospodarczym III Rzeszy i porównywany był pod względem,”mamucim” na Kolonię.Z dywizjonu trzechsetnego nie wrócił Wellington nr HE 295 z załogą,pil St.Wemer,por.now.R.Tabaczyński, kpr.rtg.Henryk Władysław Lercel,kpr.bomb.H.Szymanowicz,kpr.strz.M.Gałas.

    Po udanych operacjach i wyleczeniu ręki brat Henryk na Matki polecenie pojechał do Warszawy i dokonał przeniesienia zwłok Ojca z grobu tymczasowego na cmentarz Parafii Św. Katarzyny Warszawa-Służew i na tej podstawie Wydział Sanitarny Zarządu Miejskiego m.st.Warszawy ul.Bagatela nr.10 pismem z dnia 4.X.1945 roku

    Lp.X.6270/45/ udzielił zezwolenia ob.Henrykowi Lercel zam.Włocławek Pl.Wolności 3/4 na ekshumację zwłok śp.Mieczysława Lercel i Franciszka Urbańskiego z warunkiem zachowania przepisów sanitarnych.Ekshumacja dotyczy zwłok pochowanych w prowizorycznej pojedyńczej mogile na cmentarzu Służewskim.Miejscem ostatecznego grzebania zwłok cmentarz we Włocławku.Trumny metalowe zostały zakupione w Warszawie,Ojca była bardzo ładna.Msza żałobna celebrowana przez wielu Księży i Zakonników z Ojcem Gwardianem odprawiona w kościele św.Jana w dniu 24 października o godz 10 rano,po czym nastąpiło wyprowadzenie zwłok z tegoż kościoła na cmentarz miejscowy o godz.16.Na nekrologu który z pozostałymi dokumentami i fotografiami mam przed sobą jest wzmianka na nekrologu Obywatel m. Włocławka zginął podczas powstania w Warszawie 1944 roku przeżywszy lat 50.ten ten napis na nekrologach rozwieszonych w całym mieście rozwścieczył bandę z U.B. Na pogrzebie były tłumy Włcławian.W gazecie PT. .Wiadomości Włocławskie z 5 listopada 1945 r.ukazało się podziękowanie:Ojcu Gwardianowi Klasztoru i Kościoła przy Placu Wolności,p.prezesowi Stow.Kupców,p.prezes. , Zw.Gastr.p.dyr.Główczyńskiemu uczniom II Liceum S.H.wszystkim pracownikom mojej firmy serdeczność,pomoc i na ramionach odniesienie zwłok do samego grobu [od kościoła przez całe centrum miasta na cmentarza karawan jechał pusty a ludzie nieśli trumnę na ramionach około 5 km.to jest utrwalone na fotografiach] Znajomym i Przyjaciołom składa tą drogą serdeczne „Bóg Zapłać” To była manifestacja polityczna,młodzież i koledzy z mojego Gimnazjum Ziemi Kujawskiej byli też z Oddziału „Szarego ” którego byłem członkiem Następnego dnia na mogile

    były wśród kwiatów wieńców małe chorągiewki biało- czerwone z czarnymi dużymi literami A.K. doprawdy nie wiem czyja to była inicjatywa.Nstępnego dnia zostałem aresztowany na 48 godzin.Funkcjonariusze U.B.byli przekonani,że to ja położyłem chorągiewki na grobie Ojca,już wtedy zostałem bity aby się przyznać.Kto tak upiększył grób śp.Ojca do dnia dzisiejszego nie wiem.W 1945 r.będąc uczniem 2 klasy Gimnazjum im.Ziemi Kujaskiej we Włocławku wspólnie z kolegą szkolnym Julianem Pawłowskim[,którego Ojciec pracował w Katolickiej Diecezjalnej Drukarni i drukował nam ogłoszenia ]za namową mojej kuzynki Zofii Zakrzewskiej późniejsza Naczelnikiem Harcerstwa Polskiego w Warszawie założyliśmy Harcerski Klub Sportowy.Urządziliśmy w sali Teatru Włocławskiego kilka występów pt.”Na Wesołej Fali” skecze monologi piosenki wspomnienia.Na wydrukowanych afiszach przez Pana Pawłowskiego rozlepionych gdzie się dało,komplet widzów na kilku tych przedstawieniach pozwolił nam zebrać dużo pieniędzy na zakup sprzętu sportowego,członków H.K.S było bardzo dużo urzędowaliśmy w klubie wioślarskim nad rzeczką Zgłowiączką u ujścia Wisły.Nasze polityczne kawały i monologi stały się obrazą Władzy P.R.L. mnie aresztowano na 48 godz i otrzymałem nakaz likwidacji H.K.S.tym bardziej,że otrzymałem groźbę jak tego H.K.S.nie rozwiążesz to dobierzemy się do Waszej zamożnej Matki.Musiałem wycofać się z H.K.S. rozleciał się. Jerzego Gadzinowskiego poznałem na boisku szkolnym w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej w przerwach między lekcjami.Jerzy był starszy ode mnie o 3 lata chodził nie do 2-gej klasy tak jak ja lecz do wyższej,wówczas nie wiedziałem,ze organizuje Oddział Podziemny N.S.Z..zaczęliśmy coraz częściej spotykać się był z poza Włocławka gdzieś na stancji więc zapraszałem Jego do siebie,był częstym gościem na podwieczorkach obiadach pogaduszkach,poznałem Jego drogę w okresie Okupacji a On moją.

  17. zenobiusz pisze:

    Tu muszę wspomnieć,że moja Matka w kilku krótkich z braku czasu rozmowach z moim Przyjacielem,kiedy byliśmy sani we dwoje powiedziała: jest uprzejmy,inteligentny ten Twój kolega i nie widzę żadnych przeciw wskazań abyś z nim się nie zaprzyjaźnił.Od tej pory Jerzy często u mnie bywał. Zaproponował mnie abym wstąpienie do Jego Oddziału na co wyraziłem chętnie zgodę z pobudek li tylko politycznych o których,piszę po 68 latach w spokoju przypominając sobie te chwile.Po kilkunastu dniach powiedział że 2 maja był to rok 1945 weźmiesz udział w akcji, zapytał jaki obierasz pseudonim ? Odpowiedziałem ten który miałem w Szarych Szeregach,w Powstaniu Warszawskim „Tosiek” Powiedział ja mam pseudonim ‚Szary” i na spotkaniu z Oddziałem nie wymieniamy swych nazwisk,odpowiedziałem to zrozumiałe Przyjedziesz Ciuchcią rano [podał godz wyjazdu kolejki z Bydgoszczy ] wysiądziesz w Izbicy będę na Ciebie czekał przed Dworcem.Powiedziałem rozkaz, nie dopytując się o powód mojego przyjazdu.Przyjechałem,Jerzy czekał.Wozem konnym zawiózł mnie do dużego gospodarstwa,nie pamiętam nazwy tej wioski.Zaprowadził mnie do dużego gospodarstwa,weszliśmy izby – kuchni gdzie siedziały cztery kobiety w starszym wieku,przedstawił mnie; to jest mój kolega całą okupację spędził w Warszawie a więc jak chciałaś Ciociu to kolega opowie jak tam było,poczekasz tu na mnie Ja po Ciebie przyjdę, odpowiedziałem dobrze. Pan z pewnością jest głodny, bez pytania usmażyła na boczku jajecznicę którą zostałem poczęstowany,była smaczna. Zaprowadzenie mnie do tych Pań było tak sądzę uzgodnione z Gospodynią, której obiecał Jerzy przyprowadzić kogoś kto okupację spędził w Warszawie o czym Pani Gospodyni wiedziała, mówiąc niech Pan nam opowie jak tam było w tej Warzawie ,bo nie mam żadnej wiadomości od Syna Księdza który uczył młodzież u Ks.Marianów na Bielanach.Powiedziałem ja byłem uczniem w tej szkole i mieszkałem w szkolnym internacie w 1942 roku.Krótko bo po niedzielnych aresztowaniach w szkolnym internacie z którego po sobotnich lekcjach na niedzielę jeździłem jak wielu kolegów do domu rodzinnego,Moim Wychowawcą był znajomy Rodziców ksiądz z Włocławka z którym mojej Matki brat Ignacy razem zdawali maturę w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej we Włocławku.Ich drogi rozeszły się jeszcze przed wojną,Wujek Ignacy Studiował w Warszawie na W.S.G.H. a ten kolega Wujka studiował w Seminarium Duchownym we Włocławku

    Powiedziałem,że Wujek plut.podchorąży w 1939 r.broniąc Polskiego Oksywia poległ na Wojnie.Pani Gospodyni zapytała a jak nazywał się mój Ks.Wychowawca i jak wyglądał.Prawdopodobnie Mierzwiński, dokładnie nie pamiętam,był wysok szczupły,trochęi włosy kręcone,blond.Gospodyni krzyknęła Boże to mój Syn,kończył przed wojną to Gimnazjum we Włocławku i kończył Seminarium we Włocławku, zapłakała.Niech pan powie coś więcej.Powiedziałem , Rodzice w tą nieszczęsną niedzielę otrzymali w nocy telefon o tym wydarzeniu i wywieźli mnie do Głoskowa w poniedziałek ukrywając u znajomych w Leśniczówce.Pocieszałem Panią Gospodynię,że o tym wyglądzie było dużo księży a nazwiska dobrze nie pamiętam z pewnością Syn wróci bo nie wszystkich aresztowało Gestapo.

    Odetchnąłem z ulgą jak przyszedł Szary po mnie, ucałowałem spłakaną Kobietę i powiedziałem, musi Pani napisać do Księży na Warszawskie Bielany może coś wiedzą , przed wyjściem pozdrowiłem zostańcie z Panem Bogiem.Wspominam tragiczne wydarzenie aby pokazać jaki niebywały to zbieg okoliczności Wyszliśmy w ciszy wyjął z torby pistolet i dwa zapasowe magazynki z amunicją, schowaj, schowałem za pasek pod marynarką Pod drzewem stał i czekał żołnierz z naszego Oddziału,Szary wydał rozkaz zaprowadzisz Tośka i razem przyjedziecie wozem w 2 konie który na podwodę za pokwitowaniem, pożyczysz od Gospodarza odezwał się do mnie.Z Gospodarzem ma rozmawiać tylko Tośek a Ty już nie pamiętam jego pseudonimu masz ubezpieczać.Powiadom Gospodarza,że podwodę otrzyma jeszcze tej nocy.Na pokwitowaniu była pieczęć N.S.Z. z uwagą pokwitowanie proszę zachować do zapłaty po wyzwoleniu Kraju.[może ta treść odbiega od moich słów ale sens był taki sam] Podwodę otrzymałem a Gospodarz zachował się poprawnie,widział moją obstawę ja starałem się być stanowczy ale uprzejmy a widoczny w moim ręku pistolet ostrzegał powagę chwili,

    Wsiedliśmy na wóz, lejce wzioł mój Druh-partner, była godz 23 z minutami, pomaszerowaliśmy na punkt zbiórki, na skraj lasu gdzie czekał Szary z 15 osobowym Oddziałem,W śród oczekujących był Leszek Maciejewski mój dobry kolega który kilka razy przychodził razem z Jerzym w odwiedziny do mojego mieszkania.[na potwierdzenie niech świadczą wspólne nasze fotografie zrobione na Bulwarach we Włocławku w 1945 r. przekazane przeze mnie

    Pani Dr Alicji Paczoskiej-Hauke z Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy] Dwa wozy po rozdaniu broni odjechały,Szary oświadczył naszym zadaniem jest odbić trzech uwięzionych w Posterunku M.O.w Izbicy.Musimy w ciszy,ukrywając się otoczyć Posterunek,szczegółowo wyznaczył dla każdego zadania.Ja z Leszkiem mieliśmy

    ostrzelać tych którzy chcieliby z zewnątrz wedrzeć się na pomoc do Posterunku..Palenie zabronione,odstępy zachować na odległość 5 m.Po akcji zbiórka w miejscu wymarszu.Podchodząc z różnych kierunków do Komisariatu zostaliśmy zauważeni.Padło głośne pytanie Stój kto idzie,cisza,padły strzały z broni maszynowej seriami prawdopodobnie z Pepesz,nasi dwaj czy trzech bez rozkazu odpowiedzieli ogniem,paląc zaskoczenie i całą akcję.Szary wydał cichy rozkaz z ust do ust wycofujemy się.Po zdaniu broni i amunicji której ilość sprawdzał licząc pociski wiedział kto strzelał W rozmowie w cztery oczy powiedział, wiem kto strzelał to ten nas zdradził .

    Wracaliśmy 3 maja do Włocławka razem ze Leszkiem kolejką ale nie ze stacji Izbicy na którą zawiózł nas

    wozak z mlekiem wyznaczony przez Jerzego byliśmy zawiedzeni.Po kilku dniach byłem aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa.Trzech Ubowców przesłuchiwali mnie w dzień i w nocy,byłem okrutnie bity,opuszczano mnie spodnie,podciągano koszulę,kładziono mnie siłą na drewniany taborecie i w okolicy nerek kładziono na mnie krótką deskę.Trzymało mnie dwóch ubowców a trzeci młotkiem uderzał w deskę z całej siły.Wyłem z bólu bitych nerkach i kręgosłupie a ból był nie do zniesienia.Do dzisiaj w okolicy prawej nerki mam zgrubienie wyczuwalne ręką Długie lata leczyłem nerki a ostatnio w latach 1970-tych podleczył je dr.Kąkolewski a po śmierci Doktora małżonka Pani Dr.Kąkolewska pracująca w Szpitalu nr.2 na Osiedlu Kapuściska w Bydgoszczy. Doznałem pęknięcia kręgów L-1 i L-2 pomimo,ze się zrosły odczuwam niesamowity ból na co dzień.Byłem ciągle śledzony a regularnie co dwa tygodnie aresztowany na ulicy przez tajnych funkcjonariuszy U.B. idąc do szkoły.Pytając mnie

    z kim się spotykam,kto jest kim,co robi.Byłem zagrożony aresztowaniem i te osoby z którymi się spotykałem.W porozumieniu z Jerzym – Szarym w następnych akcjach zbrojnych już nie uczestniczyłem.Musiałem zerwać kontakty na co dzień z kolegami,przyjaciela-mi dla Ich dobra,aby w U.B. nie mówić z kim się spotkałem kto to jest bo byłem bez przerwy śledzony co dało się zauważyć bo w szeregach U.B. było wielu ciołków..Ale to nie koniec dalszej tragedii mojej i rodziny,nadchodzi to najgorsze.

  18. ZZZWWWW pisze:

    Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi informuje, że najbliższe spotkanie Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Pabianicach odbędzie się 24 października 2012 r. Z wykładem pt. Zagadka kapitana »Z-24«. Rozpracowanie Konspiracyjnego Wojska Polskiego przez Informację Wojskową w 1946 r. wystąpi pan dr Jerzy Bednarek, zastępca naczelnika Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN w Łodzi.

    Temat wystąpienia dotyczył będzie jednej z największych prowokacji, jaką Informacja Wojska Polskiego przeprowadziła wobec polskiego zbrojnego podziemia antykomunistycznego. Prowokację urządzono w ramach sprawy operacyjnej o krypt. „Lasy”, a jej głównym wykonawcą był Zygmunt Lercel – agent Informacji Wojskowej o pseudonimie „Siwiński”. Jako kapitan „Z-24”, podając się za następcę aresztowanego miesiąc wcześniej kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, zdołał w ciągu zaledwie trzech tygodni podporządkować sobie poznanych dowódców i żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, którzy niedługo potem zniknęli w tajemniczych okolicznościach, rzekomo przerzuceni do oddziałów leśnych na Lubelszczyznę. Efektem prowokacji były liczne aresztowania i akcje likwidacyjne, przeprowadzane przez Informację Wojskową i WUBP w Łodzi wobec zidentyfikowanych członków KWP.

    • zenobiusz pisze:

      Zygmunt Lercel ur. 2 maja 1921 roku we Włocławku jest pierworodnym synem Genowefy i żołnierza Orląt Lwowskich p por Legionów Mieczysława Jana Lercel,który poległ w Powstaniu Warszawskim 15 września 1944 r na Placówce Alkazar nr 2 Mokowtów Al.Niepodległości 78. Wnukiem por.Powstańca Powstania Styczniowego 1863 r skazanego i zesłanego na Sybir, spoczywa na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.Ukochany moj starszy o 9 lat Brat.Niema dnia abym o nim nie myślał.W wieczornym codziennym pacierzu proszę naszego Ojca Pana Boga o przyjęcie Zygmunta duszy do domu Swego. Za zgotowaną Bratu męczeńską śmierć przez oprawców komunistycznych za to,że ryzykując własnym życiem służył Ojczyźnie od młodzieńczych lat.Będąc w randze Kapitana w Ludowej Armi Polskiej wypełniał obowiązki tak jak Pułkownik Kukliński. Służył Ojczyźnie nie Tej bez wiary,bez Pana Boga, lecz Tej jaką wpajała nam w umysły i serca nasza Matka.Ucząc nas,że każdy człowiek ma trzy Matki tą pierwszą która rodzi,karmi, wychowuje,uczy.Tą drugą Matką jest ta na której ziemi żyjemy i zwie się Ojczyzną. A Tą trzecią Matką jest Ta która zapewnia nam życie wieczne to Matka Pana Jezusa, Syna Pana Boga. Ale pod jednym warunkiem,że wszystkie trzy Matki kochamy i jesteśmy Im wierni i posłuszni. Mój brat Zygmunt spełniał nakazy Matki był wiernym synem. Walczył o Matkę Ojczyznę której Komuna nie uznawała. Zygmunt Komuny nie zdradził bo nigdy dla Niego nie była żadną z trzech Matek które kochał i był Im wierny do końca.męczeńskiej śmierci. To Komuna odebrała życie za zdradę Komuny mszcząc się .dopisując haniebny życiorys Bratu Najsmutniejsze jest to,że Władze III R.P. potępiając ustrój komunistyczny i słusznie, ale fałszywe oskarżenia komunistycznego Urząd Bezpieczeństwa Publicznego przyjmuje za prawdę.

      Jak sobie przypominam Brat uczęszczał do szkoły podstawowej i gimnazjum im.Jana Długosza we Włocławku,

      Przyjaciel Jego z Włocławka uczęszczał do Gimnazjum Księży Salezjanów w Aleksandrowie-Kujawskim i mieszkał w internacie tego Gimnazjum.Jak mnie po wojnie Matka opowiadała uprosił Ojca aby Jego przeniósł do

      Gimnazjum i internatu w Aleksandrowie Kujawskim w którym było Koło Organizacji „Sokół”a uczniowie gimnazjum przechodzili przeszkolenie wojskowe między innymi strzelanie z broni na strzelnicy.Brata marzeniem było po zdaniu matury wstąpić do Szkoły Oficerskiej.Ojciec marzenie Syna spełnił.Brat w czerwcu 1939 roku zdał maturę,pamiętam,że często przyjeżdżał w niedzielę i święta do domu rodzinnego.Pamiętam,że z Rodzicami pojechaliśmy koleją do Aleksandrowa-Kujawskiego na Akademię na której w zespole muzycznym Brat grał na wiolonczeli.Od lipca w 1939 roku pojechaliśmy na wakacje do Wieńca Zdroju po których powróciliśmy do Włocławka, wybuchła Wojna.Mobilizacja,brat Zygmunt miał w 1939 roku 18 lat, zgłosił się na ochotnika do 14 Pułku stacjonującym we Włocławku.a posiadane przez Brata zaświadczenie i legitymacja Organizacji „Sokół” była podstawą przyjęcia do wojska .W trzecim dniu wojny stojąc na warcie dostrzegł grupę mężczyzn z bronią w ręku jak czołgają się w stronę ogrodzenia z siatki metalowej do budynków Koszar.Nie namyślając się oddał kilkanaście strzałów w kierunku tej V Kolumny Niemieckich dywersantów.Te strzały wywołały alarm i udaremnienie zaskoczenia. Wojsko szybko wielu dywersantów zabili, wielu ranili a pozostałych którzy poddali się wzięli do niewoli.Przeprowadzone śledztwo ujawniło,że V kolumna Niemiecka miała za zadanie sforsować ogrodzenie i zbliżyć się do budynków koszar obrzucić granatami,podpalić budynki i się wycofać.Brat Zygmunt otrzymał w 3 dniu Wojny odznaczenie,za to,że uniemożliwił V kolumnie Faszystów podpalić koszar przy ul, Żytniej oraz awans na starszego strzelca. Nastąpił wymarsz 14 Pułku z Włocławka przedzierając się przez Puszczę Kampinowską maszerowali na odsiecz walczącej Warszawy.Po kapitulacji dostał się do niewoli i został wywieziony do obozu w

      Niemczech
      [posiadam pocztówkę wysłaną z aniemieckiej niewoli z dnia 29 listopada 1940 r

      napisaną i wysłaną z niewoli do dziadków Śiwińskich wysiedlonych do Wieńca Zdroju pod Włocławkiem.

      Brat Zygmunt znał dwa obce języki Angielski i Niemiecki,często słyszałem jak z Rodzicami w domu nie raz rozmawiali po Niemiecku.Kiedy pytałem dlaczego tak mówią odpowiadał Tato, Synku przez tą rozmową szlifuje i uczy się tego Języka, a ja na to mówiłem, to mowa złych ludzi wrogów naszych.Tato tłumaczył mnie żeby z wrogiem walczyć trzeba znać jego mowę.Zygmuntowi się przydała znajomość języka Niemieckiego.
      Muszę wyjaśnić dlaczego zaledwie 18 letni chłopiec został przyjęty do Wojska w 1939 roku.Otóż podał,że jest urodzony 2 maja 1920 roku dodając sobie,że jest o jeden rok stardzy.W tym 14 Pułku służył kapitan Rodzeń którego Brat znał, był to znajomy naszych Rodziców częsty gość restauracji „As” na którego Zygmunt powołał się a Pan Kapitan w rozmowie w cztery oczy zapytał czy Ojciec o tym wie, odpowiedział, jestem tu za Ojca zgodą.Kapitan Rodzeń zatelefonował do Ojca i zapytał czy to prawda.Usłyszał,że tak to prawda.Po tej rozmowie Pan Kapitan załatwił przyjęcie do Wojska Ochotnika Zygmunta Lercel. To są przekazane wspomnienia Matki.

      Posiadam pocztówkę wysłaną z Niemiec w dniu 29 listopada 1940 roku przez Zygmunta do Dziadków Zygmunt nie wiem czy kupił,czy skradł mundur Niemieckiego żołnierza ,swój mundur jak mówił zakopał i uciekł z Obozu.Ponieważ zakładał ,że może być ścigany i poszukiwany, legitymował się też skradzionymi dokumentami ale innego żołnierza Niemieckiego.Po kilku dniach przekroczył nie istniejącą już granicę ,stanął na ziemi Polskiej Skierował pierwsze kroki na Plebanię napotkanego Kościoła Rzymsko-katolickiego.Poprosił Księdza Proboszcza o wysłuchanie spowiedzi.Ksiądz jak mówił był zdziwiony,że żołnierz Niemiecki mówi po Polsku i prosi o spowiedź. Mówił,że ta spowiedź zapewniała dotrzymanie tajemnicy spowiedzi na której wyznał co i jak się stało i poprosił o sutannę oraz osobę zaufaną która doprowadzi do Księży Salezjanów i tak się stało.Mundur żołnierza Niemieckiego pozostał na Plebanii , Ksiądz oświadczył,że ten mundur spali to był miesiąc grudzień 1940 rok. Po dotarciu do Księży Salezjanów został przyjęty odziany a sutannę zabrał ten człowiek który przywiózł Zygmunta do celu. Księżą Salezjanie porozumieli się z Księżmi Salezjanami w Aleksandrowie Kujawskim.Po uzyskaniu potwierdzenia,że to co mówi jest prawdą skierowali Brata do Poznania gdzie zaopiekowała się Bratem Organizacja A K. Komórka Wywiadu.Tam dowiedział się,że została rodzina Brata wysiedlona z Włocławka do Warszawy i to gdzie mieszkamy.Otrzymał nowe dokumenty i adres do osoby z wywiadu A.K. w Warszawie Przyjechał do Warszawy skontaktował się z tym tajemniczym Panem i po tym odwiedził nasze mieszkanie w niedzielę. Po kilku godzinach pożegnał się i dom rodzinny opuścił nie narażając rodzinę na niebezpieczeństwo ze strony Gestapo które mogło szukać Zygmunta w naszym mieszkaniu.My mieliśmy zakazane mówić,że Brat był nas odwiedzić.Spotykaliśmy się z Zygmuntem od czasu do czasu ale nie w naszym mieszkaniu.Ponieważ byłem w szkolnych internatach i na Leśniczówce w Głoskowie nie miałem z Bratem częstych kontaktów a gdy o Brata pytałem Rodziców przy spotkaniu z nimi otrzymywałem informacje,że żyje ukrywa się,że jest w Partyzantce ,że jest pod innym nazwiskiem pracuje i jest w A.K.. Sam przyjeżdżał nie często do mnie w odwiedziny.Miałem wówczas 11 lat i przyjechałem w sobotę do domu na niedzielę.Okazało się,że brat Zygmunt w tą niedzielę będzie

      ślubował z uroczą warszawianką Sabiną..Z Rodzicami siostrą Marią i bratem Henrykiem pojechaliśmy tramwajem na Warszawską Pragę do niewielkiego Kościoła do którego przyjechała dorożką Młoda Para byli ubrani w odświętne ubrania ale nie wskazujące,że to ślubne stroje.W czasie mszy świętej odbyła się ceremonia zaślubin.Po czym spacerem my udaliśmy się do mieszkania Panny Młodej przy ul Oszmiańskiej nr 18 w którym

      mieszkała z Rodzicami i starszą siostrą moja bratowa Sabina. Przyjęcie weselne było bardzo skromne w gronie najbliższej rodziny.Wracaliśmy o godz okoła 18 bo wolno było chodzić do godz 20-tej.

      Jak mnie Matka opowiadała w tajemnicy już po zakończonej II Wojnie Światowej z rozkazu Wojskowego Wywiadu Rządu Polskiego w Londynie porucznik Zygmunt Lercel tego wywiadu dla którego pracował, wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego.Jego skrzynką kontaktową w latach 1946 i 1947 był Hotel ‚MEWA” w Sopotach.

      Oskarżonyy za pomoc Stanisławowi Mikiłajczykowi w ucieczce z Polski w 1947 roku do Londynu,był śledzony ,odkryto,że jest oficerem obcego wywiadu. Został aresztowany w 1949 roku przechodził niesamowite drakońskie nieludzkie tortury a przesłuchania prowadzili bandyci z N.K.W.D. Po zaginięciu Brata żona jego poszła z małą córeczką Elżbietą do dowódcy Jednostki Wojskowej zapytać gdzie jest mąż. Dowódca lub ktoś z Dowódców odpowiedział my sami jesteśmy ciekawi gdzie jest .Prosiła o wypłatę nie otrzymanej drugiej pensji i nie ma z córką za co żyć.Otrzymała odpowiedź pobory może odebrać sam małżonek.Po tej rozmowie Bratowa przyjeżdżała do naszej Matki a Sabiny teściowej z Elżbietą po pieniądze bo nie miła za co żyć.Oczywiście nie Matka lecz jeszcze zasobna babcia Anastazja Śiwińska przekazywała Sabinie 20 dolarówki i rublówki w złocie aby Sabina w Łodzi spieniężyła i to tak trwało do końca czerwca 1950 roku.Opowiadała na jednych z odwiedzin,że w grudniu 1949 r rano o godzinie około 6 zapukała trzy osobowa grupa Funkcjonariuszy przedstawiając się,że są z Publicznego Urzędu Bezpieczeństwa.Przeprowadzili w mieszkaniu rewizję która trwała dosłownie 5 godzin.Zabrali wszystkie ubrania,bieliznę,rzeczy osobiste książki,notatki a nawet przybory do golenia,książeczkę do modlitwy dosłownie wszystko co używał Sabiny mąż a nasz brat,syn iwnuczek Nikt z rodziny o aresztowaniu Zygmunta nie wiedział,Sabina jak pytała w Prokuraturze Wojskowej w Łodzi to odpowiadali chyba uciekł za granice bo my

      nie wiemy gdzie jest.Aż tu nagle na ulicy w mieście Łodzi podchodzi do bratowej Sabiny, Pani X i prosi o rozmowę poufną bo ma pilne wiadomości do przekazania w sprawie męża Zygmunta. Bratowa zaproponowała swoje mieszkanie w którym mieszkał z córką Elżbietą. Ta Pani odpowiedziała w tym mieszkaniu jest założony podsłuch i grozi Pani niebezpieczeństwo,nie wolno z kim kol-wiek rozmawiać na temat męża tematy polityczne to rozmowy tabu.Proszę nie wymawiać nazwisk znajomych,że jeździ do rodziny męża do Włocławka.Pani Sabino odezwała się nieznajoma. Sabina zatrwożona zapytała a sskąd zna Pani moje imię i podchodząc na ulicy wiedziała kim jestem.Bratowa jak nam mówiła usłyszała odpowiedź milczenie jest złotem.Weszły do kościoła i w bocznej nawie będąc same Sabina usłyszała.Jest Pani z zawodu modystką proszę w dniu i wymieniła datę i godzinę przyjść do lokalu sklepowego nieczynnego podając adres.Bratowa zapytała po co.Usłyszała,że ten sklep wydzierżawi i otworzy sklep z kapeluszami damskimi oraz uruchomi pracownię kapeluszy. Bratowa odpowiedziała,że nie ma na to pieniędzy.Pani X odpowiedziała, w sklepie dyskretnie aby Administrator sklepu nie widział, otrzyma Pani pieniądze na zapłacenie rocznej dzierżawy sklepu, które wręczy Pani po podpisaniu dwuletniej dzierżawy administratorowi domu Dostanie Pani pieniądze na remont i wyposażenie sklepu oraz pracowni,dostanie Pani na zakup sprzętu i towaru.oraz na dobre życie. Z tym,że w trzech ratach aby tak dużej kwoty Pani przy sobie od razu nie miała.Ja będę z Panią spotykać się na ulicy bez umówienia.Powiedziała może być Pani dumna z męża,to Bohater o którym w swoim czasie będą pisać. Teraz musi Pani zachować dyskrecję a Wuj będzie Panią i Córeczkę materialnie wspierać.Prowadzenie sklepu ma być wytłumaczeniem skąd ma Pani pieniądze na egzystencję,już Pani pieniędzy nie zabraknie.Po uruchomieniu Pracowni Kapeluszy pod koniec 1950 roku Bratowa dowiedziała się od Pani X że mąż został przez N.K.W.D zamordowany w Mokotowskiej Kaźni dnia 1 czerwca 1950 roku w tajemnicy pogrzebany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.Obecną Jego mogiłą jest ” Pomnik na Łączce Kwatera przy murze cmentarnym Cmentarza Wojskowego na Powązkach a Tablica pomnika informuje Niewinnie straceni,zamordowani,zamęczeni,zmarli w więzieniach i aresztach śledczych Warszawy w latach 1945-1956.Osoby pochowane uwidocznione na tablicy pomnika. W rzędzie 14 jest pochowany,stracony na Mokotowie Zygmunt Lercel ppor.A.K. ur,2.5.1921-1.6.1950 r.

      W Telewizyjnej audycji programu pierwszego był czytany napisany przed wykonanym wyrokiem list do córki Elżuni w którym żegna się z ukochanym jedynym dzieckiem, Bandyci z N.K.W.D. i Przeklęty Urząd Bezpieczeństwa nie wysłał do Córki zamordowanego ostatnie słowa pożegnania przed egzekucją . List pozostał w aktach sprawy. Akta tej sprawy są w Moskwie udowodniono ppor A K Zygmuntowi Lercel, że pełniąc służbę w randze Kpt w Ludowym Wojsku Polskim jednocześnie pełnił służbę w Wywiadzie Rządu Londyńskiego i nie tylko którym przekazywał tajne dokumenty Układu Warszawskiego zdradzając Komunistyczną Ludową Władzę. Komunistyczna Bezpieka została ośmieszona i w zemście haniebnie Zygmunta oskarżyła kompromitując się,sfabrykowanymi kłamstwami ,że tak posłusznego swojego oficera za zasługi rozstrzelała.W takie bajki może wierzyć naiwniak który nie zna do czego zemsta za ośmieszenie, Bezpieka była zdolna oczernić upodlić godność człowieka.Brat nasz nie zdradził Ojczyzny Komunistycznej bo nigdy nie była Jego Ojczyzną bez Pana Boga. Nic dziwnego,że mnie wsadzili na trzy lata do Batalionu Budowlanego który w rzeczywistości był Obozem Pracy Przymusowej.O dalszych losach bratowej Sabiny i bratanicy Elżbiecie będę pisał.

    • zenobiusz pisze:

      Ciekawe,że jest ktoś kto podaje takie fakty jak wpis naszego „gościa”ZZZWWWW@ ,wręcz sugerujące że nasz bohater,i Zygmunt to jedna osoba.
      Tajemnicza postać por.Zygmunta Lercel,niewyjaśniona rola jaka odgrywał,i profilaktyczne powtarzanie bzdur rodem z kuchni NKWD nawet w IPN skłania do głębokiej refleksji.Zarzuty pod jakimi zamordowano go wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie w 1950 roku,są tego samego typu jak zarzutu stawiane rotmistrzowi Pileckiemu.Nawet widać cechy wspólnego „autorstwa”,a nie pachnie to UB ,a sznytem NKWD-owskim.
      Zygmunt Lercel,musiał bardzo zaszkodzić światowej masonerii,skoro zemsta sięga za grób i obejmuje rodzinę ,ponad 60 lat po Jego śmierci.
      Mam nadzieję ,że Pan Antoni Lercel,dożyje dnia,gdy Wolna Polska ,upomni się o całą prawdę.

  19. zenobiusz pisze:

    „zdołał w ciągu zaledwie trzech tygodni podporządkować sobie poznanych dowódców i żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, którzy niedługo potem zniknęli w tajemniczych „okolicznościach, rzekomo przerzuceni do oddziałów leśnych na Lubelszczyznę. Efektem prowokacji były liczne aresztowania i akcje likwidacyjne, przeprowadzane przez Informację Wojskową i WUBP w Łodzi wobec zidentyfikowanych członków KWP.”

    • zenobiusz pisze:

      Zdumiewające dla myślących ludzi znających historię.
      Trzy tygodnie ,i człowiek znikąd podporządkował sobie. !!!!

      „poznanych dowódców i żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, którzy niedługo potem zniknęli w tajemniczych “okolicznościach”
      „liczne aresztowania i akcje likwidacyjne, przeprowadzane przez Informację Wojskową i WUBP w Łodzi wobec zidentyfikowanych członków KWP.”
      Wygląda,że por..Lercel przeprowadził akcję „wygaszania: walki zbrojnej ,by nie mnożyć ofiar,i nie dawać pretekstów do prześladowań ,oddzielając swoich od „NKWD-owskich” wtyk.
      Wiadomo,że ponad UB i IW,działały w Polsce agentury NKWD i Smiersza
      ,podsycające beznadziejną walkę,poprzez kierowanie do lasu nowych ludzi,
      by jak najbardziej wykrwawić patriotyczne podziemie.
      Mam nadzieję że jakiś historyk zajmie się tą sprawą.

  20. zenobiusz pisze:

    Za co skazano na śmierć por.Zygmunta Lercel.???
    http://www.klub-generalagrota.pl/kg/kluby-w-polsce/zgierz/relacje-ze-spotkan/3009,dok.html
    W 1948 r. zauważono, że fałszuje raporty i zamiast wykonywać zadania zajmuje się życiem towarzyskim. Ponieważ posiadał dużą wiedzę, którą mógł wykorzystać przeciw swoim mocodawcom w 1949 r. został aresztowany, a w marcu 1950 r. skazany na karę śmierci za działalność na szkodę wywiadu LWP oraz nielegalne posiadanie broni (niesprawnego pistoletu). 1 czerwca 1950 r. został rozstrzelany w więzieniu mokotowskim.
    http://www.iap.pl/?id=wiadomosci&nrwiad=344055
    Mimo tych zasług agent „Z-24″ nie spotkał się z większą wdzięcznością ze strony Urzędu Bezpieczeństwa. Zgubiła go też zbyt wielka pewność siebie i przekonanie o swych agenturalnych zdolnościach. Miał coraz większą wiedzę o działaniach UB, a sukcesy wywiadowcze tak mu uderzyły do głowy, że zaczął przechwalać się rzekomymi kontaktami z „Łupaszką”, czyli Szendzielarzem, i z „Ogniem”, czyli Kurasiem. Uznano, iż może być niebezpieczny, zwłaszcza że nie był podwładnym UB, i postanowiono go usunąć. Zrobiono to w majestacie ówczesnego prawa, aresztowano i skazano na śmierć w 1950 roku za to, że w czasie wojny miał być konfidentem gestapo i wydawać władzom niemieckim Polaków i Żydów.

    • zenobiusz pisze:

      Jak widzimy „szechterowcy” nawet dziś plączą się w zeznaniach.Ciekawe,czy scenarzysta serialu o
      kapitanie J-23 nie zacierał czasem śladów ,działania prawdziwego bohatera,przyczyniając się jednocześnie
      do powstania „nowego ,postępowego bohatera dla PRLu. ???
      Odwracanie faktów o 180 stopni to stara masońska metoda
      a kapitan J-25 i kapitan Z- 24 to zdumiewająca zbieżność
      ,to nie wygląda na przypadek.

    • zenobiusz pisze:

      O tragicznych losach żołnierzy KWP mówił Szymon Zyberyng

      Szymon Zyberyng wystąpił z wykładem „Golgota radomszczańska – mord sądowy na żołnierzach Warszyca”

      http://radomsko.naszemiasto.pl/artykul/791810,wczoraj-i-dzis-tragiczne-losy-zolnierzy-warszyca,id,t.html

      Tu typowy „polski historyk” popularyzuje sprawę „Warszyca” i Kpt Z-24.
      Z właściwą swojej kategorii „fachowców” delikatnością ,zestawia ją z
      Golgotą.Dwie polskie świętości ,w ustach …no właśnie ,kogo ????

  21. zenobiusz pisze:

    ZAPOMNIANE KRZYWDY
    ” UTINAM FALSUS VATES SIM
    – z Liwiusza,31,10

    Ostatnia wola Anastacji Śiwińskiej, Matki naszej Matki która była siostrą brata Ignaca oficera rezerwy poległego w dniu 06.września 1939 roku w obronie Polskiego Oksywia. Był jedynym troskliwy kochającym nas Wujkiem.

    Pamiętam w czasie wakacji przyjeżdżał do Wieńca na kilka dni w odwiedziny poświęcając wiele czasu nam dzieciom.Nazywałem Wujka Wielkoludem był wysokim 2,03 m przystojnym 24 letnim mężczyzną. Mieszkaliśmy już przy Placu Wolności nie pamiętam dokładnie czy to był rok 1938 czy 39,odwiedził nas w mundurze wojskowym plutonowego podchorążego jechał na ćwiczeniach do Baonu Ciężkich Karabinów Maszynowych Komenda Garnizonu Wejherowo.W tym czasie studiował w Warszawie na ostatnim roku w W.S.G.H. Studenci mieli przerwę w wykładach,przechodzili szkolenie wojskowe w Podchorążówkach,Wujek ukończył Podchorążówkę w Zambrowie. Nasza Mama była Wujka jedyną Siostrą.Dziadkowie mieszkali na ul Kaliskiej nr 6/8 posiadali sklep monopolowy Win,Likierów,Wódek,Piwa Papierosów. dobrze prosperujący,po sprzedaniu restauracji „Zacisze” o której już wspominałem w relacjach wesela naszych Rodziców a Dziadków Córki. Nie było tygodnia aby Dziadek Feliks mąż Babci Anastazji nas nie odwiedził dwu krotnice w tygodniu ze słodyczami.Powracając do tych wspomnień o Dziadku pamiętam jak nauczył mnie wiersza pt Kto ty jesteś ? Polak mały.Jaki znak twój ? Orzeł Biały itd.Pamiętam jeszcze nie chodziłem do szkoły,za nauczenie się tego całego wiersza dostałem od Dziadka psa Owczarka Alzackiego z Jego metryką,był psem rasowym jednorocznym wabił się „As”.To od imienia mojego psa „Asa” Rodzice nazwali restaurację nowo urządzoną Jego imieniem.Dziadek kochał zwierzęta,pamiętam mieszkaliśmy przy ul.Toruńskiej róg ul. Wienieckiej w 1937 roku gdzie Rodzice mieli ogromny sklep wielobranżowy w własnym domu,przy którym mieliśmy mały ogród Dostałem w prezencie od Dziadka 5 pocztowych gołębi,małą kozę,Szczygła w klatce tak skonstruowaną,że jak Szczygieł chciał jeść ziarenka które były w wózeczku na pochylonych szynach od kolejki dziecięcej to musiał dzióbkiem przyciągnąć sznureczek przywiązany do klatki i wózeczka i tak po kilku takich przyciągnięciach wózeczek zbliżył się do klatki.Szczygiełek nóżką przytrzymał sznureczek a dzióbkiem z wózeczka wyjadał ziarenka.Jak się nasycił nóżkę podnosił uwalniając sznureczek a wózeczek po pochylonych szynach odjeżdżał od klatki około 20 cm po pochylonych szynach,.dostałem Kanarka Maćka w klatce,,jeża zwanego Tuptuś ….Dziadek opowiada mnie o wojnie z Bolszewikami w 1920 roku jak żołnierze i cywilni mieszkańcy udaremnili wkroczenie do Włocławka Bolszewikom. wysadzając most na Wiśle w akcji której brał udział. Posiadam potwierdzenie tej opowieści, W 1946 r. Moja babcia Anastazja,żona już nie żyjącego Dziadka dała mnie zdjęcie wysadzonego i częściowo spalonego mostu na Wiśle we Włocławku z napisem na tym zdjęciu Z inwazji bolszewickiej w 1920 r. Powiedziała przyjdzie taki czas,że odrodzi się wolna Polska i będziesz mógł unikalne zdjęcie wyjąć z ukrycia i pokazać. Co czynię po raz pierwszy.Dziadek ur.w 1871 roku miał wówczas 49 lat.Wybuchła II Wojna Światowa, Okupant naszą rodzinę wysiedlił z Włocławka i już więcej Kochanego Dziadka na oczy nie ujrzałem.Po wojnie w 1945 r.po powrocie do Włocławka pierwsze kroki z Babcią, naszą Matką jedyną córką Dziadka, siostrą Marią,bratem Henrykiem poszliśmy przywitać Dziadka na cmentarzu, zapalić znicze,złożyć kwiaty na grobie i u jego stóp pogrążeni w modlitwie prosząc Pana Boga aby przyjął Dziadka Duszę do Swego Domu,aby mógł spotkać się z synem Ignacem,zięciem Mieczysławem Janem którzy ponieśli śmierć z rąk tego samego Faszystowskiego wroga, ze swoimi Rodzicami,Dziadkami i całą Rodziną w Domu BOŻYM.Przypominam sobie,jak opowiadał mnie Dziadek,że pochodzi z rodziny hrabiowskiej a jeden z przodków Rodu Śiwińskich piastował godność Kasztelana na ziemiach Ku-jaw, jak dorośniesz dostaniesz książkę w której jest to napisane potwierdzone.

    Wracam do ponurych tragicznych dni Wojny i Okupacji w 1939 r.Rodzice naszej Matki Genowefy jak wspominałem mieszkali we Włocławku przy ul.Kaliskiej nr.6/8 gdzie prowadzili sklep monopolowy. Po wysiedleniu naszej rodziny, przyszła kolej na wysiedlenie Dziadków w czerwcu 1940 r.do Wieńca Zdroju,,utracili cały swój dobytek wymieniony w załączonym oszacowaniu o wartości 306,420 złotych, oszacowany w złotych z przed 1939 Babcia Anastazja ur.16 lipca 1877r. z domu Raniszewska była przymusowo zatrudniona mając 63 lat przez Władze III Rzeszy w charakterze sprzątaczki w Łazienkach Domu Zdrojowego we Wieńcu Zdroju od czerwca 1940r

    .do dni wyzwolenia w 1945 r. Dziadek ur.1871 r.był przymusowo zatrudniony przez Okupanta jako robotnik w Domu Zdrojowym od czerwca 1940 r do lutego 1944 r.w którym zbrodniarz faszystowski dokonał zabójstwa.Zbierając po pracy w lesie szyszki na opał w towarzystwie psa „Asa” który gdy nas wysiedlano Matka szepnęła Asowi biegnij do Dziadków których znał i z nami u Dziadków bywał. As polecenie wykonał zaszczekał przed drzwiami jak nam w listach pisał Dziadek,wiedzieliśmy,że Niemcy Was wysiedlili i As u Dziadków został.To był umówiony sygnał między Rodzicami a Dziadkami,że jeżeli będą nas wysiedlać to As do Dziadków przybiegnie i tak się stało.

    Dziadek zbierając szyszki w asyście Asa widząc idącego kulawego Gajowego który na froncie był kontuzjowany i dlatego został leśnikiem.nie ukłonił się,nie zdjął przed nim czapki.Rozwścieczony Gestapowiec który Dziadka

    znał z widzenia gdy przyjeżdżał do Domu Zdrojowego zaczął wrzeszczeć a Dziadek odwrócił się, szedł nie zważając na Drania uwagi.Z tyłu Gajowy zaczął laską z całej siły Dziadka okładać,Dziadek nieprzytomny upadł na ziemię a ten Bandyta dalej laską bił.Wierny Przyjaciel As najpierw zaczął szczekać a kiedy Dziadek padł na ziemię i otrzymywał potężne uderzenia As zrucił się na Mordercę Gajowego i gryzł jego ręce nogi po czym złapał Bandytę za gardło.Ta tragedia odbywała się w lesie dosłownie w odległości kilku metrów od szosy prowadzącej z Wieńca do Włocławka.Na nieszczęście dla Asa przejeżdżał samochód osobowy wojskowy odkryty z oficerami Wermachtu widząc jak pies gryzie gajowego stanęli i wieloma strzałami zabili psa Asa a nieprzytomnego zbroczonego krwią gajowego umieścili w samochodzie i na sygnale zawieźli do szpitala.Po kilku minutach usłyszanych strzałach mieszkający tam Polacy znajomi Dziadka zanieśli do mieszkania Dziadków obandażowali rany a wezwany lekarz pracujący w Uzdrowisku dobry człowiek choć Niemiec co było w jego mocy uczynił.Po dwóch dniach na skutek rozległych ran Dziadek zmarł.Na zdjęciu w trumnie widać gołym okiem rany z lewej strony głowy w okolicach skroni i pod okiem.Miał połamane żebra i wiele urazów mózgu oraz krwiaki w okolicy nerek.Biedny As wierny Przyjaciel oddał życie za Przyjaciela który też poniósł śmierć.Niemiecki Bandyta Gajowy leżał w szpitalu podobno 8 miesięcy lecząc rany i zmiażdżone kości.Nie życzę nikomu cierpień ale to za krótka kara, leczenia ran za śmierci niewinnych ofiar Kochanego Dziadka i psa Asa.

    To nie do wiary ale ja z siostrą Marią w to wierzymy.A było to tak: jest 6 dzień wojny Rodzice i brat Henryk z całą

    36 osobowej załogą pracowników Restauracji As na dwie zmiany oraz z dr Panem Filipiakiem,i wieloma wolontariuszami nieśli pomoc uciekinierom z kierunku Bydgoszczy a As był punktem sanitarnym,bezpłatnej kuchni,miejscem odpoczynku przez całą dobę. My z Siostrą byliśmy w mieszkaniu sami czekając na Mamę,lub Tatę jest wieczór światła nie zapalamy,słuchamy radia Aż tu nagle wielka świetlana kula uderzyła w szybę okna

    Siostra starsza o 3 lata przytuliła mnie,siedzieliśmy na kanapie i powiedziała to jest znak,że Zygmunt nasz brat

    albo Wujek Ignaś stracili życie.Opowiedzieliśmy o tym Rodzicom którzy powiedzieli wszystko jest w ręku Pana

    Boga.Po kilku dniach Pamiętam dobrze łzy w oczach mojej Matki jak przytulając mnie powiedziała poległ na wojnie Twój kochany Wujek Ignaś i ja zalałem się łzami bo bardzo kochałem Wujka Ignaca.Do dziś wspominam

    wspólnie spędzone wakacje w naszej willi „Marysieńka” Już w okresie okupacji na wygnaniu w Warszawie Rodzice opowiadali mnie,że we wrześniu już po wkroczeniu wojsk Niemieckich do Włocławka odwiedził Dziadków były żołnierz z plutonu którym dowodził Wujek Ignaś.Żołnierz ten ocalał,ukrywał się w lesie i u gospodarza.Dostał od Kszubów cywilne ubranie i wracając do rodzinnego domu w Warszawie wstąpił po drodze do domu Rodziców swojego Dowódcy. Znał adres,bo wszyscy adresami przed walką wymieniali się przekazując sobie nawzajem

    przyrzekli sobie na zorganizowanej zbiórce przez swojego Dowódcę dając słowo honoru,że ci co przeżyją powiadomią rodziny tych którzy polegli.Relacjonował,że Niemieckie wojska zostały odparte kilka krotonie.W tych

    walkach,strzelec cekaemu został ranny i przeniesiony w głąb lasu a na Jego miejscu był już następny strzelec. Na skraju lasu przy rozwidleniu dróg były okopy i gniazda C.K.M Pluton miał. za zadanie obronę dróg do Rumi ,Chylonii i Dębogórza. Niemcy ruszyli do ponownego ataku poprzedzonego huraganowym ogniem z dział i granatników.i ten atak został odparty,19 z rzędu w piątym dniu wojny.Na stan 42 żołnierzy po piątym dniu walk jest 8 zabitych i 6 rannych.Dowódca plutonu postanawia nie mając łączności z Dowództwem Pułku sam w nocy zagrodzić drogi kłodami ściętych drzew, uniemożliwiając w ten sposób swobodny przejazd czołgów i samochodów.

    pancernych,co się powiodło i udało.Niemcy się wycofali lecz po kilku godzinach nastąpił atak samolotowy żucali bomby na nasze okopy,odezwały się działa i granatniki,ruszyły czołgi i samochody pancerne ściągnięto posiłki

    piechoty Niemieckiej która od tyłu zaatakowała garstkę liczącą 28 żołnierzy.Opowiadał,że nasz pluton posiadał tylko 4 karabiny maszynowe.i granaty ręczne,widziałem jak nasz Dowódca plutonu podczołgał się do gniazda cekaemu i odsunął zabitego strzelca i sam zaczął strzelać do atakującego wroga.Atak cudem odparto ale znów było nas mniej bo następnych 7 poległo.Po nie długiej czasie lawina pocisków z dział i bomb lotniczych wznieciła

    piekło i wówczas został trafiony w głowę odłamkiem nasz Dowódca,odłamek przedziurawił hełm,zginął na miejscu. Był to 6 dzień Września 1939 roku godz 18 z minutami.Przed tą walką Dowódca Plutonu wysłał zwiadowcę do Pułku z meldunkiem bo łączność telefoniczna nie działała.przyszły za późno posiłki,nawet działko p.pancerne i dwa granatniki oraz kompania piechoty.Z naszego Plutonu pozostało 7 przy życiu kazano nam zameldować się w Dowództwie Pułku.Przed odmarszem powiedział żołnierz Dziadkom,że zwłoki swojego dowódcy p.por Ignacego Śiwińskiego owinęli dwoma kocami i w pośpiechu pochowali w mogile.Ten zacny Pan-żołnierz wręczył przez siebie sporządzoną mapkę na której uwidocznił i zlokalizował pierwszą mogiłę-grób Dowódcy.

    Widniejąca data 16 września 1939 r.na tej małej mapce jest datą pobytu Ów nieznanego wiernego Przyjaciela-Żołnierza który dotrzymał słowa, przyrzeczenia powiadomienia rodziny o śmierci. Z relacji Rodziców dowiedziałem się,że ukrywał się u Dziadków w mieszkaniu przez dwa dni.W tym czasie nasz Ojciec dla tego Pana załatwił z kolejarzami,mundur kolejarza i dokumenty po czym ten Żołnierz w przebraniu kolejarza z dokumentami pojechał do rodzinnej Warszawy. Dotarł zdrów i cało ponieważ jak nas Niemcy wysiedlili w Warszawie spotkał przypadkowo tego Pana Ojciec .Tu należy wspomnieć co przeoczyłem,że ten Żołnierz wskazał mogiłę Ignacego Śiwińskiego Panu Juliuszowi Petrykusowi,która była na Jego gruntach-ziemi. Gospodarz ten znał naszego Wujka Ignasia jako Dowódcę tego odcinka frontu i Wujek bywał w Jego domu tuż przed wybuchem wojny i w pierwszych dniach wojny.

    • zenobiusz pisze:

      To jest uzupełnienie dot.Mieczysława Jana Lercel o materiały otrzymane z Archiwum Wojska Polskiego

      Krzyż obrony Lwowa ,który zgubiłem a dyplom w 1921 roku na wiosnę przed wyjazdem ze Lwowa złożyłem w

      Komitecie celem zamiany na Krzyż z Mieczami dla tych którzy byli na placówkach.

      Otrzymałem Krzyż z szablami za walki na Odcinku III Nr 132 co jest odnotowane i figuruje w Komitecie.

      W lutym 1919 r zachorowałem na zapalenie płuc którego nabawiłem się w walkach o Lwów,lecząc się w domu a w

      kwietniu poddałem się operacji przepukliny w Szpitalu Garnizonowym we Lwowie przy ul Łyczakowskiej której nabawiłem się przy noszeniu amunicji w nocy na Odcinek kpt.Abrahama ” Góra Straceńców ” którym zabrakło

      amunicji. W roku 1920 zostałem urlopowany, jednak gdy Bolszewicy zbliżali się do granic Rzeczypospolitej Polskiej wstąpiłem do M.A.O. 240 p.p. A.O. biorąc udział w walkach jak na załączonym dyplomie. którego treść cytuję z Odpisu L.390 Dyplom odznakę 240 p.p.A.O. nadaje się ochotnikowi Mieczysławowi Lerclowi za okazaną działalność w bojach 240 p.p. A.O. w czasie od 16. VIII.1920 pod Streptowem,Rudą Sielecką,Zadworzem, Żurawikami i Leszkami Królewskiemi. Miejsce postoju dnia 1920 r. Adjutant F. Nowowsielski.Pieczęć: Dowódctwo 240 pułku piechoty.dow. 240 p.p.A.O. Podpis nieczytelny. Za Zgodność z oryginałem Kierownik Kancelarji Starostwa Włocławek podpis nieczytelny Pieczęć okrągła Starosta Powiatowy Włocławski w środku pieczęci godło Orzeł w koronie.Niezależnie od tego należałem do Związku Obrony Ojczyzny a tym samym i do II

      Oddziału.Po rozwiązaniu 240 p.p.A.O. zostałem zwolniony z Pułku.Po rozwiązaniu Z.O.O.agendy i kasę przejął

      Związek Strzelecki przy ul. Ossolińskiego a ja wraz z Matką owdowiałą po por. Wojska Polskiego Powstania Styczniowego z 1863 roku wyjechałem do Włocławka do żony którą poznałem leżąc w Szpitalu po doznanych ranach w walce o Lwów w 1920 r. i tu osiedliłem się na stałe,doczekałem się 3 synów i jednej córki którym pragnę zostawić tak zaszczytną pamiątkę jak Krzyż i megal Niepodległości

      Otrzymałem z Centralnego Archiwum Wojskowego im.maj.Bolesława Waligóry ksero kopię Biura Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości Warszawa Al.Ujazdowskie 1 Kwestionariusz dla otrzymania dyplomu i legitymacji z dnia 14 kwietnia 1937 roku w treści którego jest podane,że Mieczysław Lercel posiada polskie odznaczenia jak Krzyż

      Obrony Lwowa, Krzyż Orląt III Odcinka 1 / 22 / XI 1918 Lwów i Odznakę 240 p.p.A.O. Otrzymał odznaczenia Niepodległościowe: Medal Niepodległości.Data Zarządzenia R.P. umieszczona na zawiadomieniu z 16

      marca 1937 Dokładny adres Włocławek ul.Toruńska Nr.23 Na pieczęci jest treść: zł 8 za odznaczenie wpłacono do kasy P.K.O.poz.384 dnia 13 kwietnia 1937 r. Dwa zł za legitymację wpłacono do kasy P.K.O poz.384 dnia 13.kwietnia 1937 r. Odznaczenie wysłano 14 lipca 1937 r.

      Wyjazd ze Lwowa do Włocławka do poślubionej żony Genowefy z domu Śiwińskiej o czym już wspominałem utrudniała Ojcu naszemu duża odległość od Lwowa dopełnić formalności związanych z odznaczeniami dlatego przypomnę jeden z listów pisanych w tej sprawie. cytuję jego treść: włocławek dnia 4 maja 1932 roku

      Do Wielmożnego Pana Płk.dypl.Ludwika Laveaus w Sandomierzu. Uprzejmie proszę o podanie mi,jakie trzeba złożyć dowody na otrzymanie odznaczenia Krzyża,względnie medalu za obronę Lwowa. Nadmieniam,że od 1.XI 1918 roku brałem czynny udział w obronie Lwowa,walcząc do dnia 5.XI.1918 roku pod dowództwem rot. .Zubrzyckiego na ul.Leona Sapiechy w Szkole Konarskiego,a następnie t.j.od 5.XI.1918 r.na ul.Bema w koszarach Ferdynanda pod dowództwem Kpt.Schwarcenberg-Czernego,aż do zajęcia Lwowa t.j. do 21.XI.1918 r.Następnie przez kilka dni tworzyliśmy załogę Lwowa na Placu Św. Ducha,a z końcem listopada 1918 r. przeszliśmy na peryferie tj. do Sichowa.Podczas walk o Lwów przypominam sobie,że Pan Pułkownik walczył ze swoją grupą w okolicach Gródka Jagiellońskiego.Równocześnie nadmieniam,że za obronę Lwowa posiadam Krzyż III-go Odcinka Nr. 132 i Krzyża Obrońców Lwowa.

      Na arkuszu Uwagi Komitetu pisze,cytuje: „Medal Niepodległości przyznano na posiedzeniu Komisji w dniu 2.X.1933 Prot.poz.Nr 88 str.31. Zarządzenie Prezydenta Rzplitej z dnia 16.III1937 ogłoszono w Monitorze Polskim

      Nr.64 z dnia 19.III 1937 poz..94 str.14 Zawiadomienie wysłano ”

      Po zestawieniu dokumentów wynika,że Mieczysław Jan Lercel walczył jako ochotnik w szeregach Orląt Lwowskich już w 1918r. A po ucieczce z Armii Austryjackiej do której był przymusem wcielony potajemnie zapisał się do Legionów Wojska Polskiego w tajnym Komitecie werbujących ochotników we Lwowie z którego otrzymał paszport Niemiecki pod przybranym nazwiskiem rzekomego wracającego z Rosji. Był skierowany do Warszawy

      z której powrócił do Lwowa zgodnie z rozkazami ponieważ nastąpiło opóźnienie powrotu Komendanta Marszałka Polski Józef Piłsuckiego do Warszawy.Ochotniczo jako p.por.Związku Obrony Ojczyzny Komendy I Okręgu o czym świadczy Legitymacja Oficerska zwana Kartą Identyczności Nr 80/I wydana we Lwowie 2.09.1920 roku
      walczył jako ochotnik w 240 p.p. Armii Obrony Ojczyzny dowód jest,załączony odpis nr L. 390 Dyplomu z odznakę nadawaną ochotnikom za okazaną dzielność w bojach wymienionych w treści tego Dyplomu.Ciężko ranny został przetransportowany z wieloma rannymi żołnierzami do Włocławka co jest na pierwszych stronach wspomnień opisane. W otrzymanych dokumentach z Centralnego Archiwum Wojska są dowody,że udzielał się społecznie i towarzysko w niżej wymienionych organizacjach i tak :

      1. Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami Rzeczypospolitej Polskiej.Członek Rzeczywisty Mieczysław Lercel

      Okazicielowi legitymacji policja winna okazać pomoc. Nr legitymacji 83 rok 1929.
      2. Liga Morska i Kolonialna Oddział we Włocławku Legitymacja Nr 65 z 1928 r. Nr.194 na Rok 1931 p.Mieczysław

      Lercel jest członkiem rzeczywistym.

      3. Bank Spółdzielczy we Włocławku Pl.Gen.Dąbrowskiego 20 Włocławek 20 XI1930 Wielmożny Pan Mieczysław

      Lercel w./m. Niniejszym zawiadamiamy,iż z dniem dzisiejszym z listy zastępców został W. Pan zaliczony w

      poczet Członków Rady Nadzorczej Banku Spółdzielczego Z poważaniem Bank Spółdzielczy podpis.

      4. Towarzystwo B.Chórów Katedralnych „Lutnia ” we Włocławku

      5. Legitymacja Stowarzyszenia Kupców m. Włocławka.

      Czynię starania o dalsze dokumenty potwierdzające przynależność Ojca Mieczysława Lercel do A.K. ale to wymaga czasu i cierpliwości jeżeli nie ja ,zrobią to za mnie moje Dzieci, Wnuki lub Prawnuki.Wszystkie zdarzenia mają potwierdzenie w dokumentacji.

    • zenobiusz pisze:

      Na moją prośbę otrzymałem z Centralnego Archiwum Wojska w dniu 17 Maja 2013 r Pocztą 30 ksero kopi dokumentów dot. działań wojennych w 1918 r. w szeregach Orląt Lwowskich naszego śp.Ojca Mieczysława Jana Lercel. których dotychczas nie znałem i nie tylko uzupełniam informacje dot szlak bojowy Ojca w walkach o wolność Ojczyzny ale również o naszych Dziadkach a rodzicach naszego Ojca.Mieczysława Jan Lercel,który ur. się 6 kwietnia 1896 roku w Milów-ce pow Żywiec. Ojciec syna Mieczysława Jana, Henryk porucznik Wojsk Polskich z 1863 roku był nauczycielem.Podałem,że19 czerwca 1863 r. pod Radziwiłłowem w walce wręcz został trzykrotnie ugodzony bagnetem przez Carskiego żołnierza.Aresztowany wówczas z 79 Powstańcami których przewieziono do Żytomierza w dniu 7 lipca 1863 roku a następnie do Kijowa, tu uzupełniam,że nasz Dziadek Henryk służył jako porucznik strzelców w Oddziale Mossakowskiego i Horodyńskiego Oskarżeniem prokuratora gubernialnego z Wołynia skazany i wysłany na zesłanie – Sybir na którym przebywał nie do 1869 roku lecz do 1889 roku a więc przez 23 lata. Po powrocie z zesłania tymczasowo zamieszkał w Milów-ce pow.Żywiec. Żoną Dziadka Henryka była Anna Lercel z rodu szlacheckiego Piętków z Żywca, z zawodu nauczycielka ur.1843 zmarła 1943 r we Włocławku podczas okupacji Niemieckiej na której pogrzeb nie otrzymaliśmy przepustek o czym już wspominałem. Po kilku latach Dziadkowie przeprowadzili się ponownie do Lwowa,Ich syn Mieczysław uczęszczał do szkoły powszechnej w Janowie koło Lwowa już jako 10 chłopiec należał do „Sokoła” w Janowie.Do gimnazjum uczęszczał też w Janowie i Gródku Jagiellońskim. Po ukończeniu gimnazjum mieszkając we Lwowie wstąpił do Szkoły Handlowej której Dyrektorem był Pan Bataban a prof. byli Panowie Błędowsk,

      Zawistowski i inni którą to Szkołę ukończył z odznaczeniem Magistratu miasta Lwowa otrzymując 2 tomy Encyklopedii Polski. Dziadek -Ojciec mojego Ojca zmarł 30.VI. 1915 roku i spoczywa na cmentarzu Łyczakowskim na Górce Powstańców Powstania Styczniowego w roku 1886 o czym już wspominałem.Babcia została pod opieką 19 letniego syna Mieczysława z którą mieszkał.

      W dniu 16 sierpnia 1915 roku już po śmierci Ojca Henryka został wcielony do Armii Austryjackiej do 19 p.piechoty

      skąd został przydzielony do obozu pilnowania jeńców wojennych w Brałman / poł. Czechy/ a w 1917roku w listopadzie został uznany za zdolnego do służby frontowej i jako plutonowy wrócił do 19 p.p.do kadry w Hohenstad

      skąd 6 stycznia 1918 roku odeszliśmy z 36 batalionem do tak zwanej deutselcansbildungs grupą w Honiatyczach strzec Lwów. Ponieważ jak Ojciec pisał w wspomnieniach wiedział,że we Lwowie istnieją konspiracyjne biura Legionistów,które wysyłają uciekinierów do Warszawy, dlatego w marcu 1918 roku zbiegł z grupy w Honatyczach do Lwowa , gdzie zgłosił się do jednego z biur na ulicy Akademickiej gdzie otrzymał dokument podróży jako Beselerczyk z czterema osobami wyjechali do Warszawy.

      W wspomnieniach utrwalonych na piśmie przez Ojca czytam: Po przyjeździe do Warszawy zameldowałem się w

      biurach przy ul.Królewskiej,gdzie urzędowali oficerowie Legionów i cywilni. Z stamtąd odesłano mnie na ulicę Marszałkowską gdzie przydzielono mnie na, punkt zborny przy ul. Rozbrat Nr 24.W kilka dni później otrzymałem paszport niemiecki na nazwisko Mieczysława Zbyszyńskiego jako powracającego z Rosji. Transporty na Murmań zostały wstrzymane a w październiku czekaliśmy przyjazdu Pana Komendanta Piłsudskiego,a gdy przyszła wiadomość,że Pan Marszałek na razie został jeszcze zatrzymany,dostaliśmy rozkaz udania się do swoich miejsc

      zamieszkania.Ja przyjechałem do Lwowa 28 października 1918 roku.Mieszkałem na ul.Kochanowskiego nr 2.

      Ojciec nasz Mieczysław Jan Lercel opisuje pt.” MÓJ UDZIAŁ W WALKACH O LWÓW OD 1918 ROKU ”

      Dnia 1 listopada 1918 roku poszedłem na ulicę Leona Sapiechy gdzie koło budynku dawnej Żżandarmerii Autryjackiej i Politechniki spotkałem grupki młodzieży w ubraniach wojskowych z orzełkami i częściowo uzbrojonych,dołączyłem się do nich,rozbrajaliśmy przechodzących żołnierzy Austryjackich.Wieczorem spotkałem

      się z Panem Rotmistrzem Legionów Tadeuszem Żubrzyckim i całą grupą udaliśmy się w kierunku Dworca Kolejowego gdzie przed wejściem stały karabiny maszynowe obsługiwane przez strzelców.Część nocy spędziliśmy na patrolowaniu ulic i na odpoczynku w mieszkaniu Pana Rotmistrza Żubrzyckiego. Dnia 2 listopada Ukraińcy zaczęli nacierać od ul.Kopernika ogrodu Jezuickiego i ul.Gródeckiej,a koło godziny 11 tej nadjechał samochód ciężarowy z kilkoma Ukraińcami i karabinem maszynowym,który to koło Gimnazjum Ukraińskim na ul.Leona Sapiechy.My zaczęliśmy ostrzeliwać z ulicy Głębokiej i Listopada i z bram domów,zdobywając samochód z karabinem maszynowym.Samochód w drodze do szkoły Sienkiewicza stanął w płomieniach a ja z drugim żołnierzem zdjęliśmy karabin z płonącego samochodu na którym też był zabity Ukrainiec,zanieśliśmy Go do szkoły gdzie ja zostałem wpisany na listę biorących udział w walkach o Lwów oraz zachęcał nas wysoki brunet w cywilu którego tytułowali inżynierem.Po południu trwały utarczki uliczne. Dnia 3 listopada zajęliśmy szkołę Konarskiego w której stał Batalion Węgrów, walki uliczne w różnych punktach.Wieczorem rozeszła się pogłoska o przerwaniu walk,jednak wskutek nieprzyjęcia warunków naszego Sztabu,walki trwały nadal. Dnia 4 na 5 -tego

      listopada brałem udział w walce o Dworzec Czerniowiecki,który został przez nas zdobyty,oraz magazyny ze sprzętem wojennym i cały wagon karabinów, które ładowaliśmy na samochody ciężarowe i rozdawaliśmy chętnym do walki Dnia 5 i 6 listopada uderzyliśmy na park automobilowy i magazyny na placu i ulicy Be-ma,które zajęliśmy po zaciętej walce zdobywając większość magazynów przynależnych do koszarów Ferdynanda z żywnością,ubiorem i narzędziami chirurgicznymi oraz 2 karabiny maszynowe u wylotu ulicy Be-ma i Jaworskiej.Odcinek ten został nazwany Bem III miał łączenie z Górą Stracenia grupa kpt. Abrahama i Szkołą Konarskiego.Do Odcinka tego należały ulica Be-ma ,Plac Bema,ulica Jaworska, Wolurśe i część Grodeckiej.Na tym odcinku walczyłem do całkowitego zajęcia Lwowa pod rozkazami Pana Sekwarcenberg-Czarnego i por. Kutakrwskiegowy [nie wiem czy poprawnie z rękopisu Ojca odczytałem te dwa nazwiska] który został ciężko ranny przy ataku na koszary w brzuch,zmarł w budynku Politechniki.W czasie przerwania walk to jest od 18-tego

      do 20 listopada włącznie,stacjonowałem koło Kościoła św, Anny z moim 12 osobowym uzbrojonym oddziałem

      zamykając ulicę Janrzyka.Pilnowaliśmy ażby Ukraińcy nie przynosili amunicji i żywności do koszar Ferdynanda. Po zawieszeniu broni to jest 21 listopada,drobna wymiana strzałów,Ukraińcy przygotowywali się do odwrotu względnie do opuszczenia Lwowa. W nocy z 21 na 22 listopada Lwów został przez nas całkowicie zajęty.Walki na peryferiach jeszcze toczyły się sporadycznie..W między czasie został zabity kap.Stark. Podczas pogrzebu z Bazyliki Katedralnej Ukraińcy ostrzeliwali Lwów. Kilka dni byliśmy załogą Lwowa a następnie przeszliśmy na rogatkę zieloną z porucznikiem Jrzębińskim robiąc wypady do Siehowa,Krołoszyna to majątek rodu Trzaznickiego

      Dawidów i Stare Sioło. z głównych dowódców pamiętam Pana pułk. Maczyńskiego.Tu kończy się mój udział w obronie Lwowa. W 1918 roku Za udział w obronie Lwowa otrzymałem :

  22. zenobiusz pisze:

    Moi Kochani
    List otrzymałem.U mnie wszystko w porządku.Czuje się dobrze tylko bardzo mnie przykro,że Mama płacze.Pogoda się trochę poprawiła ale nocami są jeszcze przymrozki a drzewa zaczynają tu dopiero rozkwitać.Co do listu od księdza to jeszcze nie dostałem.Co do ewentualnego przysłania mi czegoś to prosiłem w pierwszym liście o jasiek,ale teraz jest mi już niepotrzebny bo się przyzwyczaiłem.Gdyby coś to może tylko z jedzenia,może takich herbatników jak Nuśka robi ale nie dużo no i co tam będzie bo na apetyt nie można ty narzekać
    Najważniejsze jest to,że nie wiem kiedy wrócę,bo jeśli będzie jak jest to w każdym razie nie pętko a w czerwcu na pewno nie.

    Proszę o pare paczek Klubowych papierosów. Listy będę pisał dwa razy w tygodniu w niedzielę i czwartek. Adres mój nowy już Wam podałem.Bardzo proszę listy adresować tak jak podaję:

    Plut.pchor Ignacy Śiwiński

    WEJHEROWO

    KOMENDA GARNIZONU

    Raz jeszcze bardzo proszę niech Matula nie płacze choćby dlatego żem zdrów i cały.Do Cioci napisałem. Serdecznie pozdrawiam Mamę,Ojca,ciocię Pakulską, ,Mietka i dzieci.

    Wasz Ignac.

    Do Listu kilka słów wyjaśnienia: Tylko ten list zachował się napisany własnoręcznie przez ś.p Wujka.Wuj Ignacy był mojej Matki, Bratem.zwanej w liście Nusia zdrobniale od imienia Genowefa.Powołany i zmobilizowany na rzekome ćwiczenia wojskowe w kwietniu 1939 roku Przerwał na czwartym roku studia na S.G.H.w Warszawie. Podchorążówkę jako student ukończył w Zambrowie w stopniu plutonowego podchorążego Baonu Ciężkich Karabinów Maszynowych.We Wrześniu 1939 roku otrzymał nominację dowódcy.plutonu „Batalionu Morskiego” przynależnego do Komendy Garnizonu w Wejherowie, obrony Polskiego Wybrzeża. Poległ dnia 6 września 1939.r w obronie Oksywia.Fradment z tej tragedii przedstawiam i bohaterski czyn Kaszuba Polaka całość tych wydarzeń z mapami listami jest załączona do tych wydarzeń.

    W moim liście poleconym z dnia 8.listopada 2005 roku do Pana Donalda Tuska Posła na Sejm R.P V kadencji piastującego stanowisko Wicemarszałka Senatu R.P. napisałem; cytuję [ tylko wyjątek z tego listu który jest załączony w całości do tych wspomnień ] Szanowny Pan jest Kaszub-em,darzę wielkim

    szacunkiem Kaszubów i tą Polską ziemię Kaszubskiej w której spoczywa mojej Matki brat Ignacy Śiwiński student S.G.H. poległy w 1939 r w obronie Oksywia.Ciałem mojego ukochanego jedynego Wujka zaopiekowała się rodzina Juliusza Petrykusa będąca świadoma,że grozi Jej ze strony Gestapo utrata życia lub więzienie. Na dowód prawdy moich słów przesyłam plan sytuacyjny grobów Żołnierzy Września i usytuowane gospodarstwo Szanownych Pąństwa Petrykusów Listy od Rodziny Petrykusów do moich Dziadków z dnia 19.12.1939 r .z dnia 07.01.1940 r. z 14.05. z 10.07.1940 r z dnia 02.06.1941 r. Zaświadczenie Niemieckiego Czerwonego Krzyża o śmierci i miejscu pochówku Ignacego Śiwińskiego – Polskiego Żołnierza.Zastosowany terror wobec naszej rodziny przez Urząd Bezpieczeństwa P.R.L. i doprowadzenie naszej zdziesiątkowanej rodziny przez wojnę po zabraniu,zlicytowaniu naszego mienia i doprowadzenie do nędzy nie mieliśmy środków na ekshumacje zwłok do grobu rodzinnego we Włocławku Nie mniej jednak Władze III RP winni docenić patriotyzm,godną do naśladowania postawę szacunku do Polskiego Żołnierza do Ojczyzny Rodzina Państwa Petrykusów zasłużyła na wyróżnienie,jestem pełen nadziei,że Szanowny Pan Poseł sprawą osobiście się zainteresuje,za co z góry wielkie dzięki Kaszubi to Patrioci,nasza Polska krew. Niestety nie mogłem spełnić Babci życzenia,prośby aby Władze RP uhonorowały tych dzielnych,odważnych,Polaków .Pan Wicemarszałek Senatu RP, nie przeczytał prośby Matki która w tej okropnej wojnie straciła,męża Feliksa, syna IGNACA,zięcia Mieczysława. To przykre,że szczyci się,że jest Kaszubem a kiedy trzeba uczynić dobro dla Kszubskiej Rodziny prośbę z listami wyrzuca do kosza

    Mam żal dlatego o tym piszę aby Rodzina Państwa Petrykusów wiedzieli,że chciałem w imieniu Matki poległego Syna podziękować za czyn też Chrześcijański wobec człowieka oddającego życie za Ojczyznę. P. .

    Aby nie być gołosłownym przekazuję treść listów Państwa Petrykusów tak bezinteresowne z obowiązku bycia być

    człowiekiem życzliwym dla pokrzywdzonych w żałobie oto ich treść:

    Wielmożna Pani Eichenberg 19.12.1939 rok.

    W odpowiedzi na pismo Pani uprzejmie donoszę,iż w ostatnim czasie odbyło się grzebanie poległych w grobach masowych tak ,ze i zwłoki syna Pani znajdują się również w jednym z takich grobów w odległości od nas jakieś 100 metrów pod lasem.Trumny [skrzynie] są numerowane a trumna ś.p.I.Śiwińskiego jest w ten sposób pogrzebana,że można będzie każdego czasu ją zabrać.Serdeczne życzenia dalszego pomyślnego załatwienia oraz „Wesołych Świąt” przesyła Rodzina Petrykus Eichenberg / Dębogórze / kr.Neustadt

    Uwaga. To jest treść listu pisanego własnoręcznie przez Pana Petrykusa,przepisany dosłownie.To dzięki temu Żołnierzowi z Wujka Plutonu który przyjechał do Włocławka powiadomić o Wujka śmierci i zajęciu się zwłokami przez Pana Petrykusa podając Jego adres,Dziadkowie nawiązali z Rodziną Państwa Petykusów kontakt

    Szanowna Pani Gdynia dnia 7.01.1940 rok.

    Z podziękowaniem odebrałam list Szan.Pani.Dziękuje serdecznie za informacje,lecz na razie mąż pracuje jeszcze nadal w tej samej firmie nie wiadomo jak długo.Co do naszego przyjazdu to stoimy na martwym punkcie,ponieważ nie wydają na razie żadanych przepustek jeżeli tylko będą przepustki wydawać przyjedziemy. Co do grobu Państwa

    Syna,wysyłam pewnego Pana,który dokładnie na miejscu stwierdził,że zwłoki Syna W.P.zostały przeniesione na inne miejsce.Widziałam już narysowany plan,który Sz.P. w krótkim czasie odbierzecie. Narysował ten plan pewien

    technik,który został zaangażowany do Włocławka na posadę.Wyjeżdża stąd w tych dniach najbliższych i zarazem W.P. odwiedzi.Ten gospodarz dokładnie poinformował tego technika gdzie te zwłoki Pańskiego Syna się obecnie znajdują,zatem proszę się nie martwić,plan jest dokładnie narysowany.W razie Sz.P.przyjechałaby do Gdyni to bardzo prosimy do nas,z dworca niedaleko.

    W Nowym Roku życzę Szan.P. pomyślności Z miłym i serdecznym pozdrowieniem GACOWA.

    Uwaga. Treść listu napisanego przez nieznaną mnie Panią Gacową wpisuję do tych wspomnień z stwierdzeniem

    że Polak Polakowi był Bratem w potrzebie .Gdzie są Ci ludzie ? w treści listu wymieniony Gospodarz to Kaszub

    Pan Petrykus.Mapkę ten Pan technik przywiózł i przekazał Dziadkom jest w moim posiadaniu.

    Wielmożni Państwo Śiwińscy Eichenberg d.14.5.1940 r.

    Uprzejmie donoszę,że list W.Państwa z doniesieniem o wysłaniu trumny odebraliśmy jak również i trumnę.Awiz

    dostaliśmy w sobotę po południu dnia 4.05.br.a odebraliśmy w poniedziałek dnia 6.05.br. zaś przełożenie zwłok

    dokonaliśmy w pierwsze święto bardzo wcześnie rano o 3-ciej tak,że jest na razie wszystko w porządku.Mogę

    nadmienić,że był to czas najwyższy zmienić trumnę gdyż poprzednia była ciężarem piasku prawie zgnieciona co

    zagrażało naruszeniem zwłok.Do pomocy wziąłem 3-ch robotników,tak,że w czwórkę mogliśmy ostrożnie i swobodnie przełożyć ciało,jestem więc przekonany,że W.Państwo będą zadowoleni.

    Pozdrawiam z serdecznym pozdrowieniem Julius Petrykus Eichenberg.

    Uwaga.Treść listu pisanego własnoręcznie przez Juliusa Petrykusa przepisałem którego oryginał posiadam.

    To było ryzykowne przedsięwzięcie dokonane w nocy za które groziła kara Obozu a nawet śmierci przez Gestapo.

    Jestem w posiadaniu ZAŚWIADCZENIA w j.Niemiecki przetłumaczone na j.Polski o treści:

    Niemiecki Czerwonego Krzyża zaświadcza,że podczas porządkowania terenu z poległych ciał w dniu 18 grudnia w miejscowości przy lesie Eischenberg.[w lesie koło Dębo wa Góra] ciało poległego polskiego żołnierza, „Ignaca Śiwińskiego” znalezionego zidentyfikowano.Pochówku dokonano w zbiorowej mogile IX w osobnej trumnie nr.94 Przy drodze w jednym wspólnym grobie kolegów. Identyfikacja odbyła się z udziałem niemieckiego urzędnika

    policji potwierdzone wiarygodnym oświadczeniem Siostry Czerwonego Krzyża,byłej siostry polskiego czerwonego krzyża,co uznano za wiarygodną możliwość.

    DOKONANIE EKSHUMACJI I PONOWNEGO POCHÓWKU NA INNY CMENTARZ BYŁO NIEDOPUSZCZALNE I ZASTRZEŻONE PRZEZ „GESTAPO ” I ZAGROŻONE KARĄ

    Niemiecki Czerwony Krzyż

    [ podpis nieczytelny]

    Herre / Frau Pieczątka okrągła DRK- Feldfuhror Orzeł Niemiecki z swastyką

    N.Niewiadomska i czerwonym Krzyżem Leslau Post;Strase w około napis Niemiecki Czerwony Krzyż

    Gminny Oddz.XX

    Uwaga moja wskazuje,że Gestapo karało za ekshumację zwłok i dlatego nie mogła nasza rodzina dokonać pochówku na cmentarzu we Włocławku jedynie dostarczyć dębową trumnę i złożenie w nie zwłok Wujka przez

    odważnych Polskich Kaszubów w osobie Szanownego Pana Juliusa Petrykusa któremu poskąpiły Władze III R.P.

    uhonorowania za spełnienie patriotycznego obowiązku wobec poległego za Ojczyznę Brata Polaka

    Następny list świadczy o trosce rodziny Państwa Petrykusów o grób naszego Wujka.

    Szanowni Państwo Eichenberg 10.7 1940 rok.

    Proszę nam wybaczyć nasze milczenie i nie gniewać się bo zasłużyliśmy na to.Czekaliśmy wprawdzie na odpowiednią chwilę bo było nam doniesione ,że po zebraniu pojedynczych grobów [na cmentarz] zabierać będą również zwłoki ze wspólnych grobów też na cmentarze,jednak-oż pojedyncze groby są już sprzątnięte a wspólne zostały tak,że prawdopodobnie nie będą usuwane.Trumnę daliśmy do grobu wraz z skrzynią sosnową stosownie do umowy.Pieniądze 30 Rm. Od Państwa odebraliśmy i serdecznie dziękujemy jak również za odebraną pocztówkę dziękujemy.Przesyłamy W.Państwu fotografię,która chociaż w przybliżeniu pokaże pochowanie syna Grób wspólny co niedzielę ubiorą gałązkami i kwiatami panny które też się uwidoczniły na fotografii.Jeżeli W.Państwu zależałoby na tym to moglibyśmy raz przy okazji zrobić zdjęcie [bez tych figur] i przesłać.

    Tak na razie jesteśmy wszyscy zdrowi i wszystko w porządku

    Z serdecznym pozdrowieniem pozostaje

    Rodzina Petrykus

    Uwagi: Własnoręcznie napisany list przez zasną Rodzinę Państwa Petrykus posiadam w zbiorach archiwalnych.

    naszej rodziny.Dziadkowie i nasza Matka siostra Wujka oraz cała nasza rodzina byliśmy zadowoleni,że grób jest

    otoczony opieką przez dobrych ludzi.

    My byliśmy po wysiedleniu w Warszawie a Dziadkowie po wysiedleniu z Włocławka w Wieńcu-Zdroju ale nadal Dziadkowie utrzymywali kontakt z opiekunami grobu Ich Syna.o czym świadczy ostatni list Państwa Petrykus który mam w datach archiwalnych,niestety ostatni.Oto jego treść:

    Wielce Szanowni Państwo Eichenberg 12.06.1941 r.

    Bardzo serdecznie dziękujemy za przesłaną niespodziankę.Jakkolwiek bardzo się wszyscy ucieszyliśmy na śliczne rzeczy to z drugiej strony przykro nam było szczególnie mnie za moje niedbalstwo nieraz w napisaniu choć kilku słów, odbierać te prezenty. Życzenia Sz.Pani zadość uczynić nie mogę tzn.pamiętać o grobie,owszem

    mogę pomóc,poradzić ale całkowicie zająć mogą się tylko dziewczęta co też i robią.Obecnie są posadzone świeże kwiaty i trzeba naprawdę podziwiać wytrwałość w przedsięwzięciu.Jeżeli będziemy mieć kiedyś sposobność zrobić zdjęcie to Wielm.Państwu prześlemy.Ja chociaż czynnie nie mogę pomóc to myślą jestem i

    często z moją trójką po oprzątnięciu podwórka i domu,chociaż na chwilę zajdę do tych odświeżających grób i najchętniej bym też grabiła itd.na każdą niedzielę jest grób odświeżony.Tu u nas jest na razie postaremu

    wszyscy jesteśmy zdrowi czego i Sz. Państwu życzymy.Dziękuję Sz.Państwu jeszcze raz w imieniu dzieci za zabawki,radości nie było końca,co kilka dni dostaną loteryjkę to sobie układają i znów im na parę dni schowam,a dlatego,że dostali trąbki mają prawo być pastuszkami do owiec [mamy 2 duże i 4 małe] to pasiemy je też chwilami w lesie,krowy przesyłamy do „Betriebsletera” na pasznik,mamy 18 malutkich kurczątek na co się dzieci cieszą.Ja osobiście dziękuję za obrus jak również za fartuch.

    Serdecznie W.Państwo Pozdrawiamy aż do zobaczenia.

    rodzina Petrykus Eichenberg,

    Mam nadzieję,że po przeczytaniu tej wspaniałej patriotycznej postawy Rodziny Juliusa Petrykus który użyczył własnej ziemi na mogiły poległym w 1939 roku Żołnierzom broniących ziem Ojczyzny z narażeniem własnego

    życia i pomimo surowego zakazu Gestapo spełnił obowiązek Brata Polaka wobec poległego Brata Polaka

    Nie byli Przyjaciółmi ale wystarczył poległego mundur żołnierski .aby spełnić swój obowiązek Patriotyczny

    Z przyczyn politycznych,materialnych i zdrowotnych nie mogłem wcześniej spełnić ostatniego życzenia na łożu śmierci Babci która pragnęła aby Jej 24 letni Syn Ignacy podchorąży, student. pozostał w pamięci i Sercu Włocławian jako wierny obrońca Oksywia a nie pozostawać w opuszczonej zapomnianej mogile.Jego miejsce jest w rodzinnej mogile we Włocławku tu gdzie się urodzi Zdawał maturę w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej.Prosiła mnie aby Ojczyzna uhonorowała Rodzinę Juliusza

    Petrykusa „Polskich Patriotów”, Kaszubów z Dębogórza na Oksywiu k / Gdyni którzy z narażeniem życia dokonali nocą wymiany skrzyni uszkodzonej na Trumnę którą włożyli ze zwłokami do zrobionej specjalnej skrzyni zakopując w oznaczonym miejscu utrwalając to miejsce na mapce.Przypomnę ,że Władze III Rzeszy karali śmiercią za każdy odruch solidarności ludzkiej wobec Narodu Polskiego.W modlitwie mówię kochana Babciu zwróciłem się na piśnie w dniu 08.11.2005 r. do Kaszubskiego Posła R.P. Pana Donalda Tuska przypominając Jego słowa w programie TVP głosząc w nich słowa, przytaczam w skrócie Pana wypowiedzi

    które cytuję :”Jeżeli król nie ma czasu wysłuchać prostych ,pokrzywdzonych obywateli,nie powinien być królem”

    Pan Donalt Tusk jest dalej królem mimo,że prośbę Twojej Babciu zbagatelizował i Patriotyzm Rodziny Kaszubskiej

  23. zenobiusz pisze:

    Wojskowy Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wydał ponad 30 wyroków więzienia ,13 wyroków śmierci. Oddział.”Szarego” N.S.Z. stanął przed obliczem Trzeciej Matki Tej która czeka na każdego z nas i zameldował:
    Matko,Zbawiciela Jezusa Chrystusa,byliśmy wierni: Pierwszym Matkom -Rodzicielkom , Drugim Matkom – Zwanymi Ojczyzną i do ostatniego tchu życia ziemskiego Tobie Matko spełniając wobec trzech Matek swój obowiązek. Oddali życie za nasze życie w Niepodległej Katolickiej Ojczyźnie.Z poczucia obowiązku przerwijmy czytanie i zmówmy modlitwę prosząc o życie wieczne dla naszych Braci,kończąc modlitwę słowami:

    Spraw Królowo Polski, Matko nasza aby Polak Polakowi Był Bratem.

    Z obowiązku informuję,że w pracy Pani Dr Alicji Paczoskiej-Hauke z Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy są opracowane dzieje Oddziału „Szarego” N.S.Z.

    W 1946 roku byłem uczniem 2 klasy Gimnazjum Ziemi Kujawskiej we Włocławku.Na przerwach między lekcyjnych grono młodzieży wychodziło na boisko,ja też, przeważnie prowadziliśmy dyskusje polityczne.Tematem była II Wojna Światowa,okupacja Faszystowskich Niemiec,a teraz Komunistycznego Z.S.R.R.w dyskusjach Stalin nie ustępował Hitlerowi w mordowaniu ludności,ujarzmionych Narodów.Na prośbę kolegów opowiadałem co się działo w Getcie Żydowskim, o rozstrzeliwaniu Polskich Zakładników na ulicach Warszawy a przede wszystkim interesował wszystkich temat Powstania w 1944 roku i nie udzielenie pomocy przez Komunistyczną Armię

    Radziecką,rzucając klątwy na Stalina.W tych rozmowach padło hasło uczczenia nadchodzącego św,3 Majowego

    Nie potrafię po tylu latach powiedzieć kto był inicjatorem i organizatorem pochodu z pewnością koledzy z starszych klas i nie tylko oni my też. W rozmowie uzgodniliśmy wiele dni przed rocznicą,że w zwartych szeregach poprowadzimy kolegów szkolnych na pochód 3 Majowy ulicami miasta.Zbiórka młodzieży ze wszystkich szkół średnich z sztandarami nastąpi na placu wokół Kościoła św.Jana zwanym Farą nad Wisłom i przemaszerujemy główną ulicą Miasta która przed II Wojną Światową nosiła nazwę 3 Maja.Zostały powiadomione pozostałe wszystkie Szkoły Gimnazjalne w tajemnicy nawet przed Nauczycielami.Ja zobowiązałem się,że zorganizuję kolegów z istniejących dwóch klas drugich w zwarty oddział marszowy,i tak się stało.Co jest udokumentowane na jednej jaką posiadam fotografii,na której widać jak prowadzę Oddział około 60 uczni Fotografię tą przekazałem Pani Dr Alicji Paczowskiej-Hałke do zbiorów I.P,N. O tym pochodzie i przemarszu ulicami dowiedziała się młodzież na zbiórce dopiero przy kościele,było to dla Włodarzy Miasta, U.B.i Milicji zaskoczeniem. Ruszyliśmy w zwartych szykach,Szkoła za Szkołą,na czele. każdej Poczet Sztandarowy setki młodzieży ruszyliśmy z pod Kościoła św.Jana wprost na główną ul 3 Maja z okrzykami niech żyje 3 Maj Mieszkańców na ulicy przybywało,jak grzybów po deszczu, stanęły tłumy wzdłuż ulicy ,odezwały się oklaski wiwaty a my dumnie maszerowaliśmy ku Placu Wolności. Zdjęcia robiło masę osób ale i Bezpieka nie próżnowała,też robili zdjęcia z ukrycia.Po pochodzie rozeszliśmy się do domów ,idąc ulicą przed wejściem do domu stało dwóch Ubowców , aresztowali mnie prowadząc do Urzędu Bezpieki mieszczącego się przy Katedrze w byłym Gmachu zabranym Siostrom Urszulankom.Po wejściu do UB zrewidowano mnie,musiałem wszystkie rzeczy wyjąć z kieszeń po czym zrobiono

    kilka zdjęć,odciski palców i nastąpiło przesłuchanie.Czy byłeś na Pochodzie odpowiedziałem,że tak jak wszyscy,tu mówisz prawdę pokazali mnie kilka zdjęć na których prowadzę oddział dwóch klas.Zapytali a kto był organizatorem Pochodu ? Odpowiedziałem Władze Miasta bo to święto Narodowe.Wściekli się obrzucając mnie wulgarnymi słowami.Nie rób z nas głupców to nie jest święto Narodowe,1 maj jest św.Narodowym,bezmyślnie nie potrzebie powiedziałem historia mówi coś innego,zostałem spoliczkowany aż mnie twarz zapiekła.Ryknął mów kto był organizatorem i zaczęli mnie uderzać po twarzy, nie wiem,nie wiem,powtarzałem bili mnie po nerkach i kręgosłupie,też przez deskę młotkiem ale gumowym.Wyłem jak kojot a Oni mów kto był Organizatorem Pochodu odpowiadałem nie wiem.To byli ci sami oprawcy co w 1945 r. katowali mnie na przesłuchaniu w sprawie Oddziału Szarego i napaści na posterunek MO w Izbicy Kujawskiej do udziału się nie przyznałem. W tym czasie moja ukochana Matka wykorzystując znajomości bo do Restauracji „As” którą prowadziła przychodziło wielu gości między innymi Ubowcy jeden z kelnerów szepnął Matce, że ten pokazując na niego jest Szychą w U.B. Przeglądając posiadane archiwum rodzinne czytając napotkałem mojej Matki informacje zapisane przeze mnie o treści: Wypiejewski z UB wysokiej rangi,bywał jako częsty gość-klient w Mamy restauracji „As”/dużo pił alkoholu/ W rozmowie w cztery oczy powiedział.Czy Pani wie co syn wyprawia i co jego czeka.Matka odpowiedziała nie ma Ojca to niech Pan synowi pomoże.To dobrze,że Ojca nie ma bo jego ojciec był gorszy od syna.Matka nie chciała zadzierać z tym Ubekiem i rzekła niech Pan mnie

    matce pomoże.Odpowiedział to będą stałe koszty jak mam chronić syna.Rozumiem Pana zapytała ile a pan Wypiejewski powiedział w gotówce co miesiąc 500 zł no i kilka przyjęć w restauracji z podwładnymi.Matka powiedziała dobrze co miesiąc będę płaciła Panu 500 zł.na koszty jakie będzie Pan ponosił i 10 wystawnych kolacji dla Pana.Wręczyła 500 zł , powiedziała kolacja towarzystwa Pana jest uregulowana.Wypiejewski odpowiedział wybielę Pani Syna.Po tym spotkaniu Matki z Ubekiem na drugi dzień po 14 dniach zostałem zwolniony.Kiedy przychodził po następne pieniądze Matka moja mówiła,że Synowi nie dają spokoju,rano kiedy wychodzi z domu do szkoły czekają na ulicy,dręcząc pytaniami,mało tego zabierają Syna do Urzędu Bezpieczeństwa a syn opuszcza lekcje.Wówczas Wypiejewski powiedział,że są sytuacje którym On nie jest w stanie zapobiec.Matka powiedziała to nie będę Panu płacić i w Restauracji za konsum-cie będzie Pan płacił. Wypiejewski Mamie powiedział pożałujesz tego i poszedł.Mnie ponownie aresztowano w grudniu 1946 r.i wtrącono do więzienia we Włocławku miałem sprawę Sądową wyszedłem z Więzienia po głosowaniu 3 razy tak.
    Po trzech tygodniach od aresztowania w dniu 3 maja 1946 roku w tym tydzień kuracji w domu pod opieką lekarza spuchniętych nerek i kręgosłupa którego dwa kręgi L1 i L2 były pęknięte Dyrektor Gimnazjum Ziemi Kujawskiej we Włocławku przysłał do mojej Matki zawiadomienie,że z powodu nieusprawiedliwionej nieobecności na lekcjach w szkole został skreślony z listy uczni szkoły.Matka poszła do Dyrektora Gimnazjum którego prywatnie znała,bywał gościem restauracji „As”.dowiedziała się w tajemnicy i zaufaniu,że Dyrektor dostał takie służbowe polecenie nie chcąc ujawnić Matce od jakich Władz.Matka zapytała boi Pan się o swoje stanowisko,odpowiedział,że jeżeli nie wykona tego polecenia zostanie zwolniony z pracy.Matka powiedziała do tej nikczemności jest zdolny tylko Urząd Bezpieczeństwa,żal mnie Pana, Dyrektor wstał z krzesła i przepraszał Matkę która bez słowa wyszła.
    Groźby zemsty Ubeka Wypiejewskiego wobec Matki spełniają się,oto one: Wówczas byłem uczniem Gimnazjum im.Jana Długosza,po skończonych lekcjach z dwoma kolegami z klasy których nazwisk już nie pamiętam tylko to,że Ich Ojcowie byli kierownikami Młynów Gospodarczych w małych miasteczkach.Poszliśmy na most pontonowy budowany przez Saperów przez Wisłę Wycofujące się wojska Niemieckie wysadzili piękny most konstrukcji stalowej zbudowany krótko przed II Wojną na otwarcie którego przyjechał Marszałek Polski Józef Piłsudcki.

    Pamiętam defiladę,uczestniczyła w tym święcie cała ludność Włocławka my młodzież również.Doszliśmy na drugi brzeg,przy przyczółku tym kilku Saperów coś robili,stanęliśmy zobaczyć co.Jeden z nich zapytał a może chcecie kupić pistolet, Ja z przerażenia zamilkłem aby nie wplątać się w kłopoty.Koledzy broń kupili,mieli dużo zawsze pieniędzy.Wracając do domów,koledzy prawdopodobnie mieszkali w internacie szkolnym ale nie jestem tego pewny.Idąc przez most bezmyślnie wyjmują broń z kieszeni,oglądają,podziwiają,wyjmują magazynek z amunicją na oczach mijających nas ludziach.Uniesionym głosem zapytałem czy zgłupieliście,może ktoś zauważyć,będą kłopoty,w końcu broń schowali.Z pewnością po Ich zachowaniu musieli pistolet po powrocie do domu pokazywać i

    chwalić się przed kolegami zdobyczą.Po dwóch a może trzech tygodniach zostałem wychodząc rano z bramy domu do szkoły aresztowany przez czekających na mnie dwóch Ubeków.Zaprowadzili mnie do budynku U.B.

    vis-a-vis Katedry Włocławskiej.Na przesłuchaniu pytają gdzie ukryłem pistolet kupiony od żołnierza? Odpowiedziałem ja żadnego pistoletu nie kupowałem.Przesłuchanie prowadzili Ubecy Wypiejewski i Wójcik,zaczęli mnie bić po twarzy,i gdzie popadło.Gdzie pistolet ukryłeś,milczałem.Pomyślałem,że tych kolegów

    kupujących broń aresztowali i wydali mnie, że byłem przy tym obecny ale mówiłem,że nic nie wiem.Rewizja odciski palców,zdjęcia i do celi.Okazało się w późniejszym terminie,że faktycznie tych kolegów zatrzymano,broń oddali Ubowcom.Powiadomieni Ojcowie Ich, członkowie PPR przyjechali i spotkali się w lokalu z Wypiejewskimi i Wójcikiem dali prawdopodobnie łapówkę ,synów zwolnili zatrzymanych nie słusznie.Okazało się,że Ojcowie załatwili z Mścicielami,że to ja broń kupiłem.To prawdopodobnie nie Ojcowie lecz Drania Wypiejewskiego był ten pomysł.Przesłuchujących dwóch Mścicieli doprowadzili do konfrontacji mojej z Żołnierzem.Na pytanie czy ten chłopak wskazując na mnie kupił od Was pistolet,Żołnierz odpowiedział tak.Po miesiącu w areszcie UB przewieziono mnie do Więzienia Włocławskiego,siedziałem do rozprawy w celi 20 osobowej z złodziejami

    bandytami,do rozprawy Wojskowego Sądu w gmachu Sądu Włocławskiego.Obrońcom moim był Adwokat Pan Szwarc z Włocławka posiadający uprawnienia obrońcy przed Sądami Wojskowymi.Przed rozprawą wyspowiadałem się Adwokatowi wiedząc,że to dobry znajomy mojej Matki,pouczył mnie co mam mówić.Po kilku minutach na salę weszło trzech Oficerów w mundurach to był skład Sądu Wojskowego,odczytano oskarżenie.Pan Mecenas zaprzeczył temu oskarżeniu i przedstawił jak naprawdę było.Poprosił Sąd aby mógł zadać pytanie temu Żołnierzowi,który w sprawie był świadkiem.Na polecenie Sędziego wprowadzono świadka,przez 2 uzbrojonych żołnierzy.Pan Mecenas zapytał Żołnierza.Czy to ten chłopiec płacił za pistolet? Żołnierz odpowiedział nie.

    A czy temu chłopcu po zapłacie wręczył świadek broń do jego ręki? Żołnierz odpowiedział,że w Urzędzie Bezpieczeństwa tak kazali powiedzieć.Sędzia zapytał mnie czy widziałem jak koledzy kupowali broń? Odpowiedziałem,że nie bo musiałem iść w krzaki za potrzebą bo mnie bolał żołądek /tak mnie pouczył Adwokat/

    Zapytał jak się nazywają koledzy odpowiedziałem,że Ich nazwisk nie znam przypadkowo ich spotkałem i nie widziałem żadnej u nich broni.Pan Mecenas wygłosił mowę obronną udowadniając,że tu zaszła pomyłka i prosi o zwolnienie pomyłkowo oskarżonego chłopca.Możliwe,że już po tylu latach nie powtarzam dokładnie słów adwokata.Po godz.skład Sędziowski powrócił,ogłaszając,że jestem uniewinniony od zarzutów a pomyłka musi być ponownie poddana dochodzeniu.Tu muszę nadmienić,że w budynku Sądu widziałem swego prześladowcę Wójcika

    Ubowca.Na korytarzu w Sądzie czekała na mnie moja Kochana Matka.Do tej Szkoły nie wróciłem bo w domu czekało pismo o zwolnieniu z powodu nieobecności.Następnego dnia z Matką byliśmy w godz.popołudniowych

    w prywatnym mieszkaniu przy ul.Kilińskiego na parterze u Pana Mecenasa Szwarca podziękować za obronę i to,że jestem wolnym.Najboleśniejsza strata w tej sprawie było zdrowie mojej Matki.

    To okropne za kilka dni ma stawić się wezwana Matka do Urzędu Bezpieczeństwa.

  24. zenobiusz pisze:

    Tych dowodów prawdy nie udało się Bezpiece ukryć obalić.

    Pod koniec 1948 roku Urząd Bezpieczeństwa wzywa moją Matkę do swojej siedziby i nieznany oficer formułował zarzuty.W czasie okupacji Niemieckiej wraz z nieżyjącym mężem opływaliście w dobrobycie nie przejawiając obywatelskiego obowiązku pomocy współwysiedlonym obywatelom miasta Włocławka. A dobrze się wam powodziło,prowadziliście restaurację przy ul. Wolskiej nr.34.Matka powiedziała,nie była dla Niemców. Udowodnimy,że popieraliście okupanta. Moja Matka oświadczyła: gdyby tak było to po pierwsze nie wysiedlono by nas w 20 minutach z Włocławka a Okupant nie zabrał by nam willi „Marysieńkę” w Wieńcu -Zdroju,dwóch domów przy ul.Toruńskiej róg

    Wienieckiej,Restauracji „As” z Barem,Kawiarnią,Letnim Tarasem na Placu Wolności,umeblowanego pięciu pokojowego mieszkania oraz 2-ch sklepów.natomiast w Warszawie otrzymaliśmy wspólnie z wysiedloną rodziną z miasteczka Kowal Panem Janem Markiewiczem małą restaurację w dzierżawę z Zarządu Miasta Warszawy na podstawie okazanego dokumentu,że jesteśmy wysiedleni i pozbawieni dotychczasowej własności.W następnym terminie wyznaczonego przesłuchania okazała dowód wysiedlenia w ciągu 20 minut oraz zarekwirowanie pozostałych składników nieruchomości oraz zbombardowanego w Powstaniu Wrszawskim w 1944 przez Niemców

    cztero pokojowego umeblowanego mieszkania przy al.Niepodległości nr 78 przedkładając jako dowód umowę najmu tego mieszkania,Dowód „Rejestrację w Stołecznym Komitecie Samopomocy Społecznej Opieki Nad Wysiedlonymi z Al.Jerozolimskie nr.83 L.p.10200 nr.4 z dnia 31 lipca 1940 roku,akt zgonu śmierci męża Mieczysława Jana w dniu 15 września 1944 r.dokumenty te przekazała w formie ksero kopi potwierdzone przez notariusza. Ponad to powiedziała moja Matka wg. Jej relacji,że w obronie Ojczyzny poległ Jej brat Ignacy Śiwiński w obronie Oksywia w 1939 r.,kuzyn Henryk Władysław Lercel z Dywizjonu 300 nad Niemcami bombardując Duisburg poległ mąż oficer Mieczysław Jan Lercel oficer A.K..Został zamordowany przez Niemieckiego Gajowego mój Ojciec w 1943 r.A nasza przelana krew moja,córki synów też jest świadectwem walki z Faszystowskiego Okupanta.Matka moja zeznała,że przedłoży dziesiątki oświadczeń wspólwysiedlonych którzy potwierdzą jakimi byliśmy Polakami w czasie Okupacji.Przesłuchujący Matkę oficer oświadczył,żeby obywatelce uwierzyć musimy mieć potwierdzenie świadków i to nie dwóch czy trzech bo taką małą ilość można przekupić.Matka odpowiedziała ilu zostało przy życiu,tych z którymi mieliśmy kontakt w okresie okupacji tyle oświadczeń Panu przedłożę.Ta rozmowa odbyła się w 1948 roku.Pod koniec kwietnia 1949 roku moja Matka zatelefonowała do wspomnianego Oficera U.B.przed wyznaczonym terminie przez Ubeka,że już ma zebrane oświadczenia od 24 rodzin, choć to nie są wszystkie,myślę,że te wystarczą bo wiele osób mieszka po za Włocławkiem a to sprawia trudność w kontaktach.Pamiętam,że po powrocie z U.B.gdzie złożyła potwierdzone przez Notariusza odpisy oświadczeń między innymi które przekażę z oryginałów które mam w posiadaniu,oto ich treść cytuję dosłownie:

    1.Oświadczenie: Niniejszym stwierdzam,że w czasie okupacji mieszkałam w Warszawie z Siostrą i Bratową,jako rezerwistki mając 9-cioro dzieci małych.w/w.Poznałam Ob.Lercel i bywałam w Ich domu bardzo patriotycznym i uspołecznionym.Ob.Lercel mam wiele do zawdzięczenia gdyż w tak ciężkich czasach ratowali nasze dzieci,przysyłając bardzo często cenne paczki żywnościowe,gdyż nam było trudno zarobić na wyżywienie naszej gromadki.Wiadomo mi również,że Ob.Lercel pomagali wydatnie wielu potrzebującym rodzinom.

    Sopot ul.Władysława IV. nr 32 dnia 15.4.1949 r. podpis: Z. URBANOWA.

    2.Oświadczenie:Stwierdzam,że ob.Lerclową Genowefę znam osobiście od czasów okupacji na terenie Warszawy,z którą utrzymywałam stosunki towarzyskie.Ob.Lerclowa zachowała zawsze swą godność Polki.Ponad to znaną mi była z jej dobroczynności i ofiarności w stosunku do potrzebujących rodaków.

    Świnoujście ul.Symiradzkiego 6. podpis :Wanda Rutkowska.

    3.Oświadczenie: Zaświadczenie;że rodzina Lercelów w czasie okupacji w Warszawie uratowali swą pomocą materialną córkę moją Zofię,która zachorowała na zapalenie opon mózgowych.Umieścili ją w szpitalu i opiekowalii się nią serdecznie.My jako wysiedleni byliśmy w ciężkim położeniu materialnym.Obywatele Lerclowie niejednokrotnie przychodzili nam z pomocą.Znaliśmy Ich jako dobrych obywateli Polskich i ludzi serca.

    Włocławek dnia 6,IV,1949.r.ul.Okrężna 14/a podpis Zabłocka Henryka

    4.Oświadczenie: Niniejszym zaświadczam,że Ob.Lercel Mieczysława za okupacji w ciężkiej sytuacji mojej pomógł

    mi materialnie a podczas powstania w ostatnich dniach spotkałam się z Ob.Lercelową i jej dziećmi.

    Włocławek 6.IV.1949 ul.KILIŃSKIEGO 17/A. m.11 podpis Wodzińska Maria.

    5.Oświadczenie:Niniejszym stwierdzam,że znam p.Lerclów z dawnych czasów jako ludzi dobrych i serdecznych i prawych Polaków,którzy podczas okupacji w Warszawie okazali mi wiele serca i pomocy materialnej.

    Włocławek dn.I IV 1949 r.Plac Wolności 12 m.5. podpis Danuta Bartosińska

  25. zenobiusz pisze:

    Po przesłuchaniach i złożeniu ksero kopi dokumentów więcej Matki, Bezpieka nie wzywała ponosząc porażkę w nie dorzecznym oskarżeniu natomiast Urząd Finansowy przysyła kontrolę która w zasadzie nie mogła podważyć żadnych dokumentów finansowych prowadzonej restauracji „As” bo nad tym czuwała etatowa księgowa wysokiej klasy. O dziwo,po tej kontroli Matka dostaje domiar 236.000.zł.Księgowa robi awanturę w Urzędzie Podatkowym urażona honorowo wypowiada pracę, Matka Ją uspakaja wszyscy 32 pracowników oburzonych wie,że to ” Domiar ” niesprawiedliwy takie były czasy.Spienięża biżuterię ,oszczędności i płaci domiar A za taką wówczas kwotę można by kupić stado 70 zdrowych krów lub ze 4 piękne domy. zostaliśmy bez grosza oszczędności.
    Z obowiązku muszę wspomnieć o moim rodzeństwie, otóż siostra Maria Antonina ur.28.marca 1927 roku dzięki Panu Bogu 86 lat żyje.Po ukończeniu edukacji u Sióstr Urszulanek we Włocławku od przedszkola po szkołę podstawową ukończoną w 1939 roku.Po wysiedleniu 13 kwietnia 1939 r. z Włocławka naszej rodziny do Generalnej Guberni. W Warszawie Rodzice umieścili siostrę Marię w Szkole Średniej dla dziewcząt prowadzoną też

    przez Siostry Urszulanki, od września 1940 r.do której uczęszczała do czerwca 1944 r.W tym Gimnazjum jak pisałem ukończyła kurs PCK Pielęgniarek wstępując do tajnej Drużyny „Szarych Szeregów” co pozwoliło Siostrze w Powstaniu pełnić obowiązki sanitariuszki.Nie będę powtarzał się o odniesionych kontuzjach Siostry w Powstaniu Po powrocie do Włocławka od września 1945 r.uczęszczała do Liceum Handlowego we Włocławku zdając z wyróżnieniem maturę w 1948 roku.Pojechała do Warszawy i zwróciła się do Profesora dr Grucy o pomoc w dostaniu się na Wyższą Uczelnię jeżeli dobrze pamiętam nazwisko Pana Profesora.[ osobiście nie znałem tych Państwa,ponieważ w czasie okupacji przeważnie przebywałem w internatach u Ks.Marianów na Bielanach w Leśniczówce, u Ks.Salezjanów w Głoskowie] natomiast Siostra i brat Henryk Profesora znali osobiście bo nie raz

    Państwo Grucowie byli gośćmi w naszym mieszkaniu..Z wielką przychylnością po wysłuchaniu opowiadań o tragicznej śmierci naszego Ojca,odniesionych ranach przez Matkę,brata Henryka.oraz pokazując swoje kontuzje,Profesor przerwał relacje Siostry i powiedział,zamieszkasz Mario z nami,będziesz dzieliła mały pokój z naszą Córką , którą Siostra dobrze znała.Została przyjęta jak własne dziecko do Rodziny Profesora.

    Ułatwił przyjęcie Siostrze na Medycynę bo wstępny,kontrolny egzamin zdała celująco.Jak się od Matki po wojnie dowiedziałem nasz Ojciec pomagał bardzo osobom będącym pod opieką Profesora w okresie Okupacji.Siostra zdała na drugi rok i dalej kontynuowała naukę do czasu kiedy Urząd Bezpieczeństwa wezwał na przesłuchanie Profesora.na którym polecono Profesorowi wydalić z mieszkania wroga klasowego jakim była moja Siostra i nasza rodzina.Profesor w U.B.oświadczył,że zna osobiście tą rodzinę,bywałem w okresie okupacji w Ich mieszkaniu gdzie na czołowym miejscu stało popiersie Marszałka Piłsudcskiego w gabinecie Mieczysława Lercla,wspierał finansowo leczonych przeze mnie żołnierzy A.K. Ubowiec rzekł niech Pan bzdur nie opowiada,to był skąpiec i zły człowiek,Profesor zaprzeczał to był oficer Wojska Polskiego obrońca Lwowa,zginął na służbie w Powstaniu Warszawskim,Okupant zabrał tej rodzinie majątek i wysiedlił w 20 minutach do G.G.Warszawy.Zdenerwowany Ubowiec podniesionym głosem odpowiedział niech Ob.bzdur nie opowiada,Rektor Uczelni otrzymał polecenie skreślenia z listy studentów tą dziewczynę która może siać wśród studentów antypaństwową nienawiść do P.R.L.

    Po przesłuchaniu Profesor opowiedział Siostrze i naszej Matce która przyjechała spotkać się z Państwem Gruców

    w Ich mieszkaniu.Z Uczelni usunięta a do innych mimo prób z cichą pomocą Profesora nigdzie nie została przyjęta.Powróciła do Włocławka przeżywając to boleśnie.

    Aby zakończyć wspomnienia o dalszej edukację brata Henryka.Matka wyczytała w gazecie w 1947r. komunikat,że nastąpił nabór Studentów do Wyższej Uczelni Śpiewu Operowego w Mieście Łodzi,może nazwę tej Uczelni nie powtarzam poprawnie za co przepraszam.Za namową Matki pojechał na te eliminacje,przesłuchania ponieważ od dziecka uczył się gry na fortepianie, co prawda my z Siostrą też uczyliśmy się grać na tym instrumencie bo do naszego mieszkania przychodziła Pani nauczycielka od najmłodszych naszych lat. Z tym,że brat Henryk był wyjątkowo uzdolniony i miał silny głos,pięknie śpiewał.W czasie II Wojny Światowej po wysiedleniu nas do Warszawy Rodzice zatrudnili Panią Profesor Szafner Artystkę Operową która w 1939 roku wyjechała, uciekając z Wilna gdzie występowała w Operze Wileńskiej.Przychodziła codziennie uczyć Henryka grać z nut na pianinie i śpiewu Operowego.Arie śpiewał tenorem aż szyby drżały i ciarki po ciele wędrowały.Po załatwieniu formalności czekał na swoją kolejkę przesłuchania w sali teatralnej przed Komisją Kwalifikacyjną. Został wywołany a każdy mógł zaśpiewać dowolną arię,pieśń i sam sobie akompaniować .Ponieważ usłyszał powtarzające się wykonania postanowił zaśpiewać pieśń której nikt nie zaśpiewał.Nie jestem pewien czy dokładnie powtórzę treść ” Ze szańca na szaniec i z wału na wał,to rozkosz jedyna rycerska przyczyna rycerski to stan co rycesz to pan itda jednoczesne, sobie akompaniowanie było dobrze widziane przez Komisję.Zakończył swój występ i czekał dość długą chwilę na ocenę.Usłyszał,Przyjacielu czekaj na wyniki będą ogłoszone po zakończeniu wszystkich przesłuchań.Możesz być pewien,że zakwalifikowałeś się na przyjęcie do Uczelni,z tym,że Komisja usłyszała iż zbyt cicho brzmiał dżwięk nuty,tego powtórzyć nie potrafię.Brat zapytał czy może to wyjaśnić? Przewodniczący Komisji odpowiedział słuchamy. Szanowni Państwo, u prawej ręki mam dwa palce prawie sztywne,zostałem w Powstaniu Warszawskim raniony w walkach jedenastoma odłamkami w prawą rękę.-nastąpiła cisza jeden z Członków Komisji powiedział to jest głos szkolony i zapytał a kto był nauczycielem Kolegi ? Brat odpowiedział od najmłodszych lat uczono mnie grać i śpiewać a w okresie okupacji w Warszawie Pani Profesor Szafnerowa z Opery Wileńskiej. Jeden z Członków Komisji w starszym wieku odezwał się słowami, znałem Tą Artystkę.Brat schodząc ze sceny dostał brawa od pełnej po brzegi sali uczestników przesłuchania i również od członków Komisji.W sekretariacie dowiedział się kiedy będą ogłoszone wyniki,powrócił nocnym pociągiem do Włocławka.W wyznaczonym czasie zatelefonował,przedstawił się i otrzymał wiadomość od sekretarki gratuluję Na ponad pięciuset przesłuchanych kandydatów otrzymał pan pierwsze miejsce,brawo.Odpowiedział dziękuje i zapytał co ma dalej uczynić.Proszę przyjechać po otrzymaniu wezwania które otrzyma pan w sierpniu podziękował.

    .Cieszyliśmy się bardzo a Matka ze wzruszenia uroniła łzy,Ojciec byłby dumny z Ciebie rzekła wycierając oczy. We Włocławku wieść o sukcesie Brata rozniosła się w śród znajomych.Minął sierpień a Brat nie otrzymał z Uczelni zawiadomienia więc zatelefonował,zapytał dlaczego ? Poznał po głosie,że rozmawia z tą samą Panią Sekretarką która smutnym głosem odpowiedziała,został pan skreślony z listy przyjętych Studentów na Uczelnię.Spytał dlaczego ? Powiem panu w sekrecie,tajemnicy,bo przyznał się pan do przynależności do A.K. a po za tym przyszło pismo z Urzędu Bezpieczeństwa z Włocławka,że jest pan niebezpiecznym czy coś takiego człowiekiem.

    Jak pan mnie wyda to stracić mogę pracę.Brat odpowiedział bez obaw proszę być o to spokojna.Od tej pory milczeliśmy nie przyznając się do A.K. Wspominając te czasy dziś po tylu latach łzy się w oczach kręcą kiedy jak grom z jasnego Nieba po tej wojnie Komunizm naszej rodzinie wszystko odebrał, zniszczył siejąc śmierć,nędzę do której naszą rodzinę doprowadził a Władze III Rzeczypospolitej Polskiej jak zła macocha nas

    traktuje nie starając się choć w części zło naprawić.Przekazałem wiele przykrych chwil i wspomnień ale te o których teraz wspomnę są jeszcze gorsze i przykre.

  26. zenobiusz pisze:

    Władze komunistyczne jak sępy za pomocą oskarżeń dążyli do zniszczenia naszej rodziny.Jak wspomniałem nałożyli domiar podatkowy bez uzasadnienia i tak w 1948 roku Matka z ledwością po spieniężeniu biżuterii oraz złotych monet 20 dolarowych i złotych Carskich Rublówek które otrzymała od swojej Matki Anastazii Śiwińskiej a naszej Babci wpłaciła do Urzędu Podatkowego 236,000 zł. Ja w tym czasie po rozprawie przed Sądem Wojskowym i wyjściu z więzienia po głosowaniu 3 x tak w 1947 roku uczęszczałem do Publicznej Średniej Szkoły Zawodowej we Włocławku do trzeciej klasy końcowej w 1948 roku niestety zostałem aresztowany i nie mogłem zdawać końcowego egzaminu.Ponieważ byłem jednym z najlepszych uczni .Pan Dyrektor R.Kafarski dobry znajomy mojej Matki z restauracji ” As” w której bywał gościem, dowiedział się od mojej Matki,że zostałem aresztowany przez U.B,P
    Wydał zaświadczenie o treści z dnia 26 czerwca 1948 r, Dyrekcja tut. Zakładu zaświadcza,że Antoni Filip Lercel ur.1 maja 1930 r.we Włocławku,uczęszczał w r.szk.1947-1948 do trzeciej klasy końcowej i po dodatkowym egzaminie dopełniającym we wrześniu br.otrzyma świadectwo ukończenia szkoły. podpis i pieczęć okrągła z godłem. Do aresztowania i procesu powrócę po zakończeniu ostatniego ciosu zadanego Matce i naszej rodzinie

    przez komunę, Otóż Urząd Skarbowy z polecenia Urzędu Bezpieczeństwa nałożył następny domiar w 1950 r oto jego treść którą cytuję dosłownie z dokumentu : Włocławek dnia 25 Paź.1950 r. Do Ob.Lercel Genowefa zam.Włocławek ul.Kaliska 6/8 już wówczas mieszkaliśmy w domu Babci Anastazji Śiwińskiej – Matki naszej Matki bo mieszkanie z umeblowaniem zajął komornik na poczet domiaru.Wezwanie Prezydium Miejskiej Rady Narodowej Wydział Finansowy wzywa Obywatelkę do uiszczenia niżej wymienionej zaległości w podatku obrotowym i dochodowym w terminie dni 3 od daty otrzymania niniejszego wezwania w kwocie 536,144 zł.

    W przypadku nie uiszczenia powyższej zaległości w wyznaczonym terminie zostaną wdrożone kroki egzekucyjne

    w celu przymusowego ściągnięcia zaległości wraz z odsetkami za zwłokę i kosztami egzekucyjnymi.

    Podpis: za prezydium M.R.N. Kierownik ref. egzekucyjnego podpis nieczytelny.

    Niestety tak ogromnej kwoty na ówczesne czasy,za którą można byłoby kupić co najmniej 10 dużych kamienic nie była w stanie zapłacić bezpodstawnego haraczu który przekraczał całoroczny obrót,przychód restauracji „As”

    Dążono nakładanymi domiarami podatkami do likwidacji prywatnej własności i to się w końcu udało.

    Zlicytowano umeblowanie 5 pokojowe mieszkanie na Placu Wolności nr 3 piętro 1,nieprawnie przez komunistów. Podobnie wyrzucili nas Okupanci ,na co posiadam dokumenty ale I.M.G. w Genewie częściowo za wysiedlenie nam zrekompensowało krzywdy,to samo winni dokonać Władze III R.P. Zabrano wyposażoną Restaurację ” As” z wydzielonym Barem wyposażonym w wysokie siedziska barowe, ponad 300 m2 salę jadalną na której w wokół stołów stały awangardowe frakowe krzesła, podium dla orkiestry z fortepianem,salę gabinetową, Kawiarnię z tarasem o pow 150 m2 z konstrukcji rur metalowych z wiszącymi koszami kwiatów pokryty dachem z brezentu, oświetlony wieczorem lampionami Wyposażenie:,,nakrycia platerowe z monogramami „As” na 200 kop. nakryć Na ścianach 2 wiszące obrazy olejne o wymiarach 5 m długości x 3 m wysokości „Nimfy tańczące w wokół snopów zborza pędzla artysty malarza Jana Stępienia [zostały skradzione przez dygnitarz z PZPR] Na zdjęciach pocztówkach firmowych które posiadam jest widoczny wielki ekspres do kawy produkcji Francuskiej,dziesięcio komorowy pojemnik do dań barowych których termosy były podgrzewane elektrycznie wodą, Zabrano chłodnie bufetowe ,zamrażarki kuchenne,maszyny do produkcji lodów,kremów,baseny natleniają-ce do ryb i wiele sprzętu sprowadzonego w 1938 roku z Francji. Koszt urządzenia i wyposażenia tej restauracji w 1938 roku wynosił ponad

    90 tys zł. Komunistyczni Grabieżcy zabrali jeden z najwytworniejszy lokali istniejących wówczas w Polsce pracę straciło 36 pracowników w tym wspomniana Hania córka dr Państwa Filipiaków o których wspominam z okresu 1939 r i Powstania Warszawskiego w 1944 r. Nasza Matka otoczyła Hanię opieką , pracowała jako barmanka w „Asie” To nie wszystko zło W tak wielkim lokalu urządzili Bar Mleczny który splajtował a wszystkie urządzenia rozkradli poniszczyli Tak Komuna na ludzkiej krzywdzie budowała dobrobyt.

    Do niespotykanego zuchwalstwa komuchów doszło kiedy zabrali bez pytania działki przy ul.Toruńskiej nr 23 rozebranego domu przez Okupanta i narożnikowy nr 25 graniczącą z ulicą Wieniecką na której stał budynek zamieszkały przez 10 rodzin w oddzielnych mieszkaniach i był własnością spadkobierców po śp Ojcu nas czworga dzieci .jest to działka wg księgi hipotecznej nr 104 w sądowej księdze hipotecznej pod nr.1295.

    W dniu 16 lipca 1947 roku Sąd Włocławski uznał nas dzieci za właścicieli tej nieruchomości nr.1065 .Złamanego grosza za parcelę i wyburzony dom nr 25 nie otrzymaliśmy Komuna zbudowała na tym terenie „Rondo Toruńskie”

    dla pojazdów.Nic przeciw temu nie mamy ,ale bez pytania zburzyć dom i zabrać bez zapłaty prywatne mienie to

    skandal Ale tym większy skandal,że w Niepodległej Wolnej Ojczyźnie Władze III R.P. nie czują się w obowiązku zło i krzywdy naprawić.Wartość tej działki o pow 3500 m2, i wyburzonego piętrowego budynku z 10 mieszkaniami i i sklepem o pow 55 m2 Wraz zapleczem magazynowym 60 m2 w centrum miasta ma wartość 6 mil zł..

    Drodzy moi Potomkowie winniście być spadkobiercami wielkiej fortuny.Drugim przykładem jest nie otrzymanie rekompensaty za haniebne domiary o których w oparciu o dokumenty przedstawiłem dot. restauracji „As” i

    po przez egzekucje komornicze doprowadziła komuna nas do nędzy. A jak potrafiła nam zgotować następną krzywdę to trudno w to uwierzyć ale na szczęście pozostawiam dokumentację na potwierdzenie.prawdy.
    Moi prześladowcy z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z pod „Ciemnej Gwiazdy” Wypiejewski i Wójcik czuwali aby wydany przez U.B.P. list gończy zabraniający przyjęcia mnie do szkół gimnazjalny, jako wroga PRL był respektowany. Nie przewidzieli że takiego zakazu nie wydali również Publicznej Średniej Szkole Zawodowej której Dyrektora Pana R. Kafarskiego [ gościa "Asa" ] znała moja Matka.Przyjął mnie do 3 klasy do której uczęszczałem. Czekali jak znajdą na mnie „Haka” a mścił się na Matce, Drań Wypiejewski do końca za łapówki które przestała Jemu dawać o czym i za co pisałem.Ograniczyłem moje kontakty z kolegami i spotkania na ulicy lub w klubie wioślarskim w którym uprawiałem wioślarstwo na czwórce ze sternikiem aby śledzącym mnie bez przerwy Ubekom nie spowiadać się ,kim są, co robią o czym rozmawialiśmy. Wracając ze szkoły idąc do domu,mieszkaliśmy w Babci domu przy ul.Kaliskiej nr 6/8 równoległej do ul.Kościuszki którą szedłem, wstąpiłem do sklepu spożywczego po lewej stronie ulicy którego właścicielem był Pan Józef Sadowski po przeciwnej stronie ulicy mieszkał pod nr 6 m.15. W tym sklepie często Ojca zastępował syn Jaś.Tu muszę wspomnieć,że nasi Rodzice dobrze się znali prywatnie.Pamiętam z przed wojny,że bywali gośćmi z dwójką dzieci w naszym domu. Na potwierdzenie tej znajomości niech świadczy oświadczenie Pana Józefa Sadowskiego z dni 6 kwietnia 1949 roku załączone do dokumentów pod tytułem: „Nieudane Szantażowanie naszej rodziny przez Urząd Bezpieczeństwa ” Żona Pana Józefa Sadowskiego jak dobrze pamiętam zmarła krótko przed wojną lub w okupację.Pana J.Sadowskiego ,córkę Basię i syna Jasia znałem od dziecięcych lat,też byli wysiedleni z Włocławka. Od czasu do czasu odwiedzałem kolegę Jasia urzędującego w sklepie zastępując Ojca . W jednej z rozmów powiedział mnie w sekrecie,że planuje ucieczkę z kraju, był moim rówieśnikiem,zapytałem jak odpowiedział statkiem morskim do Australii.Wiedział o naszej sytuacji rodzinnej i o moich prześladowaniach przez U.B., Zaproponował abym przyłączył się do Jego ucieczki zachęcając,że będzie nam raźniej.Odmówiłem wspólnej ucieczki uzasadniając,że zrobił bym to bez chwili wahania,ale Matka jest chora ma nowotwór [zmarła dnia 4.stycznia 1954 roku mając zaledwie 53 lata życia] a Babcia przekroczyła 72 lata.,też jest schorowana.samotna bo jak Wiesz Babci 24 letni syn poległ w 1939r broniąc Polskiego Oksywia a Babci męża Feliks, kulawy gajowy-gestapowiec zamordował laską w lesie.Musiał bym nie mie sumienia pozostawić kochane osoby na pastwę losu, zrozumiał moje usprawiedliwienie.Jasiu prosił abym odwiedził jego w sklepie nie później jak za 2 tygodnie,dotrzymałem słowa, odwiedzając Jasia po dwóch tygodniach.W rozmowie tej podał mnie datę kiedy wyjeżdża i prosił abym był o godz.22 na Dworcu Kolejowym,powiedział: dam Tobie list dla Ojca i Siostry który po moim wjeździe położysz ,wsuniesz w drzwi wejściowe naszego mieszkania tak aby nikt nie widział.W umówionym terminie stawiłem się na Dworcu dał mnie list,przyrzekłem,że po odjechaniu pociągu list zaniosę.Jasiu wyjeżdżasz bez pożegnania to nie fer na to odpowiedział nie udźwignął bym tego pożegnania i łez Ojca, Basi. Już szykował się do wyjścia na peron żegnaliśmy się w tym czasie przyszli dwaj bracia,których znałem z widzenia Ich Ojciec miał na ul 3 Maja sklep z materiałami z metra na ubrania,sukienki jeśli dobrze pamiętam nazwisko to Pan Pisarski czy Piasecki.Mieli przy sobie pokaźne bagaże.Dopiero później dowiedziałem się,że okradli sklep swojego Ojca.List zaniosłem raniutko wsunąłem w drzwi i niezauważony odszedłem pospiesznie.Mając dużo czasu na lekcje w szkole wstąpiłem do kościoła Braci Zakonników na poranną mszę świętą.Tak przypuszczam zostałem zauważony przez Ubek na Dworcu którego z widzenia nie znałem,ale jak się okazało moją twarz znali wszyscy Ubecy bo kiedy byłem aresztowany to zawsze robili mnie zdjęcia.Jedno z tych zdjęć otrzymałem z IPN w Bydgoszczy.Zostałem po kilku dniach aresztowany i zapytano mnie z kim rozmawiałem na Dworcu Kolejowym tak późno i po co tam byłem. Odpowiedziałem,że po papierosy dla Matki.A z km rozmawiałeś bo to widzieli funkcjonariusze. Ponieważ nie chciałem powiedzieć,że z J,.Sadowskim ,powiedziałem,że z Braćmi Pisarskimi których dobrze nie znam, ale tylko z widzenia .A gdzie jechali odpowiedziałem,że nie wiem a co mieli w wielkich torbach ,a skąd ja mogę wiedzieć.Już.mieli mnie zwolnić kiedy dostali telefon z Gdańskiej M.O.że aresztowali dwóch braci z tobołami materiałów na ubrania i chcieli uciec statkiem za granic razem z Janem Sadowskim którego nie aresztowali bo gdzieś się w Porcie schował albo już wypłynął statkiem z Portu.Gdańskiego.. Zostałem zatrzymany.Pod eskortą przywieźli tych dwóch Braci do U.B we Włocławku .Śledztwo Prowadził Wypiejewski z Wójcikiem Okazało się,ze Jasiu zaproponował ucieczkę tym niedorajdom których Milicja aresztowała a Jaś szczęśliwie wszedł na statek pod banderą Australyjską ukrył się i kiedy wypłynęli na wody nieterytorialne zgłosił się do kapitana z prośbą o azyl polityczny który otrzymał. Wyprzedzam fakt, w Australii pracował uzbierał pieniążków i kupił ziemię,założył dużą hodowlę owiec i żył jak Król. Tu muszę powiedzieć,że Pan Pisarski i Jego Synowie ratując swoją skórę nie honoru zgodzili się jak zaproponował im Drań Wypiejewski zeznać,że to ja okradłem sklep i namówiłem Ich do ucieczki ,co było kłamstwem. Braci wypuszczono .Urząd Bezpieczeństwa za nie powiadomienie o chęci ucieczki J.Sadowskiego za granicę i mszcząc się na Matce skierował do Sądu oskarżenie że dokonałem kradzieży materiałów ze sklepu Pana Pisarskiego,Po miesiącu zostałem zwolniony z aresztu Bezpieki ,dosłownie na kilka dni przed rozprawą Sądową.Opaczność Boża czuwała nad nami Moja Matka uczyła mnie wpajając od dziecka,że każdy ma trzy Matki,Tą pierwszą co rodzi ,karmi,uczy i wychowuje,drugą Matką jest ta ziemia po której stąpam, a zwie się Ojczyzną i ta trzecia Matka która na każdego czeka dając mu życie wieczne jeżeli był wierny i kochał trzy Matki Wieżę w Opaczność tej trzeciej Matki Boż.Po otrzymaniu wezwania do Sądu stawiłem się z Matką.Traf szczęśliwy,że Sędzią prowadzącym rozprawę był Zjęć Pani Anieli Urbańskiej tej sama która poręczyła oświadczeniem z dnia 5 kwietnia 1949 r. Rodziców lojalność w czasie Okupacji do Polski.Ten Sędzia znał moją Matkę nie pokazując tego na sali Sądowej. Prokurator odczytał raport z śledctwa Urzędu Bezpieczeństwa w którym oskarżono mnie o kradzież materiałów ubraniowych ze sklepu

    nie spełnienie Obywatelskiego obowiązku powiadomienia Organów Bezpieczeństwa o ucieczce nielegalnej z kraju Jana Sadowskiego..Zeznałem,że w żadnym sklepie nie byłem nie włamałem się do sklepu bo nie ma śladów włamania ani mowy o tym w oskarżeniu. M.O ani U.B u mnie nie znalazł skradzionych towarów byłem na Dworcu kolejowym po papierosy dla Matki i spotkałem na Dworcu dwóch braci z bagażami których zawartości nie znałem

    to prawda,że spotkałem Jana Sadowskiego który mówił,że jedzie do narzeczone w odwiedziny..Po moim zeznaniu

    Matka poprosiła o głos Sędzia zapytał kim Ob.jest ,odpowiedziała oskarżonego niewinnie syna.Sędzia udzielił Matce głosu..Powiedziała : To kłamliwe oskarżenia są wymysłem złych ludzi,to,że Syn siedział w więzieniu to nie wystarczy,trzeba powiedzieć za co.Syn był więziony z przyczyn politycznych a to wielka różnica być przestępcą kryminalnym a politycznym.Takie oskarżenie mnie Matce ubliża ponieważ Syna wychowałam nie na złodzieja.

    Oniemiałem z wrażenia słuchając jak dzielnie broni mnie Matka ,miałem oczy pełne łez W ostatnim słowie którego Sąd mnie udzielił powiedziałem: Wysoki Sądzie tam w głębi sali siedzi na ławce pracownik Urzędu Bezpieczeństwa

    który mnie ciągle prześladuje to Pan Wójcik. To On z zemsty,że nie słucham Jego poleceń spreparował to oskarżenie ,jestem niewinny do niczego się nie przyznaję,bo nic z tą sprawą nie mam i nie miałem wspólnego, proszę o uniewinnienie z tych zarzutów . Ubek Wójcik wyszedł pospiesznie z sali Sądowej. Sąd wyszedł dwoma

    Ławnikami na naradę,po pewnym czasie wrócił i odczytał wyrok: Uniewinnił mnie z zarzutu kradzieży, Skazał mnie na dwa lata więzienia w zawieszeniu kary za to ,że nie dopełniłem Obywatelskiego obowiązku zgłoszenia Władzom porządkowym czuwającym nad bezpieczeństwem P.R.L. nielegalnego przekroczenia granic Państwa

    przez Jana Sadowskiego.Po kilku dniach Matka odwiedziła Panią Anielę Urbańską znały się prywatnie były na per ty ,podziękowała za Jej pośrednictwem Zięciowi- Sędziemu.Dowiedziała się ,że mimo nacisków ławników,Zięć

    zaryzykował utratą stanowiska wydając tak kontrowersyjny wyrok wbrew naciskom Prokuratora który nie wykonał polecenia Urzędu Bezpieczeństwa.Byli oburzeni,że Sędzia ośmieszył oskarżenie za kradzież której de fakto nie był.Jak mógł Sędzia uwierzyć oskarżonemu a nie U.B..Sędzia postąpił Uczciwie i chwała Jemu za to.

    Jaś Sadowski szczęśliwie dopłynął do Australii w której dorobił się na hodowli owiec.Czy żyje nie wiem.Jestem rad,że kiedy opuszczał nielegalnie Ojczyznę nikt Jemu w tym nie przeszkodził a Rodzina Janka udawała,że nie wie gdzie zniknął ,bo musiała. Największy koszt poniosłem ja i zdrowie Mojej Matki ale Solidarność nie raz kosztuje.Opisując to tragiczne wspomnienia teraz zdaję sobie sprawę jak kochaną miałem Matkę.

  27. zenobiusz pisze:

    Na podstawie dokumentów spisuję „Haniebny Czyn Władzy P.R.L.” Otóż czytam z dokumentu Sądu Rejonowego Działu Pierwszego: Wymienienie nieruchomości i opisu granic.dotyczącego Kw 201 Parcela 15 „Uzdrowisko Wieniec” Nieruchomość parcela Nr 15 w „Zdrojowisku Wieniec” Gminy Powiatu Włocławek województwa Pomorskiego położona,zawierająca przestrzeń dwa tysiące dziewięćdziesiąt dziewięć [2099] metrów kwadratowych ,wyodrębniona i oznaczona Nr 15 [piętnaście ] na planie sytuacyjnym sporządzonym przez mierniczego Edwarda Sokołowskiego dnia 25 października 1937 roku L. dz.326/3 załączonym do zbioru dowodów tej księgi pod Nr 2 ze znajdującymi się na niej budynkami.Nieruchomość ta wydzielona została

    z nieruchomości ” Zdrojowisko Wieniec” [ księga hip.Nr 433 ] Co tu z mocy wyżej powołanego planu,na wniosek z dnia 6 lipca 1938 roku zapisano.Wciągnięto stosownie do Wydziału Hipotecznego w dniu 6 lipca 1938 roku.
    Nieruchomość przeniesiono do księgi wieczystej Kw.nr.7374 wpisano 18 lipca 1963 r.

    Dział Druga; Wymienienie właściciela: Mieczysław Lercel.Ustalenie własności: posiada nieruchomość niniejsza prawem własności w nabycia praw kupna od posiadającego Właściciela Włocławskiego Powiatowego Związku

    Samorządowego za sumę dwa tysiące dziewięćdziesiąt dziewięć [2099] złotych na mocy aktu,zeznanego przed

    Piotrem Walickim Notariuszem we Włocławku dnia 30 października 1937 roku za Nr854.Co tu w mocy powyższego aktu,na wniosek w dniu 6 lipca 1938 roku zapisano.

    Po śmierci Ojca który poległ na posterunku w dniu 15 września 1944 r w budynku przy Al.Niepodległości nr 78 zwanym w Powstaniu Warszawskim w 1944 r Alkazarem Nr 2. Po Wojnie w dniu 21 grudnia 1948 roku

    Sąd Rejonowy We Włocławku wymienił , że posiadają niepodzielnie nieruchomość niniejszą prawem własności ze spadku po Ojcu swoim Mieczysławie vel Janie. Mieczysławie Lercelu,poprzednim jawnym z wykazu hipotecznego: Włścicielem. Co tu z mocy protokółu zamknięcia postępowania spadkowego po Mieczysławie vel Janie. Lerclu z dnia 21 grudnia 1948 roku zapisano.Wciągnięto zmiany postanowienia Sądu Grodzkiego we Włocławku Oddziału Księgi Wieczystych z dnia 30 grudnia 1948 roku wymieniając właścicieli:

    1/ Zygmunt Mieczysław Lercel w jednej czwartej [1/4]

    2/ Henryk Marcin Lercel w jedne czwartej [1/4

    3/ Maria Antonina z Lerclów m.Józefczak w jednej czwartej [1/4]

    4/Antoni Filip Lercel w jednej czwartej [1/4]

    Pieczęć okrągła z Godłem Państwowym,w wokół Godła napis Sąd Rejonowy we Włocławku * 6*

    napis : Kw 201.Parcela 15 Zdrojowisko Wieniec za zgodność w/z Majewska Kierownik Sekretariatu.

    Na tej parceli Ojciec nasz wybudował budynek o charakterze domu wczasowego wraz z restauracją , tarasem o powierzchni 300 m2 drewnianym stylowym, na wzór Zakopiański z posadzką lastrykową , krytym dachem stałym. przeznaczonym na kawiarnię. Działka o powierzchni 2099 m2 była ogrodzona wysoką na 2 metry siatką metalową z drutu nierdzewnego ,zadrzewiona 86 stu letnimi sosnami wysokimi jak maszty ,był pobudowany mały domek dla Ogrodnika-dozorcy o pow.34 m2.budynek gospodarczy, budynki z oświetleniem elektrycznym,podpiwniczony z zbudowaną pod ziemią piwnicą z czerwonej cegły o wymiarach: podstawa 5 m x 5 m x wysokość 5 m. do której wejście prowadziło korytarzem o długości 5 m z piwnicy do magazynu w którym był zmagazynowany w bryłach

    taflach lód na cały okres letni używany w restauracji i kawiarni pod nazwą „Marysieńka” Była wywiercona studnia głębinowa a jej dwa metalowe koła o średnicy każde 2 m z głębokości 45 metrów czerpały źródlana krystaliczną wodę.Specjalny hydrofor umieszczony w piwnicy z napędem elektrycznym rozprowadzał wodę do kranów.

    Wieniec Zdrój nie posiadał w tym czasie kanalizacji,każda posesja miała własne szamba.Na naszej posesji było

    szambo z kręgów- rur żelbetonowych z hermetyczną pokrywą też żelbetonową.

    Dla orientacji podaję, że Stał zbudowany Dom Zdrojowy gdzie odbywały się zabiegi lecznicze otoczony parkiem

    nieogrodzonym w którym rosły drzewa sosnowe były alejki z ławkami do wypoczynku a w wokół tego parku żużlowa droga trwożącą wielkie koło przy tej drodze wokół parku stały wille w sumie około 40- tu.Za tym kręgiem willi w odległości 50 m. przy szosie z Włocławka w stronę wioski Machnacz i Majątku w Wieńcu którego właścicielem był Pana Kronenberg stała piękna kaplica zbudowana w stylu Zakopiańskim ogrodzona z ławkami na zewnątrz. W kaplicy był przepiękny ołtarz i niewiele miejsca dla wiernych.Kaplicą opiekowały się Siostry Urszulanki które też posiadały swój dom.w Wieńcu Zdroju.Państwo Filipiakowie o których śmierci w Powstaniu

    Warszawskim w 1944 r.wspominałem też posiadali willę po lewej stronie przy samym wjeździe do Wińca Zdroju

    pomalowaną na kolor niebieski.Odbiegnę od tematu,wybaczcie ale muszę w hołdzie dla utraconej Rodziny

    Pisząc o Wińcu Zdroju wracam do utraconych radosnych wspomnień rodzinnych przeżytych w Wieńcu Zdroju.Mieszkając już u Babci Anastazji ale już ubodzy,poniżeni,pogardzeni, zaszczuci upodleni. Kochana Matka zmaltretowana żyła wspomnieniami,zapytała mnie któregoś wieczora czy pamiętasz fortepian który stał w saloniku w naszej willi w Wieńcu Zdroju gdzie stała wysoka szafa grająca obok niego ? Odpowiedziałem oczywiście,że pamiętam miałem wówczas 8 lat.Pamiętam Mamo jak grałaś na fortepianie obok Ciebie siedział Zygmunt grał na wiolę-czeli razem z Tobą.Tata śpiewał piosenkę z Henrykiem Marysia a słowa jej brzmiały „Nad brzegiem morza w ubogiej chatce,gdzie się krąg zamyka,nieletni chłopiec siedząc przy matce,w takie słowa się odzywa. Ach droga Mamo gdzie jest mój ojciec,czemu On do nas nie wraca,może byś była szczęśliwszą na świecie i milszą była by Ci praca.Ach drogi synu,Ty Ojca nie masz,zginął on między falami,tylko na niebie ta Święta Trójca czuwa ach czuwa nad nami.Ojciec twój Synu był na okręcie wpierw majtkiem później sternikiem a

    gdy już tonąć zaczął ten okręt wtedy On był przewodnikiem. Ach Droga Mamo pójdę na okręt,zgodzę się na robotnika,może mnie przyjmą gdy im opowiem,że jestem synem sternika. Ach Drogi Synu uweźmij ten krzyżyk

    jest to pamiątka od matki,jeśli zatęsknisz w biedzie,wracaj,ach wracaj do matki,” Piszę te wspomnienia przypominając sobie Ich grę i śpiewanie i moje wtórowanie do melodii Oczy czarne,Wieczorny dzwon,Dumanie Lirnika,Narzucę płaszcz,gitarę wezmę w rękę o losie swym zanucę Ci piosenkę,dziewczyno Ty nie odchodź proszę stój.Ujrzałem Cię na progu przy kaplicy,a w oczach Twych błyszczały cudne łzy, te Twoje łzy do duszy mej spadały,dziewczyno ma nie od-choć proszę stój. Zamarło wszystko grobowa cisza pozostał smutek i żal wspomnienia utraconych kochanych osób i chwil spędzonych beztrosko z nimi w Wińcu Zdroju który mnie zabrano.Jestem Boże samotnym tułaczem wspomnień i modlitwy za tych co straciłem.

    Żadnemu właścicielowi willi we Wieńcu Zdroju nie zabrano Jedynie nam Decyzją Prezydium Gminnej Rady Narodowej Gminy Łęg we Włocławku przydzielono naszą nieruchomość Państwowemu Uzdrowisku Wieniec Zdrój. Podstawa wówczas prawna to tryb wywłaszczenia z nieruchomości.Ustawa z dnia 20 marca 1953 roku interes publiczny,celowy,konieczny.Po licznych pismach,odwołaniach itp.budynek i cała posesja został pod przymusem

    zajęta przez nowego właściciela tzn.Państwowe Uzdrowisko w Wieńcu Zdroju.

    Dyrektorem Uzdrowiska w Wieńcu Zdroju była w tym czasie Pani Kazimiera MOSZARO jak donosiły informacje płynące od pracowników z Wieńa Zdroju ta Pani pochodziła z Warszawy była dobrą znajomą wysokiej rangi pracownikiem Publicznego Urzędu Bezpieczeństwa [musiała być dobrą znajomą skoro Przyjaciel często bywał w Uzdrowisku pozostając na noc w Hotelu którego we Wieńcu nie było. To właśnie tej Pani było postanowienie zabranie nam willi i tak się stało.Po zajęciu naszego mienia podpisała w imieniu Państwowego Przedsiębiorstwa Uzdrowiska „Wieniec” umowę dzierżawną której nie respektowała i tak mały domek dla Ogrodnika nie był objęty Umową ponieważ mieliśmy z niego korzystać.Okazało się,że został zajęty na Pani Dyrektor polecenie w którym bez naszej zgody wydzierżawiła i zezwoliła na jego przebudowę i urządzenie w nim Piekarni przez osobę prywatną.nie płacąc za zajęty domek dzierżawy.W naszym piśmie poleconym z dnia 12 lipca 1957 r. obciążono nas za remont dachu.bezprawnie gdyż $ 9 umowy mówi,że remonty pokrywa Dzierżawca W następnym piśmie zapytujemy jakim prawem bez naszej zgody zdemontowano unikalną pompę i kto ją sobie przywłaszczył. Zapytujemy dlaczego nas obciążono

    Jestem w posiadaniu pism naszych do Dyrekcji Uzdrowiska z pieczęcią odbioru w których domagamy się np. nie zapłaconej dzierżawy za okres od 1 marca 1953 r do chwili obecnej to jest do 29 kwietnia 1957 r. śmiesznie niskiego miesięcznego czynszu w kwocie 75 zł. Bezprawnego wycinania stu letnich sosen.tych przykładów jest więcej wszystko mam udokumentowane.Zdenerwowana Pani Dyrektor za pośrednictwem tajemniczego Przyjaciela z Warszawskiego Urzędu Bezpieczeństwa działa. Zaczęto mnie i brata Henryka wzywać do U.B. grozić nam,że willę upaństwowią i nic nie dostaniecie.Po kilku aresztowaniach i nie otrzymywania dzierżawy oraz groźbie zwolnienia nas z pracy,ulegliśmy w trosce o rodziny i spokój.Podobno planowała kupić tą posiadłość za grosze i odkupić od Państwowego Uzdrowiska za takie same grosze.W tym naszym domu gdy był nasz do czasu

    zabrania przez Panią Moszaro na koloniach przebywało jednorazowo po 80 dzieci. Działka 2099 m2 zadrzewiona miała wartość 1 miliona złotych. Za wyrządzoną krzywdę naszej Rodzinie kara dosięgła Kazimierę Moszaro.

    Z ówczesnej Czechosłowacji w 1962 lub 1963 tego już dokładnie nie pamiętam przyjechała wycieczka lekarzy do Polski zwiedzać nowo powstające ośrodki lecznicze dla dzieci dotkniętych chorobą Heine-Mediną.Odwiedzili autokarem Uzdrowisko „Wieniec” i jeden z Czeskich lekarzy będący w Obozie Pracy Przymusowej jako więzień

    poznał,że Pani Dyrektor Kazimiera Moszaro to była Kapo z Obozu w Którym był więzionym.Po tej wizycie autokar z wycieczką lekarzy odjechał a po kilku godzinach znaleźli w pokoju martwą Kazimierę Moszaro.Oczywiście w pierwszym rzędzie mnie i Brata aresztowali ja wówczas nie mieszkałem już we Włocławku z którego po prostu uciekłem przed prześladowaniami U.B.i mieszkałem w Bydgoszczy.Mieliśmy wyjątkowe alibi i nas wypuścili

    Dochodzenie było prowadzone podobno w Czechosłowacji a przyjaciel Dyrektorowej nie pokazał się więcej którego pracownicy Uzdrowiska nawet nie znali.nazwiska.Kto nam wypłaci odszkodowanie ? musimy spytać,ale kogo ? kto w naszej Wolnej Ojczyźnie mówi i powie nam prawdę ?

  28. zenobiusz pisze:

    Z obowiązku jestem zmuszony przerwać opisywanie dalszych wydarzeń do których powrócę , ponieważ w między czasie już po opisaniu wielu wydarzeń zmuszony jestem wracać do nich wzbogacając o nowe fakty , których pisząc nie znałem a uzyskałem je w późniejszym czasie,terminie.

    1.Uzupełniłem niewykazane stoczone walki o Wolność Ojczyzny przez Mieczysława Jana Lercel

    2.Uzyskałem dokumenty dot kpt Franciszka Lercel [mojego Ojca Chrzestnego] syna Tadeusza Lercel które są w trzech językach Niemieckim,Polskim i Łacińskim będą wszystkie opublikowane w języku Polskim po dokonanym

    przetłumaczeniu przez moją wnuczkę dr Sonie z domu Farwck i wnuka dr Bartka Lercel których rodzicami są moja [ usunięto na żądanie osoby omawianej (zen)]

    Otóż muszę wyznać,że mam twardy orzech do zgryzienia ponieważ z posiadanych dokumentów Rodu Rodziny

    początek jego istnienia jest niezbadany,gdzie pierwsze Korzenie i z której Ojczyzny przywędrowali do Polski

    która stała się Ich Ojczyzną.i wielu następnych pokoleń.Ten Wędrowiec uznał ziemię Polski za swoją Ojczyznę,na niej rodziły i rosły następne pokolenia wierne przez wieki do dnia dzisiejszego Polskiej Ojczyźnie.

    Bronili tą ziemię przed Zaborcami,przelewali krew a wielu z Rodu oddało życie za Wolność, tej ziemi Polskiej skąd kol wiek przywędrowali .Padnie pytanie skąd ? Nie wiem, ale liczę na pomoc. Padnie pytanie przecież Tadeusza Lercel Leśniczego z Czudca syn Jan z żoną Teklą wyemigrowali.do Stanów Zjednoczonych, musieli z przyczyn politycznych, gdzie mieli liczne potomstwo urodzone w Stanach Zjednoczonych Ameryki,synów Zygmunta, Franciszka,Jana,Tadeusza,Szczepana oraz córki:Emmę i Helenę. Jan z Teklą już nie żyją natomiast Ich dzieci nabyli obywatelstwo USA założyli własne rodziny których natura obdarowała licznym potomstwem.jedynie wiem,że syn Jana i Tekli Tadeusz walczył w szeregach Armii Amerykańskiej w II Wojnie Światowej i był ranny pod Mon te Cassino.Mam kontakt z synem Szczepana,Juniorem Stivem który nie zna języka Polskiego.Tu dla zorientowania podaję,że Tadeusz Leśniczy z Czudca był bratem mojego Dziadka Henryka Powstańca Powstania Styczniowego z 1863 r i bratem Władysława pedagoga,naukowca.[jestem w posiadaniu aktu ur..ślubu,i bogatej biografii stryjecznego Dziadka Profesora Władysława ale nadal poszukuję dokumentów pozostałych osób.

    Wiem z posiadanej korespondencji,że Ojcem trzech wymienionych braci Tadeusza,Henryka i Władysława i córki Elżbiety był Franciszek ale jak i gdzie szukać mojego Pradziadka, dokumentów i kto mnie w tym pomoże ? Wśród naszego społeczeństwa są wspaniałe osoby które same zgłaszają chęć pomocy w uzyskaniu informacji dotyczącej członków Rodziny Lercel i jako przykład wymienię Szanowną Panią mgr Annę z miasta WADOWIC

    otrzymując pocztą dokumenty jak akty urodzin,zawartych ślubów, fotografie i wiele listów internetowych z poradą.

    Proszę wybaczyć,że nie operuję nazwiskiem tej uczynnej Damy której nie zapytałem czy mogę upublicznić bez zgody nazwisko.

    Pozwolę sobie przedstawić z notatek rodzinnych utrwalone w dokumentach hipotezy, oto one:

    1. Podobno do Polski rodzina przywędrowała z Moraw [Czechy] informacja nie poparta żadnym urzędowym dokumentem,muszę sprawdzić, zwracając się do Władz Administracyjnych Czech..

    2. Wersja,że z Niemiec a nazwisko brzmiało Lerztuht.Tą informację otrzymałem w liście z dnia 5 kwietnia 1978 r. od już nieżyjącego adwokata Tadeusza Lercel syna Franciszka kpt.Wojska Polskiego w latach 1918 – 1921 po demobilizacji kierownika Ruchu Kolej Lwowskiej [ mojego Ojca Chrzestnego ] mało prawdopodobna wersja.

    3. Wersja,że z Francji.Podobno Przodek jest Francuzem,był oficerem w służbie dyplomatycznej Armii Cesarza Napoleona I Bona parte a Jego nazwisko brzmiało de Lercelle czyta się de Lersel.Przodek ten na Polskich terenach będących pod zaborami,pełnił misję dyplomatyczną.Po zawarciu pokoju w Ty-lży w 1807 roku przez Napoleona Pierwszego,rezydował w nowo powstałym Księstwie Warszawskim. Zakochał się w Polce z pewnością uroczej kobiecie.Ożenił się i pozostał w naszej Ojczyźnie.Jego potomstwo spolonizowało się,nazwisko zostało zmodyfikowane i brzmi do dziś Lercel,ta informacja pochodzi z listu z dnia 5.04.1978r wyżej wymienionego.

    4. Jest też wersja,że na ziemiach będących pod zaborem Austrio-Węgierskim pozostał stacjonujący wojskowy

    tej Armii, zapoznał Polkę,ożenił się i pozostał na tych terenach.Tą informację otrzymałem w korespondencji od adwokata Tadeusza Lercel w liście w/w z dnia 05.04.1978 r.[ w Wiedniu mieszka Lercel,muszę do niego napisać]

    5. Jest też prawdopodobieństwo,że to jakaś mieszanka polskich słów.

    Bezustannie szukam i gromadzę dokumenty Przodków w postaci akt urodzin,chrztów śwętych

    zgonów.Trudności polegają na tym,że nie żyją moi Rodzice a szczególnie Ojciec który był skarbnicą wiedzy o rodzinnych koligacjach.Drugą przeszkodą jest grabież ziem Wschodniej Polski, umiłowanego Lwowa przez Sowietów.Lwów to kolebka naszego Rodu który jest pod zaborem Ukrainy i mam ogromne trudności uzyskania dokumentów na dowód czego załączam treść trzech listów w tej sprawie:

    A. Pierwszy z dnia 23 lipca 2012 r.do Arcybiskupa Seniora Kardynała Mariana Jaworskiego skierowany na adres ul.Saszuka nr 15 A , kod pocztowy 79-011 Lwów UKRAINA.Pisałem pod ten adres bo w internecie innego nie było

    B. Drugi adres otrzymałem od Siostry Zakonnej z Krakowa z informacją, że Ekscelencja Kardynał Marian Jaworski rezyduje już w Krakowie otrzymałem adres pod który powinienem się zwrócić o pomoc.Tak uczyniłem wysyłając w dniu 9.10.2012r do Ekscelencji Ks.Biskupa Kurii Kościoła Rzymsko-katolickiego ul.Winni-czanka nr 32 Kod pocztowy 79-008 Lwów UKRAINA. A załączony prezent jak napisałem w liście którego fragment cytuję: „Pozwalam sobie przekazać pamiątkę po śp.naszej babci Annie Lercel żonie Powstańca Powstania Styczniowego z 1863 roku por. Henryku Lercel dla Niewidomego Polaka w którego sercu mieszka PAN BÓG i Wierność do Matki Ojczyzny.

    Zbiór pismem Braille wydany we wrześniu 1931 roku,Nr 50 Przegląd Miesięczny Warszawa ul.Zygmuntowska nr 9

    wydany 1931 r. 82 lata temu.pisałem, jedynie okładka strony pierwszej i ostatniej przez ukrywanie przed komunistycznym Urzędem Bezpieczeństwa trochę naddarta,sklejona jest w całości.

    Treść tego miesięcznika liczącego 90 stron zawiera tematy:

    a/ W rocznicę „Cudu nad Wisłą.”

    b/ „Zegary Lwowskie ”

    c/ „Lwów ”

    d/ Co jedzono i pito w dawnych czasach

    e/ Z życia ryb

    f/ Światowy Kongres Niewidomych w Nowym Yorku

    Druk i Wydawnictwo American BRAILLE PRESS,wydawnictwo w języku polskim.

    Będę wdzięczny jak dowiem się kto ten skromny upominek otrzymał.

    List mój wymieniony w punkcie 2 został przesłany do Archiwum ABPA Eugeniusza Baziaka w Krakowie , który pismem z dnia 4 lutego 2013 r.zaproponował mnie odpłatnie udostępnienie dokumentów.Pismem z dnia 20 lutego

    2013 r.zadeklarowałem odpłatną współpracę oczekując na wyniki.Niestety ślad po „Białych Krukach” jakim był miesięcznik wydrukowany pismem BRAILLE o Lwowie przeznaczony dla Lwowianina zaginął,to przykre,że 82 letnią pamiątką po Babci chciałem uszczęśliwić Lwowskiego Polaka i usłyszeć dzięki ci bracie potomku Lwowian.

    Ponieważ nie otrzymałem odpowiedzi z Krakowskiego Archiwum na pismo z dnia 20 lutego 2013 r napisałem następne z datą 22 kwietnia 2013 roku ale Archiwum ABPA Euheniusza Baziaka w Krakowie nie odpowiada milczy.

    C trzecie pismo z dnia 20 lutego 2013 roku wysłałem do Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Zarządu Głównego na ręce Pana Prezesa Emila Legowskiego ul. Rynek nr 17 kod pocztowy 79=005 Lwów UKRAINA.

    Przedstawiłem się na dowód prawdy załączyłem kilka ksero kopi dokumentów moich Lwowskich Przodków, prosząc o pomoc w uzyskaniu dokumentów zobowiązując się do pokrycia kosztów,prosiłem o podanie konta bankowego lub adresu gdzie mam wysłać pieniądze za tą usługę.Zaproponowałem jako dar,przesłanie z mojej biblioteki prywatnej wiele książek Wieszczy Polskich niestety do dnia dzisiejszego nikt się nie odezwał.

    Chciałem przedstawić przede wszystkim członkom Rodziny i nie tylko,że zebranie materiałów w formie dokumentów nie jest takie proste i łatwe,nawet w granicach naszej Ojczyzny.

    Podam jeden przykład a jest ich więcej w dniu 15 grudnia 2012 r. wysłałem pismo adresując : Parafia Niepokalanego Poczęcia N.M.P. do Księdza Proboszcza Dr Jana Wolaka kod 38-100 w Strzyżowie ul. Przekopana nr 1 Woj.Podkarpackie z prośbą o przysłanie drogą pocztową za zaliczeniem akt urodzin chrztów św. wielu osób z naszej rodziny Lercel która w tym mieście mieszkała i przychodziła na świat .Jako przykład podaję Henryka Lercel mojego Dziadka Władysława Lercel brata Henryka i wielu innych członków naszej rodziny ,niestety nie otrzymałem odpowiedzi. Natomiast wysłałem pismo do sąsiadującej miejscowości Gminy Czudec terytorialnie podległego do Strzyżowa otrzymując dokument jednej osoby z rodziny i informację,że dokumenty z całego powiatu z lat wcześniejszych do 1880 roku zostały przeniesione do Archiwum Państwowego w Rzeszowie ul.Bożnicza nr2

    kod 35-064 gdzie skierowałem pismo dnia 18 lutego 2013 r. z prośbą o przysłanie ksero kopi dokumentów za zaliczenie pocztowym podając imiona nazwiska członków rodziny o które proszę,niestety brak odpowiedzi.

    Przygotowałem następne pismo do Archiwum w Rzeszowie może otrzymam dokumenty o które prosiłem

    ale są Archiwa z którymi współpraca jest znakomita Centralne Archiwum Wojska , Archiwa Główne Akt Dawnych w Warszawie , Archiwum Akt Nowych w Warszawie.

    Jeżeli padnie pytanie od od członków Rodu Rodziny Lercel dlaczego o tym piszę ? Odpowiadam dla Was Kochani Ponieważ nie wiem czy zdążę za życia uzupełnić wszystkie brakujące wątki do tego dokumentu a mam na liczniku rozpoczęty 84 rok życia.Wzywam Wszystkich Członków Rodu Rodziny Lercel do pomocy.

    Pomyślcie Kochana Rodzino mój Prawnuk Adam Lercel syn Wioletty i Filipa Lercel, Wnuk Pauliny i Jacka Lercel Prawnuk Ady i Antoniego Lercel , Pra-pra- wnuk Genowefy i Mieczysława Lercel, Pra-pra-pra- wnuk Anny i Henryka Lercel, Pra-pra-pra-pra- wnuk Heleny i Franciszka Lercel o tych osobach prawie wszystko wiemy.Padnie pytanie ile Adam zna pokoleń swoich Przodków ? Zna 6 Adam jest 7 pokoleniem sięgamy roku urodzenia Franciszka w 1795.r który był Leśniczym to jest mój Pradziadek o którym jest mowa , 218 lat temu urodził się Musimy szukać i odkrywać dalszych wcześniej urodzonych Przodków .kim byli skąd przywędrowali

    Podałem na przykładzie Adama ale w Drzewie Genealogicznym zajmiemy wszyscy swoje miejsca

    Dowiemy się o naszym powinowactwie sięgając coraz gołębiej do korzeni Rodu Rodziny Lercel z którą łączą nas

    węzły krwi. REASUMUJĄC czekam na pomoc.

  29. zenobiusz pisze:

    Odcinek 41 składa się z 9 części wysyłam kolejno 1 z 9 to [to jest dowód uziemniania rodziny]

    odcinki.39 i 40 dot. Brata Zygmunta już wysłałem poprzednio

    Kto był odpowiedzialny za stracone 3 lata mojego życia i Braci Żołnierzy w PRL ?
    A kto w III Rzeczypospolitej Polskiej nas ignoruje ?

    Minister Obrony Narodowej [nie tylko] w Polskim mundurze Sowiecki Marszałek Polski Konstanty Rokossowski oto fragmenty z Marszałka Rozkazu Nr 008/MON wydanego 1 lutego 1950 roku.cytuję: Rozkazuję kierować się niżej podanymi wytycznymi.

    1. Podstawą do zakwalifikowania poborowego do służby zastępczej jest jego pochodzenie społeczne,oblicze

    polityczne i moralne oraz przeszłość polityczna.

    2. Do służby zastępczej przeznaczyć:

    a/ poborowych pochodzących ze środowiska bogaczy wiejskich,wywłaszczonych obsarników,kupców,właścicieli

    przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających siły najemne,synów b.funkcjonariuszy bezpośredniego ucisku reżimu przed wrześniowego.

    b/ poborowych,którzy wg.opinii organów bezpieczeństwa publicznego są wrogo ustosunkowani do obecnej

    rzeczywistości.

    c/ poborowych,których rodzice,rodzeństwo lub żona byli karani przez organa PL za przestępstwa polityczne.

    d/ poborowych,którzy utrzymują kontakt członkami najbliższej rodziny,pozostającymi w krajach kapitalistycznych

    Wykonanie rozkazu zlecił Marszałek Sowieckiemu Przebierańcowi w Polski mundur płk.Bogadenko.

    Minister Obrony Narodowej

    podpis

    Konstanty Rokossowski

    Marszałek Polski

  30. zenobiusz pisze:

    Bezpiece nie udało się nas oskarżyć na podstawie tych dowodów

    6. Zaświadczam:że Ob.Lerclów znam jako dobrych Polaków z którymi znałam się i bywałam w ich domu podczas
    okupacji w Warszawie.
    Włocławek dn.6.IV.1949 r. Plac Wolności 12 m.5 podpis Maria Bredsznajder

    7. Oświadczenie: W czasie okupacji bywałam w domu u Ob.G.Lerclowej w Warszawie przy ul. Wolskiej nr.34 i

    poświadczam,że rodzina była czysto polska.

    Włocławek dn.6.4.1949. podpisali:Jadwiga Kiełczewska ul.Józefa Stalina 21 oraz

    Adwokat Malczewski Roman zam.Włocławek Pl. Wolności 1.

    8. Oświadczenie: Niniejszym stwierdzam,że rodzinę obywateli Lerclów poznałem na terenie Warszawy

    po przymusowym wysiedleniu jej przez okupanta z Włocławka.Bywałem w ich domu przed powstaniem

    stwierddzając serdeczną polską gościnność i ich szczery polski patriotyzm .

    Katowice,dnia 27.IV.1949 r. podpis: Jan Rutkowski

    Do powyższej opinii przyłączam się całkowicie podpis Jadwiga Radońska z d.Rutkowska – wdowa.

    UWAGA. Pani Jadwiga Radońska jest bratową Ks.Biskupa Radońskiego z Diecezji Włocławskiej

    9. Oświadczenie; Wrocław dnia 12.Iv.1949 r. Zaświadczenie

    Niniejszym zaświadczam,że osoba Eugenii Lerclowej oraz Jej rodzina znana jest mi osobiście z czasów

    okupacji w Warszawie między rokiem 1939 a 1944.co do osoby Ob.Lerclowej Eugenii mogę wydać jak

    najlepszą opinię Jej prawości i dobrej Obywatelki Polki.

    Wrocław-Mente Casino 37 podpis :Białobrzeski Roman [Kpt,Woj.Polskiego z 1939r.Oficer A.K.]

    10. Zaświadczenie Kowal dnia 25 kwietnia 1949 r.

    Niniejszym zaświadczam,że podczas okupacji i od roku 1940 do 1944 r.prowadziłem z ob.Lerclem

    restaurację.Bywałem w Jego prywatnym mieszkaniu i znam tą rodzinę jako obywateli polskich.

    Kowal ul.Kołłątaja 6 podpis: Jan Markiewicz.

    11, Oświadczenie,że Ob.Genowefa Lercel znam od 1942 r.wówczas mieszkała w Warszawie,znam Ją z dobrej

    strony jako prawą polkę.

    Warszawa 11.IV. 1949.r. ul.Puławskiego 44 m.6 podpis: Stefania Wagnerowa.

    12 .Zaświadczam,że podczas okupacji w Warszawie.Bywałem w domu ob.Lercel i znam tą Rodzinę jako prawych

    i zacnych obywateli polskich.

    Tłokinia Wielka dnia 10.IV.1949 r. podpis: Leon Majewski.

    13 .Oświadczenie: niniejszym zaświadczam,że podczas okupacji w Warszawie znałam rodzinę Lerclów jako

    prawych obywateli i Polaków.Poza tym przeszłam,z nimi razem Powstanie Warszawskie.

    Włocławek 5,IV.1949 r.ul.Kilińskiego 11 a m.4.podpis: Aniela Urbańska

    [Dopisana Uwaga:Mąż Franciszek zginął robiąc z szafy trumnę dla Mieczysława Jana Lercel ]

    14. Oświadczenie; Zaświadczam,że ob.Mieczysław Lercel w czasie okupacji w Warszawie przychodził mi

    osobiście z pomocą w sposób bardzo życzliwy.

    Wlocławek 5 kwietnia 1949 r.ul.Gen.Świerczewskiego 3 podpis: Jan Główczyński. [ Uwaga:Po wojnie w 1945 r.Dyrektor Średniej Szkoły Handlowej we Włocławku ]

    15. Zaświadczam,że podczas okupacji bywałam w Warszawie w domu Państwa Lerclów i stwierdzam,że znam

    Rodzinę Lerclów jako dobrych,prawych Polaków.Wiadomo mi jest też,ze bardzo często przychodzili

    pomocą swoim znajomym wysiedlonym z Włocławka.

    Włocławek 5.IV.1949.ul.Pierackiego Nr.25 m.19 podpis: Jan Zdzienicki

    16. Oświadczenie:Niniejszym stwierdzam,że w czasie okupacji bywałem u Ob.Lerclów w domu,gdyż przyjaźniliśmy

    się i wiadomo mi że byli prawymi Obywatelami Polskimi po za tym często pomagali znajomym wysiedlonym

    którzy świeżo przybyli do Warszawy.

    Włocławek ul.Piekarska 14 dnia 5.4.1949 podpis: Jan Urbański.

    17. Oświadczenie:Zaświadczam,że podczas okupacji w Warszawie byłem w domu Ob.Lercłów i znam tą rodzinę

    jako rodzinę prawych Polaków.

    Włocławek ul.Kościuszki 6 m.15 dn.6.4.1949 r. podpis: Józef Sadowski

    18. Oświadczenie: Niniejszym zaświadczam,że podczas okupacji bywałem niejednokrotnie w domu ob.Lerclów i

    znam tę rodzinę jako dobrych Polaków.A jeszcze dodać muszę,że ja byłem ścigany przez Niemców

    ukrywałem się w Warszawie i niejednokrotnie otrzymywałem pomoc od ob.Lercłów.

    Włocławek Kościuszki 4 dn.9.IV.1949 r. podpis: Michał Kowalewski.

    19. Oświadczenie: Zaświadczam,że podczas okupacji bywałam niejednokrotnie w Domu p.Lerclów w Warszawie i

    znam tą Rodzinę jako dobrych Polaków i Obywateli-Demokratów,którzy przede wszystkim pomagali ludziom i

    rodzinom Polaków wysiedlonych z Włocławka.

    Włocławek ul. Reymonta 55 dnia 5 kwietnia 1949 r. podpis Maria Kowalewska.

    20. Oświadczenie: Zaświadczam,że znałem ob.Lercla w czasie okupacji w Warszawie,kiedy pomagał wielu

    wysiedlonym Polakom z Włocławka.

    Włocławek ul.Sierakowa 1. dn.9.4.1949 r. podpis: A..Chmurny

    21. Oświadczenie; Niniejszym zaświadczam,że ob.Lerclowie znani mi osobiście jako rodzina dobrych Polaków a

    szczególnie ob.Genowefa Lerclowa była bardzo uczynna dla wysiedlonych Polaków podczas okupacji W-wie.

    Po powrocie z U.B.powiedziała,że oficer przesłuchujący Matkę oznajmił,sprawdzimy czy polega to na prawdzie i

    przystąpił do czytania, rzekł, nie mogę uwierzyć,że ktoś mógł tak oszkalować obywatelki rodzinę.Matka powiedziała to nie było tylko oszkalowanie,to zemsta Pana Wypiejewskiego jak nas zniszczyć,upodlić.Zapytał za co Matka milczała,kiedy zobaczył,że łzy spływają po policzkach mojej Matki,powiedział to nie moja wina,że Panią

    tak dręczą,powiem w zaufaniu to przez wybryki syna Antoniego niszczą rodzinę i to jest dla mnie przykre ale proszę o tym nie mówić.Czytał dalej i zapytał kto to jest ta Jadwiga Radońska? Matka odpowiedziała rodzona

    Siostra Ks.Biskupa Radońskiego z Włocławskiej Kurii,zamilkł,czytał dalej Oświadczenie Pana Michała Kowalskiego.Odezwał się,to pomagaliście ściganemu przez Gestapo Komuniście ? Matka odpowiedziała przecież Pan Michał Kowalski też był wysiedlony z Włocławka i tym bardziej że ścigany przez Gestapo,to wystarczyło,że był Polakiem tak jak my.Dokumentów ksero kopie potwierdzone za zgodność z oryginałami pozostawiła w U.B.

    Jestem dumny z mojej Kochanej Matki tak delikatnej uroczej Kobiety,wrażliwej na cierpienia ludzkich krzywd.Do oczu moich jak wracają te wspomnienia, łzy nie dają mnie spokoju.

    OdcinkI 39 i 40 uzupełniłem trzema dodatkowymi informacjami ponumerowanymi od 1 do 3.po uzyskaniu

    następnych dokumentów uzupełniam dodatkowym odcinkiem nr 4 a dokumenty o tym potwierdzające są

    dowodami prawdy które załączam..

    Otóż Oficerem Armii Wojska Polskiego w 1939 r.był Kpt. Pan Białobrzeski Roman mieszkaniec Warszawy w

    czasie Niemieckiej Okupacji. Ja wówczas będąc chłopcem miałem zaszczyt poznać tego Pana na jednyn z

    niedzielnych spotkań towarzyskich w naszym mieszkaniu przy ul Alei Niepodległości nr 78 gdzie nasza rodzina

    mieszkała ostatnio po wysiedleniu z Włocławka Tak się składało,że po umieszczeniu mnie przez Rodziców w

    szkole z internatem u Księży w Głoskowie w soboty przyjeżdzałem Ciuchcią na niedziele do rodzinnego domu.

    Natomias dwa razy w miesiącu, w soboty po południu przychodzili goście zostając na noc bo nie wolno było

    chodzić po 20 godz. bez przepustek wydawanych przez Niemieckiego Okupanta,które wydawał tylko osobm

    pracującym w gazowni,elektrowni,wodociągach,straży p.pożarnej. O tych sobotnich i niedzielnych spotkaniach

    wspominałem w poprzednich Odcinkach kto na nich bywał,ale nie tylko wysiedleni z Włocławka bywali

    znajomi Przyjaciele Rodziców Warszawiacy między innymi Państwo Białobrzescy i nie tylko.Dlaczego o tym

    wspominam bo Pan Białobrzeski będąc w gościnie wchodził do dziecięcego pokoju i rozmawiał z siostrą

    Marią,bratem Henrykiem i ze mną wiele razy pocieszając nas,że tą okrutną wojnnę wygramy i Polska stanie się

    wolnyą naszą Ojczyzną.dając do zrozumienia,że i my mamy o to zwycięstwo walczyć. Dopiero po wojnie i po

    zamordowaniu przez U.B. Zygmunta o czym ktoś tajemniczy Mamę zawiadomił, powiedziała bratu Henrykowi i

    mnie o zamordowaniu naszego brata Zygmunta i to,że Pan Kpt Roman Białobrzeski.był wykładowcą tajnej

    Szkoły Podchorążych A.K. którą ukończył Zygmunt.a został do niej przyjęty z polecenia Władysława

    Raczkiewicza Prezydenta Rządu Rzeczypospolitej Polski na Wychodżstwie. który we wrześniu 1939 r. był

    gościem restauracji „As” gdzie poznał młodego ochotnika Wojska Polskiego Jego Rodziców i którego zanotował

    w swoim notatniku mówiąc ” Jaki Ojciec taki Syn”poznając zasługi Ojca z lat 19188 do 1920 r. Jak wynika z

    posiadanych oryginalnych dokumentyów które pozostawiła nasza kochana Matka jest dokument którego

    dosłowną treść przepisuję cytuję ” Oświadczenie,Wrocław dnia 12 IV.1949 r.Zaświadczenie.

    Niniejszym zaświadczam,że osoba Eugenii Lerclowej oraz Jej rodzina znana jest mi osobiście z okupacji w

    Warszawie między rokiem 1939 a 1944 co do osoby Ob.Lerclowej Eugenii mogę wydać jaj najlepszą opinię Jej

    prawości i dobrej Obywatelk Polki. Wrocław-Monte Casino 37 podpis Białobrzeski Roman.[ kpt.Wojska

    Polskiego z 1939 r Oficer A.K.] Jak z tego wynika nasza Matka zabroniła nam swoim dzieciom ujawniać się,że

    byliśmy siostra i ja w „Szarych Szeregach a brat Henryk w A .K. służąc w Sztabie „Baszty” A.K.w okresie

    Powstania Warszawskiego bo to mogło by zaszkodzić nie tylko nam ale przedewszystkim Zygmuntowi..

    Mama taką radę dostała od Kpt. Romana Białobrzezkiego do którego pojechała pociągem do Wrocławia w

    kwietniu 1949 roku tak się domyślam po datach na dokumencie.Wiem,i pamiętam,że mówiła iż Pan Kpt.Roman

    Białobrzeski też się nie ujawnił Komunistom,że był w okresie Okupacji w A.K. Teraz kiedy pisząc te

    wspomnienia i rozmyślam przypominając sobie nasze rozmowy Mama mówiła,że Zygmunt kiedy gościł w

    pierwszych dniach września 1939 r.u Rodziców w restauracji Wojewodę Władysława Raczkiewicza który po 29

    września 1939 r był Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na Wychodżstwie w dalszej gościnie przez

    Rodziców w trakcie rozmowy w notesie swoim zanotował wydażenie dot.rozgromnienia V kolumny atakującej

    koszary dzięki młodemu 18 -to letniemu ochotnikowi, żołnierzowi Zygmuntowi Lercel stojącemu wówczas na

    warcie.Pisząc to w notesie powiedział „Jaki Ojciec taki Syn”po uprzednim usłyszeniu z ust Ojca o udziale w

    walkach o Lwów w latach 1918-1920 r Matka nam mówiła,że to z polecenia Prezydenta R.P. Władysława

    .Raczkiewicza Zygmunt został zweerbowany do Wywiadu Wojskowego Armii Polskiej na Uchodżctwie która na

    terenie Okupowanej Ojczyzny która posiadała w szeregach podziemnej Armii Krajowej swój prężny Wywiad .

    W dokumentach pozostawionych przez naszą Matkę odnalazłem Zaświadczenie ppor.Zygmunta Lercel

    z września 1945 r. potwierdzające jego służbę w 2 Brygadzie Strzelców Karpackich . Ten dokument jest o treści

    którą cytuję dosłownie: ” 2 .BRYGADA STRZELCÓW KARPACKICH

    Tymczasowe Zaświadczenie

    Zaświadczam niniejszym że

    Lercel Zygmunt

    jest oficerem Armii Polskiej na

    Wschodzie w stopniu ppor.

    Zaświadczenie niniejsze zostaje

    wydane z powodu nieposiadania legi-

    tymacji stałej i służy jako tymcza-

    sowy dowód legitymacyjny z ważnością

    do dnia 1 listopada 1945 r.

    L.rej.46/45 dnia 14 wrz.45. 31/40

    Tu jest wklejona fotografia

    Zygmunta Lercel

    w oryginalnej mundurowej koszuli noszonej

    przez oficerów 2 Brygady Strzelców Karpackich

    z naramiennikami na której jest widoczna gwiazdka

    Zdięcie jest w połowie ostęplowane

    pieczęcią okrągłą w części środkowej Orzeł w Koronie

    wokół napis BRYGADA STRZELCÓW KARPACKICH

    Drugi napis w mniejszym kole jest czytelny na połowie sztywnej karty RP.RF.BDE.

    Na zdjęciu bez szkła powiększającego nie mogę poprawnie odczytać

    Pod Orłem są trzy gwiazdki.

    A za tym ppor Wojska Polskiego Wywiadu Zygmunt Lercel otrzymał rozkaz powrotu do Kraju Okupowanego tym razem przez Komunistyczny Rząd PRL i dalej służyć Ojczyżnie wstępując do Ludowego Wojska rzekomo Polskiego z Sowieckim Marszałkiem Konstantym Rokossowskim na czele i przyboczną strarzą NKWD

    rozkaz wykonał poświęcajac swoje młode życie Ojczyżnie tej z Panem Bogiem na czele..Jak tylko wyrazi zgodę mój nieznany Przyjaciel Pan Zenobiusz przekarzę na adres który wskarze i prześlę pełne udokumentowanie które

    będzie potwierdzać prawdę tym opisom w Dziejach Rodu Rodziny Lercel znajdujące się na Blogu Pana Zenobiusza.

    opracował Antoni Filip Lercel

  31. zenobiusz pisze:

    RZECZYPOSPOLITA POLSKA Warszawa dnia 22 lutego 1951 r.
    MINISTERSTWO
    BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO ŚCIŚLE TAJNE

    Egz.Nr 001

    ZARZĄDZENIE Nr 09/51

    Z treści tego pisma przekazuję fragmenty cytuję:Uregulowano ze Sztabem Generalnym tryb pracy przedstawicieli .U B. P. po zakończeniu drugiej rejestracji przedpoborowych W.K.R. sporządzą w 2 egz.listy imienne dla UB celem przeprowadzenia selekcji pod względem politycznym przez aparat d/s poboru.

    W punkcje 6. Szefowie UBP po zatwierdzeniu list przekazuje do WKU listę nr 1 ze wskazanie który poborowy może być skierowany do szkoły oficerskiej,wojsk wewnętrznych,służby kadrowe.Lista nr 2 jest Tajna tylko posługuje się nią referent d/s poboru z UBP na której są poborowi przeznaczeni do służby zastępczej. [ A za tym to UBP kierował do Obozów przymusowej bezpłatnej pracy wrogów Komunizmu]

    MINISTER

    ST. RADKIEWICZ

    Na potwierdzenie mojej obecności Ja Antoni Filip Lercel ur.1 maja 1930 roku przedkładam Zaświadczenie W.K.U.

    w Bydgoszczy Nr 38 z dnia 09.01.2002 r. którego treść potwierdza,że pełniłem zastępczą służbę wojskową w JW.

    Nr 1244 od 09.listopada 1952 r.do 15 października 1955 r. i w tym okresie od 18 stycznia 1953 r.do 15 października

    1955 r.byłem przymusowo zatrudniony w batalionie budowlanym.Sumując dni,miesiące i lata w tym Obozie Pracy

    Przymusowej byłem więziony 1.064 dni,dokładnie 3 lata bez 15 dni.Natomiast sumując dni pracy przymusowej to równa się 33 miesiące i 17 dni.Proszę wybaczyć,że odbiegam od tematu i wspomnę,że Szanowna Pani Minister Jolanta Fedak podważyła prawdomówność Urzędu Państwowego jakim jest Wojskowa Komenda Uzupełnień w

    Bydgoszczy i nie tylko w Bydgoszczy ale w całej Polsce nie uznając przepracowania 33 mięsiecy lecz tylko 20.m-cy.Pan Premier o tym doskonale wie bo w tej sprawie wysłałem na Premiera ręce pismo.Bez ODPOWIEDZI.

    Ponieważ wszyscy wiedzą jak ja i moi Bracia też żołnierze dostaliśmy się do tego Raju w dalszym zdaniach zdam

    relacje w skrócie z tych zmarnowanych trzech lat mojego życia.

  32. zenobiusz pisze:

    Otrzymałem powołanie do w/w JW mając 22 lata,6 miesięcy i 19 dni życja.Wezwanie otrzymane należy obowiązkowo stawić się w WKU we Włocławku o 8 godz.w dniu 09.11.1952 r.pod rygorem i wymienione paragrafy,stawiłem się.

    Czekał na nas 6 skazańców podporucznik – konwojent pod nadzorem którego pojechaliśmy pociągem znazwy do JW zostałem wcielony do 1 kompanii w której drużynowymi byli żołnierze 3-go roku służby w moim wieku i młodsi. Dow ódcami plutonów bardzo młodzi ppor.po kilku miesięcznych kursach politycznych.Od 09.listopada 1952 r.do dnia 18 stycznia 1953 r.przez 61 dni do przysięgi oprócz musztry chodzenia w szyku zwartym,salutowania i formułek jak zwracać się do starszych stopniem,wiele godzin poświęcono na naukę regulaminu,treści przysięgi.

    Gro tego czsu poświęcono na wpajanie nam zasad wspaniałego ustroju Komunistycznego.Wykładowcami byli oficerowie tej umownie zwanej Jednostki Wojskowej będącej Zamkniętym Obozem Pracy.Kiedy Prelegent Wykładowca zaczoł wychwalać mądrość Wodza Stalina,stratega któremu cały świad łącznie z Polską,krajami świata, Stanami Zjednoczonymi winni dziękować za pokonanie Faszystowskich Niemiec,Włoch i Japonii.Uznałem że ja jestem w kabarecie.Nie będę powtarzać wszystkich niedorzeczności,że to dzięki Armii Radzieckiej Wielka

    Brytania nie została okupowana przez faszystów.Na tym szkoleniu politycznym dowiedzieliśmy się,że uczeni Radzieccy dokonali prawie wszystkich wynalazków świata.Na raz prawie 100 chłopa zaczęli bić brawo wznosząc

    okrzyki śmiejąc się do łez Niech żyje Zbawca Narodów Józef Stalin .Prelegent krzyknął cisza, nie wierzycie to co mówię ? Jeden z Chłopców wstał i poprosił o głos,Oficer odpowiedział mówcie. Panie poruczniku my wierzymy w

    każde Pana słowo i się cieszymy.Żołnierzu ja nie jestem Panem lecz Obywatelem i tak się do mnie zwracajcie.

    Wykładowca dumny z oklasków nie zdawał sobie sprawy,że Chłopcy szydzili z porucznika kłamstw.Podniosło mnie to na duchu,że jestem w śród swoich choć młodszych ale inteligentnych,prawdziwych Patriotów.Dalej mówił

    Pomoc Zw,Radzieckiego spowoduje, że Polska będzie krajem wolnym,sprawiedliwym a Kołchozy wyżywią wszystkich obywateli i nie będzie biedy ani głodu.Jeden z żołnierzy zapytał Obywatelu poruczniku to Polska będzie krajem miodem i mlekiem płynącym? Odpowiedział masz rację,tak będzie ale przed tym musimy Kułaków przepędzić.To było zabawne bo pytający żołnierz był właśnie synem Kułaka.Ograniczę. się do ostatniego pytania

    dotyczącego Zbrodni Katyńskiej choć tych pytań ośmieszających Wykładowców było dziesiątki od bardzo inteligentnych Chłopców.

  33. zenobiusz pisze:

    Z poważniejszych pytań utkwiło mnie w pamięci chytre pytanie do Ob.ppor.zadane bardzo poważne.Dlaczego władze ZSRR dopuściły aby cofając się przed naporem Niemieckich wojsk w głąb Rosji nie ewakuowali około 30 tys.jeńców Wojska Polskiego,będących w niewoli wojsk i pozwolili na to by faszyści zamordowali tych Polskich oficer,żołnierzy, policjantów ?Żołnierzu otóż chciano Ich ewakuować ale Oni nie chcieli,myśleli,że Faszyści Ich rozpuszczą do domów od tak to było stwierdził Prelegent. Żołnierz zadający pytanie cały czas stał,gdy Oficer wypowiedział się pytając czy zrozumieliście Żołnierzu jak to było.Żołnierz ponownie zapytał za pozwoleniem Ob.poruczniku to Jeńcy mogli się sprzeciwić rozkazom dowódców Armii Radzieckiej? Żołnierzu Dowódcy Armii Radzieckiej nie chcieli zmuszać jeńców siłą A kto Władzy Radzieckiej nie słucha to cierpi.Faszyści w Katyniu Charkowie i innych miejscowości tych 30 tys.jeńców zamordowali o czym wie cały świat.Oficer ogłosił przerwę na papierosa,przerywając kłopotliwą dyskusję, oddalił się do kasyna.Wyszliśmy z budynku na przerwę.Usłyszałem przekleństwa,wulgarne komentarze,to bolszewicy naszych już wcześniej zamordowali z rozkazu Stalina i stek przekleństw po adresem Moskali. Spadł mnie kamień z serca,że chłopcy znają prawdę o Katyniu.Pamiętam,że w czasie Okupacji Faszystowskiej Gestapo zbudowało w Warszawie wystawę udostępnioną do zwiedzania przez Polaków dokonanej Zbrodni Katyńskiej przez Sowietów.Ja tą wystawę zwiedzałem i wiedziałem są Sowieci.Nawet na czas Wystawy Okupant wstrzymał łapanki Polaków na ulicach Warszawy.O tej wystawie wspomnę przypominając czasy mojej edukacji połączonej z działaniem w ZHP po wysiedleniu dnia 13 marca 1940 r.z Włocławka do Warszawy.

    Rozmyślałem po tej dyskusji o mordzie w Katyniu w samotności, tak było dla mnie bezpieczniej po moich przejściach politycznych,aresztowań przed wcieleniem do rzekomego wojska.Przypominam sobie,że po tej dyskusji o Katyniu po kilku dniach pełniłem nocny dyżur w kompanii,siedząc przy stoliku na korytarzu a drzwi były

    od sali sypialni uchylone,cisza przerywana chrapaniem śpiących kolegów.wracałem myślami do kłamstw Politruka o Katyniu gdzie zamordowano mojego Ojca Siostry a mojej Matki Chrzestnej męża majora Bolesława Godlewskiego w Charkowie chciałem,musiałem wyrazić sprzeciw w sobie wykrzyczeć zdając sobie sprawę,że muszę milczeć.Ale to co myślałem postanowiłem przelać na papier,pisząc to co czuję w wierszu i mój wewnętrzny bunt kazał mnie teraz zaraz napisać pierwszy raz w życiu wiersz ” Katyń”

  34. zenobiusz pisze:

    ” Katyń”

    Jak zwierz dziki w klatę zakuty

    Jak zbój za kratą stanąłem

    Granicą kraty a polem kajdany

    Nie,nie jestem przez nich pokonany

    Coraz więcej drzew i kwiatów się zbiera

    Jak by nowa era,oczy otwiera

    Swymi piersiami wrogów wypiera

    Znikł Niemiec i rozwiał się w pył

    Choć wielki,krwawy i dumny był

    Zniknie i ten niby przyjaciel,

    A złodziej bandyta.

    Niech lepiej przypomni zbrodnie Katynia

    Ta bezczelna moskiewska świnia.

    Przepraszam za ostatnie słowo grubiańskie w moim pierwszym wierszu.Pisząc w treści o drzewach i kwiatach miałem na myśli powstające nowe Oddziały partyzanckie i podziemne Organizacje ruchu oporu

    Wiersz ten po raz pierwszy wygłosiłem jako zaproszony gość na uroczystym otwarciu wystawy” Zbrodnia Katyńska”[ opracowaną przez Instytut Pamięci Narodowej w Bydgoszcz] w Zespole Szkół nr 1 w Bydgoszczy w dniu 12 kwietnia 2012 roku

    W tych wspomnieniach o Straconych 3 lat mojego życia nie umknął mnie wspaniały jedyny w tym Wojskowym Obozie Pracy Pan kpt.Dowódca 1 kompanii mój Przełożony.Wysoki,barczysty w wieku około 55 – 60 lat o szpakowatej czuprynie o pogodnej zawsze twarzy.Jego akcent mowy zdradzał,że jest z Kresów.Ponieważ na dyżurach w Kompanii zawsze miałem książkę czytając w wolnych chwilach nocnych.Pewnej nocy gdy miał też

    dyżur oficera Jednostki zajrzał do swojej kompanii a ja też miałem dyżur w kompanii.

  35. zenobiusz pisze:

    Usłyszałem, skrzypneły drzwi wejściowe do budynku Kompanii, powstałem z krzesła.Ujrzałem wchodzącego Oficera Dyżurnego Jednostki był nim Dowódca 1 Kompanii.Rozpocząłem składanie raportu półgłosem,lecz Kapitan dał mnie znak palcem położonym na swych ustach,że mam przestać mówić,co uczyniłem.Podszedł do stolika na którym leżała książka prze ze mnie czytana,sprawdził co czytam.Lubisz czytać Wieszczów ? Odpowiedziałem,tylko czytam Ich książki.Uśmiechnął się usiadł na 2 krześle bo przy stoliku stały zawsze 2 krzesła powiedział siadaj,usiadłem Zaczoł rcytować z pamięci „Pana Tadeusz”.Po chwili zapytał czy znasz tego autora i tytuł tej książki ? to dzieło jest A.Mickiewicza fragment z „Pana Tadeusza” rozmowa w karczmie z Jankielem,nie kończ przekonałeś mnie , że mówisz prawdę.Tej nocy przesiedział ze mną kilka godzin.Poprosił mnie aby Jemu opowiedział o swojej rodzinie.A kiedy kluczyłem,powiedział nie lękaj się to zostanie między nami.Więc opowiedziałem o dziadku Henryku LercelPowstańcu Powstania Styczniowego z 1863 r.o synie Dziadka a moim śp.Ojcu ppor.Mieczysławie Janie obrońcy Lwowa w I Wojnie Światowej który poległ 15 września w Powstaniu Warszawskim w 1944 r. o Henryku Władysławie Lercel który z Dywizjonu Bombowego 300 poległ bombardując Niemcy,samolot został zestrzelony w 1943 r.O poległym w 1939r. Matki mojej Bracie w obronie Oksywia plut.podchorążym Ignacu Śiwińskim 24 letnim studencie SGH w Warszawie O zamordowanym w 1943 r Dziadku Feliksie Śiwińskim przez Gestapowca.Przerwał to moje opowiadanie,nie powiedziałeś za co tu się znalazłeś ja wiem bo czytałem o Tobie nie powiedział co czytał.Domyślałem się,że UB.przekazał raport.Powiedział
    ja też jestem ze Lwowa póki będę krzywdy nie doznasz,o naszej rozmowie nikomu ani słowa.Podziękowałem Kpt

    wstał i poszedł.Niestety w kwietniu 1953 r. został wezwany do Warszawy i już więcej się nie pojawił w Jednostce

    Z podsłuchanych rozmów oficerów krążyły wieści,że został aresztowany ale czy to prawda to nikt o tym nie wiedział.

  36. zenobiusz pisze:

    Przed wezwanie służbowym i wyjazdem do Warszawy po nocnej rozmowie z Kapitanem Dowódcą kpmpanii 1 zostałem mianowany szefem 40 osobowego plutonu gospodarczego Jednostki.Po kilku dniach zostałem powiadomiony,że mam stawić się na zebranie partyjne PZPR.Poszedłem na to zebranie nie wiedząc o co chodzi.W salce Klubu Oficerskiego przy stole prezydialnym siedział Sekretarz partii oficer Politruk i dwóch oficerów, na sali było kilkunastu oficerów i zawodowych podoficerów z żołnierzy tylko ja.Usiadłem i siedzę jak trusia na Tureckim kazaniu,Za chwilę Sekretarz PZPR ogłasza otwarcie zebrania i mówi, że jest wniosek plutonowego tow Maksymowicza wprowadzającego, aby przyjąć na kandydata partii Antoniego Lercel [ plutonowy Maksymowicz pełnił zawodową służbę,był magazynierem żywnościowym Jednostki] .Pomyślałem co Jemu do głowy strzeliło,nie znał mnie kilka razy co prawda na Jego prośbę uzupełniłem kartoteki magazynowe w których roiło się od błędów ale po za tym nic więcej.Sekretarz prowadzący zebranie zaprasza mnie na mównicę i prosi abym opowiedział mój życiorys.

    Podniecony podszedłem do mównicy,musiałem mówić prawdę o sobie z dwóch powodów.Jednym jest to,że prawdę znają obecni na zebraniu oficerowie służb specjalnych z dokumentów przekazanych przez Urząd Bezpieczeństwa i się skompromituję.A druga ważniejsza,że nigdy nie chciałem wstąpić do PZPR,partii moich wrogów prześladowców,okrył bym hańba siebie,rodzinę a moją śp.ukochaną Matkę znieważył bym . Stojąc przy tej mównicy przypomniałem sobie Jej nauki jak byłem małym chłopcem która opowiadała mnie,że każdy człowiek ma trzy Matki.jedną jest ta Matka która rodzi dziecko,karmi,wychowuje uczy.To ja jestem tą Twoją Matką.Drugą Matką jest ta ziemia po której chodzisz,na której żyjesz,która w obfitych plonach żywi i zwie się Ojczyzną.Trzecią Matką jest Ta która na Ciebie czeka zapewniając życie wieczne.Ale pamiętaj mówiła,że jest jeden warunek do spełnienia musisz kochać i być wiernym trzem Matkom.Powiedziałem,oświadczając,że jeszcze nie dojrzałem aby taką podjąć decyzję.Po tych słowach wyproszono mnie z zebrania.Odżyłem dziękując Matkom krótką modlitwą. Po tym wydarzeniu popadłem w niełaskę,odwołano mnie funkcji szefa plutonu gospodarczego wysyłając do pracy przy budowie lotniska wojskowego w mieście Pile po ukończeniu robót przeniesiono nas na budowę lotniska w Pobiedziskach pod Poznaniem.Ostatnim placem przebudowy miało być lotnisko koło Kętrzyna gdzie była siedziba Adolfa Hitlera. Składem kolejowego pociągu liczącego ponad 20 wagonów towarowych wyruszyliśmy w 1955r.

    Niestety pasy startowe były zaminowane budynki koszarowe wysadzone,hangary samolotów konstrukcji stalowej

    wysadzone.Roboty ograniczyły się do cięcia i rozbierania konstrukcji stalowych hangarów sprzedawane przez oficerów na składnicy złomu prawdopodobnie prywatnie
    Okazało się,ze po każdej sprzedaży złomu z hangarów nasi Oficerowie wracali z Kętrzyna w stanie upojenia po których jechał gazikiem żołnierz kierowca. Pewnego wieczoru w Kętrzynie Bezpieka interweniowała i zawiadomiła

    tylko Pan Bóg wie kogo,przyjechał Dowódca Jednostki z zastępcą kpt.Pobutą to nazwisko zapamiętałem do dziś

    i po tygodniu na podstawioną bocznicę kolejową załadowaliśmy sprzęt powracając do Jednostki.Przysłowie mówi,że Kruk Kurkowi oka nie wykole i tak się stało z balującymi oficerami bo wszyscy mieli na siebie haka.Po powrocie do J.W. pozostało pięć miesięcy niewoli,nadchodził dzień końca upodlenia.Tu muszę wspomnieć,że w tych 3 latach niewoli byłem raz na 3 dniowej przepustce którą dostałem za czasów pobytu w Jednostce od Dowódcy Kompanii 1 tego Kapitana po którym ślad zaginął .Ta przepustka 3 dniowa była na pogrzeb mojej ukaochanej Matki która ranna w głowę w czasie Powstania i dręczona przez Bezpiekę, doprowadzona do ubustwa zmarła w dniu 4 stycznia 1954 roku mając zaledwie 53 lata.W J.W. w śród Braci żołnierzy cieszyłem się autorytetem o czy wiedzieli oficerowie Prawdopodobnie i o tym dowiedziała się żona Pułkownika Dowódcy Jednostki i zażyczyła sobie abym codziennie przychodził do Ich mieszkania na 5 godzin uczyć dwoje małych dzieci w wieku 5 i 6 lat dobrych manier.W tym czasie wychodziła z domu nie na 5 godz lecz na wiele więcej.To nie było prawdą o naukę dobrych manier lecz dopilnowanie dzieci,byłem bezpłatną opiekunką dzieci.Jako wychowanek w przedszkolu Sióstr Urszulanek w szkole podstawowej im.Jana Długosza Księży Salezjanów we Włocławku a w Okupację Księży Marianów na Warszawskich Bielanach a po tym u Księży Selazjanów w Głoskowie pod Warszawą, znałem dużo pięknych pieśni kościelnych które dzieciom śpiewałem.Nauczyły się tych pieśni i ze mną śpiewały.Skutek był zabójczo piorunujący.Pułkownik po 3 miesiącach zabronił mnie przychodzić do swego domu do dzieci które za mną tęskniły i płakały o czym dowiedziałem się przypadkowo.Podobno będąc w towarzystwie Towarzyszy rodzin oficerów na uroczystości Dowódcy Pułkownika dzieci śpiewały wśród dzieci pozostałych oficerów i Ich rodziców pieśni Kościelne.Co w raportach oficerów służb specjalnych zostało odnotowane o czym w ostatniej części wspomnę i jaki był finał zbudowania Polski mlekiem i miodem płynące w wykonaniu tych Komuchów.
    Po ukończeniu tej zaszczytnej rzekomej służby 3 letniej nazywając ją po imieniu to w Obozie Przymusowej Pracy,powróciłem do mojej ukochanej Rodziny lecz nie skończył się koszmar.Zostałem wezwany pod rygorem doprowadzenia przymusowego do Wojskowej Prokuratury w Warszawie i to kilka krotonie.Zadawano mnie pytania dotyczące;płk.Dowódcy Jednostki,zastępców do spraw politycznych,technicznych,budowlanych,

    ,kwatermistrzowskich .Pytano czy wiem ile i komu sprzedawali oficerowie wagony z cegłą,cementem,prętami zbrojeniowymi,gdzie i u kogo wykonywały prace ziemne koparki,spychacze,dźwigi.Czy często chodzili w stanie upojenia alkoholowego.Oczywiście odpowiadałem,że nic na ten temat nie wiem i nic nie widziałem,choć wiedziałem swoje podtrzymując zasadę milczenie jest złotem.Jedynie raz na korytarzu w Prokuraturze spotkałem kolegę żołnierza który mnie rozpoznał i po przywitaniu zaczął opowiadać na ten temat,że prawie wszyscy oficerowie z tej Jednostki są aresztowani bo dopuścili się ogromnych nadużyć i kradzieży a gwoźdźmi do trumny są zeznania żołnierzy Ponieważ stałem się nieużytecznym świadkiem dano mnie święty spokój.

    Okazuje się,że rysowany piękny świad Politruków Mlekiem i Miodem Płynący napotkał TAMĘ z skradzionego cementu,cegieł, blachy,prętów stalowych i jedynie Pan Bóg wie z czego jeszcze. Zagrodził i przeszkodził osiągnięcia dobrobytu w wydaniu ustroju komunistycznego i dzięki Panu Bogu

    Jedyną pociechą i podtrzymującą na duchu tych zmarnowanych lat niewoli była modlitwa i nadzieja,że mam do kogo wracać.Wybaczcie,że nie opisuję iż kilof czy ciężki młot w rękach naszych, był męczarnią,udręką spuchniętych dłoni młodych inteligentnych,zadbanych młodzieńców , płaciliśmy daninę swoja i za nasz Ród

    wierny Panu Bogu ,Honorowi,Ojczyźnie. Marzy mnie się taki Obóz Pracy Przymusowej przez który winien przejść każdy Polityk aby po trzech miesiącach w nim pracy szanował i przestrzegał zasadę ” Aby Polak Polakowi Był Bratem.” Wodzowie naszego Narodu winni spełniać rolę Matki i Ojca którzy najpierw nakarmią dzieci.A jest odwrotnie, tylko myślą o sobie i o swoich Lizusach mówiąc delikatnie..Gardzę takimi Wodzami którzy widzą biedę bezrobotnych zgłodniałych,bezdomnych,chorych bez opieki nie niosąc pomocy.To woła o pomstę do Nieba.

    Drogi Panie Boże, muszę kończyć choć serce krwawi widząc tą krzywdę i znieczulicę Władzy.

    Antoni Filip Lercel

  37. xxx pisze:

    Trzeba wiedzieć, że kilku przynajmniej sędziów, prokuratorów
    wojskowych sądy wojskowe w latach 1944–1956 skazały na różne
    kary, w tym na karę śmierci. W systemie ścisłej podległości wojskowej,
    gdy ludzie dowiadywali się, że jakiś inny sędzia został skazany i otrzymał
    wyrok, to albo ich to dodatkowo mobilizowało do bardziej wydajnej pracy,
    albo łamało. W okresie tym aresztowano i następnie skazano: prokuratora
    Czesława Szpądrowskiego, byłego szefa WSR w Krakowie, ppłk.
    Antoniego Łukasika, ale także sędziów: Atanazego Zduna, Włodzimierza
    Łabatego, Witolda Kłobukowskiego czy Tadeusza Lercela – sędziego,
    akowca, który w swojej karierze wydał ponad czterdzieści wyroków
    śmierci, aresztowanego w 1949 r. i skazanego.

    • zenobiusz pisze:

      Proszę podać link potwierdzający tą inforamcję w przeciwnym razie usunę komentarz.
      Ta akcja wyglada jak zemsta za grób.

    • zenobiusz pisze:

      Widzimy ,że pozbywano się Polaków którzy widocznie nie byli już potrzebni.
      Wiadomo,że sądy w latach 45-49 skazały na karę śmierci wielu konfidentów gestapo ,czy wręcz zbrodniarzy niemieckich.Bez podania kogo skazał sędzia Lercel,czy ludzi zrehabilitowanych po 1956 r wpis zdaje się być postubecką zemstą za grób.

    • Antoni fILIp Lercel pisze:

      Serdeczny Przyjacielu żołnierzy represjonowanych politycznie.Trzeba ze świecą szuka drugego takiego Pana Zenobiusza który miałby tyle dobrej chęci i woli pomagać bezinteresownie braciom żołnierzom.Zdradzę sekret dlaczego w Nim tyle dobroci.Otóż wywodzi się z żołnierskiej ba niczym
      Generalskiej rodziny też niedocenionej za 1918 – 1920 lata walk o Ojczyznę.[zbyt daleko idące pochlebne opinię usunąłem(zen)]

  38. zenobiusz pisze:

    W 1998 roku dowiedziałem się,że w Bydgoszczy przy ul.Dworcowej 45 m.5 mieści się siedziba Ogólnopolskiego Związku Represjonowanych Żołnierzy Batalionów Budowlanych i Zarząd Krajowy.Postanowiłem wstąpić-zapisaać się na członka Związku ponieważ byłem żołnierzem represjonowanym z przyczyn politycznych.

    Wszedłem do lokalu Związk w którym siedziało kilku Panów jak się okazało obradował wówczas Zarząd Krajowy o czym wchodząc nie wiedziałem.Chciałem opuścić lokal zapowiadając,że przyjdę jutro,ale poproszono abym został i zapytano w jakiej sprawie przychodzę,odpowiedziałem.Otrzymałem deklarację do wypełnienia po czym usłyszałem z ust Prezesa Pana Henryka Kujawy,że Zarząd obraduje a posiedzenia są dla członków Związku otwarte.Podszedł do mnie Pan, przedstawił się jestem Skarbnikiem Związku Alfons Szreder mogę przyjąć składkę która wynosi 36 zł rocznie.wpłaciłem, otrzymując pokwitowanie KP nr.062 za rok 1998.
    Usiadłem i przysłuchuje się dyskusji toczyła się na temat bezduszności Władzy Ustawodawczej -Sejmu.

    W pewnej chwili Prezes Pan Henryk Kujawa zapytał mnie co Pan o tym sądzi ?

    Odpowiedziałem jestem zaskocz,ze Panowie tylko dyskutuą jak Posłowie Sejmu Związek ignorują,trzeba działać ,ktoś zapytał ale jak.Odpowiedziałem to skandal,że zostali żołnierze Batalionów Budowlanych z okresu lat 1949 do 1959 wykreśleni z ustawy z dnia 2 września 1994 roku przed głosowaniem przyznania tej grupie żołnierzy statusu Represjonowanych z przyczyn politycznych skoro Urząd do Spraw Kombatantów i Osób żRepresjonowanych uznał w dochodzeniu Prokuratorskim ,że 3 letnia rzekomo służba zastępcza jest a

    raczej była formą Obozu Pracy Przymusowej .Poprosiłem o pismo Urzędu i czytam Sekretarza Stanu Jana Turskiego.stwierdzające,że żołnierzom słusznie ekwiwalent się należy , status pokrzywdzonych ..Ale

    ,Żołnierzom tych uprawnień nie można, nadać , bo Ci Polacy co przed śmiercią ratowali ukrywając Żydów też będą się upominać o wcześniejsze rekompensaty. Panowie proszę się nie pogniewać ale pierwszy Wasz błąd tkwi w nazwie Związku którą trzeba zmienić na Ogólnopolski Związek Represjonowanych Politycznie Zołnierzy Batalionów Budowlanych.Po drugie należy wystąpić z żądaniami na piśmie kierując te pisma do wszystkich Partii,do Rżądu, Sejmu do Senatu,Rzecznika Praw Obywatelskich do prasy i bez taryfy ulgowej żądać indywidualnie od Posłów poparcia.Przyznano mnie rację i zapytano a kto tym w Związku pokeruje ? Odpowiedziałem Wy Panowie jako Zarząd Krajowy Związku.Łatwo Panu tak mówić tu trzeba tęgej głowy do pisania pism, ,maszyny do pisania, kserowania a Związek nie posiada ani maszny ani maszynistki. A napisać z sensem trzeba potrafić i znać paragrafy ustawy. To prawda odpowiedziałem,trzeba zorganizować.

    Drugi z obecnych powiedział ma Pan rację więc niech nam pomoże,odpowiedziałem mogę pod warunkiem,że

    ja będę pisał w imieniu Związku to co uznam za konieczne nie zostawiając suchej nitki na tych co nami gardzą bez sprzeciwu i cenzury a całą odpowiedzialność wezmę na swoje barki.Powiedziałem, ja pisałbym nie obrażając.ale stanowczo do bólu nie ośmieszając i nie łamiąc prawa wobec przeciwników.Panowie wybaczą ale jestem umówiony i muszę Panów pożegnać,dowidzenia i wyszedłem.a bój się dalej toczył .Po kilku dniach przyjechał do mnie do domu Kierownik Biura Zarządu Krajowego Związku z propozycją objęcia społecznego stanowiska Wiceprezesa Krajowego Zarządu do spraw wyłącznie roszczeniowych dotyczących rekompensat pieniężnych, dodatku do rent i emerytur oraz przyznania Statusu Represjonowanych Zołnierzy z przyczyn Politycznych Wyraziłem zgodę w trosce o Braci Żołnierzy których renty lub emerytury były bardzo skromne.

    Wśród naszego środowiska żołnierskiego 80 latków wielu schorowanych którym brakowało powiązać koniec z końcem,wielu nie miało na wykupienie leków.Jedyne ugrupowanie polityczne PSL było inicjatorem i wnioskodawcą przyznania praw takich samych jak żołnierzom-górnikom węgla rud uranu za co Im chwała i uznanie.Po wykreśleniu z przygotowanej Ustawy przywilejów dla Niewolników pracujących 36 miesięcy w Obozach Pracy Przymusowej do których kierowali nas Urzędy Bezpieczeństwa Pełniąc odpowiedzialną społeczną pracę poświęcając nie tylko całe dnie i zarywając noce.ale miałem wiernego pomocnika w osobie żony Ady która bezinteresownie na maszynie naszej własnej. napisała ponad 1500 pism i w tym wielostronicowych laboratów do wszystkich Dygnitarzy co mieli najwięcej do powiedzenia w tych sprawach i podejmowaniu uchwał decyzji.Naszym Orędownikiem był Profesor Andrzej Zoll Rzecznik Praw Obywatelskich.nie będę wymieniał tych Bezdusznych,Podłych Polityków którzy do dnia dzisiejszego okryli się hańbą i przez Nich nie otrzymaliśmy to co prawnie Konstytucja zapewnia.Ale tych co chcieliby dowiedzieć z nazwiska o kogo chodzi to proszę czytać w Blogu Pana Zenobiusza o tych „Niesprawiedliwych Posłach na Sejm RP.

    Osiągnięciem naszej walki o niepodważalne prawa jest Ustawa Sejmu R.P. NR.968 z dnia 20 czerwca 2001 roku Dz.U.Nr.89 z dnia 28 sierpnia 2001 r.przyznająca status Żołnierzy Represjonowanych Politycznie przymusowo zatrudnionych w latach 1949-1959 w wojskowych batalionach budowlanych które w rzeczywistości były Obozami Pracy Niewolniczej Otrzymali Żołnierze zakaz z Urząd Bezpieczęństwa i od Sowieckiego

    Marszałka w Polskim mundurze Rozkazem MON nr OO8 zabronił dać broni do ręki. Moją. działalność na tym stanowisku społecznie pełniłem od 1998 roku do 20 lutego 2002 roku.Po tym terminie dalej walczę o prawa należne zgodnie z Konstytucją bezprawnie zagrabione przez sprawujących Władzę . Wspólnie z Przyjacielami którym pragnę podziękować imiennie i wymienić a są to Panowie :

    mgr: .prawa Waldemar Gałuszko pełniący społecznie stanowisko Prezesa Związku Żołnierzy Batalionów Roboczych „Polski Gułag” z siedzibą w Szczecinie Nieoceniony Przyjaciel Zołnierz A.K.

    Drugim pełnym poświęcenia dosłownie Przyjacielem jest Prezes Stowarzyszenia Zołnierzy Represjonowanych Batalionów Roboczych w Ostrowie WKPL. Bernard Wyduba.

    Aby zaspokoić ciekawość co nam nieprawnie zabrano, to proszę wysłuchać. Otóż Polskie Prawo Pracy nakazuje aby za wykonaną pracę była sprawiedliwa adekwatna płaca do faktycznego czasu przepracowanego .Okazuje się,że my żołnierze pracowaliśmy w tych Obozach Przymusowej Pracy bezpłatnej wg.Zaświadczeń WKU np ja 32 miesiące jak wielu z nas.Niestety to Polskie Prawo Pracy łamie Rząd z Panem Premierem Donaldem Tuskiem na czele. wypłacają tylko za 20 miesięcy w kwocie zaniżonej.

    Natomiast roszczenie płaconego groszowego ekwiwalentu nastąpiło z 7 letnim bezprawnym opóżnieniem przez wykreślenie z Ustawy Sejmu RP z dnia 2 .09.1994 Żołnierzy Batalionów Budowlanych a naprawienia błedu

    Ustawodawcy jakim jest Sejm R.P sprzeciwiła się Pani Poseł z SLD Anna Bańkowska . Zachęcam do lektury dokumentów na Blogu Pana Zenobiusza Bezinteresownego Przyjaciela Pokrzywdzonych Zołnierzy.któremu w imieiniu środowiska represjonowanych żołnierzy z przyczyn politycznych dziękuję Posiadam pełne

    dokumentację że jest łamane prawo prez samolubną Władzę.

  39. zenobiusz pisze:

    W odcinku 48 przedstawiam informacje dot dwóch sióstr : Stefania Stanisława ur 27.12.1893 w Ujsolach oraz Jadwiga Waleria ur.31.08.1887 r w Ujsolach są córkami Henryka Lercel i żony Henryka Anny z domu Piętka z Żywca. Bratem Sióstr jest Mieczysława Jana Lercel ur.6.04 1896 r.w Milówce też syn Henryka i Anny Lercel.

    Stefanii Stanisławy z domu Lercel, mężem jest mgr.farmacji oficer rezerwy Wojska Polskiego Marcin

    Gozdawa Godlewski ur.11.11.1890 r. w Gwoździu / Podole / zamieszkały w Krakowie.

    nie mam ustalonej daty ślubu oczekuje na dokumenty Dysponuję zdjęciem ślubnym na którym Marcin

    Gozdawa Godlewski ślubował w mundurze oficera Wojska Polskiego Przed II Wojną Światową

    małżonkowie prowadzili własną Apterkę w Rzeszowie a następnie w Krakowie gdzie mieszkali. W 1939

    roku gdy wybuchła II Wojna Światowa został zmobilizowany. Oficer Marcin Godlewski,walczył w

    obronie Ojczyzny,dostał się do Niemieckiej niewoli. W Oflagu przebywał do końca wojny, Żona

    Stefania dostała wiadomość w czasie Okupacji w 1940 r.,że mąż został zamordowany w Charkowie w

    zbrodni Katyńskiej,,o czym telefonicznie powiadomiła swojego brata Mieczysława Jana w Warszawie bo

    otrzymała wiadomość od Brata wcześniej,że jesteśmy wysiedleni w dniu 13.04.1840 r.

    z Włocławka do Generalnej Guberni Warszawy.To przekonanie trwało do ukończenia wojny kiedy w

    1945 roku powrócił z Oflagu schorowany cioci Stefanii małżonek Marcin Godlewski z niewoli.Marcin

    Gozdawa Godlewski zmarł w Krakowie 05.12.1974 roku zaś żona Stefania Godlewska zmarła 29.04.1985

    roku Krakowie. pochowani na cmentarzu Rzym-Kat w Krakowie – Batowice. Obecnie czynię starania czy

    wymieniony major Bolesław Godlewski syn Ignacego pochodzący z Krakowa jest spokrewniony z

    Marcinem Gozdawą-Godlewskim.Żałuję,że nie byłem na pogrzebie Siostry mojego Ojca i do tego mojej

    Matki Chrzestnej ale w tym czasie leżałem w Szpitalu na zawał serca z objawem śmierci klinicznej i

    po miesięcznym pobycie w Szpitalu odzyskiwałwm zdrowie które we mnie kołacze . Dzięki Panu

    Bogu.Odeszli nie pozostawiając po sobie potomstwa byli bezdzietni.Jedyną pamiątką po Cioci pozostały

    wspomnienia spędzonych dwóch tygodni lipca wspólnych wakacji w 1939 roku we Wieńcu Zdroju gdzie

    przyjechała w odwiedziny moja Matka Chrzestna naszego śp.Ojca Mieczysława Jana siostra, oraz liczne

    zdjęcia które otrzymałem od wnuczki Jadwigi Walerii siostry Stefanii i Mieczysława Ewy z domu

    Rychter których córka Maria Stefania jest matką Ewy o której poniżej będę pisał przedstawiając

    potomstwo Jadwigi Walerii Lercel Ja Antoni Filip Lercel jestem Stryjem dzielnej Ewy Węglewskiej-Janas

    . ..

    .

    Druga córka Henryka i Anny jest Jadwiga Waleria ur.31.08.1887 roku w Ujsolach, zona Artura

    Richtera którego poznała we Lwowie mieszkajc w stanie panieńskim z Rodzicami. Artur w tym czasie

    kończył studia wyższe we Lwowie [ nie mam danych odnosnie ślubu ani zgonu Artura] wiem z

    opowiadań wnuczki Ewy żony Węglewskiej-Janas ,że wyjechali ze Lwowa do miejscowości Dobro pow.

    Jarosław gdzie Artur był Leśniczym tamtejszych lasów. W miejscwości Dobrej ur. się 11.06.1925 r

    . córeczka jedynaczka Maria Stefania.z domu Rychter. Rodzicami Chrzestnymi byli Stefania Godlewska

    kpt.rezerwy Wojska Polskiego obrońca Lwowa w 1920 r Franciszek Lercel w tym czasie mieszkający

    z rodziną we Lwowie przy ul. Głębokiej nr.14 pełniącym stanowisko kierownika Ruchu P.K.P.we Lwowie

    dla pogłębienia wiadomości podaję,że jest synem Tadeusza leśniczego w lasach Czudcu pow Strzyżów

    bratem Henryka i szwagrem Anny żony Henryka Chrzest Marii Stefanii odbył się w dniu 28.06.1935 r

    Kościele Rzym-Kat. w Sieniawie.

    Mieczysław owdowiałą Matkę Annę żonę Henryka zmarłego 30 czerwca 1915 r we Lwowie

    . samotną zabrał ze Lwowa z którą mieszkał ,przy ul. Kochanowskiego nr.2 otaczając opieką

    Babcia Anna na własne życzenie zamieszkała oddzielnie w swoim mieszkaniu na 1 p. w domu moich

    Rodziców przy ul Toruńskiej nr 25w którym i my mieszkaliśmy.na parterze do 1938 r przeprowadzając się

    na pl Wolności gdzie Rodzice otworzyli restaurację pod nazwą ”As” .Nie było dnia abyśmy z babcią

    Anną nie spotkali się w przydomowym ogrodzie ,na obiadach. Córka babci Anny.Jadwiga Waleria

    z mężem Arturem Rchter po pewnym czaie przeprowadzili się do Włocławka..Pamiętam ciocię Jadwigę

    i Cioci córeczkę Marysię na którą mówiłem Rysia bawiąc się z Nią i moją siostrą Marią,często nas

    odwiedzały. .

    Byłem wówczas 9-cio letnim chłopcem i nie wiem jak potoczyły się sprawy dorosłych członków

    Rodzin

    Wiele rodzinnych dokumentów legło w gruzach podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r.

    Nawiązałem kontakt z cioci Jadwigi wnuczką Ewą córką Mari zwanej Rysią z domu Rychter która

    wiele faktów dla mnie nieznanych odkryła a mianowicie,że Jej czyli Ewy babcia Jadwiga ponownie

    wyszła

    za mąż za Tadeusza Strzebkowskiego ślub był we Włocławku daty jeszcz nie ustaliłem natomiast

    zmarła w Piotrkowie Tryb. 27.11.1971. Maria Stefania Wawrzykowska z d. Richter. zm. 20.08.2001 w

    Piotrkowie Trybunalskim jest tam pochowana na cmentarzu rzym-kat.Jak opwiada córka Ewa jej Mama

    w Krakowie wyszla za mąż ,za Stanislawa Labendzińskiego i 25.12.1945r ur. się mój brat przyrodni

    Krzysztof /od 1974 mieszka w Zurichu/ ma jedynego syna Aleksandra

    . Mama Ewy wyjechala z Krakowa za meżem ze swoją matką Jadwiga i synem Krzysztofem do Woli

    Krzysztoporskiej k/Piotrkowa Tryb. Potem po rozwodzie ze Stanisławem Lebiedzińskim mama poznała

    pozniejszego swojego 2-go meża a mojego ojca Zbigniewa Jana Wawrzynkowskiego inz. rolnika ur

    . 10.08.1923, i w czerwcu 1951 roku wzieli ślub..Ja się ur. 18.09.1952, a moj brat Piotr ur. 25.08.1957.

    Ojciec Ewy i brata Piotra zm. 27.11.2006, Ewa ze smutkie opowiada,że te 5 lat po śmierci żony a Ich

    Mamy właściwie przeżył w tęsknocie za swoją ukochaną Rysią.

    Ewa Węglewska- Janas obiecała mnie swojemu stryjowi,że dalsze losy Jej zamążpójścia i o

    rodzinach 2-ch synów

    Antoni Filip Lercel

    >

  40. zenobiusz pisze:

    W tym Odcinku Nr.49 kilka zdań o mojej Rodzinie.Ja Antoni Filip Lercel ur.01.05 1930 r we Włocławku w porzednich Odcinkach opisałem moią drogą przez życie które zbliża się ku końcowi.Oto moja Kochana Rodzina:

    Żona Adela z domu Budzińska ur.01.12.1932 r.w Bydgoszczy ślubowaliśmy dnia 21.XI.1953 r. w Kościele

    parafialnym żony w Bydgoszczy był to okres w którym ciężko chorowała moja ukochana Matka.A było to w czasie kiedy w wieku 23 roku życia z polecenia Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego jako wróg klasowyPRL

    wcielony zostałem do zastępczej służby wojskowej na trzy lata która była Obozem Przymusowej Pracy Bezpłatnej o czym pisałem na poprzednich stronach. Uzgodniliśmy z moją narzeczoną Adą,że będziemy ślubować jak najszybciej aby mogła z Bydgoszczy przeprowadzić się do Włocławka do domu i mieszkania mojej babci Anastazji Śiwińskiej Matki mojej Matki w którym i ja mieskałem. Po to aby mogła między innymi zaopiekować się chorą moją Matką Genowefą Lercel ur.27 10.1901 r.we Włocławku z domu Śiwińską wdową, której mąż a mój Ojciec Mieczysław Jan Lercel poległ w Powstaniu Warszawskim 15 września 1944 r.oraz babcią Anastazją Śiwińską z domu Raniszewską ur.18.11.1877 r,też wdową której mężą Feliksa Śiwińskiego w 1943 r został.w lesie Wieńca Zdroju zamordowany przez Gajowego S.Smana.. Syn Dziadków Ignac 24 letni plutonowy podchorąży 6 września 1939 r. poległ na wojnie broniąc Oksywia. Nasze plany zrealizowaliśmy, byłem wdzięczny Żonie,że otoczyła opieką moje kochane osoby.Pozwole sobie przedstawić mojej żony rodzinę teść Franciszek Budziński ur.20.12.1901 r w miasteczku Mrocza pow.Nakło którego Rodzice posiadali gospodarstwo rolne we wrześniu 1939 r.został zmobilizowany do Armii Polskiej,walczył w szeregach Grudziąckiego Pułku Ułanów,dostał się do Niemieckiej niewoli,był w oflagu na terenie Francji razem z Francuskimi żołnierzami do 1945 r.Opowiadał mnie,że Francuscy

    żołnierze nauczyli Teścia przyrządzać sałatę z polnego mleczu, My uważamy tą roślinę za chwast,.to była aluzja jak skromnie byli karmieni żołnierze w niewoli.Powrócił do rodziny w Bydgoszczy. W tych ciężkich czasach Okupacji Faszystowskiej moja Teściowa Stefania Budzińska ur. 20.06.1906 r. Kozia Góra pow.Nakło sama wychowywała dwoje dzieci ciężko pracując fizycznie w Fabryce Słodyczy „Lukukus” w Bydgoszczy.do której chodziła pieszo z obecnego Osiedla Leśnego na Pl.obecnie Poznański to jest 8 km w jedną stronę.Nie omineło rodzinę Teściów wysiedlenie z 2 pokojowego mieszkania do komórki zwanej barakiem.Mieszkanie to ponownie odzyskała po wojnie.Państwo Budzińscy mieli dwoje dzieci Edwina ur.1.05.1929 r.i córkę Adelę ur.1.12.1932 r.obecną moją małżonkę.Edwin w czasie okupacji jako 12 letni chłopiec był skoszarowany do odziałów kopiących rowy przeciw

    czołgowe podkreślam ten fakt aby dać obraz ciężkiej pracy Polskich nawet Dzieci przez Okupanta. .. .

    Edwin Budziński ur.1 05.1929 r. ślubował z Genowefą z domu Jurka ur.30.01.1928 r są rodzicami dzieci:

    1.syna Marka ur.23.03.1955 r.zmarł 24.06.2002 r.spoczywa na cmentarzu w Bydgoszczy.

    2 córki, Bożeny, Bujakowska z domu Budzińska ur.12.03.1958 r.żona Bogdana Bujakowskiego ur 02.12.1955r.ślubowali dnia 18.12.1976 r.w Bydgoszczy wszyscy wyznania Rzymsko Katolickiego,są rodzicami cóek:

    Agnieszki ur.21.05.1977 r i Anny ur.5.01.1982 r.Obie posiadaja wykształcenie ekonomiczne są męzatkami prowadzą z powodzeniem działalność gospodarczą.wszyscy wyznania Rzymsko Katolickiego.

    Rodzice mojej żony Adeli a moi Teściowie zmarli Franciszek 02.07.1976 r,Stefania 23.07.1984 r.,brat mojej żony Edwin zm.13.01.2004 r Edwina małżonka Genowefa zm.17.01.1998 r

    Cała rodzina wyznania Rzymskokatolickiego bardzo religijna spoczywają na cmentarzach w Bydgoszczy.

    Dla ścisłości wspomnę,że dwaj bracia mojej Teściowy Stefanii w II Wojnie Światowej też bronili niepodległości Ojczyzny brat Franciszek Paradowski zawodowy st.sierżant od 1937 r.Wojska Polskiego .oraz brat Jan Paradowski żołnierz armii Gen.Andersa zmobilizowany w 1939 r. Obaj nie żyją.

  41. zenobiusz pisze:

    przesyłam do odcinka nr.50 informacje dot. drzewa genealogicznego Rodu Rodziny Lercel potomków Mieczysława Jana i Genowefy Lercel wywodzących się od Henryka Powstańca Powstania Styczniowego z 1863 r i żony Anny z domu Piętka Rodzicami dzieci : Henryka Powstańca, Władysława profesora humanisty i Tadeusza Leśniczego z lasów Czudca oraz córki Elżbiety z męża

    Kozłowska są Franciszek Lercel Leśniczego Lasów w Czudcu Jego żony Heleny z domu Tranczyńska.Pozostałe rodziny przodków uzupełnię przesyłając systematycznie

    Antoni Filip Lercel

    Rodzina Marii Antoniny Lercel córki Mieczysława Jana i Genowefy Lercel z domu Śiwińska Maria Antonina Józefczak z d. Lercel ur.28.03.1927 we Włocławku z zawodu technik ekonomista,przerwane studia wyższe z przyczyn politycznych,żołnierz ‚Szarych Szeregów w Powstaniu Warszawskim w 1944r.ciężko

    ranna.Ślubowała w 1948 r. mąż Jerzy Józewczak ur.31.12.1918 r.z zawodu technik budowlany zmarł w marcu 1979 r. pochowany na cmentarzu we Włocławku oboje wyznania Rzymskokatolickiego

    Dzieci Marii Antoniny i Jerzego oraz wnuki :

    I. Grażyna Maria Gronowska z d. Józefczak ur.31.07.1950 r. technik administracji ślubowała 24.12.1972 r

    mąż Witold Gronowski ur.29.12.1949 r. Dzieci Grażyny i Witolda

    A. Magdalena Elżbieta z domu Gronowska ur.14 09.1978 mgr.Pielęgniarstwa ślubowała 12.09.2006 r

    mąż Grzegorz Korzeniowski ur .17.01.1978r.zawód mechanik.Dzieci Magdaleny Elżbiety syn Adam

    Korzeniowski ur.18.06.2007 r.mieszkańcy Włocławka wyznania Rzymskokatolickiego

    II. Anna Antonina Bykowska z domu Józefczak ur.07.08.1952r.zawód technik ekonomista zmarła 31.07

    31.07.2010 r. mąż Stanisław Czesław Bykowski ur. 14.07.1952 r. technik chemik zmarł 06.06.2011 r.

    Ślubowali 28.01.1978 r.wyznania Rzymskokatolickie spoczywaja na cmentarzu Włocławskim.

    Dzieci Anny Antoniny i Stanisłaawa Czesława: Agnieszka,Arkadiusz i Małgorzata.

    A. Agnieszka Sygit z domu Bykowska ur04.11.1978r.mgr rolnictwa ślubowała dnia 14.06.2003 r. mąż

    Rafał Sygit ur.10.02.1977r. mgr inż mechaniki i mgr inż rolnictwa ślubowali , 14. 06.2003 r. wyznania

    Rzymskokatolickie. Dzieci Agnieszki i Rafała, Marcin Sygit ur.03.04.2004 r.zam.Aleksandrów-Kuj.

    B. Arkadiusz Bykowski ur.06.12.1986 r.inż.ochrony środowiska ślubował 20.09.2008 żona Kinga z d.

    Wyczałkowska ur.17.03.1986 r. mgr finansów i środowiska zamieskują we Włocławku są

    rodzicami Dariana ur.19.09.2010 r. i córki Blanki ur.11.07.2013 r. wyznania Rzymslokatolickiego.

    C. Małgorzata Bykoeska panna ur.19.04.1990 r.studiuje medycynę w Poznaniu jest na 5 roku

    specjalizacja stomatologia.Wyznanie Rzymskokatolickie mieszka we Włocławku.

    III. Romana Janda z domu Józefczak ur.06.10.1953r.mgr fizjoterapi studja ukończyła w Poznaniu ślubowała

    21.12.1987 r.mąż Adam ur.02.04.1951 r. technik mechanik. od 30 lat mieszkają w Wiedniu Austria bezdzietni

    wyznania Rzymskokatolickiego.

    IV. Izabela Wędzińska z domu Józefczak ur.13.03.1960 r mąż Andrzej ur.17.04.1959 r.ślubowali 15.11.1980 r.

    z zawodu mechanik samochodowy,zamieszkują w Bremen Niemcy wyznania Rzymskokatolickiego.

    są rodzicami Marty i Alicji.

    A. Marta Całka z domu Wędzińska ur.25.06.1982 r.mąż Dariusz ur.26.02.1982 r.ślubowali w 2004 mieszkją

    w Bremen Niemcy wyznania Rzymskokatolickiego,są rodzicami Dawida ur.18.12.2004 r. i Mateusza

    ur.14.01.2007 r.

    B. Alicja Michalak z domu Wędzińska ur.01.11.1986 r.mgr kosmetologii mąż Mariusz ur.22.02.1984 r.

    mgr administracji i zarządzania zamieszkują w Płocku wyznania Rzymskokatolickiego są rodzicami

    córki Marysi ur.18.07.2011 r..

    Antoni Filip Lercel.

  42. zenobiusz pisze:

    Witam Pana Zenobiusza [mam awarię laptopa będz naprawiony w piątek ]

    Odcinek 53 poświęcam Rodzinie brata Henryka ur. 11.XI.1925 r.zmarł 4.VII 1997 r pochowany na jedynym Cmentarzu Komunalnym we Włocławku w głównej Aleji w grobie Rodzinnym w obrządku Rzym.Kat w którym spoczywa nasz Ojciec który poległ 15 września 1944 r w Powstaniu Warszawskim nasza Matka zm.4 01 1954 r w wieku 53 lat psychicznie niewytrzymała, doprowadzona do nędzy przez zlicytowanie bezprawnie domiarami majątku,dręczona przez Urząd Bezpieczeństwa nie mówiąc,że i rany czaszki głowy doznane w Powstaniu Warszawskim też zaważyły na Matczynym zdrowiu.W grobie tym spoczywa Matki Ojciec Feliks Śiwiński nasz Dziadek obrońca Włocławka w 1920 r w odparciu ataku Bolszewików,, zamordowany dnia 10.02.1942 r. przez gajowego Gestapowca w lesie Wieńca Zdroju oraz, żona Dziadka Anastazja Śiwińska zm 20.03.196o r biedna nie doczekała się ekshumacji zwłok syna podchorążego Ignacego poległego 06.09.1939r w o bronie Oksywia. .

    Już co prawda w poprzednich Odcinkach wspominałem o bracie Henryku żołnierzu A.K który.brał udział w w Warszawskim w 1944 r. pełniąc służbę w Sztabie „Baszty” przy ul Czeczota na Mokotowie w walkach został ciężko ranny w prawą rękę 11 odłamkami które operacyjnie były usuwane stopniowo najpierw w Szpitalu w Skerniewicach za sprawą Wujka w czasie okupacji Niemieckiej dr. Kolejowego .Mańkowskiego Stanisława który przed II Wojną Światową był Lekarzem w Jdnostce Wojskowej w Skierniewicach gdzie mieszkał w domu jednorodzinnym z rodziną Dlaczego o tym piszę dokładniej bo to Wujek nas za łapówki wyciągnoł Obozu Pruszkowskiego do którego po kapitulacji Powstania rszawskiego po 62 dniach Okupanci wyprowadzli nas pieszo pod eskortą Własowców Niemieckich mundurach z bronią w ręku z psami jak bandytów do miasteczka Włochy.Szliśmy ledwo żywi wygłodzeni ranni, siostra Maria obandażowana od szyi do pasa razem z rękoma pod którymi wyczuwalne dotykiem były szyny i,łupki a zapach ropiejących ran unosił się w powietrzu,Mama na głowie miała turban z bandaży przykrywający rany, też czuć było ropiejące rany. szła chwiejąc się na nogach podpierałem Mamtkę, brat Henryk. słyszałem jak pojękiwał a obandażowaną ręką którą miał na podpórce też czuć było ropę Prosiłem Pana Boga, w myślach Boże ocal moją rodzinę przed zagładą kto tego nie przeżył nie potrafi zrozumieć bezsilność człowieka. .Ludność mimo zakazu rzucała nam pożywienie,podawali butelki z piciem,nie bacząc na warczące psy. eskortujących Własowców Przez myśli przesuwały się mojego Ojca wspomnienia wrogich Ukraińców z 1918 jak walczył z nimi w szerecach Orląt Lwowskich jak w 1920 roku wałczył z Bolszewikami którzy tym razem z Faszystami się skumali mordując nas Polaków Doszliśmy do Dworca Kolejowego we Włochach gdzie czekał skład wagonów węgllarek do których kazano nam wsiadać,każdy musiał w wagonie stać bo aby usiąść nie było miejsca.Skład wagonów.z lokomotywą ruszył w drogę do Obozu dla Bndytów z Warszawy pod eskortą Własowców do Pruszkowa ,stanął na bocznicy i kazano nam wysiadać z wagonów.To była tragedia wysiadać z takiej wysokości na ziemię gdyż nie było peronu.Ale poprosiłem o pomoc spuszczenia z wagonu Siostry której ręce były bandażami przytwierdzone do tułowia,,też nie łatwo zsadziliśmy Mamę i brata Henryka.Wszyscy wyczerpani głodni chorzy ale nieliśmy sobie wzajemną pomoc, szczególnie potrzebującym.,.stanowiliśmy zwartą rodzinę tułaczy Prowadzono nas pod eskortą ulicami do bramy nieczynnej Fabryki Wagonów Kolejowych.Ludzie stali na chodnikach podając nam jedzenie picie wśród nich wołali czy jest ktoś z rodziny Zalewskich,Wiśniewskich , usłyszałem Lercel odpowiedziałem tak jest nas czworo.Przekroczyliśmy bramę Obozu,wprowadzili nas do pustej hali w której były żelbetonowe postumenty zdemontowanych maszyn, Henryk powiedział tu stały tokarnie.Usadowiliśmy się na takim postumencie blisko wielkich metalowej bramie w której były drzwi.Brat powiedział jeśli nas ktoś szukał i wołał po nazwisku to może z tego piekła wyjdziemy.Tylko ja miałem plecak a w nim ręczniki mały kocyk, watę, bandaże i torebkę z wysuszonymi liśćmi mięty,uiedliśmy czekając w modlitwie na cud oswobodzenia.Po kilku godzinach około osiemnastej drzwi po raz może setny otw0rzyły się ,wszedł w mundurze kolejowym kolejarz z oficerem niemieckim w mundurze oraz dwóch niemieckich żołnierzy.Stanęli przy drzwiach a Kolejarz odłączył się od pozostałch i chodząc między ludżmi wywoływał nazwisko Lercel Mama odezwała się Stanisławie

    tu jesteśmy,podszedł do naszej Mamy i rzekł,z niedowierzaniem, Nusia to Ty jesteś Mama odpowiedziała tak z dziećmi a Kolejarz zapytał ,Gdzie jest Mieczysław? Odpowiedziała nie żyje zginął ..Mama powiedziała do nas, to jest Wasz Wujek mojej Matki a Waszej babci Śiwińskiej siostry Kubackiej Zięć,przywitał się z nami słowami witajcie.Jesteście wszyscy ranni zabiorę Was stąd poczekajcie może to mnie się uda..Podszedł do Oficera Niemieckiego i wyszli razem z dwoma żołnierzami.Po godzinie 22 gdy straciliśmy nadzieję wszedł ponownie do hali i podszedł do nas idziemy

    .Wyszliśmy na zewnątsz budynku gdzie stał i czekał niemiecki żołnierz który na bramie wyjściowej wartownikom pokazał jakiś dokument i wyszliśmy na ulicę podążając na Dworzec Kolejowy,na którym po godzinie

    wsiedliśmy z Wujkiem do pociągu który nadjechał i tym pociągem zajechaliśmy do Skierniewic.Na Dworcu w jakimś pokoiku gdzie nas Wujek zaprowadził przeczekaliśmy do godziny 6 rano kiedy można było chodzić bez przepustek.Wujek przyprowadził deroszkę konną i razem z nami zawiózł nas do swego domu gdzie Wujka żona i Ich dorosłe dzieci czekali na nas.Ciocia jak nas zobaczyła popłakała się przytulając naszą Mamę były siostrami ciotecznymi córkami dwóch sióstr . Powiedziała Kochana Niuśu jest nasz dom Waszym domem i nas też ucałowała.Wujek zarządził Helenko najpierw daj im pić i po kolei do kąpieli.Ciocia najpierw pomogła wykąpać się Mamie którą ubrała w swoją sukienkę i bieliznę.Wujek zabrał się do zmiany opatrunku głowy Mamy bo, miała trzy głębokie rany.W tym czasie Ciocia Helenka z dorosłą Synową myły siostrę Marię od pasa w dół bo od szyi do pasa była obandażowana.Ja z Henrykiem i dwoma dorosłymi kuzynami rozmawialiśmy o Powstaniu zajadając jajecznicę na kiełbasie i boczku którą nam usmażyli. Po kąpieli Wujek przy ponocy Cioci Heli ze dwie godziny mył rany i ponownie zakładał łupki bo siostra miała pękniętą kość obojczyka i dwie duże rany..

    My z Henrykiem urządziliśmy sobie wspólną kąpiel po której poszedłem spać a Wujek zmieniał opatrunki Henrykowi na prawej rence orzekając,że w pierwszej kolejności musi załatwić w Szpitalu Bratu operację usunięcia najbardziej uszkodzonych części reki.i tkwiących odłamków. Zostaliśmy ulokowani w dużym pokoju stołowym Mama spała z siostrą na dużym tapczanie soecjalnie wstawionym do tego pokoju my z Bratem spaliśmy osobno na materacach na dzień składanych i z pościelą wynoszonych do pokoju Kuzynów.Przy domu Wujostwa był ogródek z drzewami owocowymi trawnikiem na którym stał stół i wokoł lawki,były też leżaki, cisza spokój bo dom ten stał na nieruchliwej ulicy,prawie na obrzeżach miasta Skerniewice Pamiętam aby dostać się do śródmieścia trzeba było przejść przez most drewniany ..Babcia Śiwińska otrzymała list od swojej córki a naszej Mamy z relacją o naszej obecności u Wujostwa i konieczności wykonania operacji w Szpitalu, Henrykowi, Marii i Mamie i.

    List ten doręczył Babci Wujka znajomy kolejarz Masznista parowozu który jeżdził na tej trasie kolejowej przez

    Włocławek szczegółów trasy nie znam. Babci nasza Mama napisała w liście tym,że potrzebuje pieniędzy

    a Kolejarz ten wiedział od Wujka że jakieś pieniądze dostanie i ma je przywieść.Babcia dała kolejarzowi dwie złote monety 20 dolarówek które przywiózł i tymi dolarówkami Wujek opłacił Chirurgom i za pobyt kilku dniowy w

    Szpitalu Henryka i Marii.Operacje się odbyły a Dyrektor Szpitala Niemiec wiedział,że byli operowani pracownicy koleji.Naprawdę mieliśmy opiekę,lekarską, obfity stół ubrania , własny pokój oraz serdeczność od Wujostwa traktpwali nas jak swoje dzieci.W poprzednich relacjach opisałem nasz powrót do Włocławka po wyzwoleniu zorganizowany przez Wujka.wi,ec nie będę się powtarzać ale dopowiem przemilczaną brata Henryka tragiczne przeżycie. Otóż po ponownej operacji Brata ręki w Włocławski Szpitalu i po otrzymaniu z USA od rodziny zbawiennej Penicyliny o czym pisałem Brat nabrał sił i uzgodnił z Mamą,że pojedzie do Warszawy i tam gdzie zostały w pierwszym dniu Powstania zakopane w jednym z garaży samochodowym należącym do domu w którym mieszkaliśmy kosztowności a było ich sporo.Mama powiedziała jak wykopiesz a garaże nie były zniszczone to pojedziesz do Skierniewic i dasz Cioci i Wujkowi 10 monet złotych już nie pamiętam czy 10 czy 20 rublówek i podziękujesz za opiekę jaką nas otoczyli,bo tak Mama nasza postanowiła.Brat pojeczał do Warszay, ,wykopał rodzinne skarby i zameldował się u Wujostwa którym wręczył to co Mama poleciła.Brat trochę był zmęczony tą wyprawą do Warszawy został na noc u Wujostwa i rano razem z Wujkiem udali się na Dworzec Kolejowy.Wujek Brata pożegnał i poszedł do Przychodni Lekarskiej Kolejowej bo miał Brat za pół godziny pociąg do Włocławka.Jak Wujek poszedł a Brat wszedł do kolejowego bufetu kupił paczkę papierosów przełożył je do złotej papierośnicy Ojca,założył sygnet złoty Ojca na palec,założył na rękę złoty zegarek i z zapalonym

    papierosem wyszedł na peron.Ubrany był w brązową skórkową kurtkę trzycwierciową buty oficerki,takie jakie nosili przed wojną Polscy Oficerowie, spodnie bryczesy.W pewnej chwili przed przyjazdem pociągu na który czekał na peronie wkroczył patrol trzy osobowy Radzieckicj enkwdzistów,dojrzeli Brata podeszli i grzecznie poprosili

    o papierosa [zakurim towarzyszu] coś takiego powiedzieli a Brat mający 21 lat zachował się jak naiwne dziecko wyjął złotą papierośnicę otworzył ją i powiedział proszę,wzieli po papierosie zapalili i zapytali katory czs a Brat Podsunął rękaw i ujrzeli złoty zegarek na jego ręku. To wystarczyło,żeby zdjeli z ramion pepesze i Brata aresztowali

    Zaprowadzili na Komędę NKWD do Dowódcy meldując,że złapali burżuja wymieniając posiadane złote pudełko do papierosów,złoty zegarek,pierścień na ręku.Zrewidowali Brata wyciągając z jego kieszeń pierścionki mamy z brylantami,branzoletki złote,kolie i ponad 150 złotych 20 dolarówek i złotych Carskich 10 i 20 rublówek. Komendant powiedział,że to rekfirują a Brat odpowiedział ale proszę dać mnie z pieczęcią pokwitowanie bo ja o

    zwrot zwrócę się do Wyższych Waszych Władz a jak nie to prosżę zaprowadzić mnie do Polskiej Milicji. Komendant przywołał rosjankę dość młodą nawet ładną w munduże oficerskim której kazał pisać pokwitowanie.Brat podawał nazywając każdą precjozę które wpisywała na pokwitowaniu ponieważ to dość długo trwało wyszedł z pokoju Komendant na kilka minut.A ta Rosjanka cichutko po Polsku powiedziała jak chcesz zyć to wyskocz przez okno i uciekaj bo ciebie wyprowadzą i zabiją.Wszedł Komendant z pieczątką i pudełkiem z tuszem zapytał już jest napisane pokwitowanie zaraz będzie odpowiedziała niech Towarzysz Komendant tu podpisze,podpisał o Rosjanka mówi muszę jeszcze wstawić datę stopień,i nazwisko Komendanta Po przystawieniu pieczęci z Godłem ZSSR I NR Jednostki .Morze Towarzysz Komendant odnieś pieczątkę wymieniając nazwisko,które brat niiezapamiętał.Kiedy wyszedł Rosjanka dała Bratu to gotowe pokwitowanie otworzyła okno i mówi

    skacz a było to pierwsze piętro, brat schował pokwitowanie i powiedział to wszystko jest w szufladzie tego biurka i szybko wyskoczył przez otwarte okno.na ulicę,biegnąc ile sił miał w nogach na Dworzec do Kolejowej Przychodni Lekarskiej do Wujka któergo odnalazł i wszystko opowiedział. Wujek zorganizował idał Bratu Kolejowy Płaszcz,a kurtkę skórkową kazał Bratu zdjąć i schował,mówiąc jak będę miał okazję to przez kolejarza ją Tobie odeślę a ty dasz jemu mój płaszcz.Wypisał imienne skierowanie do Szpitala we Włocławku dla Kolejarza w którego Brat sę wcielił.Zdał relacje Brat Mamie i nam która powiedziała dobrze,że chociaż odpłaciliśmy Wujostwu za pomoc nam udzieloną.Straty były ogromne ale ważne ,że Henryk ocalał,rzekła Mama dokument zabranych kosztowności zachowała.Kiedy otrzymała domiar podatkowy ponad 500 tys zł w 1946 r z polecenia UB. Mama poszła z tym pokwitowaniem imiennym na nazwisko Henryk Lercel do znajomego Adwokata Pana Szwarca aby wniósł odwołanie

    umożenia ponad pół milionowego domiaru za rzekome ukrycie obrotów w restauracji „AS” i przedstawił,że nie ma kosztowności bo NKWD w Skierniewicach bezprawnie zabrali kosztowności o wartości 3 mil zł wnioskując na podstawie tego pokwitowania żądanie zwrot kosztowności to domiar pokryje.. Urząd Podatkowy pokwitowanie

    przekazał do UB który miał dokonać dochodzenie a skończyło się na tym ,że zostało przekazane do Sądu Włocławskiego do sprawy przeciw Bratu którego aresztowano i ślad po tym dokumencie zaginął.[poufnie Mama dowiedziała się,że zostało to pokwitowanie w aktach Sądowych ] Oddałbym 100% tej sumy na chore dzieci gdyby

    można było ten dokument odzyskać i od Prezydenta NKWU-dzisty zażądać zwrotu.zrabowanych kosztowności

    .

    Już w poprzednich Odcinkach o bracie Henryku wspominałem a teraz kilka słów o Jego rodzinie

    Brat Henryk ślubował w Kościele św Jana w 1949 roku z Barbarą z domu Bromirską

    Pan Bóg obdażył rodzinę trzema córkami Ewą ,Urszulą.i Małgosią

    1 Ewą wyszła za mąż za Jerzego Majcher Ich dzieci: Magdy i Piotr

    Cała Rodzina wyjechała do Włoch gdzie mieszkają od 10 lat.

    2.Urszula wyszła za mąż za Stanisława Poturalskiego Ich dzieci Kuba i Tomasz

    3 Małgorzata wyszła za mąż za Grzegorza Plichtę posiadają córkę

    Tak skromne informacje o rodzinie brata Henryka uzupełnienię .

  43. zenobiusz pisze:

    W miarę posiadanych dowodów i tych otrzymywanych staram się wypełnić lukę krok po kroku udawadniając,że materiały Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego P.R.L. z których korzysta wielu Historyków oświadczam,że są

    sfałszowane nie prawdziwe. No pod warunkiem,że Ci Historycy którzy z nich korzystają,bezgranicznie wierzą w uczciwość i prawdomówność zapisów Urzędu Bezpieczeństwa Komunistycznej Władzy PRL

    Otrzymałem 3 strony, Tytułową i nr 130 , 131 z wydawnictwa pt.”Towarzystwo Przyjacół Polonistyki Wrocławskiej” Wrocław 1997 r.Andrzej Jochelson „KRONIKA” Semipałatyński – Wrocław opracowanie i wstęp Stanisław Bereś

    Czynię starania zakupu całej Książki.Jednak mogę potwierdzić to co już napisałem w Odcinkach nr.39 i 40 dot Rodu Rodziny Lercel, Otóż ten niepełnoletni żołnierz Armii Wojska Polskiego, 18 letni młodzieniec Zygmunt ur 2 maja 1921 r.z bronią w ręku 1939 r stanął do walki w obronie Ojczyzny a Jego młodzieńcza krótka droga przez życie jest uzupełniona nowymi trzema epizotami i uzupełniana będzie pókim żyw. Zapraszam do Blogu Pana Zenobiusza który mimo ,że mnie nie zna jest dla mnie drugim Bratem.bezinteresownie wspiera w odtajnianiu prawdy a nie kąsa jak wielu. Łatwo osądzać od czci i wiary szkielet męczeńskiego trupa

    nie bacząc czy jest winien czy nie Tylko.tak śmiała bestia z UB bo to nie był człowiek który mógł oskarżyć Zygmunta,że Żydów prześladował kiedy nie kto inny jak Zygmunt Obywatelowi miasta Włocławka właścicielowi Fabryki Maszyn Rolniczych we Włocławku Panu Mizzamowi wyznania Mojrzeszowego wyrobił polskie dokumenty przez tajną drukarnię A.K. Generalgouvernement Generalne Gubernatorstwo KENNKARTE – Karta Rozpozpoznawcza na inne nazwisko o brzmieniu Polsko-języcznym i skierowanie do pracy kelnera w Ojca

    restauracji przy ul Wolskiej nr 34 w Warszawie którą Ojciec otrzymał od Magistratu razem z Panem Janem Markiewiczem z Kowala jako rekompensata i pomoc wysiedleńcom, mam na to dokumenty.Takich na niby kelnerów w maleńkiej restauracji gdzie były tylko 2 stoliki kelnerzy nie mieli co robić,to była fikcja A drugim kelnerem był na niby Ksiądz Guzenda z Włocławka który ukrywał się i też Zygmunt wyrobił Księdzu takie dokumenty.Kto zechce poznać prawdę to proszę przeczytać 24 umieszczone oświadczenia mieszkańców wysiedlonyh Włocławskich rodzin którym nasi Rodzice nieśli pomoc materialną przy udziale Zygmunta a

    szczególnie żonom oficerów przebywającym w Obozach Jeńców Wojennych.Ba nawet rodzina Ks,Biskupa Radońskiego na piśmie to zaświadcza. W blogu Pana Zenobiusza jest czarne na białym a dokumenty u mnie które gdyby Pan Zenobiusz zezwolił wysłał bym ksero kopie do opublikowania.Co za mądry człowiek odkrył, że Zygmunt miał sklep na ul. Śniadeckiej w Warszawie który prowadziła Jego żona Sabina.Tak miał w którym były tylko jabłka w sprzedaży to zakumuflowane miejsce kontaktowe AK,sprytnie połączone z niepodejrzaną sprzedażą tylko jabłek, po zakup których każdy mógł wejść do sklepu bez podejrzeń..

    A czy zastanawiał się ktoś z tych opluwających Zygmunta dlaczego właśnie na ul. Śniadeckiej, miał ten sklep ?

    Bo na tej ulicy był Szpital Wojskowy Luft Wafe a Siostrami Czerwonego Krzyża były Szwedki które przychodziły do sklepu tylko po jabłka ” Kosztele” bo w nim nic innego nie było. Wszystkowiedzący stwierdził, że sklep prowadził Zygmunt aby mieć z czego wyżywić rodzinę . To bzdura nad bzdurami.Czy z dziennej sprzedaży 20 kg jabłek można utrzymać sklep z zapleczem o pow. 50 m2 ? A to nieznane odkrycie,że tylko

    jedna Szwedka, Siostra pracowała na dwa etaty w Szpitalu Wojskowym i dla Wywiadu Wielkiej Brytanii

    Kupując jabłka zostawiała zapłatę groszową i coś więcej a te wiadomości z różnych frontów opowiadane przez

    rannych oficerów, były cenne i prawdziwe, selekcjonowane przez znawczynię tematu Dobrze,że nie znam imienia i nazwiska Szweckiej Siostry Czerwonego Krzyża bo mogła być oskarżona o współpracę z Nazistami jak by któryś z wrogów Brata o tym się dowiedział .Nie wiem czy Zygmunt zwerbował Tą Szwedkę czy była skierowana przez Brytyjski Wywiad lub Polski do wsółpracy z p.por Wywiadu A.K. Zygmuntem No teraz zaspokoiłem dlaczego miał sklep i jakie spełniał zadanie.a temu co udowodni,że oprucz jabłek były inne artykuły sprzedawane w tym sklepie ufunduję nagrodę rodzinną.

    Wracam do również udokumentowanych faktów zaczerpniętych tylko ze str.130 i 131 wyżej wymienionej

    KRONIKI o Zygmuncie i naszym Ojcu. cytuję dosłownie Włocławek,wtorek,5 września 1939

    Dziś dowiedzieliśmy się o dramatycznych zajściach w Bydgoszczy.Miejscowi Niemcy usiłowali w niedzielę,

    3 września przechwycić władzę w mieście,ale rebelia została stłumiona.prowodyrów zaś – wyrokiem sądu

    polowego – rozstrzelano jako zdrajców.Następnego dnia w okolicy rozegrała się krwawa bitwa w wyniku której

    Niemcy wkroczyli do Bydgoszczy,gdzie natychmiast,w ramach odwetu,powieszono bez żadnego sądu i wyroku

    kilkudziesięciu najwybitniejszych w mieście Polaków.

    Niestety wojna toczy się dla nas nieszczęśliwie.Poznań został oddany Niemcom bez walki,a niemieckie zagony

    pancerne zaatakowały w województwie łudzkim,dowodzoną przez gen.Dąb-Biernackiego Armię „Prusy” która

    miała stanowić obwód Naczelnego Wodza. .W wieczornych komunikatach podano,że Niemcy zajęli już także Toruń,Gniezno i Kraków. Zostaliśmy podzieleni na kompanie.Wraz z Leonardem Schwartzem dostałem się do 4,gdzie z dwoma innymi grudziądzakami,Płotastem i Kunickim tworzymy pierwszą czwórkę.Dowódcą jest porucznik o nieznanym mnie nazwisku,którego wspiera kilku podoficerów i podchorążych,wśród nich Rogge.

    W godzinach porannych po śniadaniu,mieliśmy wymarsz za miasto i ćwiczenia z musztry oraz czołgania się.

    Plutonowy,prawdopodobnie już emeryt,bo przyznał się,że w czasie pierwszej wojny światowej był w wojsku pruskim i walczył pod Verdun,pochwalił mnie.w czasie odpoczynku zostaliśmy ostrzelani przez dywersantów

    To młodzież kolonistów niemieckich [ kolonie ciągną się wzdłuż Wisły,od Włocławka aż po Warszawę]

    utworzyła bandy,które strzelają do polskich żołnierzy,rozkręcają szyny kolejowe i przecinają druty telefoniczne

    Po pierwszych strzałach padła komenda „padnij” więc nikomu nic się nie stało.Nie mieliśmy niestety karabinów,aby odpowiedzieć ogniem. W naszej kompanii służył syn restauratora Lercla ,którego „As” znany

    jest w całej Polsce.Do jego lokalu ściągają smakosze ze wszystkich rejonów kraju..Dzisiejszy dzień zakończył

    się dla mnie,Roggego,Schwartza i jeszcze dwóch kolegów wyśmienitą kolacją z flaszką wina,ponieważ młody

    [ ja brat Antoni Filip dopisuję,że chodzi o 18 letniego Zygmunta ] Lercel zaprosił nas do ‚Asa’ Pan restaurator

    osobiście prolągował zaproszenie na wszystkie wieczory,jakie spędzimy jeszcze we Włocławku.

    Podczas kolacji podszedł do nas porucznik i zapytał czy zgodzimy się,aby dosiadł do nas wojewoda pomorski

    Władysław Raczkiewicz. oczywiście przystaliśmy z ochotą.Rozmawialiśmy o dalszym rozwoju wojennych

    wypadków.Wojewoda twierdził,że na razie po kraju buszują niemieckie zagony pancerne ale niebawem ustali ,

    się linia frontu i wówczas rozpocznie się prawdziwa wojna.Wtedy przyjdzie też czas na kontrataki wojsk polskich w związku z czym zarysowuje się możliwość odbicia takich miast jak Łódż,Toruń,Kraków i Poznań.

    Jako strzelcy z cenzusem poprzyszywaliśmy sobie biało-czerwone wypustki wokół nararamienników, skutkiem

    czego tytułowano nas podchorążymi.

    W ŁOCŁAWEK,środa,6 września.

    Dzień podobny do wczorajszego.Rano wymarsz za miasto i ćwiczenia,podczas których przeleciał nad nami

    niemiecki samolot,ale nie zareagował na naszą obecność. Pod wieczór wręczono nam karabiny i amunicję.

    Nie dano ładownic,wobec czego załadowaliśmy magazynki,wsuwając trzy dodatkowe kule.

    Na tym kończy się utrwalona treść na stronie 131 jest wyjaśnienie następującej treści:

    Władysław Raczkiewicz [1889-1947] polityk:przed I wojną światową adwokat w Mińsku w 1917 współtwórca i

    prezes Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego,wojewoda nowogródzki,wileński,krakowski i od 1936

    pomorski w 1930-1935 marszałek senatu po 29.IX.1939 prezydent Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Wychodżstwie.

    Uzupełniam te informacje o nieopublikowanych faktach. Otóż jak autor tej Kroniki opisuje restauracja „As” była

    znaną w całym Kraju Restauracją.Arystokracji Ziemiańskiej i Piłsudczyków w której gościem honorowym Brata

    Zygmunta jak opisuje autor Kroniki był przyszły Prezydent Polski Władysław Raczkiewicz.A kiedy młodzi żołnierze poszli do koszar przy ul. Żytniej przyszły Prezydent R.P długo biesiadował goszczony przez Rodziców w specjalnym prywatnym gabinecie dla honorowych gości.W rozmowie z Rodzicami dowiedział się ,

    Wojewoda,że Zygmunt jest 18 letnim żołnierzem ochotnikiem na co Ojciec wyraził zgodę,Pan Wojewoda zanotował ten fakt a kiedy usłyszał od Ojca,że mając 18 lat był żołnierzem Orląt Lwowa a w 1919 – 1920 r oficerem Armii Polskiej walcząc z Bolszewikami.Powiedział ” Jaki Ojciec taki Syn „.Ja ten dług dla Ojczyzny po wojnie wynagrodzę. Wojna zebrała zniwo śmierc,i życie Ojca i Syna A III R.P.podziękowała milczeniem i obojętnością ,że Komuna z naszej rodziny zrobiła nędzarzy licytując i zabierając cały nasz majątek bezprawnie.ale kogo to obchodzi.A jak napisałem do Pana Tuska aby uhonorował Kaszubską Rodzinę Petrykusów za to,że użyczyła swojej ziemi na mogiłę naszej Matki bratu podchorążemu Ignacowi

    Śiwińskiemu poległemu w obronie Oksywia nawet nie odpisał

    To skrzętnie zapisał na dziesiątkach stron w swej kronice Blogu Pan Zenobiusz a może Władze przeczytają ?

    Kończąc ten fragment uzupełnień, przygotuje następne w oparciu o dokumenty potwierdzające prawdę.

    opracował w oparciu o dokumenty Antoni Filip Lercel.

    Z szacunku dla brata Zygmunta uzupełniam informacje podane przeze mnie w odcinkach nr,39 i 40 dot. Dziejów

    Rodu Rodziny Lercel umieszczone na Blogu Pana Zenobiusza na moja prośbę..Czynię moją powinność

    w obronie czci i honoru uzupełniając zapomniane,zatajnione wydarzenia bohaterskich czynów dla Ojczyzny z

    Orłem w Koronie i Królową Matką Częstochowską której był wiernym Jej synem.Odziedziczając po 2-ch

    Dziadkach i własnym Ojcu, Matki Bracie a Zygmunta Wujku, bracie rodzonym Henryku, oraz braciach

    Stryjecznych którzy

    własną krew przelewali za Ojczyznę począwszy od 1863 Powstania Styczniowego a wielu oddało swoje życie na

    różnych Frontach II Wojny Światowej i więzieniach PRL .A o kim jest mowa proszę przeczytać w Blogu Pana

    Zenobiusza.którego czyny rodziny dla Polski i Marszałka J’ Piłsuckiego są nieznane a szkoda. ..

    Brat Zygmunt odziedziczył miłość do Ojczyzny ale nie tej Polski Komunistycznej pod okupacją ZSRR

    którą rzekomo zdradził w mundurze kpitana Wojkowego Wywiadu PRL w którym pracował .To nie była

    Brata Ojczyzna PRL a więc jej nie zdradził bo nigdy nie była Jego Ojczyzną .Z zemsty Urząd Bezpieczeństwa

    Publicznego ośmieszony przed NKWD który odkrył,że Kpt Wywiadu PRL ułatwił ucieczkę Mikołajczykowi ,że

    informował podziemie AK o poczynaniach UB.i informował Zachodnie Służby o Układzie Warszawskim. UB pałał

    nienawiścią ośmieszony przez Sowietów.W obronie własnej skóry wymyślił brednie które są obsurdem A w które

    wierzy i bez zastanowienia powtarza kilku mądrali młokosów nie żyjących w tam tych czasach od 1945,-1947 w

    PRL . Trzeba być naiwnym Głupcem aby powtarzać brednie zmyślone przez UB,że przez 3 tygodnie Kpt.

    .Wojskowego Wywiadu potrałił podporządkować sobie z całego obszaru Kraju wszystkie oddziały AK..szczególnie

    w tych czasach w których nie było telefonów komórkowych.A po za tym. Zygmunt Lercel był pracownikiem na

    etacie umundurowego kpt. Wojskowych Służb Wywiadu i posiadał sprawny służbowy pistolet Nie był

    pracownikiem UB

    od którego nie pobierał poborów.Głupiec w to uwierzy,że miał nielegalną zepsutą broń.Miał służbową broń

    jaka przysługiwała oficerowi a musiała być sprawna dla własnego bezpieczeństwa.Wiadomym było,że oficerowie

    wszystkich Wojsk patrzyli z góry na szumowiny pracujące w Urzędach Bezpieczeństwa traktując Ich podejrzliwie ,

    nieufnie bo to był wróg dla rodzin cywilnych Oficerów w szeregach Armii.Polskiej choć Ludowej ale Armii która była pod pręgerzem szumowin – Esbeków To dziwne,że Władze Odrodzonej Ojczyzny uznały,że Komunistyczne Rządy to fałsz i obłuda za wyjątkiem Panów którzy twierdzą,że to co podaje Urząd Bezpieczeństwa jest

    prawdą.Czy Ci Historycy tak bardzo zawierzyli w prawdomówność Ubeków.A może wytłumaczą dlaczego tak wynagradzali Kpt. Zygmunta Lercel jednocześnie doprowadzając Jego rodzinę do nędzy ? Przeczytajcie co piszę

    na Blogu Pana Zenobiusza jak UB rzekomo nagradzał Kpt.gnębiąc Jego rodzinę Zmyślali bzdur kłamstwa prostacy,kanalie Ubowcy ale strzelić taką gafę,że Kpt miał nielegalną broń zepsutą to już szczyt głupoty przykre że niektórzy Historycy w to wierzą. i bzdury kłamliwe powtarzają Albo to,że otrzymywał od UB materiał na spódnice dla zony. Brat miał dosyć dotacji i wiedział jak naszą rodzinę teroryzują,o czym Brata informowaliśmy,a przed UB udawał,że nic nie wie bo tak musiał czynić walcząc z Komuną o dzisiejszą Polskę. Nic nie przyjął od Ubeków, wręcz przeciwnie stawiał Ubekom z górnej półki wytworne kolacje z udziałem prostytutek upijał i wyciągał od nich tajne informacje aby Podziemie ostrzegać.Żona brata Zygmunta Sabina. chodziła pięknie i modnie ubrana. Ten Historyk który te bzdury powtarza nie wie,że w Polsce po II Wojnie Unra i rodziny z USA słały rodzinom do Pols paczki Jako dowod niech świadczy fakt,że córeczka Brata Elżbieta dostała 6 różnych nowych płaszczyków a Jej mama Sabina ubrana była jak księżna mam na to dowody Bo co miesiąc przysyłane

    paczki z USA w ogromnych kartonach były przywożone przez Celników i dokładnie sprawdzane można sprawdzić

    te dokumenty Urzędu Celnego Matka nasza napisała do rodziny z USA przestańcie paczki przysyłać bo Bespieka nas przez to szantarzuje dręczy,nachodzi a puszki oryginalnie zamkniete są rozrywane,podszewki odpruwane.

    Oto epilog z działalności Brata który miał punkt kontaktowy nazwijmy go z Panem Listonoszem z Zachodu w Hotelu „Mewa” w Sopotach w 1946 roku W tym Hotelu mieszkał z żoną Sabiną i małą córeczką Elżbietą przez całe lato.Zawiadomił mnie abym przyjechał więc wsiadłem w pociąg i pojechałem.Ponieważ wiedziałem,że na dworcu pełnią tajniacy z UB służbę za co już srogo zapłaciłem [o tym jest w Blogu Pana Zenobiusza] a moją twarz znał każdy Ubek więc

    poszedłem pieszo na pierwszą stację kolejową pociągu jadącego w kierunku Torunia,był to konieczny spacer 6 km

    ul Toruńską za miasto.Wsiadłem do wagonu zgłosiłem,że nie mam biletu a na tym przystanku nie było kasy.Bilet wykupiłem i dojechałem do celu.Ponieważ Ubekom znikłem z oczu jeden z nich zapukał do naszego mieszkania

    przedstawił się za mojego kolegę i chciał się ze mną zobaczyć.Babcia odpowiedziała,że leżę ciężko chory w gorączce mam zapalenie płuc i nikogo do wnuka nie wpuszczam śpi w gorączce.Ubek widocznie uwierzył,ze jestem chory i mnie nie szukali bo byłem wciąż pod Ubeków nadzorem. Brat Zygmunt po przywitaniu z rodziną wyszedł ze mną do ogrodu Hotelowego i powiedział : Bracie powiesz Właścicielce Hotelu,że chcesz trochę

    popracować jako portier nocny w recepcji hotelu I,zarobić. Planujesz z sympatią wyjechać zimą w góry i dopowiedział tylko w godzinach nocnych.Zgoda odpowiedziałem Bratu tak powiem. .Kiedy doszło do mojej rozmowy z Właścicielką Hotelu o wszystkim już wiedziała.wyrażając zgodę.Pokazała jakie karty meldunkowie muszą goście wypełnić dała mnie bloczek do wystawiania rachunków abym wypisał jeżeli gość sobie tego zażyczy i otrzymałem cennik za noclegi. Po kolacji w gronie rodziny i po zabawie w ogrodzie piłką z małą bratanicą Elżunią Brat w rozmowie sam na sam na zewnątrz budynku powieział jak przyjdzie

    Pan który poprosi o pokój i zapyta czy może poczytać u mnie w recepcji ksiązkę telefoniczną pozwól na to a jak zapyta mnie czy znam Panią podając Jej imię i nazwisko oraz kolor ulubionej Jej sukienki oraz kolor jej włosów. Pamiętaj i zapisz sobie nazwisko,imię,kolor sukienki,kolor włosów jeżeli usłyszysz to samo co Tobie podyktowałem pokaż temu Panu co napisałes,On przeczyta i jeżeli da Tobie paczkę małą Ty Jemu dasz tą kopertę. Zapyta Ciebie czy może skorzystać z toalety odpowiedz proszę bardzo i nic więcej On wie gdzie jest ta toaleta.Wyjdzie i powie namyśliłem się , z hotelu nie skorzystam przepraszam, dowidzenia, odpowiedz dowidzenia Rano wychodzac z pokoju w którym mieszkam z Sabiną i Elżunią wstąpię do Ciebie i mnie tą paczuszkę oddasz.Takich spotkań z tym Panem miałem cztery i zawsze taki był tok postępowania.Brat Zygmunt gdy

    wyjeżdzałem dał mnie kilka tys złotych jak również otrzymałem wynagrodzenie od Właścicielki Hotelu. Brat powiedział o tym nikomu nic nie mów,słowa dotrzymałem do dnia dzisiejszego Po miesiącu przyjechała nasza Matka którą o przyjazd poprosił Dla upamiętnienia naszego pobytu w Hotelu „Mewa” w Sopotach pozostało mnie

    kilka zdjęć: Stoję w płaszczu kompielowym na tarasie hotelowym, Stoje z dorosłym Synem Właścicielki Hotelu

    przed filarem bramy wejściowej do Hotelu na którym widnieje wyrażny napis Hotel Mewa a w oddali budynek hotelu

    Zdjęcie na Sopockiej plaży siedzimy nasza Matka,brat Zygmunt, mała Elżbieta córka Zygmunta,Mam też zdjęcie

    na którym widać spacerującą Sabinę,Zygmunta,Elżunię i mnie po molu Sopockim,Mam też zdjęcie stojącego Zygmunta w oficerskim mundurze kpt Woj.Polskiego,obok stoi Sabina iElżunia oraz jakiś mnie nie znany męszczyzna..Te zdjęcia są dowodem potwierdzającym nasz tam pobyt.

    Jest to druga część uzupełnień do Odcinków 39 i40 całość uzupełnięń jest w 3-ch częściach .

    PIierwszą i trzecią część po napisaniu doślę wówczas stanowić będzie całość

    przygotował Antoni Filip Lercel

    Witam Szanownego Pana Zenobiusza do Odcinka 39 i 40 wysłałem z trzy częćciowego uzupełnienia część drugą ta jest częścią trzecią po której prześlę część pierwszą.

    Jak wspomniałem w częsci 2 w Hotelu „Mewa” w Sopotach zamieszkał czasowo brat Zygmunt z żoną Sabiną i córeczką Elżbietą, . Na prośbę Brata przyjechałem do Hotelu gdzie pełniłem obowiązki nocnego pracownika w recepcji hotelu.Dojechała również nasza Matka na prośbę Brata.

    Oto ujawniona mnie tajemnica przez Matkę w roku 1951r po zamordowaniu Brata Zygmunta.

    Matka w tajemnicy powiedziała pamiętaj to musisz zachować w tajemnicy Zygmunt dostał rozkaz czy polecenie w to nie wnikałam, od kogo i dlaczego tym bardziej,że powiedział czym mniej się wie tym lepiej.Dopowiedział.

    zostałaś Mamo i cała nasza rodzina skrzywdzona przez Komunistyczne Rządy PRL.a więc nie ma co Ich żałować. W naszych Portach coraz wiięcej jest zacumowanych jednostek Sowieckiej Marynarki Wojennej a ja

    muszę o nich wszystko wiedzieć,Pomóż mnie Mamo i wyraż zgodę abyś została Dzierżawczynią Kasyna Oficerskiego Marynarki Wojennej na krótki czas i nic więcej.Wyraziłam zgodę.Otworzyłam restauracje .po załatwieniu wszelkich fornalności przez Zygmunta.Na dowód potwierdzenia posiadam dwa dokumenty z wielu

    .Z lewej górnej strony pieczęć

    WOJSKO POLSKIE Egz,Nr.3

    Zarząd Polit.-Wychow. 19 czerwca 1946

    Marynarki Wojennej

    pod spodem pieczątka

    Gdynia,dn.19 czerwcz 1946

    Nr.89

    Z A Ś W I A D C Z E N I E. N= 89

    Zaświadczam,że ob.Lercelowa Genowefa jest dzierżawcą Kasyna

    restauracji Kasyna Oficerskiego Marynarki Wojennej w Gdyni
    Zaświadczenie ważne do dnia 20 lipca b.r.

    [pieczęć] Szef Zarządu Polit.-Wychow.

    Marynarki Wojennej

    [ Bromberg,mjr.] podpis nieczytelny

    Drugi dokument prawdy: Rozkaz wyjazdu Nr.115.

    Dla dzierżawcy Kas.Ofic.Mar.Woj.

    ob.Lercelowej Genowefy

    Z chwilą otrzymania niniejszego rozkazu wyjechać z Gdyni do Włocławka

    i spowrotem samochodem

    w celu przewiezienia sprzętu Kas.Ofic.

    w terminie od 23.6. do 26.6. 1946 r.

    Podstawa: rozkaz dowódcy

    Rozkaz wyjazdu ważny za okazaniem dowodu osobistego Nr.204988

    Szew Sztabu pieczęć D-ca Jednostki Wojskowej :

    okrągła w okół W.P. Szef Zarządu Polit-Wychow

    Orzeł bez Korony Marynarki Wojennej.

    / Bromberg mjr.

    W czasie przygotowań Brat jak Mama mnie opowiadała w tajemnicy zakładał jakieś urządzenia małe i powiedział będę miał wszystko nagrane rozmowy i twarze, Poprosił Mamę,niech te lepsze stoliki będa przeznaczone dla

    Rosyjskich oficerów w Polskich mundurach.Tak nie raz teraz myślę czy to nie ja z Brata polecenia przekazywałem nocnemu „Gościowi Hotelowemu” te nagrania które wędrowały na Zachód.

    A jeśli tak to jestem w zgodzie z własnym sumieniem bo przecież różne były metody walki z wrogiem naszej Ojczyzny Z Sowiecką Republią zwaną PRL Nie było różnicy jak kto zwalczał Komunizm byleby skutecznie.

    Nam i mnie w Oddziale „Szarego” powinęła się noga doznaliśmy klęski wielu opłacając własnym życiem ale to nie był powód zaprzestania walki . Ona trwała w mękach,a oddane życia, śmierć po śmierci z wiarą w Boga Ojca przyniosła w końcu wolność Ojczyżnie. Ostatni pozostał nam Lech żywy symbol wieloletniej Solidarnej

    walki o wolność Polski. Niestety też oskarżany od czci i wiary

    Nie wiem czy dobrze robię ujawniając przedwcześnie te tajemnice ale mając 84 lata życia nie mogę zabrać je

    do grobu kiedy sprawiedliwość woła o pomstę do Nieba i szacunek dla tych niesłusznie potępionych.

    opracował brat śp Zygmunta Antoni Filip Lercel

    • zenobiusz pisze:

      Jak wspomniałem w częsci 2 w Hotelu „Mewa” w Sopotach zamieszkał czasowo brat Zygmunt z żoną Sabiną i córeczką Elżbietą, . Na prośbę Brata przyjechałem do Hotelu gdzie pełniłem obowiązki nocnego pracownika w recepcji hotelu.Dojechała również nasza Matka na prośbę Brata.

      Oto ujawniona mnie tajemnica przez Matkę w roku 1951r po zamordowaniu Brata Zygmunta.

      Matka w tajemnicy powiedziała pamiętaj to musisz zachować w tajemnicy Zygmunt dostał rozkaz czy polecenie w to nie wnikałam, od kogo i dlaczego tym bardziej,że powiedział czym mniej się wie tym lepiej.Dopowiedział.

      zostałaś Mamo i cała nasza rodzina skrzywdzona przez Komunistyczne Rządy PRL.a więc nie ma co Ich żałować. W naszych Portach coraz wiięcej jest zacumowanych jednostek Sowieckiej Marynarki Wojennej a ja

      muszę o nich wszystko wiedzieć,Pomóż mnie Mamo i wyraż zgodę abyś została Dzierżawczynią Kasyna Oficerskiego Marynarki Wojennej na krótki czas i nic więcej.Wyraziłam zgodę.Otworzyłam restauracje .po załatwieniu wszelkich fornalności przez Zygmunta.Na dowód potwierdzenia posiadam dwa dokumenty z wielu

      .Z lewej górnej strony pieczęć

      WOJSKO POLSKIE Egz,Nr.3

      Zarząd Polit.-Wychow. 19 czerwca 1946

      Marynarki Wojennej

      pod spodem pieczątka

      Gdynia,dn.19 czerwcz 1946

      Nr.89

      Z A Ś W I A D C Z E N I E. N= 89

      Zaświadczam,że ob.Lercelowa Genowefa jest dzierżawcą Kasyna

      restauracji Kasyna Oficerskiego Marynarki Wojennej w Gdyni
      Zaświadczenie ważne do dnia 20 lipca b.r.

      [pieczęć] Szef Zarządu Polit.-Wychow.

      Marynarki Wojennej

      [ Bromberg,mjr.] podpis nieczytelny

      Drugi dokument prawdy: Rozkaz wyjazdu Nr.115.

      Dla dzierżawcy Kas.Ofic.Mar.Woj.

      ob.Lercelowej Genowefy

      Z chwilą otrzymania niniejszego rozkazu wyjechać z Gdyni do Włocławka

      i spowrotem samochodem

      w celu przewiezienia sprzętu Kas.Ofic.

      w terminie od 23.6. do 26.6. 1946 r.

      Podstawa: rozkaz dowódcy

      Rozkaz wyjazdu ważny za okazaniem dowodu osobistego Nr.204988

      Szew Sztabu pieczęć D-ca Jednostki Wojskowej :

      okrągła w okół W.P. Szef Zarządu Polit-Wychow

      Orzeł bez Korony Marynarki Wojennej.

      / Bromberg mjr.

      W czasie przygotowań Brat jak Mama mnie opowiadała w tajemnicy zakładał jakieś urządzenia małe i powiedział będę miał wszystko nagrane rozmowy i twarze, Poprosił Mamę,niech te lepsze stoliki będa przeznaczone dla

      Rosyjskich oficerów w Polskich mundurach.Tak nie raz teraz myślę czy to nie ja z Brata polecenia przekazywałem nocnemu „Gościowi Hotelowemu” te nagrania które wędrowały na Zachód.

      A jeśli tak to jestem w zgodzie z własnym sumieniem bo przecież różne były metody walki z wrogiem naszej Ojczyzny Z Sowiecką Republią zwaną PRL Nie było różnicy jak kto zwalczał Komunizm byleby skutecznie.

      Nam i mnie w Oddziale „Szarego” powinęła się noga doznaliśmy klęski wielu opłacając własnym życiem ale to nie był powód zaprzestania walki . Ona trwała w mękach,a oddane życia, śmierć po śmierci z wiarą w Boga Ojca przyniosła w końcu wolność Ojczyżnie. Ostatni pozostał nam Lech żywy symbol wieloletniej Solidarnej

      walki o wolność Polski. Niestety też oskarżany od czci i wiary

      Nie wiem czy dobrze robię ujawniając przedwcześnie te tajemnice ale mając 84 lata życia nie mogę zabrać je

      do grobu kiedy sprawiedliwość woła o pomstę do Nieba i szacunek dla tych niesłusznie potępionych.

      opracował brat śp Zygmunta Antoni Filip Lercel
      Dotyczy odcinka nr 39 i 40 oraz dodatkowych trzech części uzupełnień a to będzie czwarte uzupełnienie

      Kompromitują się osoby które za plugawą Bezpieką powtarzają ,że Kpt Wywiadu L.W.P. został zamordowany bo współpracował z Okupantem. Komu wierzą ? Prawdomównej Bezpiece ?

      Jak twierdzi skompromitowana przez NKWD Bezpieka do czego się nie przyznaje chcąc się wybielić wymyśla

      nieudolnie oskarżenie z zemsty na Kpt.Wywiadu LWP który wprowadził UB w pole ułatwiając ucieczkę

      wicepremierowi St. Mikołajczykowi na Zachód. A Bezpieka była odpowiedzialna za pilnowanie St Mikołajczyka. Zemstę uknuli zapominając że ponownie skompromitują się bo za walkę z Okupantem został odznaczony przez Władze PRL na wniosek MON Wojsk. Wywiadu nadając wówczas ppor.Zygmuntowi Lercel odznaczenia ,oto dowód:

      Monitor Polski Warszawa 4 marca 1947 rok Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej

      Treść Dzialu Urzędowego

      Zarządzenie Władz Naczelnych poz.284

      Uchwałą Prezydium Krajowej Rady Narodowej z dnia 30 grudnia 1946 r o odznaczeniach za wybitne zasługi w

      dziele zorganizowania Odrodzonego Wojska Polskiego i bohaterskie czyny w walce z niemieckim najeżdżcą

      nadać następujące odznaczenia : Krzyż Walecznych poz.42 ppor.Lercel Zygmuntowi.

      Pytam: wtedy był ” Cacy” ppor.LWP Wywiadu Wojskowego i nie tylko odznaczony za bohaterską walkę z

      niemieckim najeżdżcą ale awansowany do stopnia kpt.” A kiedy był ” Be ” jak NKWD wykryło,że Kpt Wywiadu

      L.W.P. jest Oficerem Wywiadu Polskiego Rządu na Obczyżnie i za to oberwało się Bezpiece od NKWD że

      pozwoliła Stanisławowi .Mikołajczykowi w 1947 r. uciec z PRL przy pomocy Asa Wywiadu kpt.LWP

      Bezpieka ratując swą skórę wymyślili bzdurne kłamstwa o współpracy z Okupantem zapominając że jako 18 letni

      młodzieniec był ochotnikiem Wojska Polskiego W 1939 r i pogromcą V kolumny o czym pisałem w poprzdnich odcinkach którego najbliższą rodzinę Okupant wysiedlił i pozbawił majątku i życia bliskich osób z rodziny. ‚

      To zbieg okoliczności ,że w 1939 r Zygmunt gościł przy stoliku w restauracji ” As’ a po tym Rodzice przyszłego Prezydenta Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Wychodżctwie Władysława Raczkiewicza o czym mowa w poprzednich wspomnieniach utrwalone w KRONIKA Andrzeja Jochelson Wrocław Towarzystwo Przyjacół

      Polonistyki Wrocławskiej Zygmunt znalazł się w notesię przyszłego Prezydenta z czym można zapoznać się w

      poprzednich opisanych wspomnieniach.zakończone słowami jeszcze Wojewody „Jaki Ojciec taki syn”

      To przyszły Prezydent pokierował Zygmunta losami przez zwerbowanie do wywiadu tej Ojczyzny którą kochał i był Jej wiernym do śmierci Ale są tacy synowie naszej Ojczyzny którzy słowa Bezpieki za nieskazitelne, święte słowa uważają ,obrzucąc błotem Bohatera. A winni oddać zamordowanemu za Ojczyznę Męczennikowi cześć

      za ofiarę życia dla Ojczyzny którą wolną od komuny mamy polecają Brata duszę Panu Bogu.

      Woła o pomstę do Nieba, Zamordowanego Zygmunta brat Antoni Filip Lercel.

  44. Agnieszka Górecka pisze:

    Niezwykle ciekawa lekcja historii Wujku….:)Agnieszka Górecka z domu Bujakowska.

  45. zenobiusz pisze:

    Odcinek nr 54 dot Otrzymanych odszkodowań za mienie utracone w następstwie krzywdzącego i decydującego udziału obywateli : niemców z okresu III Rzeszy w okres II Wojny Światowej przez International Organization for

    Migration German Forced Labour Compensation Programme Property Claims Deficiencies 17,route des Morillons P.O.Box 71 CH-1211 gENEVE 19 Switzerland -Szwajcaria oraz Nie otrzymania odszkodowań od III R.P.za

    doprowadzenie naszej zamożnej Rodziny do nędzy przez domiary podatkowe ponad półmilionowe w latach 1946 ,licytacje bezprawne, oszacowania milionowej wartości nieruchomości w Wieńcu Zdroju wykupionej za niecałe 3 tys.wg obecnei wartości złotego przy udziale i szantażu UB dla kaprysu kochanki wiceministra UB z Warszawy, bezprawnie rozebranego domu czynszowego przy ul.Toruńskiej a róg ul.Wienieckiej i zabranie dużej działki na rondo Toruńskie we Włocławku.bez zapłaty, zdewastowanie i ograbienie lokalu restauracji „As” we Włocławku jednego z najwytworniejszych lokali w Posce co jest udokumentowane, ograbienie z mebli.i urządzeń To jest opisane i udokumentowane w poprzednich Odcinkach na co posiadam oryginalne dokumenty.Pozbawienie nas dzieci możliwości studiowania w Uczelniach,Szantażowanie przez UB naszej Matki i nas dzieci.

    Zamordowanie brata Zygmunta przez UB Częste aresztowania,wytaczanie fikcyjnych procesów,Uwięzienie mnie na 3 lata w Wojskowym Obozie Pracy Przymusowej.Taką gehennę szantażu upodlenia zgotował nam U.B.P krwawy organ Komunistycznej Władze PRL traktując naszą rodzinę jako wrogów klasowych. Wypominając udział Dziadka w Powstaniu Styczniowym 1863.Ojca w Oddziałach Orląt Lwowskich,w wojnie przeciw bolszewikom w 1918-1920r.w Powstaniu Warszawskim w szeregach AK i nasz udział w szeregach AK ..

    O Dziejach Rodu Rodziny Lercel napisałem w 53 Odcinkach na podstawie posiadanych oryginalnych dokumentów a ten jest 54 Czytane są między innymi przez wielu moich Przyjaciół i .nie tylko.

    Ponieważ Szanowny Pan Zenobiusz mój nieznajomy Przyjaciel na stronach własnego Blogu wszystkie Odcinki od

    nr 1 umieszcza bezinteresownie udostępniając czytelnikom.

    W dyskusjach z znajomymi dochodzi do różnicy zdań a polegają na tym,że nie mieści Im się w głowach ,że

    Naród Niemiec po obaleniu Faszyzmu potrafił choć częściowo minimalnie wypłacić odszkodowania między

    innymi Polakom i naszej Rodzinie a Władze III R.P.za tak okrótne krzywdy wyrządzone patriotycznej rodzinie,.nic nie rekompensują. To skandal..odezwał się jeden z obecnych mówiąc: Panowie Oni czynią,- czynią ale tylko dla siebie. np ostatnio Wielki Solidarnościowiec przyznał sobie nagrodę w wysokości 75 tys.zł jak pisze na 6 stronie Fakt gazeta codzienna z31 pażdziernika-1 listopada 2013 r.I nie widział w tym nic dziwnego.Zgarniając co miesiąc około 30 tys zł pensji Odezwałem się, Panowie, ja do tego Pana pisałem w sprawie pokrzywdzonych represjonowanych żołnierzy z przyczyn politycznych z lat 1949-1959 który bezdusznie odpisał, Z kolei odezwał się poprzedni mówca i powiedział To jest Solidarności za pan brat z własą kieszenią i to nie jeden tak postępuje.Wszedłem w słowo Panowie mam dowody wyrządzonej przez Panią Poseł na Sejm R.P świadomej krzywdy Represjonowanym Żołnierzom z przyczn politycznych której włos z głowy za to nie spadł i dalej ta Pani w Sejmie urzęduj zarabiając w Sejmie ponad 12 tys.zł miesięcznie plus emeryturkę 9.500 zł. tak podała gazeta codzienna Fakt .

    Niemcy skrzywdzili mnie i moją rodzinę,przeszedłem gehennę wysiedlenia, 62 dni Powstania Warszawskiego

    Zamordował Gestapowiec mojego Dziadka Feliksa,poległ 06.09.1939 r Matki naszej brat podchorąrzy Ignac nasz

    jedyny Wujek.Poległ w Powstaniu 15.09.1944 r nasz Ojciec my dostaliśmy się do Obozu w Pruszkowie okaleczeni

    Po tej wojnie co prawda odzyskaliśmy nieruchomości domy lokale za wyjątkiem tego co Niemiec o nazwisku

    Frydrich Bergmann z nakazem wszystko zrabował i wiele z tego wywiózł do Niemc. Znacie to Panowie bo jest opisane w poprzednich Odcinkach.Pewnego dnia czytam w gazecie,Odszkodowania za utracony majątek

    Należy wypełnić formularz roszczeniowy wraz z niezbędną dokumentacjąi wysłać do 31 grudnia 2001 r.

    Wypełniłem Formularz wykazując wartość mienia w momencie utraty w walucie Polskiej z 1939 roku na kwotę

    5.879.950.00 zł co zostało potwierdzone przez Stowarzyszenie Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę

    Oddział Wojewódzki w Bydgoszczy załączając dokumenty potwierdzające prawdę.Zgodnie z art.9 p 6 Niemieckiej Ustawy o Fundacji,Komisja do Spraw Roszczeń Majątkowych [zwana dalej „komisją” Decyzją dot.wniosków

    Nr56003483 i Nr.5612462 przyznano mojej siostrze Marii i mnie odszkodowania w kwotach szeiścio cyfrowych

    niestety tylko tym dzieciom pozostałym przy życiu w chwili rozpatrywania wniosków. Natomiast Formularze złożone przez nas wnuków dziedziczących po Dziadkach prawo Niemieckie nie honoruje w tej Ustawie co mówiąc

    szczerze wnuków krzywdzi no ale na to nie mamy wpływu. Okazało się,że odszkodowania były zredukowane do

    sum na ten cel przydzilonych.Przedstawiam fakty na podstawie posiadanych dokumentów.Proszę wybaczyć,że nie operuję kwotami bo to nie ma znaczenia.Najważniejsze,że była dobra wola Choć niedostatecznie wyrównano nam straty i krzywdy to jednak w miarę możności i posiadanych środków uczyniono to..

    Otrzymałem 31 maja 2005 roku pismo Międzynarodowej Organizacji Do Spraw Migracji [ IOM ] którego fragment cytuję :”Mamy również świadomość,że żadne odszkodowanie nie może wynagrodzić cierpień i krzywd jakich doznali Państwo i Państwa rodzina. Mamy jednak nadzieję,że niniejsze,symboliczne odszkodowanie przyniesie Państwu zarówno pomoc finansową jak i moralne zadośćuczynienie.

    Tak Władze Ustawodawcze i Wykonawcze Odrodzonych Niemiec starały się zaleczyć zadane mnie i mojej rodzinie rany po wyrządzonej krzywdzie przez III Rzeszę. Pytam Prezydenta III Rzeczypospolitej Polskiej

    Pana Bronisława Komorowskiego czy mam prawo Wołać o Pomstę do Nieba za bezduszne Rządy III R.P.?

    Mając 84 lata zdaje sobie sprawę,że niedoczekam się sprawiedliwych Rządów w Polsce ale w codziennej

    modlitwie proszę Pana Boga aby moje Wnuki i Prawnuki takich czasów doczekały.

    Pragnę przy tej okazji przekazać mojemu nieznajomemu Przyjacielowi podziękowanie Panu Zenobiuszowi ,że dzięki Jego bezinteresownej pomocy umożliwił na łamach swojego Blogu przedstawić czytelniką, że Władze Ustawodawcze i Wykonawcze podzielili Braci Polaków na równych i równiejszych Obywateli

    Jestem skłonny ujawnić poważnym Dziennikarzom absurdy w Ustawch kolidującymi prawdą z rzeczywistością oraz dokumenty na trsść których powołuje się we wszystkich Odcinkach Dziejów Rodu Rodziny Lercel. .

    .Następne Odcinki w drodze

    Antoni Filip Lercel

  46. zenobiusz pisze:

    Odcinek 55 poświęcam Wujkowi Księdzu Józefowi Markowskiemu Proboszczowi Parafii Rzym-kat. Pod Wezwaniem Św.Prokopa Męczennika z pierwszych wieków chrześcijaństwa w Kłóbce pow Włocławek gmina Lubień Kujawski pełniącego te obowiązki w latach 1951-1955 Zacnej siostrze Księdza a naszej cioci Marii Markowskiej owdowiełej, żonie po mężu pułkowniku Legionów Wojska Polskiego Markowskim rezydującym w latach 1920-1922 w Bydgoszczy na stanowisku dowódcy dywizji. Wystąpiła tu zbieżność nazwisk.Ciocia z domu Maria Markowska poślubiła Pułkownika o takim samym nazwisku jakie posiadała z domu swoich rodziców też Markowskich. Pokrewnieństwo z Józefem i Marią wywodzi się ze strony naszej babci Anstazji ur.1877 r córki Stanisława Raniszewskiego i Józefy z domu Leśniewiczów która poślubiła za męża Feliksa Śiwińskiego ur.1871r

    Dziećmi moich Dziadków jest Genowefa ur.1901 nasza Matka zamężna Lercel i syn Ignac ur.1915 r student 3 roku Warszawskiego WSH podchorąży lat 24 który w ostatnim liście przed śmiercią 6 września 1939 r.poległ w obronie Oksywia napisał: Mamo pozdrów Księdza Józefa Markowskiego.Już po II Wojnie Światowej Ks.Józef Markowski z siostrą Marią która będąc wdową mieszkała u Brata na Plebanii w Kłópce .Odwiedzali nas często przyjeżdżając do Włocławka bo mieszkaliśmy we Włocławku 200 m od Dworca Kolejki Wązkotorowej którą wracali do Klóbki .Wuj wówczas w czasie posiłków opowiadał o zażyłych kontaktach z Ignasiem a łączyło Ich wspólne umiłowanie poezji.Mam przed sobą książkę otrzymaną w prezencie ,cytuję z pierwszej strony jej treść: X.J.Markowski ” Sonety Brdowskie” poniżej zdjęcie Kościoła na następnej stronie napis Tegoż Autora:

    „Śpiew Wolności” Za zezwoleniem Władz Duchownych. Nakładem Zakładów Graficznych Neumana i Tomaszewskiego we Włocławku 1930 r.Spis zawiera 78 wierszy z których zacytuję tylko trzy wiersze

    1. ” Do Parafian Brodowskich”

    Sprowadziłem się do was ostatniego kwietnia, [ja dopisałem 1929 r.]

    Nazajutrz Maj podobno wszedł pod Wasze strzechy,

    ale jam go nie widział:z dusz zmywałem grzechy,

    z serc krzesałem ten ogeń,co świat uszlachetnia.

    Aż tak jakość znienacka przyszła pora letnia,

    Wszedłem,pomnę,na wieżę i drgnąłem z uciechy

    wkoło kłosy szumiały,pękate jak wiechy-

    i ozwała się luba,w kąt rzucona fletnia.

    Odtąd grała mi często.Próżno krzyk grzechotki

    sygnał stróża nocnego,gnał mnie do spoczynku:

    serce moje upajał śpiew,jak wino słotki…

    Dziś do Waszych chat wchodzę,siadam przy kominku

    i nucę Wam te same sonety-pieszczotki,-

    nucę i pozostawiam w świętym upominku.
    ŚMIERĆ PUŁKOWNIKA JUNGA

    Wre bój straszny… krew dymi…trupów leżą stosy..

    A tu siły nierówne – nowa ćma Moskali

    na oddziałek powstańczy, jak szarańcza,wali –

    wódz Jung stoi pod dębem z błyskawicą…kosy.

    Hej ! pod Brdowo z Afryki przygnały go losy !

    Minął Francję,swą macierz, by dłońmi ze stali

    wyrwać Polskę,kraj mogił, z pazórów szakali

    a tu…poddaj się ! – krzyczą krwi spragnione głosy.

    Przenigdy ! – odpowiada pułkownik siarczyście –

    i na chmary adumione, jak orkan naciera ..

    kosa miga, jak piorun, lecą łby,jak liście …

    Kostand,carski generał,przez tłum się przedziera

    i – dąb stary, jak ojciec, zapłakał rzęsiście :

    tysiąc kul utonęło w piersiach Bohatera …

    Właściwe nazwisko brzmi: Young de Blankenhein.Na miejscu,gdzue bohater poległ, wzniesiono pomnik:

    żelazna tablica ma napis : ” Na tem miejscu w dniu 29 kwietnia 1863 r. poległ w walce o wolność Polski

    dowódca Jung z towarzyszami”. Pomnik powstał staraniem ówczesnego proboszcza X.Jarosińskieg

    ” NAD MOGIŁĄ 70 POWSTAŃCÓW ”

    Proch ich wodza – we Francji,a oni , żołnierze,

    śpią na brodowskim cmentarzu: we wspólnej mogile…

    Przez piędziesiąt pięć wiosen grał im słowik tryle –

    smutne,łzawe,jak Polska …Dzisiaj chęć ich bierze

    pląsać, skakać z radości : lśnią nad nimi pierze

    tego Orła, co niegdyś błysnął im na chwilę

    i zgasł nagle, jak gwiazda , uległszy złej sile,-

    tego Orła, którego kochali tak szczerze…

    Orle Biały ! świeć słonkiem tym rycerzom w grobie –

    Libeltowi i uczniom gimnazjum Trzemeszna !

    Ale zakryj , na Boga ! plamy znane tobie –

    ślady, które wyciska jędza kłótni grzeszna !

    Niech im teraz ,w tej wielkiej budowania dobie,

    śni się nie…Wieża Babel,lecz Polska ucieszna.

    Po uzyskaniu wolności rodzina ś.p.Karola Libelta,przy pomocy obywateli kujawskich,wzniosła nad

    bratnią mogiłą pomnik z granitu: marmurowe tablice mają napisy: ” 1863 r.” „Poległym za Ojczyznę

    rodzina tu spoczywającego ś.p.Karola Libelta.

    Ze zbioru wierszy wydanych w książce Księdza Józefa Markowskiego pt.” Spiew Wolności ”

    ” Hymn wdzięczności”[może być śpiewany

    [ może być śpiewany na melodię "Jeszcze Polska " ]

    Jakże w cuda przebogata

    Dłoń Twa , Boże miły !

    Oto Polska, Łazarz świata,

    Wstała nam z mogiły !

    Przyjm, przyjm, o Panie

    Słotkie hymnu granie –

    Wdzięczne pianie Ludu,

    Co doczekał cudu !
    Odcinek nr 55 część 3 końcowa

    Wuj Ksiądz Józef Markowski były Proboszcz Kościoła Rym-Kat.pod wezwaniem św.Prokopa Męczennika w Kłóbce gm. Lubień Kujawski pow.Włocławek otoczony miasteczkami Choceń,Chodecz,Lubraniec, Izbica, Przedecz i wiele gmin np Rybno gdzie się urodził i mieszkał z Rodzicami Jerzy Gadzinowski .Zamieszkał na stancji we Włocławku uczęszczając do Gimnazjum im Ziemi Kujawskiej gdzie się poznaliśmy. Nie będę powtarzał się o naszej wspólnej działalności konspiracyjnej i mojego uczestnictwa w szeregach Oddziału ‚Szarego” który przybrał ten pseudomin Jerzy Gadzinowski o czym pisałem na poprzednich stronach .

    Pewnego dnia w rozmowie sam na sam z księdzem Józefem który w latach 1945-1946 jak mieszkaliśmy jeszcze na Placu Wolności a Mama prowadziła Restaurację „As” odwiedzał nas sam bez swojej siostry Marii do której zwracał się Maryniu.Rzekł do mnie Tolku ja poznałem Twojego Wodza który w rozmowie ze mną sam na sam zwierzył się co robi dla Ojczyzny.Opowiadał mnie o zorganizowaniu Oddziału śmiałków w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej we Włocławku i nie tylko,pamiętaj że do tego Gimnazjum uczęszczał Twojej matki brat Ignac a Twój wujek którego tak mocno kochałeś.Powiedział, pomyślałem sobie do tego Gimnazjum i ty chodzisz zapytałem, Synu a czy przypadkiem znasz Antoniego Lercel odpowiedział i to dobrze Jego znam,często bywam u niego w domu,znam też jego Matkę, bardzo miła Pani. Zapytałem czy się kolegujecie odpowiedział przyjażnimy się on tak jak ja kocha Czerwonych. Wujku a gdzie się spotykacie. to jest nie ważne odpowiedział Ksiądz. Zapytałem czy podczas spowiedzi ? Nie pytaj i pamiętaj zachowaj na zawsze to co Tobie powiem On nie tylko kocha Ojczyznę ale i Pana Boga.

    Uważajcie i bądżcie czujni nie mów Jemu,że o Nim rozmawialiśmy czym człowiek mniej wie tym jest

    bezpieczniejszy.Martwię się o Was żeby Wam nic złego się nie stało,bo zginiecie.Będę o Was się modlił.Dotrzymałem słowa, Szaremu nic o tej rozmowie nie wspomniałem .Natomiast Szary powiedział do mnie któregoś dnia mamy wspólnego znajomego w sutannie z którym się spotykam jak przyjdzie na to pora a przyjdzie, spotkamy się razem.Wiedziałem o kim mowa,milczałem jak miałem przykazane.

    Teraz tak rozmyślam i przypominam sobie ten okres życia.Ksiądz Józef musiał spowiadać Szarego

    konfesjonał to święte miejsce tajemnicy milczenia, musiał Ksiądz uszanować i nic mnie więcej nie

    powiedział

    Znając zagrożenie przekazał otuchę,że będzie się modlił za nasze życie i zbawienie.

    Spełniając przysięgę daną Pasterzowi muszę milczeć i nie mogę jej złamać ale potwierdzam, słowa Kapłana ,że Szary nosił w sercu Ojczyznę i Pana Boga.

    Ja choć bity i maltretowany nie przyznałem się Ubowcom do PRL-u zdrady może dlatego nadal żyję

    a modlitwa Księdza Józefa pomoc Boską wyjednała. Często w pacierzu za zbawienie Duszy Wuja Józefa i moich Przyjacół o to proszę aby przekroczyli progi domu Pana Boga.

    Ponieważ nie otrzymałem odpowiedżi od Księży Proboszczów,następców już nie żyjącego Ks.Józefa Markowskiego informacji o które prosiłem postanowiłem wspomnienia te zakończyć słowami księdza Józefa „ON” to znaczy „Szary” nie tylko kochał Ojczyznę ale i Pana Boga.

    „Szary” mój Bracie, jesteś w domu Pana Boga – jak Pan Bóg pozwoli to się tam spotkamy ” Tosiek”

    Stało się to,cośmy śnili

    W długą noc żałoby:

    Do nas bezlik słońca się chyli,

    Wrogów tulą groby.

    Przyjm , przyjm,o Panie,

    Słotkie hymnów granie

    Wdzięczne pianie Ludu,

    Co doczekał cudu !

    Przyszła,przyszła Macierz miła,

    Już my nie sieroty,

    Era tułactw się skończyła –

    Mamy Dom swój złoty !

    Przyjm, przyjm,o Panie.

    Słotkie hymnu granie –

    Wdzięczne pianie Ludu,

    Co doczekał cudu !

    Gdzie więzienne były cele

    Lśnią się sale szkolne –

    W szędzie szczęścia brzmią kapele

    Skaczą Prochy wolne !

    Przyjm ,przyjm,o Panie,

    Słodkie hymnu granie –

    W dzięczne pianie Ludu,

    Co doczekał cudu !

    Ptak Maryi, Orzeł Biały,

    Znów nad światem buja,

    I grzmi hejnał nad hejnały –

    Polskie Alleluja !….

    Przyjm, przyjm,o Panie,

    Słodkie hymnu granie –

    Wdzięczne pianie Ludu,

    Co doczekał cudu.

    Koniec wiersza śpiewanego.

    Tu muszę wspomnieć,że wuj Józef w treści swych wierszy wyznawał swoją głęgoką wiarę w Pana Boga.

    Drugim tematem jest umiłowna Ojczyzna i patriotyzm .Kiedy był pogrzeb naszej ukochanej Matki i kondukt pogrzebowy celebrował Ksiądz Prałat Zwierz Proboszcz naszej Parafii pod wezwaniem Św.Antoniego we Włocławku Ksiądz Kanonik Józef Markowski u boku Proboszcza kroczył a nad grobem wygłosił płomienne pożegnanie naszej Matki napisane wierszem w treści którego podkreślił w szczegółach niesioną pomoc rannym żołnierzom w latach 1918 -1920 w Powstaniu Warszawskim w 1944 r mówił o pomocy Matki wysiedlonym o szantażu władz o zagrabieniu majątku. Wspomniał o wszystkich członkach rodziny którzy oddali życie za Ojczyznę o zamordowanych członkach rodziny wymieniając po imieniu zamordowanych i przez kogo.Miałem pełne oczy łez dostałem przepustkę 48 godz.z Obozu Pracy Niewolniczej w którym byłem więziony przez 3 lata jako wróg klasowy PRL rzekomy żołnierz któremu nie wolno dać broni do ręki.Żałobnicy podczas tej przemowy płakali To opaczność Boska,że Księdza Wuja Józefa nie aresztował U.B.których na pogrzebie dzięki Panu Bogu nie było O naszych tajemnych rozmowach z księdzem Józefem do tej pory nie pisałem i nie mówiłem o nich nikomu a dot. działalności konspiracyjnej naszego Oddziału ” Szarego” ten temat przedstawię w części trzeciej końcowej Odcinka nr.55

    Odcinek nr 55 część 3 końcowa

    Wuj Ksiądz Józef Markowski były Proboszcz Kościoła Rym-Kat.pod wezwaniem św.Prokopa Męczennika w Kłóbce gm. Lubień Kujawski pow.Włocławek otoczony miasteczkami Choceń,Chodecz,Lubraniec, Izbica, Przedecz i wiele gmin np Rybno gdzie się urodził i mieszkał z Rodzicami Jerzy Gadzinowski .Zamieszkał na stancji we Włocławku uczęszczając do Gimnazjum im Ziemi Kujawskiej gdzie się poznaliśmy. Nie będę powtarzał się o naszej wspólnej działalności konspiracyjnej i mojego uczestnictwa w szeregach Oddziału ‚Szarego” który przybrał ten pseudomin Jerzy Gadzinowski o czym pisałem na poprzednich stronach .

    Pewnego dnia w rozmowie sam na sam z księdzem Józefem który w latach 1945-1946 jak mieszkaliśmy jeszcze na Placu Wolności a Mama prowadziła Restaurację „As” odwiedzał nas sam bez swojej siostry Marii do której zwracał się Maryniu.Rzekł do mnie Tolku ja poznałem Twojego Wodza który w rozmowie ze mną sam na sam zwierzył się co robi dla Ojczyzny.Opowiadał mnie o zorganizowaniu Oddziału śmiałków w Gimnazjum Ziemi Kujawskiej we Włocławku i nie tylko,pamiętaj że do tego Gimnazjum uczęszczał Twojej matki brat Ignac a Twój wujek którego tak mocno kochałeś.Powiedział, pomyślałem sobie do tego Gimnazjum i ty chodzisz zapytałem, Synu a czy przypadkiem znasz Antoniego Lercel odpowiedział i to dobrze Jego znam,często bywam u niego w domu,znam też jego Matkę, bardzo miła Pani. Zapytałem czy się kolegujecie odpowiedział przyjażnimy się on tak jak ja kocha Czerwonych. Wujku a gdzie się spotykacie. to jest nie ważne odpowiedział Ksiądz. Zapytałem czy podczas spowiedzi ? Nie pytaj i pamiętaj zachowaj na zawsze to co Tobie powiem On nie tylko kocha Ojczyznę ale i Pana Boga.

    Uważajcie i bądżcie czujni nie mów Jemu,że o Nim rozmawialiśmy czym człowiek mniej wie tym jest

    bezpieczniejszy.Martwię się o Was żeby Wam nic złego się nie stało,bo zginiecie.Będę o Was się modlił.Dotrzymałem słowa, Szaremu nic o tej rozmowie nie wspomniałem .Natomiast Szary powiedział do mnie któregoś dnia mamy wspólnego znajomego w sutannie z którym się spotykam jak przyjdzie na to pora a przyjdzie, spotkamy się razem.Wiedziałem o kim mowa,milczałem jak miałem przykazane.

    Teraz tak rozmyślam i przypominam sobie ten okres życia.Ksiądz Józef musiał spowiadać Szarego

    konfesjonał to święte miejsce tajemnicy milczenia, musiał Ksiądz uszanować i nic mnie więcej nie

    powiedział

    Znając zagrożenie przekazał otuchę,że będzie się modlił za nasze życie i zbawienie.

    Spełniając przysięgę daną Pasterzowi muszę milczeć i nie mogę jej złamać ale potwierdzam, słowa Kapłana ,że Szary nosił w sercu Ojczyznę i Pana Boga.

    Ja choć bity i maltretowany nie przyznałem się Ubowcom do PRL-u zdrady może dlatego nadal żyję

    a modlitwa Księdza Józefa pomoc Boską wyjednała. Często w pacierzu za zbawienie Duszy Wuja Józefa i moich Przyjacół o to proszę aby przekroczyli progi domu Pana Boga.

    Ponieważ nie otrzymałem odpowiedżi od Księży Proboszczów,następców już nie żyjącego Ks.Józefa Markowskiego informacji o które prosiłem postanowiłem wspomnienia te zakończyć słowami księdza Józefa „ON” to znaczy „Szary” nie tylko kochał Ojczyznę ale i Pana Boga.

    „Szary” mój Bracie, jesteś w domu Pana Boga – jak Pan Bóg pozwoli to się tam spotkamy ” Tosiek”

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s