Kóń jaki jest każdy widzi.Ktoś go dystansuje w podłości?


Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Kóń jaki jest każdy widzi.Ktoś go dystansuje w podłości?

  1. zenobiusz pisze:

    Lubię

  2. zenobiusz pisze:

    Lubię

  3. zenobiusz pisze:

    Lubię

  4. zenobiusz pisze:

    Lubię

  5. zenobiusz pisze:

    Lubię

  6. zenobiusz pisze:

    Lubię

  7. zenobiusz pisze:

    Lubię

  8. zenobiusz pisze:

    Lubię

  9. zenobiusz pisze:

    Lubię

  10. zenobiusz pisze:

    Lubię

  11. zenobiusz pisze:

    Lubię

  12. zenobiusz pisze:

    Lubię

  13. zenobiusz pisze:

    Lubię

  14. zenobiusz pisze:

    Lubię

  15. zenobiusz pisze:

    Lubię

  16. zenobiusz pisze:

    Lubię

  17. zenobiusz pisze:

    Lubię

  18. benka pisze:

    Marian Kowalski odwołany. Za krytykę porozumienia z Kukizem
    Dodano: 29.08.2015 [17:47]
    http://niezalezna.pl/70404-marian-kowalski-odwolany-za-krytyke-porozumienia-z-kukizem
    Marian Kowalski odwołany. Za krytykę porozumienia z Kukizem – niezalezna.pl
    foto: facebook.com/Kowalski.Marian
    Robert Winnicki odwołał Mariana Kowalskiego z funkcji wiceprezesa Ruchu Narodowego. Stało się tak po tym, jak Kowalski oświadczył, że nie będzie kandydował do parlamentu z list Kukiza i otwarcie krytykował porozumienie narodowców z muzykiem.

    Właśnie otrzymałem informację od Roberta Winnickiego, że odwołuje mnie z funkcji wiceprezesa partii Ruch Narodowy. Ledwie złożyłem oświadczenie, że nie będę kandydował z list Kukiza a ten sypnął atrakcyjnymi miejscami na liście działaczom RN
    – napisał na swoim facebookowym profilu były kandydat na prezydenta.
    Dodał też, iż „Kornel Morawiecki w wywiadach akcentuje, że RN został wzięty do Kukiza ze względu na posiadane struktury, ale podkreśla, że listy i tak można zmienić, a te się jemu nie podobają”.

    Traktowanie narodowców jak chłopców do czarnej roboty i trwałość przekonań Kukiza ciągle stawiają całość projektu pod dużym znakiem zapytania. Może to osobiste wrażenie, ale przyłączenie się do obozu wroga budzi we mnie wstręt. W końcu co szkodziło Żołnierzom Wyklętym zostać UBowcami? A jednak woleli nie jadać „ośmiorniczek”
    – zakończył Kowalski.

    Lubię

  19. benka pisze:

    Światowy Kongres Żydów chce Złotego Pociągu. Za „cierpienia i straty podczas Holokaustu”

    http://niezalezna.pl/70382-swiatowy-kongres-zydow-chce-zlotego-pociagu-za-cierpienia-i-straty-podczas-holokaustu

    Dodano: 29.08.2015 [09:24]
    Światowy Kongres Żydów chce Złotego Pociągu. Za "cierpienia i straty podczas Holokaustu" – niezalezna.pl
    foto: World Jewish Congress/Doron Ritter; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en
    Światowy Kongres Żydów zaapelował do polskiego rządu, by wszelkie rzeczy należące do Żydów, które znajdują się w tzw. Złotym Pociągu, zostały zwrócone potomkom prawowitych właścicieli. Generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski oświadczył jednak, że pociąg stanie się własnością Skarbu Państwa.

    Wczoraj informowaliśmy, że roszczenia do przedmiotów znajdujących się w Złotym Pociągu zgłaszają Rosjanie.

    Teraz okazuje się, że chętnych do przejęcia ewentualnych skarbów jest więcej. Światowy Kongres Żydów zaapelował, by znajdujące się w pociągu rzeczy, które należały do Żydów, zostały zwrócone potomkom prawowitych właścicieli.

    Organizacja dodała także bezczelnie, że jeśli ustalenie spadkobierców byłoby niemożliwe, to „wszelkie złoto lub inna znaleziona własność należąca do żydowskich rodzin lub przedsiębiorstw musi teraz przysłużyć się polskim Żydom, którzy niestety nigdy nie zostali właściwie wynagrodzeni przez Polskę za niewypowiedziane cierpienia, jakich doznali, i katastrofalne ekonomiczne straty podczas Holokaustu”.

    Światowy Kongres Żydów zasugerował więc, że za Holokaust odpowiedzialni są Polacy.

    Generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski zapewnia jednak na razie, że Złoty Pociąg będzie własnością skarbu państwa. 10 proc. wartości odnalezionego składu będzie – jako znaleźne – wypłacone dwóm mężczyznom, którzy zlokalizowali pociąg.

    Lubię

  20. benka pisze:

    Mec. Hambura: Roszczenia Rosjan i Żydów do „złotego pociągu” to dzielenie skóry na niedźwiedziu
    Dodano: 29.08.2015 [18:21]
    Mec. Hambura: Roszczenia Rosjan i Żydów do „złotego pociągu” to dzielenie skóry na niedźwiedziu – niezalezna.pl
    http://niezalezna.pl/70405-mec-hambura-roszczenia-rosjan-i-zydow-do-zlotego-pociagu-dzielenie-skory-na-niedzwiedziu
    foto: Václav Pastucha/SXC
    Zdarza się pisać w Niemczech o polskich obozach koncentracyjnych, to teraz wszędzie jest napisane „Nazi Gold” czyli złoto nazistów, albo „Nazi-Zug”, więc co do tego jest tutaj zgodność, że jest to nazistowski pociąg i aż mnie dziwi, że jest to tak konkretnie określane. Może on zawierać też rzeczy, które trzeba będzie utylizować. Nasuwa się pytanie kto wtedy za to zapłaci? – mówi portalowi niezalezna.pl mieszkający w Berlinie mec. Stefan Hambura.

    Jak Niemcy komentują poszukiwania „złotego pociągu” w Wałbrzychu?
    Zdarza się pisać w Niemczech o polskich obozach koncentracyjnych, to teraz wszędzie jest napisane „Nazi gold” czyli złoto nazistów, albo „Nazi-Zug”, więc co do tego jest tutaj zgodność, że jest to nazistowski pociąg i aż mnie dziwi, że jest to tak konkretnie określane. Z drogiej strony, ten przymiotnik „nazistowski” w Niemczech określa osoby bez przynależności narodowej. Tu widać konsekwentną linię w Niemczech.

    Niemcy nie roszczą sobie prawa do ładunku pociągu?
    Na razie tego nie widać. Znając nastawienie Niemców, do tego typu spraw podchodzą z dużą ostrożnością.

    Słyszymy, że Rosjanie czy Żydzi roszczą sobie prawa do „łupu”. Choć mało który kraj został tak ograbiony przez Niemców jak Polska…
    To przypomina dzielenie skóry na niedźwiedziu. Zobaczmy, co w tym pociągu faktycznie jest. Później będziemy rozmawiać na ten temat. Może on zawierać przecież też rzeczy, które trzeba będzie utylizować. Nasuwa się pytanie, kto wtedy za to zapłaci?

    Niemcy czekają na to znalezisko?
    To jest ciekawość bardziej wywołana przez tabloidalne podejście do tego tematu.

    W Wałbrzychu natomiast cały czas trwa typowanie miejsca, w którym pociąg został ukryty. Portal walbrzych24.com podał takie miejsce – znajduje się ono w pobliżu wałbrzyskiego Urzędu Skarbowego. We wskazanym miejscu pojawiła się od razu policja.

    Nadkomisarz Magdalena Korościk z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, potwierdziła to w rozmowie z niezalezna.pl.
    Poszła informacja, że ten pociąg jest między 61 a 65 kilometrem, jeżeli chodzi tory kolejowe. To rzeczywiście mogą być okolice Urzędu Skarbowego. SOK-iści i policja wystawiły tam patrol, ale nie po to, żeby zabezpieczyć teren, a czuwać nad bezpieczeństwem ludzi, aby nie łamali przepisów, bo chodzenie po torach jest zabronione. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo ludzi
    – podkreślała Korościk.

    Chodzi dokładnie o to miejsce:

    Lubię

  21. benka pisze:

    Rosja chce położyć łapę na ładunku „złotego pociągu”. Tymczasem ABW śpi…
    http://niezalezna.pl/70379-rosja-chce-polozyc-lape-na-ladunku-zlotego-pociagu-tymczasem-abw-spi

    Dodano: 28.08.2015 [21:56]
    Rosja chce położyć łapę na ładunku „złotego pociągu”. Tymczasem ABW śpi… – niezalezna.pl
    foto: BullionVault/Foter/CC BY-ND

    Propagandowa tuba Kremla w Polsce – Radio Sputnik – poinformowała na swojej stronie internetowej, że Rosja może rościć sobie prawo do ładunku… „złotego pociągu”.
    Powołano się przy tym na opinię rosyjskiego prawnika, który twierdzi, że prawa do zawartości pociągu przysługują krajom członkowskim antyhitlerowskiej koalicji, czyli m.in. byłemu ZSRS. Tymczasem Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego sprawą w ogóle się nie zainteresowała.

    – Jestem przekonany na poziomie 99 proc., że taki pociąg istnieje – powiedział Generalny Konserwator Zabytków Piotr Żuchowski w czasie piątkowej konferencji.

    Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego potwierdził, że widział zdjęcie georadarowe pociągu, który ma długość ponad stu metrów i „jest pancerny, a to oznacza, że mogą tam znajdować się bardzo cenne rzeczy”. Ujawnił też, że źródłowa informacja o miejscu ukrycia pociągu ma pochodzić od osoby, która brała udział w jego schowaniu w czasie wojny i wiadomość tę przekazała na łożu śmierci.
    Rzecz jest absolutnie bezprecedensowa, również co do materii znaleziska. (…) Wyjątkowe jest też to, w jaki sposób pociąg jest zabezpieczony. Wielką tajemnicą jest też jego zawartość
    – mówił wiceminister i podkreślał, że o zawartości znaleziska „możemy mówić dopiero wtedy, jak je dotkniemy”.

    Może się jednak okazać, że i owszem – dotkniemy, ale na dotykaniu się skończy, bo o złoto, o ile rzeczywiście tam jest, mogą upomnieć się inni. Na przykład Rosja – o czym poinformowano na stronie Radia Sputnik.

    Czytamy tam, że jeśli rzeczywiście mowa o składzie, który przewoził złoto i inne kosztowności z Wrocławia do Wałbrzycha, a następnie zniknął, to prawa do jego zawartości należą się krajom członkowskim antyhitlerowskiej koalicji. Tak uważa rosyjski prawnik Michaił Joffe.
    Bez wątpienia mienie musi zostać opisane i udostępnione krajom uczestniczącym w antyhitlerowskiej koalicji
    – uważa cytowany przez Sputnik Joffe i na tym nie kończy.
    Przedstawiciele Rosji niewątpliwie powinni brać udział w ustalaniu ładunku, który zostanie odkryty, jeżeli pociąg ten zostanie wyciągnięty. W tym przypadku Polska jest zobowiązana do zaangażowania międzynarodowych ekspertów, aby była jasność, o jakim ładunku, trofeum wojskowym jest mowa. I jeżeli to mienie zostało wywiezione z terytorium, w tym m.in. ZSRR, to dany ładunek zgodnie z prawem międzynarodowym musi zostać przekazany stronie rosyjskiej
    – dodaje prawnik.

    Tymczasem ABW sprawą „złotego pociągu” nie zainteresowała się w ogóle. Na pytanie portalu niezalezna.pl, czy Agencja objęła działania samorządu Wałbrzycha osłoną kontrwywiadowczą, otrzymaliśmy zaskakującą odpowiedź.
    Uprzejmie informuję, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego po zapoznaniu się z pismem od starosty wałbrzyskiego udzieliła odpowiedzi, w której wskazała, że sprawa nie leży w naszych kompetencjach
    – oświadczył nam rzecznik prasowy ABW Maciej Karczyński.

    I wyjaśnił, że „wykraczanie poza obowiązujące Agencję normy prawne naruszałoby zasadę legalizmu, o której mowa w art. 7 Konstytucji RP”. Co zatem uczyniła ABW? Jak dodał Karczyński – poinformowała o sprawie policję…

    CZYTAJ WIĘCEJ: Już wiadomo, gdzie jest „złoty pociąg”

    Lubię

  22. benka pisze:


    http://niezalezna.pl/70380-czas-na-rzad-skrajnie-niepodleglosciowy-wygramy-tylko-wtedy-jesli-zrozumiemy-bledy-z-lat-20052
    Czas na rząd skrajnie niepodległościowy. Wygramy tylko wtedy, jeśli zrozumiemy błędy z lat 2005–2007

    5508
    Dodano: 29.08.2015 [08:49]
    Czas na rząd skrajnie niepodległościowy. Wygramy tylko wtedy, jeśli zrozumiemy błędy z lat 2005–2007 – niezalezna.pl
    foto: Filip Błażejowski/Gazeta Polska
    Plan establishmentu na czas rządów PiS jest widoczny gołym okiem. Ocalić jak najwięcej siedlisk postkomunistycznej patologii zapewniających mu przywileje. I maksymalnie rozszerzyć front walki z rządem. Czyli przekonać jak najwięcej grup społecznych, że PiS czyha na ich wolność. Nasze zadanie jest odwrotnością tego planu: patologie wypalić gorącym żelazem, a front maksymalnie zawęzić. Poprzez życzliwość wobec wszystkich inaczej myślących, którzy nie są częścią uprzywilejowanej kasty – pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze „Gazety Polskiej”.

    Pomysł „rządu skrajnie niepodległościowego” nie jest mojego autorstwa. „Człowiek skrajnie niepodległościowy” to tytuł artykułu historyka Filipa Musiała o śp. prof. Januszu Kurtyce w książce „Rzeczpospolita wolnych ludzi. Janusz Kurtyka w mediach”, który uważam za jeden z najważniejszych tekstów w polskiej publicystyce ostatnich lat.

    Profesor Kurtyka, gdy stał się obiektem nagonki mediów, musiał odpierać kuriozalne zarzuty, jakoby był skrajnym prawicowcem. Odpowiedział na to, że z pewnością ma poglądy skrajnie niepodległościowe. Na to media III RP – państwa zarządzanego przez ludzi o poglądach bardzo umiarkowanie niepodległościowych – nie znalazły już odpowiedzi.

    Koncepcję swoją Kurtyka realizował w praktyce. Podkreślał, że z dorobku IPN mogą korzystać wszystkie nurty niepodległościowe na scenie politycznej. Przecież historycy instytutu wydają książki zarówno o przedwojennych piłsudczykach, jak i o narodowcach, ludowcach, socjalistach, ziemianach konserwatystach itp.

    Jednocześnie zgodnie z prawdą historyczną opisują formacje, które niepodległość wyrzuciły ze swojego programu i wybrały służenie obcym. Gdy zarzucano prof. Kurtyce, że tylko PiS korzysta na pracy IPN, odpowiadał: ma święte prawo korzystać, podobnie jak wszyscy inni. Skoro inni z jakichś powodów nie korzystają, to już ich sprawa.

    Ktoś słusznie zauważy, że co innego instytucja taka jak IPN, wyspecjalizowana w badaniach historycznych, a co innego rządzenie państwem. Na czym więc polegałby polityczny program „skrajnie niepodległościowy”?

    Jak PO pluła na moherów, ale bardziej niszczyła młodych

    Gdy Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie pod hasłem odbudowy wspólnoty narodowej, wielu traktowało je jako fajny slogan na wybory. Pięć lat temu Komorowski wygrał z hasłem „Zgoda buduje”, a teraz Duda zwyciężył z hasłem odbudowy wspólnoty. Większość ludzi politykę ma gdzieś i chce świętego spokoju, więc takie hasła chwytają.

    Twierdzę, że jest inaczej, a hasło to uważam za niezwykle ważne. Dzielenie przez establishment III RP Polaków według wygodnych dla siebie kryteriów to jedna z najważniejszych metod jego panowania. Czas, by zasypać wszystkie wymyślone przez propagandę podziały i zastąpić je podziałem prawdziwie opisującym autentyczne interesy Polaków.

    Jednym z najbardziej perfidnych sztucznych podziałów był ten zapoczątkowany wypowiedzią Donalda Tuska: na moherów i młodych, wykształconych, z wielkich miast. Jego perfidia polegała na tym, że obie napuszczane na siebie grupy miały wspólny interes, by być przeciwko rządom PO. Machina propagandowa Tuska jawnie atakowała moherów, natomiast realnie bardziej szkodziła młodym, jako polityczna reprezentacja uprzywilejowanej kasty, przez którą oni wyjeżdżali na zmywak.

    Propaganda bazowała na tym, że obie grupy różniły się od siebie cechami zewnętrznymi: wiekiem, wyglądem, używanym słownictwem, słuchanymi gatunkami muzyki itp. Zanim do jednych i drugich zaczęło docierać, że ogół moherów to nie ciemni dewoci (choć i tacy istnieją), a ogół młodych rockandrollowców to nie wyznawcy Antychrysta (choć i tacy istnieją), musiało minąć parę lat. Bo prorządowe media robiły wszystko, by takie skrajności pokazywać. W efekcie dziś wyniki wyborów prezydenckich na Podkarpaciu są identyczne jak… w akademikach w Poznaniu.

    Ten chwyt propaganda powtarza cyklicznie w III RP. Gdy miałem 20 lat, na ulicach mojego miasta trwała wojna subktultur: punkowcy bili się ze skinheadami, a większość niesubkulturowej młodzieży jakoś zaangażowana była w ich wojnę. Napisałem wówczas „List otwarty do przyjaciół anarchistów i przyjaciół nacjonalistów”. Wyłożyłem w nim, co myślałem: wojna subkultur podsycana jest przez władzę. Intuicja młodych, że coś tu jest nie tak i trzeba się zbuntować, była słuszna. Ale dopóki ci najbardziej ideowi wyrażają swój bunt, bijąc się między sobą, władza może spać spokojnie. A do tego „kryminalizować” buntowników.

    Skoro się biją, to są przestępcami, i my, garniturowcy z Unii Wolności, na ich tle możemy pozować na kulturalną elitę. Notabene mój list przyniósł pewne efekty – wojna subkultur straciła w Poznaniu na znaczeniu, a prawdziwe zaniepokojenie establishmentu wzbudziły wspólne antysystemowe inicjatywy, jak np. sprzeciw wobec agresji Putina na Czeczenię.

    Rozszerzyć front walki z PiS na wszystkich grzeszników

    Wykreowaniem jakich podziałów establishment będzie się teraz starał osłabić obóz niepodległościowy? Głównym celem propagandy będzie przekonanie ludzi, z którymi PiS nie walczy, że… z nimi walczy.

    Przedbiegi tej kampanii już obserwujemy. W mediach pojawiły się głosy, że skoro prezydent Andrzej Duda w ważne święta uczestniczy w mszach świętych, a do tego – o zgrozo! – chodzi do kościoła co niedzielę, to dyskryminuje inne wyznania. Pewien kłopot pojawił się, gdy prezydent Duda przybył na uroczystości prawosławne na świętej górze Grabarce.

    Czy PiS może obronić się przed kampanią czarnego PR, przedstawiającą go jako ugrupowanie ciemnoty, groteskowych dewotów, podporządkowanej pazernemu klerowi najgorszego gatunku?

    Twierdzę, że tak, jeśli wyciągnięte zostaną wnioski z błędów z lat 2005–2007. Dziś młodzi ludzie są mniej podatni na antyklerykalną propagandę niż osiem lat temu. Stało się to za sprawą odrodzenia się patriotyzmu w młodym pokoleniu. Część młodych patriotów jest prywatnie bardzo religijna, część mniej, ale zanurzenie jednych i drugich w polskości spowodowało, że antyklerykalizm w stylu Kuby Wojewódzkiego przestał być dla nich atrakcyjny.

    Młodzi patrioci nie stanowią większości, ale największą, najbardziej inteligentną, najlepiej zorganizowaną mniejszość, zdolną – choćby za pomocą portali społecznościowych – do oddziaływania na swoje pokolenie.

    Nastroje społeczne są takie, że większość Polaków jest w stanie zaakceptować zdrowy konserwatyzm jako odpowiedź na ideologię Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia. Dlatego dokładnie taka alternatywa powinna być przedstawiana opinii publicznej.

    Natomiast większość Polaków jest też skłonna śmiać się z przesadnej dewocji i udawania przez polityków świętoszków. Dlatego media zrobią wszystko, by tak właśnie PiS przedstawiać: rozszerzyć front walki z PiS na wszystkich grzeszników, czyli całe społeczeństwo.

    Weźmy przykład z ironii Reagana

    W latach 2005–2007 PiS radził sobie z takim atakiem bardzo źle. Twierdzę, że przegra i teraz, jeśli nie wypracuje strategii odpowiedzi na tego typu ataki. Moim zdaniem powinna się ona opierać na żartobliwym zbijaniu tego typu ataków, ironii w stylu Ronalda Reagana.

    Wypracował on metodę ironicznych odpowiedzi na zaczepki mediów. Takich, by nie mogły ich nie zacytować, a jednocześnie by ośmieszały ich bufonadę i służenie propagandzie, a nie informowaniu obywateli.

    Gdy pytano go, czy nie przeszkadzają mu długie reklamy przy telewizyjnych programach informacyjnych, odpowiadał, że reklamy ogląda z wielkim zainteresowaniem, a czas na drzemkę znajduje w czasie samych serwisów. Motyw znudzenia polityczną sztampą pojawiał się zresztą częściej: „Wydałem rozkazy, żeby zawsze budzono mnie, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo państwa. Nawet gdy jestem akurat na posiedzeniu gabinetu”. Do najbardziej znanych ripost należała odpowiedź na pytanie, czy w tak podeszłym wieku (Reagan był najstarszym prezydentem USA) ma pewność, że będzie w stanie działać w ekstremalnych warunkach, jak np. Kennedy, który podczas kryzysu kubańskiego prawie nie spał. „Nie uczynię wieku kwestią tej kampanii. Nie zamierzam wykorzystywać do politycznych celów młodości i niedoświadczenia mego konkurenta” – stwierdził. Tłumaczył też zawiłe pojęcia gospodarcze: „Recesja jest wtedy, gdy twój sąsiad traci pracę. Depresja, gdy ty tracisz pracę. A uzdrowienie, gdy pracę traci Jimmy Carter”.

    Po atakach na prezydenta Dudę aż się prosi, by po jego udziale w uroczystościach prawosławnych jakiś polityk PiS skomentował sarkastycznie, że media głównego nurtu uznałyby Dudę za wystarczająco pluralistycznego tylko wtedy, gdyby wziął udział w obrzędach satanistycznych.

    Walcząc z antyklerykalnymi atakami, PiS powinien używać obrazków z historii, ale tym razem akurat nie tych śmiertelnie poważnych, dotyczących prześladowań Kościoła, ale tych pokazujących głupotę towarzyszy sekretarzy, w rodzaju dzielenia się jajeczkiem w Boże Narodzenie w filmie „Rozmowy kontrolowane”.

    Wnioski z dawnej kapitulacji PiS

    W latach 2005–2007 PiS nie umiał zapobiec karykaturyzacji własnego przekazu. Gdy rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska, notabene niezwiązana z PiS, lecz z LPR, dała się dziennikarzom wciągnąć w dywagacje na temat tego, czy występowanie przez fioletowego teletubisia o imieniu Tinky-Winky z damską torebką może być propagowaniem homoseksualizmu, brak było dowcipnego zademonstrowania przez rząd rezerwy wobec jej twierdzeń.

    Jedna z kampanii dotyczyła ścigania przez prokuraturę pijanego bezdomnego, który na warszawskim dworcu, w odpowiedzi na interwencję strażników miejskich, wypowiedział bluzgi pod adresem prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Media uznały to za świetną okazję, by przeprowadzić kampanię pod hasłem: wprowadzający państwo policyjne Lech Kaczyński walczy z biednym człowiekiem. Chodziło, rzecz jasna, o wyzwolenie nienawiści do prezydenta wśród społecznych dołów.

    Szybka reakcja, wypowiedź prezydenckiego urzędnika, iż prezydent nie chce ścigania nieszczęsnego bezdomnego, bardzo utrudniłaby propagandzie zadanie. Pamiętam, jak rozpaczliwie wydzwaniałem do kancelarii prezydenta z pytaniem, czy popiera on ściganie tego człowieka, czy też jest ponad to i apeluje do organów ścigania, żeby mu odpuściły i zajęły się ważniejszymi sprawami. Odpowiedź, że nie chce karania go, pojawiła się… po paru tygodniach.

    Media wmawiały Polakom, że skoro PiS chciał lustracji na uczelniach, to propaganda kłamała, że nie chodzi o uczelnianych donosicieli, lecz o wszystkich ludzi wykształconych. Jeśli PiS zwinął parasol ochronny nad skorumpowanymi biznesmenami i wysokimi urzędnikami, to ludziom wmawiano, że za chwilę CBA wpadnie do mieszkań wszystkich tych, którzy kiedyś dali łapówkę konduktorowi w pociągu.

    Sprostowania ze strony PiS były anemiczne lub żadne. Być może w latach 2005–2007, gdy dostęp do internetu był mniej powszechny, ironiczne riposty nie przebiłyby się do opinii publicznej. Dziś jest zupełnie inaczej.

    Stawka na niepodległość wymaga kompromisów ideologicznych

    „Skrajna niepodległościowość” zakłada z definicji umiar w kwestiach ideologicznych. Skoro niepodległość jest dla nas sprawą numer jeden, a zagrożenia dla niej tym, co uznajemy za najgorsze zło, to siłą rzeczy jesteśmy gotowi na kompromisy z różnymi opcjami światopoglądowymi, jeśli tylko służy to sprawie niepodległości. Przyjęcie takich priorytetów ułatwia nam walkę z próbami dzielenia Polaków.

    PiS powinien zawsze odróżniać porządnych ludzi inaczej myślących od służących za pieniądze establishmentowi cyników. Z tymi pierwszym polemizować z wielką życzliwością, a w przypadku tych drugich demaskować ich obłudę i likwidować bezwzględnie ich przywileje. W latach 2005–2007 PiS niemal w ogóle nie podejmował prób takiego rozróżnienia.

    Tam, gdzie Polacy wypadają z żelaznego uścisku mediów, ludzie o mentalności niepodległościowej wygrywają z establishmentem. Dowodem na to jest internet: mimo że główne portale są establishmentowe, wygrywają w nim ich przeciwnicy. Bo istnieją uczciwe warunki rywalizacji: każdy łatwo może wejść na tę stronę, na którą chce.

    Wystarczy porównać, które memy w kampanii prezydenckiej były dowcipne, a które topornie propagandowe. To, co dokonało się w internecie, musi dokonać się na uczelniach, w sądach, w mediach. Jeśli ludzie o mentalności postkomunistycznej zostaną w tych miejscach pozbawieni przywilejów i zmuszeni do konkurowania z tymi o mentalności niepodległościowej, to ci drudzy z pewnością okażą się bardziej inteligentni, oryginalni, kreatywni, a w końcu skuteczni.

    Najgłupszy pomysł: uwierzyć w dobrą wolę wroga

    Bo jedyny na dziś prawdziwy, niewykreowany sztucznie podział w polskim społeczeństwie to ten na kilka procent uprzywilejowanych i całą resztę, która z najwyższym trudem musi walczyć o godne życie. Sytuacja, w której rząd chwali się wzrostem gospodarczym, a nawet ogłasza się zieloną wyspą, a miliony młodych Polaków emigrują, w której mamy wzrost i rozwój, ale korzyści z niego czerpią bardzo nieliczni Polacy oraz międzynarodowe korporacje, jest największym oskarżeniem ustępującej władzy.

    I jeszcze jedno. Nie mają najmniejszego sensu próby pozyskiwania tych, którzy są częścią uprzywilejowanej kasty w III RP, z prostego powodu: ona nie ma interesu, by wspierać obóz, który chce ją pozbawić przywilejów i spowodować, że państwo będzie ich traktować tak samo jak innych obywateli.

    Nie ma bardziej głupiego, irracjonalnego, nierealistycznego pomysłu niż liczenie na to, że media – które po Smoleńsku urządziły nagonkę na tych, którzy zastępując nieistniejące państwo (jak to parę lat później zdefiniował Bartłomiej Sienkiewicz), usiłowali ustalić prawdę – teraz się zmienią. Kto nie miał zahamowań, by łgać w obliczu śmierci prezydenta i polskiej delegacji, będzie na 100 proc. niszczył każdy rząd obozu niepodległościowego. Jeśli nie z innych powodów, to ze strachu – na zasadzie „na złodzieju czapka gore”.

    Nie miejmy wątpliwości: establishment chce, by rządy PiS były, jak w latach 2005–2007, tylko krótką – mówiąc terminologią leninowską – pieriedyszką, po której zarządcy III RP wrócą do władzy jeszcze silniejsi niż dawniej.

    Jeśli odchodzący sejm po bandzie zmienia ustawę o Trybunale Konstytucyjnym po to, by obsadzić go swoimi, to dlatego, by establishment miał możliwość blokowania niewygodnych dla siebie zmian w prawie. A gdy PiS będzie chciał tą samą metodą skład Trybunału zmienić, rozlegnie się wielodniowy medialny wrzask o zamachu na demokrację i ataku na najwspanialszych prawników. Przyspieszenie nominacji generalskich przez Bronisława Komorowskiego służyć ma temu, by odesłanie na emeryturę generałów zaprzyjaźnionych z WSI mogło skutkować gigantycznym rabanem w mediach, jak to PiS usuwa fachowców i szykuje wojskowy zamach stanu. Kto pamięta lata 2005–2007, nie uzna moich słów za przesadę.

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.