Paweł Kukiz.Do historii przejdzie albo jako bohater i współtwórca zmiany albo jako podły zdrajca.


Małgorzata I. Niemczyńska
02.05.2015 01:00
A A A Drukuj
Paweł Kukiz

Paweł Kukiz (#Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie ta historia o człowieku, który szedł z krzyżem za ludzi, a oni na niego pluli. Gdyby nie Biblia po prostu. Czy czuję się wybrany? W jakimś sensie tak
Paweł Kukiz na okładce popkulturalnego magazynu „Machina” z połowy lat 90.: kurtka z białym futerkiem, rozpięta jaskrawa koszula odsłania owłosiony tors. Na palcu pierścień, na nosie ciemne okulary, lekki zarost, delikatny uśmiech. Gwiazdor.Prawie 20 lat później, prawicowy tygodnik „Do Rzeczy”. Twarz Kukiza na okładce pomalowana na biało-czerwono, ramiona nagie, na szyi łańcuszek. Na czole i wokół ust głębokie bruzdy. W niebieskich oczach płonie ogień, usta wykrzywia grymas. Nagłówek brzmi: „Obalić system III RP”.

The Who przyjeżdża do Niemodlina

„Kuk-Iz” znaczy „niebieskie oczy”. Nazwisko pochodzi najpewniej od Tatarów, ale jeszcze w XVIII wieku brzmiało Kukizowski. Marian Kukiz, dziadek Pawła, jest przodownikiem Policji Państwowej. Mieszka w województwie tarnopolskim. Dziś to Ukraina. Po klęsce 1939 roku zostaje aresztowany przez NKWD. Kilkanaście miesięcy później ginie we lwowskim więzieniu. Żonę, syna i córkę czeka zsyłka do Kazachstanu. Tadeusz ma kilka latek. Choruje – najpierw na czerwonkę, potem na dur brzuszny.

Wiele lat później Paweł zapyta tatę, czy mieli tam druty kolczaste. W odpowiedzi usłyszy: „Po co? Wokół był tylko step. Nie było sensu uciekać”.

Kiedy Paweł Kukiz przychodzi na świat 24 czerwca 1963 roku w opolskim Paczkowie, Tadeusz jest poważnym i zamkniętym w sobie 31-latkiem. W Kazachstanie spędził sześć lat, po przebytych chorobach musiał na nowo uczyć się chodzić. Ukończył medycynę. Żonę Mariannę, śpiewaczkę operową, poznał w Warszawie, kiedy przyszła do niego po poradę lekarską.

Po Pawle rodzi się Grażyna (zostanie dentystką, wyjdzie za reumatologa). Kukizowie mieszkają w Niemodlinie, gdzie w lokalnym szpitalu Tadeusz prowadzi oddział chorób wewnętrznych. W wolnej Polsce będzie aktywnie działał w Związku Sybiraków oraz Towarzystwie Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Cieszy się szacunkiem.

– Ojciec jest konserwatystą – opowiada Paweł Kukiz. – Nigdy nie poszedł na żaden układ z systemem. Prowadził pracę naukową w Warszawie, mógł zrobić karierę. W Państwowym Instytucie Higieny na Chełmskiej w ich zespole było trzech chłopaków, dwóch doszło do profesury. Ojciec był najpracowitszy, ale został prowincjonalnym lekarzem, bo nie chciał się zapisać do PZPR. Do Niemodlina wziął ze sobą matkę. Ona jest warszawianką, w małym miasteczku czuła się jak na zsyłce. Nie chodzi o poczucie wyższości, tylko o to, że nie miała szans na spełnienie artystycznych marzeń.

Niemodlin to małe miasteczko. Główna ulica ciągnie się wzdłuż rynku. W bramie po prawej mieści się piwiarnia, jest też dom kultury, w którym nastoletni Paweł dłubie we wzmacniaczach. „Na mojej ulicy/ nie mieszka już Chrystus/ a Szatan się z niej wyprowadził” – napisze w tekście piosenki. Do szkoły idzie rok wcześniej, długo jest najmniejszy i najsłabszy w klasie. Na dodatek wcale nie jest Pawłem, tylko „synem tego lekarza”. Aż wreszcie się buntuje.

W liceum ma długie włosy i wdaje się z nauczycielami w konflikty o bzdury – a to nie ma kapci, a to tarczy szkolnej. Rodzice chodzą na dywanik, potem awantura w domu.

Koledzy przynoszą do szkoły kolorowe magazyny z Zachodu. Paweł patrzy na zdjęcie słynnej kapeli The Who na tle zmasakrowanego sprzętu. Już wie, kim chce zostać.

– Miałem kiedyś taki pomysł, żeby po maturze zdawać do Wyższej Szkoły Milicji Obywatelskiej w Szczytnie i rozwalić komunizm od środka – wspomina. – Ojciec spokojnie mnie wysłuchał i powiedział: „Bardzo dobrze, ale najpierw może skończ prawo. Będziesz miał ułatwiony start”. Uważał, że studia są najważniejsze. Chciał dla mnie jak najlepiej. Ale to spowodowało konflikt, bo ja przede wszystkim chciałem grać. Pojednanie z ojcem trwało długo. Zbliżyliśmy się dopiero niedawno.

Mogę robić, co chcę

Jarocin, rok 1985. Młodziutki, chudy jak patyk Paweł Kukiz ma żółtą koszulkę bez rękawów i natapirowane włosy. Filmowcy zapraszają go do dokumentu o festiwalu.

„Ja nie mam gdzie indziej możliwości zaprezentowania swojego spojrzenia na świat tylu osobom, tylu ludziom, ilu przyjechało tutaj – mówi w „Fali”. – To znaczy, oczywiście, mógłbym – mógłbym zapisać się do ZSMP, prowadzić działalność polityczną, ale wtedy byłbym ograniczony. Wtedy bym musiał myśleć tylko o jednym – miałbym jedną ideę, jeden kierunek. A tutaj mogę robić to, co chcę. I tylko mogę się podobać lub nie”. Uśmiecha się. „I to jest fajne”.

Gdy zza kadru pada hasło „przyszłość”, poważnieje: „Trzeba walczyć o teraźniejszość. A jeżeli się wywalczy teraźniejszość, wtedy będziemy mieli przyszłość”.

Pierwszy zespół nazywa się Hak. Wygrywa z nim Jarocin w 1983 roku. Trochę przez przypadek, bo grupa omyłkowo zostaje zakwalifikowana do dnia punkowego (ma w nazwie „a” w kółeczku jak „anarchia”) i po prostu wyróżnia się na tle pozostałych kapel grających w stylistyce „trzy akordy, darcie mordy”. Gdy szczęśliwy muzyk wchodzi na scenę, lecą kamienie. Potem będzie mówił, że dostał lekcję na całe życie: sukces jest względny.

Najbardziej znany kawałek Haka to „Ołowiane głowy”, brzmi trochę jak Lady Pank. Kolejny zespół nazywa się CDN, a dopiero potem jest Aya RL. W składzie są jeszcze Igor Czerniawski i Jarosław Lach.

– Poznaliśmy się w Jarocinie – opowiada Walter Chełstowski, twórca festiwalu, menedżer Ayi i odkrywca Kukiza. – Paweł był wtedy młodym chłopakiem, bardzo energetycznym. Miał ciekawy głos. Czasem nawet w głosie człowieka słychać bunt czy charyzmę. Nie zapomnę kilku miesięcy, które spędziliśmy w mieszkanku Igora w wieżowcu na warszawskiej Ścianie Wschodniej. Kawalerka na 22. piętrze: pokoik, ubikacja i malutka kuchenka, w sumie ze 20 metrów. I tam czterech chłopów plus żona Igora. Było strasznie gorąco. Siedzieliśmy, wymyślając i kombinując. Wspaniały, twórczy czas.

Kukiz się uczy – pisać i śpiewać. Wskazówki daje mu Walter. Czasem z 15 nowych tekstów odrzuca mu dziesięć. Muzyk się rozwija.

Zaczyna też studia, ale ciągle bierze dziekanki. W sumie zaliczy kilka semestrów administracji we Wrocławiu, a w Warszawie – prawa i nauk politycznych. Żadnego kierunku nie skończy. W czasie wrocławskich strajków studenckich występuje z CDN. Poznaje Grzegorza Schetynę, późniejszego wszechwładnego wicelidera PO, dziś ministra spraw zagranicznych, wtedy – energicznego szefa NZS. Kolegują się.”Pierwsza, czerwona płyta Ayi brzmi po latach jak lekcja marksizmu-leninizmu. Spójna ideologicznie niczym wojskowy regulamin” – napiszą w „Machinie” Grzegorz Brzozowski i Filip Łobodziński. Kukiz się oburzy – przecież Aya była antykomunistyczna! Ale tak naprawdę piosenki, które utrwalą przekonanie, że artysta był w młodości lewakiem, są trzy. Każda nagrana z innym zespołem.

„Skóra” to hit Ayi RL. Brzmi jak protest song przeciwko nietolerancji. „Stoję na ulicy z nią, śmiechy wkoło nas/ Ktoś przechodzi, trąca łokciem, pluje Małej w twarz/ Głośno mówię: >>Mała, patrz. Cywilizowany świat!<<” – śpiewa Kukiz.

„Na falochronie” Emigrantów ma wydźwięk antymilitarny: „Powiedz mi, kto dał im prawo walk/ Gdy moje serce chce bić/ Żyć dla ciebie cały czas/ Powiedz mi, dlaczego mam się bać/ Na baczność stawiać sny/ Zapiąć się w brązowy pas./ (Ref.): Jeszcze dzień, wyjdę stąd/ Rzucę bagnet, rzucę broń,/ Przeskoczę każdy mur/ Jeszcze dzień, wyjdę stąd/ Przeskoczę każdy mur”.

I wreszcie „ZCHN zbliża się” nagrane z zespołem Piersi.

Liczę na Franciszka

Jest rok 1992. Na melodię poważnej pieśni kościelnej Kukiz zawodzi: „Ksiądz proboszcz już się zbliża/ Już puka do mych drzwi/ Pobiegnę go przywitać/ W mym ręku wino drży/ O szczęście niepojęte/ Ksiądz sam odwiedza mnie/ Sąsiedzie wspomóż rentą/ Bym mógł pokazać się/ W spiżarni trzymam koniak/ W lodówce wódki dwie/ Pobiegnę po kieliszki/ Ksiądz lubi napić się/ O szczęście niepojęte/ Ksiądz wypił flaszki dwie/ Sprowadzę go po schodach/ Bo sam wywróci się”. „Szatan” – podpisuje się na płycie autor tekstu.

Kukiz na wszelki wypadek czeka z publiczną prezentacją piosenki, aż ksiądz ochrzci mu córkę. Wkrótce dwie prokuratury wszczynają śledztwo: przeciwko radiu Eska, które wyemitowało utwór, i Polskim Nagraniom, które wydały album „Piersi”. Powód? Obraza uczuć religijnych.

Muzyk powtarza w wywiadach, że ma ślub kościelny i maturę z religii. Jednym opowiada, że inspiracją dla piosenki była gazetowa wzmianka o księdzu, który rozbił toyotę, innym mówi: „Ksiądz Marek w miejscowości, w której mieszkałem, prowadził taki tryb życia. Sypiał z żoną mojego kolegi, a potem tą samą ręką podawał mi ciało Chrystusa”.

Później będzie się upierał, że piosenka była wyrazem najgłębszej troski o dobro Kościoła. – Nie ulega wątpliwości, że Kościół jest obecnie spatologizowany – zapala się. – Nie pozwolę go jednak na każdym kroku opluwać, bo zawsze był ostoją tradycji. W dużej mierze dzięki niemu mówimy dzisiaj po polsku. Dzieje się w nim źle nie tylko u nas, ale też na całym świecie. Liczę na papieża Franciszka i jego dążenie do tego, by Kościół wrócił tam, gdzie jest jego miejsce: na parter, do ludzkich serc. W tym jest Kościół, a nie w złotej kecie biskupa, purpurowej czapce i siedmiokilogramowym krzyżu.

W Niemodlinie kawałek zostaje odebrany jako atak syna na ojca. Na dodatek plotka głosi, że muzyk poszedł po poradę prawną do Jerzego Urbana. Jeden z duchownych, z którym Tadeusz Kukiz był w zażyłych stosunkach, pisze: „Szanowny Panie Doktorze, w związku z wyczynami Pańskiego syna proszę uważać naszą znajomość za niebyłą”. Ojciec czuje absurd sytuacji, ale ma żal.

Wystarczy dotyk

Kariera Kukiza przyspiesza. W 1993 roku wydaje z Piersiami płytę „My już są Amerykany”. W tytułowym kawałku szydzi z zapatrzenia Polaków w zachodni styl życia: „Tak se myślę, mam natchnienie/ Mów mi Johnny, a nie Heniek/ Bo my są już Amerykany/ Mamy glany, my są pany/ Lubię śpiewać zagranicznie/ Bo to zawsze zabrzmi ślicznie/ Jak zaryczę po angielsku/ To się czuję jak po zielsku”.

Kilka lat później sam występuje w reklamie Pepsi. Teraz drwi z niego Kazik Staszewski: „Spragniony do picia nieledwie się zbliżam/ Wiedziony reklamą z udziałem Kukiza”.

– Dlaczego wystąpiłem w reklamie? – pyta Kukiz. – Bardzo proste: dla pieniędzy i przygody. To był kapitalistyczny napój, kolorowo mi się kojarzył. Rzecz do usprawiedliwienia. Do dziś wolę pepsi od coli. Ale nie ukrywam, że największe wrażenie zrobiła na mnie kwota, którą mi zaproponowano. Oznaczała dla naszej rodziny rozpoczęcie samodzielnego, absolutnie niezależnego od nikogo życia.

Rodzina to Małgorzata, piękna brunetka, nauczycielka klas I-III i psycholog szkolny, Julia, Pola i Hanna.

Gdy w 1991 roku rodzi się Julia, muzyk jedzie na saksy. W Niemczech wyrzuca gnój, pracuje na budowie. Przywozi niezłe pieniądze. Pola przychodzi na świat trzy lata później. Kukiz rzadko bywa w domu. Ciągle gra koncerty. Jest nerwusem, wdaje się w awantury, nadużywa alkoholu. W środowisku krążą anegdoty o tym, jak dał po pysku kelnerowi, bo ten nie chciał mu już nalać.

W filmie „Ave Kukiz” z 1995 roku mówi: „Miłość to uczucie, do którego trzeba dojrzeć. I chyba często, jeżeli się nie dba o pielęgnację tego uczucia, to uczucie przemijające. Jeżeli zapomina się o tym, co to jest dotyk, co to jest trzymanie się za rękę, jeżeli się zapomina o początku. Trzeba o nie dbać po prostu. Chyba przestałem, muszę zacząć znowu”.

Małgorzata w tym samym filmie: „Raz jest taki, raz jest taki. Straszny chaos wiecznie”. „Mieszkamy raz tu, raz tam. Nasze życie to ciągłe rozjazdy i wyjazdy jego lub nasze wspólne”. „Strasznie go kocham. Gdybym tego człowieka nie kochała, to chybabym zwariowała po…” – urywa zamyślona. „Jakbym jej nie kochał, tobym z nią nie był” – mówi Kukiz w następnej scenie. A może się wydawać kochliwy.

W 1995 roku jest góralem, zakochuje się, a potem ratuje świat („Girl Guide” Juliusza Machulskiego, nagroda aktorska na festiwalu w Gdyni). W 1998 roku mści się za śmierć kolegi, wciskając swym ofiarom do gardła kiełbasę („Billboard” Łukasza Zadrzyńskiego). W tym samym roku ściąga długi w małym upadającym miasteczku i znowu się zakochuje („Poniedziałek” Witolda Adamka). Potem jest m.in. księdzem zakochanym w zakonnicy („S@motność w sieci” Adamka). Karierę aktorską kończy równie nagle, jak ją rozpoczął. Bo nie ma – jak mówi – interesujących ról.

– Już wtedy odniosłem wrażenie, że ta polityka w nim siedzi – mówi Jerzy Pilch, który w 2001 roku gra z Kukizem w filmie „Wtorek”, kontynuacji „Poniedziałku”. – Wydawał się rozdarty pomiędzy środowiskiem, w którym się obracał jako kontrowersyjny muzyk rockowy, a domem rodzinnym. Ojciec był w życiu Pawła ważną osobą. I on miał chyba taki problem – jak to często mają faceci – że robił niekoniecznie to, co było spełnieniem wyobrażeń jego rodziców. Każde jego działanie było podszyte jakimś niespłaconym długiem w stosunku do ojca.Nie potrafię, nie tykam

W 2000 roku rodzi się Hanna. Kiedy się okazuje, że dziewczynka ma dysfunkcję nerek, Kukiz jest od kilku tygodni w ciągu alkoholowym. Wtedy postanawia, że jedna chora osoba w domu wystarczy.

– Alkohol robił ze mną, co chciał – przyznaje. – Nie byłem wolny. Kiedy to zrozumiałem, przestałem pić. Detoks, trzymiesięczne leczenie zamknięte. Nie udało się od razu tak łatwo. Kilka razy wydawało mi się, że już potrafię to kontrolować. Ale nie, nie potrafię – dlatego w ogóle nie tykam.

Gdy Hania ma sześć lat, dostaje nową nerkę. Po pierwszej transplantacji – moment oddechu. Ale nie, potrzebna jest druga operacja. Małgorzata kilka razy w tygodniu jeździ z córką na dializy. Kukiz odwozi Julię i Polę do szkoły, gotuje, pierze. I zbliża się z ojcem.

Stan Hani wreszcie się stabilizuje.

Wtedy Kukiz postanawia założyć winnicę. Kupuje ziemię pod Lewinem Brzeskim (niedaleko wybudował dom). Nadaje krzewom imiona, sam ich dogląda. Lubi wyobrażać sobie, jak na starość przechadza się alejką i przycina gałązki.

– W tym roku zrobiłem tylko soki – mówi. – Przepisy są takie, że jak chcesz przenieść butelkę z jednego pomieszczenia piwnicznego do drugiego, to musisz to zrobić w obecności urzędnika celnego. Koszmar. Musiałbym zostawić wszystko i siedzieć przy tych dwóch hektarach. A poza tym – powiedzmy sobie szczerze – jeszcze jest za wcześnie, żeby robić wino. Jednak ten zapach ma w sobie coś takiego, że w sytuacjach ekstremalnych można by zejść do piwnicy, co w moim przypadku nie jest wskazane. Ale z całą pewnością do tego wrócę.

Będzie robił wino i nie pił? – A po co? Wystarczy mi radość tych, którzy mogą pić.

Jestem moherem

Za zmianami w życiu osobistym idzie wolta ideowa. 27-letni Kukiz śpiewał: „rzucę bagnet, rzucę broń”, 52-letni chce wzmocnienia armii. Współautor „Skóry”, manifestu tolerancji, podpisuje protest przeciwko planowanej w Warszawie europejskiej paradzie mniejszości seksualnych.

– Mam przyjaciół gejów, mam koleżanki lesbijki – przekonuje Kukiz. – Powiem jak papież Franciszek: „Nie mnie oceniać”. Ale nie może być tak, że mniejszość terroryzuje większość. Dwóch gejów Dolce i Gabbana – moi idole w tym momencie – powiedziało, że sprzeciwiają się adopcji dzieci, bo dziecko powinno mieć mamę i tatę. Natychmiast zostali określeni homofobami. Przecież to przekroczyło granice schizofrenii! Nikt mnie nie zmusi, żebym podziwiał 60-letniego opasłego wieprza w pióropuszu i w lateksie z dziurą na odbycie. Ja nie katuję nikogo zdjęciami z moją żoną w miłosnych pląsach.

Kiedy powszechnie zaczyna się mówić o nim „homofob”, pisze na Facebooku, że w latach 90. pomagał stowarzyszeniu Lambda. Ale Lambda nie potwierdza. – Nie wiemy, co miał na myśli – mówi Yga Kostrzewa, rzeczniczka stowarzyszenia. – To było wtedy bardzo małe środowisko, wszyscy się znali, a nikt go nie pamięta.

Kukiz protestuje także, gdy nazywa się go faszystą. – Dlaczego hajlowałem na koncertach? Przecież to była prowokacja – mówi. – Kiedy poparłem Marsz Niepodległości, opolski oddział „Wyborczej” zaczął o mnie pisać: „sprzymierzeniec spadkobierców polskich faszystów”. A ja poparłem ten marsz, bo polska władza nie planowała w tym roku żadnych obchodów i nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, kto go organizuje. Później się wycofałem.

Muzyk rozstaje się z Piersiami i nie szczędzi im gorzkich słów. „Ja wszystko przetrzymam – nazywanie faszystą, oszołomem, frustratem… Ale żeby z Piersi, z mojego dziecka, kurwę zrobić… Zostawiłem Wam nazwę… Wszystko Wam oddałem… Jak możecie… Żeby aż tak” – pisze na Facebooku po występie muzyków w „Dzień dobry TVN”, po czym szybko kasuje post. Ma im za złe, że obniżyli loty. Nagrywa solowe płyty: „Siła i honor”, a potem „Zakazane piosenki”. W wywiadach mówi, że przed koncertami odmawia „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”.

W utworze „Samokrytyka (dla Michnika)” śpiewa: „Jestem moherem, oszołomem,/ Nazistą, świnią, homofobem,/ Zdrajcą, agentem, pomyleńcem,/ Wrogiem dla Rosji i Unii Europejskiej,/ Katolem, który nie rozumie,/ Że zarodek to nie człowiek,/ Bo chodzić nie umie,/ Głąbem, co wciąż ma jedną żonę/ Jestem moherem/ Oszołomem”.

Od słów szybko przechodzi do działania. We wrześniu 2012 roku inicjuje wraz z Ruchem Obywatelskim na rzecz JOW akcję Zmieleni.pl. Domaga się wprowadzenia w wyborach do Sejmu 460 jednomandatowych okręgów wyborczych. Twierdzi, że popierał Platformę Obywatelską, bo ich wprowadzenie obiecał mu osobiście jego dawny kolega Schetyna (minister zastanawia się przez tydzień, czy rozmawiać z nami na ten temat, wreszcie jego rzecznik przekazuje: „Szef nie czuje tematu”). Kukiz nagrywa też piosenkę „JOW!”, w której śpiewa: „To nie jest demokracja/ Tu rządzi partiokracja/ Złodziejka i stagnacja/ Trzeba chamom zabrać złoty róg”.

– W ordynacji proporcjonalnej rozgrywają nas Niemcy i Rosja – wykłada. – Amerykanie nieprzypadkowo zostawili ją w Iraku i Afganistanie. Taka ordynacja posługuje się systemem wodzowskim, a przez jednego wodza łatwiej kontrolować cały naród. Tak samo jak Merkel kontrolowała przez Tuska, co dzieje się w Polsce, i właśnie dlatego w momencie zagrożenia ewakuowała go do Brukseli. Nie mam co do tego wątpliwości. Kiedyś rozmawiałem z Tuskiem o projekcie jednej z ustaw i zapytał mnie, czy ta ustawa może być taka jak w Niemczech. Przysięgam. Inaczej spojrzałem na dziadka z Wehrmachtu.

Ku-Klux-Klan

Polityka wciąga go na całego. W listopadzie zostaje radnym. Z ramienia komitetu Bezpartyjni Samorządowcy, czyli sierot po politycznej inicjatywie prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, ląduje w sejmiku dolnośląskim. Pracuje w komisjach: współpracy zagranicznej oraz kultury, nauki i edukacji. W lutym ogłasza, że zamierza startować w wyborach prezydenckich.

Jego 83-letni ojciec powoli gaśnie. Kukiz nieustannie powtarza, że cholernie mu się spieszy. Cały program buduje wokół jednomandatowych okręgów wyborczych. – On całkiem odjechał, zapętlił się na tym jak wariat – mówi kolega z dawnych lat. – Nic do niego nie dociera.Coraz częściej słychać, że Kukiz, dotąd polityczny byt osobny, zaczyna rozważać sojusze. Artur Zawisza, jeden z liderów Ruchu Narodowego, mówi o Ku-Klux-Klanie, czyli koalicji Kukiza, Janusza Korwin-Mikkego i narodowca Mariana Kowalskiego. Pasują do siebie – Korwin mieni się obrońcą tradycyjnych wartości i wolnościowcem, Marian Kowalski maszeruje w święto „żołnierzy wyklętych” i wyjaśnia, że „patriotyzm (…) robi z człowieka gospodarza we własnym domu, we własnej Ojczyźnie”. „Trzech panów K.” miałoby zgarnąć w jesiennych wyborach do Sejmu kilkanaście procent głosów.

Jedni uważają, że to koniunkturalizm – dla dobra sprawy, w którą wierzy, Kukiz jest gotów sprzymierzyć się z samym diabłem. Inni – że naprawdę odpłynął. „Nie jest mi po drodze ani z Ku-Klux-Klanem, ani z tymi, którzy chcą strzelać do górników, a związkowców kłaść na Powązki. Bo w tym ani Boga, ani Honoru, ani Ojczyzny” – pisze na Facebooku, pijąc do Korwina. Ale jeszcze zbierając podpisy, mówił o nim: „My idziemy cały czas razem”.

Na fali

Nawrócony buntownik płynie na fali wznoszącej. W ostatnich sondażach ma 11-procentowe poparcie, jest na trzecim miejscu. Ale co będzie, jeśli się okaże, że ludzie jednak wolą kogoś, kto „broni tego magdalenkowego systemu, status quo” albo „reprezentuje interesy klanu PiS-owskiego”, jak mówił w wywiadzie wideo na stronie „Super Expressu” o Komorowskim i Dudzie?

– Bardzo mocno wierzę w Boga – wyznaje Kukiz. – Bez niego nie poradziłbym sobie w najtrudniejszych chwilach. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie ta historia o człowieku, który szedł z krzyżem za ludzi, a oni na niego pluli. Gdyby nie Biblia po prostu. Czy czuję się wybrany? W jakimś sensie tak. Bo mam misję: donieść JOW-y, zmienić konstytucję, oddać państwo obywatelom. Czuję się już pewniej, bo coraz więcej ludzi wie, o czym mówię, ale wcześniej miałem obok siebie tylko kilku gotowych na wszystko w walce z systemem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Paweł Kukiz.Do historii przejdzie albo jako bohater i współtwórca zmiany albo jako podły zdrajca.

  1. zenobiusz pisze:

    @Autor
    Ja też miałem taki moment rozmarzenia. Duda zostaje prezydentem, a Kaczyński proponuje publicznie Kukizowi – „Panie Pawle, ustalmy, co możemy zrobić wspólnie i zmieńmy razem Polskę” – wysyłając na rozmowy z nim delegację pod kierunkiem Mariusza Kamińskiego, który może Kukizowi dokładnie opowiedzieć, co w praktyce taka próba oznacza, oraz kilka osób, które powiedzą, jak zorganizować partię przy minimalnych stratach własnych. Tak, aby ta fala zmian niosła ze sobą jak najmniej śmieci.

    A dalej dostępujemy wszyscy wniebowzięcia, albo Kukiz propozycję odrzuca i zaczyna się, dla niego lub dla nas wszystkich, piekłowstęp.

    ?

    Ale rzeczywiście, chyba jedyna nadzieja w „zawrocie głowy” od sukcesu u Kukiza i próbie wybicia się na samodzielność. Ale zdajesz sobie sprawę, co się wtedy, po zdjęciu medialnego parasola nad Kukizem zacznie dziać? Mogą go załatwić w dwa-trzy miesiące. Przy czym nawet tu nie wspominam o możliwych hakach, jakie życie rockowca ze sobą niesie.
    http://eska.salon24.pl/646691,kukiz-zrobil-swoje-kukiz-moze-odejsc

    Lubię

  2. zenobiusz pisze:

    Lubię

  3. zenobiusz pisze:

    Lubię

  4. zenobiusz pisze:

    http://niezalezna.pl/66965-namawiaja-w-ii-turze-glosowac-na-kukiza-za-prowokacja-stoi-zwolennik-komorowskiego

    Co ciekawe przed całą inicjatywą swoich wyborców ostrzegł na Twitterze sam Paweł Kukiz, który

    apeluje, żeby uważać na tego typu działania i „oddzielić ziarno od plew”.

    Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że internauci ustalili, iż mężczyzna, który rozsyłał zaproszenia do dołączenia do akcji „W II turze zagłosuję na Pawła Kukiza!”, pojawia się na Facebooku na zdjęciach pod Bronkobusem, trzymając w ręku transparent z hasłem „#PopieramKomorowskiego”.

    • Jak to ludzie @Komorowski kombinują, żeby wyborcy @PrezydentKukiz nie głosowali na @AndrzejDuda – napisał na Twitterze Maciej Stańczyk, który postanowił nagłośnić całą sprawę.

    Lubię

  5. zenobiusz pisze:

    Lubię

  6. zenobiusz pisze:

    Lubię

  7. zenobiusz pisze:

    Lubię

  8. zenobiusz pisze:

    Lubię

  9. zenobiusz pisze:

    Lubię

  10. zenobiusz pisze:

    Lubię

  11. zenobiusz pisze:

    Lubię

  12. zenobiusz pisze:

    Lubię

  13. zenobiusz pisze:

    Lubię

  14. Wizja pisze:

    Nie wiem ,jakim prezydentem okazałby się Kukiz , ale kiedy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę pt. „Skóra ” – powiedziałam , że autor otarł się w niej o geniusz ………

    Lubię

  15. zenobiusz pisze:

    Lubię

  16. zenobiusz pisze:

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.