Poligamia: następny przystanek postępu


http://tomek.laskus.salon24.pl/657296,poligamia-nastepny-przystanek-postepu

Poligamia jest logicznym postulatem środowisk postępowych, spójnym z ich wizją świata i spójnym z kondycją moralną (a raczej seksualną), w której znalazł się dziś Zachód. Tak oto cywilizacja zatacza koło. Bardzo głupie koło

Bronisław męczy schyłek swojej smutnej prezydentury dokładnie w taki sposób, w jaki przegrał pewną reelekcję, butnie i arogancko odgrażając się opozycji o jakichś pamiętnikach i wycieczkach. Ewa Kopacz męczy schyłek swojego smutnego premierowania w dokładnie taki sposób, w jaki Bronisław przegrał pewną reelekcję, krzątając się niezbornie pomiędzy ludźmi i zagadując akurat tych (jak kotlecik?), których replika zatrzęsie internetami ze śmiechu (przepraszam, jem teraz). Słowem, choć kampania trwa, czuć w powietrzu atmosferę cokolwiek ogórkową, a że u nas niewiele się dzieje, warto zajrzeć tam, gdzie „sezon ogórkowy” może się bardzo niepysznie kojarzyć. I to wcale nie ze względu na nudę.

Sąd Najwyższy w USA zalegalizował homoseksualne małżeństwa. Fejsbuki, tłitery i inne instagramy opanowane zostały przez barwy tęczy, które postępowcy wszystkich krajów wplatali w swoje awatary, a poczucie głośno artykułowanego triumfalizmu i spełnionej misji napełniło serca przedstawicieli „jasnogrodu”. Radość nie trwała jednak długo, bo zafrasowali się nie na żarty co przytomniejsi prominenci środowisk dyskryminowanych i dławionych chrześcijańską pięścią. Zafrasowali się, bo, jak w każdej organizacji, tak i w tych, które zawodowo zajmują się wyciąganiem dużej kasy w zamian za walkę z heteronormatywnym terrorem (homoseksualne lobbies), są tacy prominenci, którzy widzą szerzej, dalej, dokładniej. Dopatrzyli się więc oni, i słusznie się dopatrzyli, problemu: skoro sprawa homomałżeństw została wygrana, to skąd będą teraz płynąć granty, stypendia, fundusze otrzymywane za bycie dyskryminowanym? Taki typowy paradoks leku na raka: przecież jeśli wyleczymy wszystkich, to nikt nam nie zapłaci za leczenie.

Od tego są jednak prominenci, żeby radzić sobie z takimi problemami. Wyradzili więc. Jak w każdej rewolucji, która trwa mać, gdy już spadnie głowa ostatniego kontrrewolucjonisty, jedynym, co pozostaje, żeby ogień wciąż buchał, jest otwarcie nowego frontu. I to się właśnie dzieje na naszych oczach. Ten nowy front, który będzie rozpalał w niedalekiej przyszłości serca i umysły naszych dzieci (serca i umysły ich dzieci będą już najpewniej rozpalać CKM-y islamistów) nazywa się „poligamia”.

Jeszcze nie wszyscy libertyńscy zapaleńcy zdążyli „odtęczować” swoje fotki na portalach społecznościowych, a już na prestiżowym portalu politico.com ukazał się sporawy objętościowo felieton niejakiego Fredrika  Deboer’a, zatytułowany „Czas zalegalizować poligamię” (It’s Time to Legalize Poligamy). Felieton, który już od siedmiu dni eksponuje rubryka „najczęściej czytane”, wywołuje nielichy odzew (na ten moment ma ponad 150 tys. udostępnień na Facebooku, prawie 3,5 tys. na Twitterze i 16 tys. komentarzy).

Artykuł ten skondensować można do jednej myśli: właściwie, dlaczego nie? Skoro małżeństwo nie jest już związkiem kobiety i mężczyzny, co stoi na przeszkodzie, żeby prawo do jego zawarcia otrzymały nie dwie, ale trzy, cztery kochające się dorosłe osoby, które nikogo nie krzywdzą, a których uczucie nie powinno być dyskryminowane?

Żeby było śmieszniej/straszniej (niepotrzebne skreślić) polemizuje z tym poglądem Jonathan Rauch, również na łamach politico.com, artykułem „Nie, poligamia nie jest kolejnym homomałżeństwem” (No, Polygamy Isn’t next Gay Marriage). Rauch, zapewniając solennie o swoim wsparciu i lojalności wobec środowisk homoseksualnych, ostrzeliwuje pomysł kolegi z branży ciekawymi argumentami. Po pierwsze, naukowo dowiedziono, badając poligamiczne społeczeństwa z przeszłości, że małżeństwa grupowe są niekorzystne społecznie, gdy bowiem dany Andrzej zgarnia Alę, Olę i Jolę, zwiększa się prawdopodobieństwo, że dany Janusz będzie żył samotnie, co doprowadzi go do biedy, smutku i przemocy (tzn., autor w takim ujęciu zagadnienia nie przedstawia, pozwalam sobie jednak skondensować jego argumentację, w sposób oddający sens). Po drugie, problemem w przypadku mnogości legalnych partnerów pozostają kwestie formalne, które nie występują w związku dwóch osób, ot chociażby decyzyjność w sprawach urzędowych i medycznych.

Nie wiem, jak Was, mnie Jonathan Rauch nie przekonał. Argumentem z „dobroci dla społeczeństwa” można wywijać na wszystkie strony, stawiając chociażby taką tezę, że z punktu widzenia społeczeństwa niekorzystna jest promocja/demonstracja zachowań homoseksualnych, nie prowadzi ona bowiem do reprodukcji. Zaraz oczywiście zakrzykną homoaktywiści, że jak to, przecież z nikogo geja się nie da zrobić, jeśli się nim nie urodził! Ok, to ja wtedy odpowiem Rauchowi tak: nie da się zmusić Ali, Oli i Joli, żeby kochały Janusza, a nie Andrzeja, więc jeżeli któraś z dziewcząt nie będzie mogła zalegalizować swojego uczucia, nie znaczy to, że pokocha kogoś innego niż wybranka, który ma już jedną żonę. Ergo, ten Janusz, którego nikt nie kocha, i tak będzie biedny, smutny i agresywny. Nie da się zmusić do miłości, jesteśmy wolnymi ludźmi, nikogo nie krzywdzimy, mamy prawo kochać, a jeżeli kochamy więcej niż jedną osobę, to nasza sprawa i żadnym kościelnym moralistom nic do tego. A kwestie prawne, związane z podejmowaniem decyzji, to tylko rozwiązania techniczne. Wystarczy spisać trój/czwór/pięcio/itd.-stronny dokument, który to ureguluje w ramach poligamicznego małżeństwa.

 

No dobrze, skoro przekonuję już do związków poligamicznych, każdy Czytelnik, który dobrnął do tego miejsca, powinien zadać sobie pytanie: po co ja się w ogóle pakuję w te lewicowe miazmaty?

Pakuję się, bo jestem więcej niż pewny, że poligamia będzie następnym postulatem na sztandarach postępowców. Z trzech powodów.

Pierwszy zasygnalizowałem już wyżej. Zachód jest politycznie poprawny do granic obrzydliwości (właśnie pisząc te słowa zerknąłem na Twittera, a tam wiadomość o tym, że w Wielkiej Brytanii zamknięto dwie chrześcijańskie szkoły, ponieważ rząd uznał je za ekstremistyczne, ponieważ… głosiły one ideę małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, a jednym z kryteriów „ekstremizmu” w oświacie jest… stosunek do homoseksualizmu). W społeczeństwach zachodnich bycie dyskryminowanym to intratny biznes, z którego można żyć więcej niż przyzwoicie. Za coś więc dyskryminowanym być trzeba.

Dlaczego najlepiej za wielożeństwo? Bo, i to jest drugi powód, związki poligamiczne doskonale pasują do rozbuchanego seksualnie Zachodu, którego obywatele, także ci najmłodsi, bombardowani są seksualizującą się (i ich) kulturą. W społeczeństwach, w których upowszechnienie pornografii i wszechobecność bodźców seksualnych czyni tradycyjny seks nudnym i banalnym, poligamia się po prostu przyjmie, jako wygodna furtka do wyłgania się z moralnych wątpliwości na rzecz realizacji fantazji, zaczerpniętych z oglądania  tysięcy orgii. Kocham, jestem kochany/-a, a że kilku/z kilkoma? Nic w tym złego, to miłość, piękne ludzkie uczucie, a nie zwierzęca chuć. Brzmi kusząco, prawda?

Po trzecie zaś, będziemy mieć na Zachodzie poligamię, bo nie da się zejść z drogi majstrowania przy wartościach. Jeżeli odrzucamy tradycję, w myśl której małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, na rzecz „prawa do miłości, która nikogo nie krzywdzi”, nie ma żadnego powodu, żeby tego prawa pozbawiać kogokolwiek, kto „nikogo nie krzywdzi”. Każdy zwolennik małżeństw homoseksualnych, jeżeli chce być intelektualnie uczciwy, musi być także zwolennikiem małżeństw poligamicznych. Jeżeli o małżeństwie decyduje równość, zakaz dyskryminacji, prawo wyboru i prawo do szczęścia, nie można pozbawiać go kogoś tylko dlatego, że kocha równocześnie dwóch kolegów, a nie jednego.

Poligamia jest logicznym postulatem środowisk postępowych, spójnym z ich wizją świata i spójnym z kondycją moralną (a raczej seksualną), w której znalazł się dziś Zachód. Tak oto cywilizacja zatacza koło. Bardzo głupie koło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Poligamia: następny przystanek postępu

  1. zenobiusz pisze:

    Lubię

  2. zenobiusz pisze:

    Lubię

  3. zenobiusz pisze:

    Lubię

  4. zenobiusz pisze:

    Lubię

  5. zenobiusz pisze:

    UE może wkrótce nakazać krajom członkowskim przyjęcie rozwiązań dopuszczających zawieranie przez homoseksualistów związków na prawach małżeństwa.

    O takim rozwiązaniu pozytywnie wypowiedział się Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE na spotkaniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek.

    Według niego KE powinna podjąć działania, aby wszystkie kraje przyznały dewiantom seksualnym prawa małżeństw. Co więcej, proponuje wprowadzenie takiego prawa.

    Dr Błażej Kmieciak, bioetyk, mówi, że UE nie ma prawa ingerować w tak kluczowe sprawy. Podkreśla, że władze niektórych państw sprzyjają homoseksualistom, nadając im prawa zarezerwowane wyłącznie rodzinom.

    • To, co zdarzyło się w Stanach Zjednoczonych, to, co wcześniej zdarzyło się w Irlandii, a więc referendum, ale także decyzje sądu meksykańskiego dotyczące par jednopłciowych powoduje, że ta mała grupa „nabiera wiatru w żagle”. Pamiętajmy, że to są tzw. małżeństwa. To nie jest forma dyskryminacji. W małżeństwie każda ze stron podejmuje role, które są szczególnie istotne w tym momencie. W tego typu relacji, o której mówimy nie ma możliwości wymiany tych ról, nie ma możliwości dalszego tworzenia rodziny – zaznaczył bioetyk dr Błażej Kmieciak.

    W ostatnim czasie USA zalegalizowały tzw. homomałżeństwa. Prawo te narzucono we wszystkich pięćdziesięciu stanach. To pokłosie wyroku Sądu Najwyższego USA.

    RIRM

    Lubię

  6. zenobiusz pisze:

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.