Kroniki Wiecznego Królestwa już w sprzedaży.Historia która dopełni swego kresu na naszych oczach,za życia naszego pokolenia,nie przegap !!


Historia która dopełni swego kresu na naszych oczach,za życia naszego pokolenia,nie przegap !!

„Dawno nie czytałam nic polskich autorów, a w szczególności debiutantów. Z tego względu jakoś tak skusiłam się na tę powieść. A także ze względu na opis – archaniołowie i te sprawy to bardzo moje klimaty, byłam więc bardzo ciekawa, jaką historię zaprezentuje nam Artur Danilczuk.

Fabuła Kronik… uderzyła mnie już na początku. Okazuje się bowiem – i myślę, że nie będzie to zbyt wielki spojler – że nie jest to opowieść archaistyczna, ale wręcz science fiction! Akcja rozgrywa się 170 tys. lat przed naszą erą, w czasach krótko po stworzeniu świata przez Boga, jednak Archaniołowie dysponują nowoczesną bronią i statkami kosmicznymi, które mają pomóc im strzec bożego planu oraz pierwszych ludzi. Dla mnie jest to niesamowite – Danilczuk w umiejętny sposób połączył wydarzenia z Księgi Rodzaju z nowoczesnym spojrzeniem, które z pewnością spodoba się młodemu czytelnikowi.

Oczywiście mamy tutaj do czynienia z odwieczną walką Dobra ze Złem i kompletnie nie ma znaczenia fakt, że są to czasy przed wygnaniem z Raju. Autor bardzo ciekawie prowadzi tę walkę, często pokazując, że nie wszystko jest tak oczywiste na pierwszy rzut oka.”

„Kroniki Wiecznego Królestwa to przede wszystkim nowe spojrzenie na wydarzenia biblijne. Jest powiew świeżości – to mi się bardzo podoba. Książka powinna się spodobać przede wszystkim osobom, które lubią klimaty science fiction, a także tym, których interesują wszelkie nowe wersje znanych mitów.”

http://zaczytane-zwariowane.blogspot.com/2017/05/290-kroniki-wiecznego-krolestwa-artur.html

Kroniki Wiecznego Królestwa – Anno Domini 1187

 

Część I

Pomimo tego, że w dzień męczyły nieznośne upały, nocą zawsze

było chłodno. Pustynny klimat,
nie rozpieszczał. Ten wieczór,
jak większość w Judei był zimny.
Nad okolicą górował księżyc. Jego tarcza już od kilku dni przechodziła z pełni do formy rogala. Srebrny glob doskonale oświetlał okolicę. Gdyby nie on, panowałaby kompletna ciemność. W słabym blasku widoczne były piaskowe wydmy. Dalej majaczyły
w ciemności porośnięte niskimi krzewami i wątłą schnącą trawą wzgórza. Na wschodzie, w nocnej ciemności widniał zarys Góry Oliwnej. Na zachodzie, oświetlone setkami pochodni, wysokie mury obronne z basztami, blankami
i wieżami strzelniczymi dla łuczników. Była to Jerozolima.
Pośród wydm, przez piasek przedzierał się samotnie młody rycerz. Szedł z północy pieszo. Miał krótkie, zmierzwione włosy i brodę. Jego odzież stanowiły: nitowana kolczuga pełna z kapturem, nogawice kolcze i rycerski pas. Na swym jasnym płaszczu nosił zielony, prosty krzyż – symbol rycerzy lazarytów.

Niewiele zostało z jego rynsztunku bojowego. Jedynie wyszczerbiony miecz z ukruszonym szpicem, oraz grot, od połamanej włóczni, zatknięty za pasem. Tarcza przepadła w czasie bitwy. Konia powaliły strzały łuczników Saladyna, pod Hittin.
Rycerz z trudem pokonywał wydmy. Co i rusz rozglądał się po okolicy, w obawie przed mogącymi ścigać go muzułmanami.
Do miasta było już niedaleko. Młodzian ostatkiem sił pełzł w kierunku bramy. Niósł europejskim mieszkańcom metropolii kiepskie wiadomości. Armia chrześcijańska została rozbita, biskup Akki zginął a Gwidon de Lusignan trafił do niewoli. W raz z królem w ręce Saladyna wpadli inni ważni dygnitarze jak Amalryk II, Wilhelm V z Montferratu, Gérard de Ridefort i Humphrey IV z Toronu. Zakonnik nie wiedział, jaki los spotkał pozostałych przywódców, takich jak: Hugho z Jabali, Plivain z Botronu, Hugho z Gibeletu czy Rajmund z Trypolisu.
Młody lazaryta z oblężenia wydostał się wraz z Balianem z Ibelinu. Podczas starcia z jazdą turkmeńską Kukuburiego stracił konia i nie mógł podążyć z pozostałymi rycerzami ariergardy
za swoim dowódcą.
Tym sposobem utknął sam na pustyni. Miał wiele szczęścia, bo błąkając się wśród piasków przypadkiem trafił na szlak, wiodący do stolicy królestwa Chrześcijan.
Brama Jerozolimy była już widoczna w całej okazałości. Im bliżej miasta, tym mocniej objawiała się roślinność. Pod nogami miał lazaryta niskie, kolczaste krzewy. Był to znak, że woda
jest niedaleko.
Młodzieniec usłyszał niespodziewanie szelest. Przestraszony dobył miecz i padł na ziemię. Szmer dochodził spod rosnącego na skraju wydmy krzewu citisusa.
– Pomóż – usłyszał aksamitny, delikatny głos.
Zaintrygowany wstał. Podszedł bliżej. W blasku księżyca, za krzewem zobaczył siedzącą
na zboczu wydmy kobietę. Była młoda. Miała kruczo czarne, proste włosy. Wiatr rozwiewał
ich kosmyki. Ciężko w ciemności było dostrzec rysy twarzy. Mężczyzna szybko jednak zauważył zgrabną sylwetkę kobiety, skrytą pod cienką, zwiewną suknią z jedwabiu. Zobaczył też parę błękitnych oczu, nieco nienaturalnie połyskujących w ciemności.
– Moją karawanę napadnięto – powiedziała. – Zostałam sama… Nie mogę iść, bo skręciłam kostkę. Pomóż mi proszę szlachetny rycerzu…
Młodzieniec opuścił ostrze. Zatknął miecz za pas. Był to jeden z tych momentów w życiu mężczyzny, kiedy, po mimo znacznego osłabienia, wspinał się na szczyt własnych możliwości,
żeby okazać siłę. Młody lazaryta chwycił więc kobietę i podniósł. Ruszył następnie w stronę miasta niosąc ją na rękach. Wspięli się na wydmę. Kosztowało to go masę sił. Robił wszystko,
żeby nie dać poznać po sobie, że ledwie żyje. Choć pociemniało mu z wysiłku przed oczami parł naprzód pośród krzewów, w kierunku bramy.
Młody rycerz zakonny powoli zaczął odczuwać dumę, z tego, jak radzi sobie
w tej niespodziewanej sytuacji. Napędzały go teraz już tylko buzujące hormony: adrenalina wymieszana z testosteronem i serotoniną sprawiały, że pomimo wielkiego ubytku sił mężczyzna szedł naprzód coraz pewniejszym krokiem. Idąc tak pokonał jeszcze jedną wydmę, po czym zszedł jej zboczem w dół. Na moment brama zniknęła mu z oczu.
Kiedy znaleźli się na dnie niewielkiego wąwozu kobieta powiedziała:
– Poczekaj mój ty kawalerze. Chyba dam radę iść. Postaw mnie proszę na ziemi…
Mężczyzna z jednej strony odczuł lekki zawód. Był przekonany, że da radę donieść kobietę
do bramy. Po namyśle stwierdził jednak, że jest to dogodny moment, by z honorem wyplątać
się z konieczności taszczenia sporego ciężaru, w momencie, kiedy sam szedł resztkami sił.
– Jak sobie życzysz pani – powiedział stawiając ją na miękki piasek, po czym zrobił krok w tył.
Ona jednak nie odstąpiła. Wręcz przeciwnie, ruszyła do przodu i zarzuciła ręce na jego szyję.
– Jesteś wielkim bohaterem – szepnęła. Dłonią musnęła jego policzek. – Winna ci jestem przysługę… Powiedz, czego chcesz szlachetny kawalerze – pocałowała go w policzek.
– Nie wiem… Jestem tylko skromnym zakonnikiem – dukał zaskoczony młodzieniec.
Kobieta uśmiechnęła się i wplotła palce w dłonie rycerza.
– Nie mam przy sobie ni denara – ciągnęła bawiąc się jego ręką. – Ale w podzięce może chcesz przyjąć – uśmiechnęła się lubieżnie, kładąc dłoń lazaryty na swojej piersi.
Młody mężczyzna speszył się, nie był obyty w sprawach damsko męskich. Ściągnął jej ręce
ze swojej szyi i cofnął się w tył.
– Nie… Nie mogę… To nie jest po kawalersku – dukał. – W prawdzie wiem co robią starsi rycerze w domach publicznych… Wielu porywa sobie branki… ale zakonnikom to nie przystoi…
– Rozumiem – szepnęła z wyrozumiałością.
Podeszła i przytuliła go, tym razem jak matka.
– Nie musisz się tłumaczyć kawalerze – delikatnie przechyliła jego głowę, kładąc ją na swym ramieniu. – Wszak imponuje mi twój szacunek, dla cnoty niewieściej – delikatnie gładziła jego włosy.
On znużony, skołowany coraz chętniej poddawał się zabiegom kobiety. Czuł ciepło i spokój. Tulił się do jej ramienia jak mały chłopiec. Nie mógł zauważyć dwóch błyszczących kłów, które wysunęły się z górnej szczęki dziewczyny.
Wampirzyca już miał zanurzyć je w tętnicy szyjnej rycerza, kiedy wyczuła znajomą moc.
Cisnęła zaskoczonego lazarytę na ziemię. Ten nie do końca rozumiał co się dzieje.
– Zostaw mnie an’hariel – wycedziła. – Muszę odżywiać się by przeżyć… Obiecuję,
że nie pozbawię go większej ilości krwi, aniżeli jest mi potrzebna…
Skołowany rycerz na czworaka wycofał się pod zbocze wydmy. Dopiero teraz, naprzeciw kobiety dostrzegł świetlistą postać z półprzeźroczystymi skrzydłami błękitnej barwy. Mężczyzna miał krótkie kręcone włosy. Nosił folgowy napierśnik z naramiennikami, założone na czerwoną tunikę. Na nogach miał Caligae – skurzane sandały. Jego uzbrojeniem były: prostokątna tarcza, pilum i krótki miecz – gladius.
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii imperium zła, Nawrócenie, Wiara. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Kroniki Wiecznego Królestwa już w sprzedaży.Historia która dopełni swego kresu na naszych oczach,za życia naszego pokolenia,nie przegap !!

  1. zenobiusz pisze:

    Lubię to

  2. zenobiusz pisze:

    Lubię to

  3. zenobiusz pisze:

    Lubię to

  4. pielgrzym pisze:

    Mentalnie.

    Lubię to

  5. zenobiusz pisze:

    Lubię to

  6. zenobiusz pisze:

    Lubię to

  7. Anonim pisze:

    E, jakoś nie pociąga mnie ta lektura. Język literacki dobry, ale nie lubię s.f. a szczególnie manipulowania na Biblijnym Przekazie.

    Lubię to

  8. pielgrzym pisze:

    Lubię to

  9. Czuks pisze:

    Powieści „Kroniki Wiecznego Królestwa” poświęcony jest blog tematyczny, który znaleźć można pod adresem:
    https://kronikiwk.blogspot.com/

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s