Inkwizycja

Może się przydać ta wiedza,wobec ataków na Kościół .

(zen)


Inkwizycja

Nie czuję się bynajmniej dumny z instytucji Inkwizycji, uznałem jednak iż nikomu nie powinno się przypisywać gorszych rzeczy niż działy się naprawdę. Jestem przekonany, że wielu z Was będzie zdumionych przeczytawszy dane, jakie dla Was wyszperałem.

http://www.analizy.biz/marek1962/inkwizycja.htm

Wstęp

Papież Jan Paweł II w liście apostolskim Tertio millennio adveniente napisał: „bolesnym zjawiskiem, nad którym synowie Kościoła muszą się pochylić z sercem pełnym skruchy, jest przyzwolenie okazywane zwłaszcza w niektórych stuleciach na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą”. Autor niniejszego opracowania z szacunkiem wsłuchuje się w słowa papieża i w pełni podziela jego opinię w tej smutnej sprawie. Dlatego nie jest moją intencją przekonanie kogokolwiek, iż powinniśmy być z omówionej tu karty historii zadowoleni – uważam jednak, iż nie należy nikomu przypisywać większych win, niż ma je w rzeczywistości. Szczególnie odrażającym zaś jest to, jeśli oskarżyciele przypisują oskarżanemu swoje własne winy (patrz rozdział Palenie czarownic).
W niniejszym tekście zajmuję się przede wszystkim obarczoną najczarniejszą legendą inkwizycją hiszpańską, choć gdzie niegdzie wspominam też inkwizycję papieską.
Zdaje sobie sprawę, iż wiele z przytoczonych tu danych wyda się czytelnikowi – przyzwyczajonemu do „czarnej legendy” – niewiarygodnymi. Zapewniam jednak, iż pisząc niniejszy tekst oparłem się na obiektywnych opracowaniach (patrz bibliografia). Nie ukrywam też, iż sam ze zdumieniem poznawałem fakty, które tu opisuję. Moje zdumienie było na tyle duże że uznałem iż warto przedstawić wyniki poszukiwań szerszemu gronu czytelników.

Motywy działania Inkwizycji

Charakterystyczną cechą Inkwizycji, wyróżniającą ją spośród ówczesnych trybunałów jest położenie nacisku nie tyle na ukaranie oskarżonego, co na zbawienie jego duszy. Możemy dziś oczywiście się nie zgodzić na ówczesne rozumienie tych spraw, jednak niewątpliwie taki był właśnie tok myślenia inkwizytorów.
W drugiej połowie XVI wieku dokładano wszelkich starań, by nawrócić grzeszników. Nie licząc się z kosztami sprowadzano wybitnych teologów, zaopatrywano więźniów w odpowiednie lektury. Często wstrzymywano wykonanie wyroków, gdy pojawiała się szansa na nawrócenie heretyka. Angażowano w to nawet lokalną społeczność – przykładem może być Sewilla z roku 1720, gdzie w nawracanie pewnego skazanego zaangażowała się miejscowa inteligencja a za powodzenie tych starań modlono się we wszystkich kościołach przez trzy dni i trzy noce.
Sposób widzenia zadań Inkwizycji świetnie oddaje fragment relacji inkwizytora z pewnej egzekucji z 24 sierpnia 1719 roku (przytaczam za [1]) :

(Przywiązany do pala skazaniec) „…rzekł spokojnie ‚Chciałbym nawrócić się na wiarę Jezusa Chrystusa‚ – słowa, jakich dotąd od niego nie słyszano. Ucieszyło to w najwyższym stopniu wszystkich duchownych, którzy poczęli ściskać go z czułością i nieskończenie dziękować Bogu za to, że uchylił im wrota prowadzące do jego zbawienia… Obecny przy tym wyznaniu zakonnik wyświecony w regule Seraficznego Ojca, zapytał go:’W jakiej wierze umierasz ?’ Ten, obróciwszy ku niemu oczy, odparł:‚Powiedziałem już, ojcze, że umieram w wierze Jezusa Chrystusa’, czym wywołał wielką radość i ukontentowanie wszystkich obecnych. Zakonnik powstał z klęczek i wyściskał rzeczonego oskarżonego, co z najwyższą satysfakcją uczynili również wszyscy pozostali, składając dzięki Bogu za Jego nieskończoną dobroć. Wówczas oskarżony spostrzegł kata, który wystawił właśnie głowę zza pala, i zapytał go: ‚Dlaczego nazywałeś mnie przedtem psem ?‚ Kat odpowiedział: ‚Ponieważ odrzucałeś wiarę w Jezusa Chrystusa; skoro ją jednak przyjmujesz, wszyscy jesteśmy braćmi, więc jeśli Cię obraziłem, na kolanach błagam Cię o wybaczenie.‚ Ów udzielił mu przebaczenia z radosną twarzą i obaj uściskali się…
Bojąc się, by nie zmarnowała się owa dusza, która dała tyle dowodów swego nawrócenia, niepostrzeżenie przesunąłem się na tył pala, gdzie czekał oprawca i wydałem mu rozkaz, aby czym prędzej nałożył obręcz i zacisnął ją bez zwłoki, co też uczynił z niemałą zręcznością.
Po stwierdzeniu zgonu polecono oprawcy, aby z czterech stron paleniska podłożył ogień pod zgromadzone na nim węgle i drewno. Zrobił to natychmiast; zaczęło się palić i coraz wyższe płomienie ogarnęły podium ze wszystkich stron trawiąc deski i ubranie.

Oczywiście, trudno nam dziś zrozumieć ówczesne podejście do nawracania grzeszników. Aby zrozumieć motywy działania spróbujmy wczuć się w sposób rozumowania, jaki doprowadził do powstania Inkwizycji. Najwyższym dobrem człowieka – wyższym niż życie doczesne – jest zbawienie i życie wieczne. Człowiek szerzący herezję stwarza zagrożenie utraty przez innych życia wiecznego – a więc robi im większą krzywdę niż gdyby próbował ich zamordować. W tej sytuacji herezja jest przestępstwem gorszym niż zabójstwo – i powinna być surowiej od niego ukarana. Wszak morderca może zabrać człowiekowi tylko kilkanaście (góra kilkadziesiąt) lat życia, zaś heretyk może spowodować utratę zbawienia wiecznego !
Sprawa szła zresztą nie tylko o cudze dusze, ale i o zbawienie oskarżonego. Stąd pośpiech inkwizytora widoczny w wyżej przytoczonej relacji – skazańca chciano stracić czym prędzej, aby przypadkiem w ostatniej chwili nie rozmyślił się zaprzepaszczając owoce swojego nawrócenia !
Dziś trudno nam się zgodzić z takim sposobem nawracania, ze sztucznym ograniczeniem wolności osobistej w sferze religii – wówczas jednak sposób ten jak najbardziej mieścił się w schemacie myślenia współczesnych.

Innym motywem, który trudno pominąć ze względu na to iż został pozytywnie zweryfikowany przez historię (chodzi o mniejszą liczbę ofiar prześladowań wszystkich rodzajów więźniów w krajach, w których istniała inkwizycja w stosunku do innych krajów1 – zwłaszcza protestanckich) było zapewnienie bezpieczeństwa osobom niewinnym. Miało to znaczenie szczególnie w Hiszpanii, gdzie tuż przed wprowadzeniem inkwizycji nastąpiła seria pogromów Żydów, w których zginęło więcej osób, niż przez późniejsze 400 lat działania Officium. Nic dziwnego iż królowie Ferdynand i Izabela, sami będący krewnymi ochrzczonych Żydów, postanowili jakoś zaradzić sytuacji i zwrócili się do papieża o ustanowienie inkwizycji.

No i wreszcie, nie ostatnim motywem była chęć zachowania ładu społecznego, który opierał się na wspólnej wierze. Był to motyw tak silny, że gdy przystąpiono do likwidacji inkwizycji, wśród ludności zaistniały rozruchy w jej obronie. Hiszpanie widzieli w Officium strażnika i gwaranta pewnego spokoju społecznego – zresztą, biorąc pod uwagę wydarzenia w innych państwach, nie bezpodstawnie. Jeśli zachodził fakt jakiejkolwiek opozycji to dotyczył on raczej wypaczeń, niż idei istnienia inkwizycji jako takiej.

Więzienia Inkwizycji

Ileż to słyszeliśmy opowiadań o straszliwych więzieniach Inkwizycji ! Wierni postulatowi sprawdzania dostępnych źródeł historycznych, porównajmy obraz z nich się wyłaniający z owymi opowiadaniami.
Inkwizycja miała dwa rodzaje więzień :

  • „tajne więzienie” (odpowiednik dzisiejszego aresztu śledczego)
  • „więzienie karne” (carcel de penitencia) gdzie osoby skazane odsiadywały karę „wiecznego więzienia” (proszę aby nikogo nie myliła ta nazwa – „wieczne więzienie” rzadko bywało dożywociem, wyrok mógł opiewać na wiele lat, ale mogły to być też np. 3 miesiące. Po prostu nazwą tą opatrywano każdy orzeczony wyrok więzienia. W XV i XVI wieku „wiecznym więzieniem” nazywano także obowiązek przebywania w domu krewnych lub nawet zakaz opuszczania miasta)

Pewnym paradoksem jest, iż więzienia „karne” były zwykle lżejsze niż areszt śledczy. Niektóre z nich były rzeczywiście ciemne i mokre (wymienia się Sewillę, Kordobę i Saragossę), większość jednak była znacznie lżejsza niż „standardowe” więzienia królewskie[1]. Zdarzało się często, iż więźniowie pospolici – osadzeni w więzieniach publicznych – samooskarżali się przed Inkwizycją wyłącznie po to, by przeniesiono ich do owych „lochów Inkwizycji”!
Nic w tym zresztą dziwnego, skoro – w odróżnieniu od więzień królewskich – w „lochach” Inkwizycji z reguły karmiono regularnie i to wcale nie najgorzej (chleb, mięso, wino). Więźniowie posiadający własne środki mogli sobie ponadto sprowadzać posiłki z miasta ( w tym także owoce i słodycze). Choć brzmi to dla nas – wychowanych na „czarnej legendzie” Inkwizycji – niewiarygodnie, jednym z obowiązków służby więziennej było czuwanie, aby aresztanci nie przejedli w ten sposób całego swojego majątku (nie w ich interesie zresztą – musieli mieć z czego płacić grzywny !). Ubodzy aresztanci dostawali „z urzędu” kapcie, koszule i kalesony, zaś ludzie należący do inteligencji zwykle mogli przechowywać w celi książki oraz przybory do pisania. Wszystkim więźniom zapewniano opiekę lekarską.
Mężczyźni osadzani byli z reguły w celach pojedynczych, zaś kobiety – w zbiorowych, co miało w założeniu chronić je przed nadużyciami ze strony służby więziennej.
Oczywiście wszystko to nie oznacza, iż nie zdarzały się nieprawidłowości – wiemy że w 1560 roku w Sewilli bunt więźniów został brutalnie stłumiony, na Wyspach Kanaryjskich w 1792 nakarmiono więźniów soloną rybą bez podania wody, zaś w 1544 roku w Barcelonie ujawniono przypadki „dorabiania” przez obsługę więzienia na obcinaniu racji aresztantów. Jednak sam fakt, iż znamy te przypadki świadczy, iż to nie one stanowiły normę.
Od XVII wieku często więzienie polegało na obowiązku noszenia specjalnego stroju i powrotu na noc do celi. Dochodziło tu zresztą do zabawnych paradoksów : więzień przebywający w dzień w mieście, a na noc wracający do celi nie musiał – w związku ze statusem osadzonego – płacić podatków. Powodowało to sytuację, iż przedsiębiorcy „osadzeni” mogli oferować towary taniej niż „wolna” konkurencja i nierzadko dorabiali się majątków (kara „wiecznego więzienia” trwała zazwyczaj nie dłużej niż 3 lata, zaś wyrok „więzienia wiecznego i nieodwołalnego” opiewał zwykle na mniej niż 8 lat). Ułatwienia te nie były jednak możliwe w początkach istnienia inkwizycji.

Co Inkwizycja wniosła do życia społecznego ?

Założę się, że na tak sformułowany podtytuł większość czytelników odruchowo się żachnie – a jednak Inkwizycji właśnie zawdzięczamy szereg instytucji, którymi chlubi się nowożytny system prawny. Pierwszą z tych zdobyczy jest instytucja obrońcy. Z cała pewnością nie był to obrońca w dzisiejszym znaczeniu tego słowa (niektórym posada ta myliła się zapewne z funkcją prokuratorską), jednak fakt pozostaje faktem – to właśnie Officium zawdzięczamy tę – fundamentalną dla nowoczesnego wymiaru sprawiedliwości – instytucję prawną.
Inną innowacją, może nie tyle wprowadzoną co wskrzeszoną przez Inkwizycję była wieloinstancyjność. Od wyroku trybunału oskarżony mógł się odwoływać, jednak początkowo nie wszystkim więźniom na to zezwalano. Praktyka blokowania części odwołań zanikła z chwilą, kiedy Suprema (naczelny organ inkwizycji w Hiszpanii) wprowadziła obowiązek przekazywania wyroków do siebie dla zatwierdzenia. Zmieniała ona często wyroki nawet bez składania odwołania i to przeważnie na korzyść oskarżonych.
Warto także powiedzieć, iż o ile koncepcje doktrynalne Lutra nie spotkały się w Hiszpanii ze zbyt gorącym przyjęciem, o tyle postulaty moralne zrealizowano na długo przed wystąpieniem doktora Marcina w Wittenberdze. Prymas Hiszpanii (a od 1507 Generalny Inkwizytor Kastylii) kardynał Cisneros przeprowadził bardzo skrupulatną lustrację usuwając ze stanowisk w Kościele i inkwizycji ludzi niegodnych, a także dbał o poziom wykształcenia duchowieństwa ( w 1508 założył w tym celu uniwersytet). Wydał także walkę handlowi odpustami (co było osią późniejszego wystąpienia Lutra). Praktyka ta nie była zresztą nigdy przez Kościół Powszechny dopuszczona, jednak dość często zdarzały się w jej dziedzinie nadużycia.

Jeszcze dłuższą pod względem „zdobyczy” kartę ma Inkwizycja Papieska. Mocą ustanowienia papieża Grzegorza IX podsądny nie tylko mógł, ale wręcz musiał mieć obrońcę, i to z kwalifikacjami zawodowego prawnika, zeznania wydobyte na torturach nie mogły być materiałem dowodowym, a oskarżony i jego obrońca mogli się zapoznać z wszystkimi dowodami winy i nazwiskami świadków (rzecz nowa w ówczesnym wymiarze sprawiedliwości i całkowicie różna nawet od praktyki obowiązującej w inkwizycji hiszpańskiej).
Bardzo surowe kary – do śmieci włącznie – groziły za rzucanie fałszywych oskarżeń (ten punkt staje się oczywisty jeśli pamiętać, iż Rzym powołał inkwizycję papieską przede wszystkim po to, by zapobiec skazywaniu niewygodnych ludzi pod pozorem herezji czy czarów (co było to powszechną praktyką wśród średniowiecznych feudałów). Inkwizycja znała także instytucję ławników – choć pełnili oni raczej rolę konsultacyjną dla zawodowego sędziego. Wprowadzono też – rewolucyjną na owe czasy – zasadę, iż nie wolno karać ludzi niepoczytalnych. Nie była to czysta teoria – przewód sądowy rozpoczynał się od obdukcji lekarskiej.
Inna innowacją, jaką wprowadziła inkwizycja papieska było wcześniejsze zwolnienie za dobre sprawowanie.

Różne zarzuty

Wśród zarzutów stawianych postępowaniu inkwizycyjnemu wymienia się zarzut utajniania nazwisk świadków oskarżenia. Ma to rzekomo świadczyć o braku praworządności. Tymczasem powód tej praktyki był całkowicie odmienny:
W przepisach dotyczących prowadzenia śledztwa wielką szansą dla badanego była możliwość zdyskredytowania świadków oskarżenia przez zarzucenie im przez podsądnego nieobiektywności. Odbywało się to w ten sposób, iż oskarżony mógł podać trybunałowi listę swych „śmiertelnych wrogów” i tym samych zneutralizować ich zeznania (zwracam uwagę iż jest to znacznie więcej, niż może zrobić dla swej obrony podejrzany we współczesnym procesie karnym !). Aby jednak zapobiec oszustwom w tym względzie (np. żeby oskarżony nie neutralizował wszystkich niewygodnych świadków „jak leci”) lista zeznających była przed postawionym w stan oskarżenia utajniona. Ten – oczywisty przy tak skonstruowanym mechanizmie eliminowania zeznań osób niechętnych podsądnemu – krok jest dziś przytaczany przez przeciwników Inkwizycji jako argument mający wykazać jej brak praworządności.
Jak silnym narzędziem była w rękach oskarżonego owa lista „śmiertelnych wrogów” świadczy przypadek Gaspara Torralby z Vayona. Został on aresztowany w 1531 roku pod zarzutem luteranizmu. Torralby był przysłowiową „zakałą” miasteczka, nic dziwnego więc iż do świadczenia przeciw niemu zgłosiło się aż 35 sąsiadów. Podsądny nie znał składu ławki świadków oskarżenia, jednak niewiele myśląc przystąpił do sporządzania listy „śmiertelnych wrogów”. Umieścił na niej po prostu wszystkich, którzy mu tylko przyszli na myśl (152 osoby, w tym własną żonę i córkę). Okazało się, iż na liście tej znajdują się również wszyscy świadkowie, a więc proces musiano umorzyć.
Inną częścią „czarnej legendy” jest rzekome skazywanie na śmierć ludzi szalonych. Oczywiście, podobnie jak inne ówczesne sądy Inkwizycja zapewne skazała pewną liczbę osób które dziś wylądowałyby raczej na oddziale zamkniętym jakiegoś szpitala psychiatrycznego – winić za to należy jednak raczej stan wiedzy medycznej. Dokumenty wskazują jednakże, że niemal zawsze gdy ówczesna, prymitywna medycyna rozpoznawała szaleństwo oskarżonego, sprawa była umarzana.

Kary

Wbrew rozpowszechnionej opinii, stos nie był najczęściej orzekaną karą. ściśle biorąc, Inkwizycja nie mogła nikogo na stos skazać – nie miała takich uprawnień. Po stwierdzeniu ciężkiego przypadku herezji, Officium przekazywało oskarżonego organom państwa z prośbą o okazanie miłosierdzia i nie przelewanie krwi. Ten zwyczaj „prośby o łaskę” – przejęty od Inkwizycji papieskiej – był jednak tylko formą, gdyż władze państwowe nigdy nie uwzględniły takiej prośby.
Ustalenie dokładnej liczby osób spalonych na stosie jest dość trudne. Prawdopodobnie najwięcej osób zginęło w ciągu pierwszego półwiecza działalności tej instytucji (być może było to nawet kilka tysięcy osób). W latach późniejszych ( 1560-1700) skazani na śmierć stanowili co najwyżej 1%, zaś później nawet ułamek procenta. W pięćdziesięcioleciu 1759-1808 spalono w Hiszpanii czterech heretyków. Ustalenie dokładnej liczby jest trudne także z tego powodu, iż większość egzekucji nie była wykonywana na skazanych, lecz in effigie, tj. palono w zastępstwie kukły mające wyobrażać skazanego. Ocenia się, iż liczba egzekucji in effigie przekraczała wielokrotnie liczbę rzeczywistych wykonań wyroku (tzw. in persona).
W wieku XVIII niechęć do wydawania wyroków śmierci w Inkwizycji tak wzrosła, tak że szukano pretekstu do uniewinnienia podsądnego. Niemal zabawny jest tu przypadek księdza Miguela Solano, heretyka i głosiciela herezji. Został on skazany na „przekazanie ramieniu świeckiemu” przez trybunał w Saragossie. Władza naczelna Inkwizycji, Suprema, nakazała odroczenie egzekucji i podjęcie prób nawrócenia. Gdy to nie przyniosło efektu, trybunał uznał go ponownie winnym. Tym razem Suprema wstrzymała wykonanie wyroku pod pozorem badań lekarskich – niestety, ksiądz Miguel okazał się być całkowicie zdrowym. Usiłując jakoś temu zaradzić, zarządzono szeroko zakrojony wywiad środowiskowy – gdy okazało się iż oskarżony chorował niegdyś na jakąś niegroźną chorobę, czym prędzej uznano iż jest on niespełna rozumu i sprawę umorzono.
Oczywiście przedstawiłem tu szczególny wypadek – w początkach działania Inkwizycji scenariusz taki byłby mało prawdopodobny.
Arsenał orzekanych kar był dość szeroki. Ich dolegliwość zależała od rodzaju przestępstwa, statusu społecznego i finansowego oskarżonego oraz stopnia okazanej skruchy. Bardzo popularne były kary finansowe (grzywny lub przepadek mienia), nakładano też często pokuty duchowe. Pokutą mogło być słuchanie Mszy świętej, odmawianie różańca czy Psalmów. (Podobnie było w Inkwizycji Rzymskiej – np. Galileusz został skazany na odmawianie raz w tygodniu, przez trzy lata siedmiu psalmów. Ponieważ był człowiekiem wierzącym, po zakończeniu tej kary , kontynuował odmawianie tych psalmów aż do końca życia). Stosowano też wymóg podzielenia się majątkiem z ubogimi, poszczenia w wyznaczone dni itp. Niekiedy stosowano kary „indywidualne” – np. zakaz wykonywania zawodu akuszerki (Walencja 1607) czy zakaz gry w karty i kości (Toledo 1685, sprawa bluźniercy Lucasa Moralesa).
Kary pieniężne lub przepadek mienia egzekwował poborca konfiskat. Po opłaceniu kosztów działania trybunału, pieniądze trafiały do kasy państwa.
Do standardowego arsenału kar należała też banicja (dla obywateli Hiszpańskich) lub nakaz opuszczenia kraju (dla obcokrajowców). Stosowano też przeciwieństwo – nakaz pozostawania w określonej miejscowości. Jak widać, poza pokutami „duchowymi” stosowane kary nie odbiegały zbytnio od tych wymierzanych przez ówczesne sądy świeckie. Przykładem może być kara chłosty, wymierzana publicznie. Władze Inkwizycji jednak nie zezwalały na agresywne zachowanie publiczności, o czym świadczyć może edykt Supremy z 1680 roku, piętnujący wypadki obrzucania skazańców kamieniami przez asystujący przy karze tłum.
Pewnym specyficznym rodzajem kary był obowiązek sambenito, tj. noszenia specjalnego stroju. Dla ludzi z wysoką pozycją społeczną sporą dolegliwością były też inhabitacje, to jest zakazy pełnienia ważnych funkcji społecznych przez dzieci skazanego. Prowadziło to niekiedy do paradoksów : w 1590 roku w Los Santos Cristobal Rodriquez (syn człowieka skazanego na inhabitację) zachował funkcję szefa straży oświadczając publicznie iż jest… bękartem. Oświadczenie to – w innych okolicznościach uważane w XVI wieku za wstydliwe – pozwoliło mu obejść wyrok trybunału.
Najcięższe kary to oczywiście galery i stos. Na pomysł tej pierwszej kary wpadł król Ferdynand na początku XVI wieku – zapewniając sobie tym samym „kadry” dla marynarki wojennej. Współpraca jednak nie układała się najlepiej, gdyż flota hiszpańska niechętnie zwalniała więźniów, którym kara się już zakończyła. Zmuszało to Inkwizycję do wielokrotnych monitów w tej sprawie. Na galery nie skazywano kobiet, które w zamian były kierowane do bezpłatnej pracy w szpitalach lub przytułkach dla sierot.

Tortury

Tortury są najbardziej chyba integralną częścią czarnego obrazu Inkwizycji. Jak było naprawdę ?
Do drugiej połowy XVIII wieku (kiedy to wiele krajów zrezygnowało z ich stosowania pod wpływem argumentacji takich myślicieli jak Monteskiusz czy Sonnenfels) tortury były normalnym sposobem prowadzenia przesłuchań i wyjaśniania wątpliwości przez europejskie sądy. Panowało w Europie tzw. prawo magdeburskie, gdzie głównym dowodem było przyznanie się oskarżonego do winy, a głównym środkiem skłonienia go do tego – tortury. (Aby pokazać tło epoki warto dodać, iż jest to czas kiedy każdy sąd miejski złożony z mieszczan i kata miał prawo do wymierzenia 21 rodzajów śmierci „kwalifikowanej” – tzn. połączonej z torturami – za kradzież, cudzołóstwo i tym podobne przestępstwa). Stosowanie tortur wynikało z zaliczenia herezji do zwykłych , ściganych przez państwo przestępstw, choć hiszpańska Inkwizycja wyróżniała się tu raczej pozytywnie wśród innych trybunałów – tortury były łagodniejsze i rzadziej stosowane, a przede wszystkim ich używanie było ujęte w ramy ścisłych przepisów.
Do stosowania tortur w przewodzie sądowym zniechęcały procedury samej Inkwizycji – bowiem jeśli więzień „pokonał” tortury – sprawa była umarzana (co prawda w pewnym okresie zdarzało się, iż osobnik ten lądował w ramach pokuty na pewien czas nawet na galerach). Nie była to możliwość czysto teoretyczna – stosunkowo wielu więźniów w ten sposób uzyskiwało wolność. źródła podają przykładowo, iż na auto (ogłoszeniu wyroku) w 1594 roku w Walencji umorzono z powodu „pokonania tortur” 53 z ogólnej liczby 96 spraw.
Być może ten przepis Officjum sprawił, iż jak pokazują badania archiwalne tortury były stosowane w ok. 10% śledztw.
Innym czynnikiem był wymóg oględzin lekarskich przed przystąpieniem do tortur. W przypadku złego stanu zdrowia lekarz po prostu zabraniał ich stosowania. Musiało się to zdarzać dość często, gdyż zachowała się datowana na 1622 rok, nagana związana ze zbyt częstym korzystaniem z tego paragrafu.
Lekarz zresztą musiał być obecny także przy samych torturach, aby tortury nie spowodowały trwałego kalectwa czy śmierci oskarżonego. W razie potrzeby przerywał ich stosowanie.
Wiadomo ponadto, iż tortur nie stosowano w przypadku lżejszych zarzutów, gdy zachodziła obawa iż mogłyby w praktyce być dolegliwsze od orzeczonej kary.
Wbrew rozpowszechnionym opiniom Inkwizycja hiszpańska nie stosowała ani przypalania żelazem, ani w ogóle szerokiego wachlarza tortur. Dopuszczalne były w zasadzie trzy metody :

  • garrucha (podnoszenie przy pomocy liny przywiązanej do związanych na plecach rąk
  • toca (kneblowanie w położeniu „do góry nogami” i podduszaniu strumieniem wody – przepisy dopuszczały maksymalnie 15 litrów)
  • potro (mocne krępowanie ramion sznurem i zaciskaniu go w ten sposób, aby wrzynał się w ręce)

Oczywiście należy zakładać, że zdarzały się w tej sprawie nadużycia – świadczą o tym reprymendy naczelnej rady Inkwizycji (tzw. Supremy) z lat 1484, 1488, 1500, 1561, 1575, 1627, 1630 i 1667. Jednak nadużycia te nie były tolerowane, a znane z literatury opisy (czytaliście Studnie i wahadło E.A.Poe ?) należy włożyć między bajki.
Pewną ciekawostką jest, iż inkwizytorzy – zgodnie z Kodeksem Kanonicznym – nie mieli prawa obecności podczas tortur.
W zasadzie przepisy nie pozwalały na kilkukrotne stosowanie tortur (dopuszczona była jedna sesja trwająca pół godziny). Niestety ten przepis bywał obchodzony (przez interpretację następnej sesji jako kontynuacji poprzedniej), jednak rzadko przekraczano liczbę trzech sesji. I tu inkwizycja wyróżniała się pozytywnie na tle innych sądów, w których w Europie przyjęta była zasada 5 paleń (sesji tortur) – po szóstej sąd rezygnował z oskarżenia ( stąd polskie powiedzenie „pal go sześć” oznaczające rezygnację).
Zeznania wydobyte na torturach traciły swą ważność, jeśli podsądny nie potwierdził ich w ciągu 24 godzin na sali sądowej. Przeczy to powszechnie przyjętej opinii, iż tortury miały na celu wymuszenie zeznań obciążających – stanowiły one raczej coś w rodzaju ordallii czy znanych z wcześniejszych procesów karnych pojedynków sądowych, przy czym zdaje się iż nie miano złudzeń, iż ucierpią także niewinni. Francisco Peni (teoretyk Inkwizycji) tak oświadczał torturowanym : „Nie przyznawaj się do tego, czego nie zrobiłeś i pamiętaj, że jeśli zniesiesz z pokorą niesprawiedliwość i męczarnie, dostąpisz chwały męczeńskiej”. Nie da się ukryć, że takie podejście powodowało niejednokrotnie zarówno skazywanie niewinnych, jak i uwalnianie winnych.

Walka z zabobonem

W wiekach średnich pobożność ludowa pełna była różnego rodzaju „nawiedzonych”, przy czym niektórzy z nich posuwali się do dość zaskakujących twierdzeń, np. negowali potrzebę pracy, rodziny, niektórzy nawet uważali że wiara upoważnia człowieka do rozpusty (dokładniej – uważali iż człowiek „czysty” może uprawiać rozpustę nie grzesząc – słynny casus ks.Medrano z Toledo). Były także „beatas” („świętoszki”) które np. twierdziły iż są żoną Jezusa, propagowały wizje i przepowiednie, sprzedawały amulety etc.
Inkwizycja ścigała te wypaczenia, postępując jednak stosunkowo łagodnie. Wynikało to z przekonania, iż „oświeceni” są w istocie ludźmi dobrej woli, wprowadzonymi w błąd przez siły szatańskie.
Całkiem inaczej podchodzono do „fałszywych mistyków” (oszustów religijnych). Tych ścigano surowo, choć rzadko bywali skazywani na karę śmierci – głównym celem było zdemaskowanie ich szarlatanerii. Trzeba powiedzieć, że o ile większość działań Inkwizycji – wbrew dzisiejszym opiniom – cieszyła się poparciem ludności, o tyle walka z szarlatanerią wywoływała wiele niesnasek. Officium nie ugięło się jednak przed humorami ludu i w wiekach XVI-XVIII przeprowadziło wiele procesów o „fałszywą mistykę”, niejednokrotnie występując odważnie przeciwko możnym tego świata.
Zepsucie to nie ominęło także niektórych domów zakonnych – przykładem był proces kwietystów z Corella. Oskarżonymi byli przełożeni dwu klasztorów – męskiego i żeńskiego. On – Juan de la Vega – uważał się za najwiekszego współczesnego mistyka hiszpańskiego, ona zaś – Agueda de Luna – słynęła z „cudów” i „wizji”. śledztwo wykryło, iż mieli oni pięcioro dzieci, które dusili zamiast po urodzeniu. „Matka” Agueda zmarła w więzieniu, zapadły także wyroki dożywocia oraz nakazano zwrot i zniszczenie wszystkich „dewocjonaliów” wyprodukowanych przez straszliwą parę.
Ta troska o moralność ludzi Kościoła miewała także niestety złe skutki; znany mistyk, św.Ignacy Loyola, autor używanych i cenionych do dziś „ćwiczeń duchowych” (tzw.rekolekcje ignacjańskie) został oskarżony o iluminizm i przesiedział 7 tygodni w więzieniu oraz nakazano mu wstrzymać się z działalnością publiczną na 3 lata.

Palenie czarownic

Cóż bardziej się kojarzy w powszechnej świadomości z Inkwizycją jak nie procesy o czary i palenie na stosie czarownic ? Prześledźmy zatem fakty, gdyż na przykładzie procesów o czary najlepiej chyba widać funkcjonowanie propagandy tworzącej „czarna legendę” inkwizycji. Ale zacznijmy od początku…
We wczesnym średniowieczu praktyki magiczne były bardzo rozpowszechnione. Zjawisko to było trudne do powstrzymania – nie zaradziła im ani bulla papieża Jana XXII z 1326 roku (Super illius specula) ani nawet rozporządzenia królewskie (w Kastylii w roku 1414 państwo wydało przepis skazujący na śmierć magów, wróżbitów i astrologów – niemal zupełnie bezskutecznie).
Na początku władze Inkwizycji nie były pewne, czy sprawy takie w ogóle podlegają ich kompetencji – badano ich związek z wiarą. Zajmowano się raczej tymi spośród nich, które miały bezpośredni związek z kultem szatańskim lub w których – w trakcie obrzędów „magicznych” – profanowano hostię, wodę święconą, oleje chrzcielne, krucyfiks itp.
Tak więc, aż do roku 1576 istniała pewna dualność – magią zajmowała się zarówno inkwizycja, jak i sądy królewskie i biskupie. Co więcej, sądy inkwizycji były dużo mniej surowe od państwowych (zwykle było to publiczne odrzeczenie, chłosta lub grzywna – w ciężkich przypadkach banicja lub więzienie).
Po roku 1576 Officium, wychodząc z założenia, iż wiara w astrologię kłóci się z wiarą w wolną wolę człowieka ( na takim stanowisku zresztą stoi Kościół do dziś) wprowadziła książki astrologiczne na indeks (uważano jednak, by nie zabronić używania książek mówiących o zastosowaniu nauki o gwiazdach w rolnictwie, medycynie czy nawigacji). Usiłowano również nakłonić uniwersytet w Salamance do likwidacji wykładów astrologicznych. Zabiegi te zbiegły się w czasie z bullą papieża Sykstusa V Coeli et Terrae, potępiającą oprócz astrologii także wróżbiarstwo i inne praktyki magiczne (zresztą czarostwo potępiali też papieże Innocenty VIII, Aleksander VI, Leon X, Hadrian VI i Klemens VII).
Wyroki wówczas nie były wysokie – jedynie duchowni mogli się spodziewać dodatkowo utraty święceń.
W 1486 roku wychodzi książka Młot na czarownice (autorami byli niemieccy inkwizytorzy Sprenger i Kramer) w którym opisano „praktyki” czarownic. Trudno powiedzieć na ile oddawała ona rzeczywistość ówczesnego satanizmu (opisy są raczej wątpliwej wiarygodności), niemniej stała się ona na długie lata szeroko rozpowszechnioną lekturą, mimo potępienia książki przez papieża Aleksandra VI. Ten sam papież zresztą osobiście uchylał wyroki procesów o czary, a gdy w roku 1492 król Hiszpanii Juan wydał edykt wypędzający Żydów (jeśli się nie nawrócą w ciągu czterech miesięcy), papież udzielił im schronienia. (Podobnie gdy Manuel (król portugalski) chciał w pięć lat później skłonić Żydów siłą do chrztu, Aleksander VI wsparł protest miejscowego biskupa i wymógł dla Żydów edykt tolerancyjny.)
Aleksander VI nie był zresztą wyjątkiem – już wcześniej papieże Innocenty III, Honoriusz III, Grzegorz IX, Celestyn IV, Innocenty IV, Aleksander IV, Urban IV, Klemens IV uchylali wyroki skazujące na śmierć (niestety królowie z reguły nie respektowali takiego uchylenia. W 1252 roku papież Innocenty IV wydał nawet bullę (ad exstirpanda) nakazującą łagodne traktowanie uwięzionych. Powtórzył też w niej zakaz stosowania tortur wobec przesłuchiwanych.
Nadejście Reformacji jeszcze zaogniło sytuację. Zarówno Marcin Luter, jak i Kalwin czy Bullinger ostro występowali przeciw czarownicom. O ile jednak w krajach, gdzie istniała inkwizycja, poddana szczegółowym przepisom co do sposobu prowadzenia śledztwa i wydawania wyroków proces – nazwijmy to umownie „polowania na czarownice” był ograniczony ścisłymi normami prawnymi i weryfikowany przez władze zwierzchnie, o tyle w innych krajach procesy o czary pozostawiono lokalnym trybunałom. Warto dodać w tym miejscu, że każdy feudał miał pewną władzę sądowniczą na podległych mu terenach – tak więc niedobrze było być majętnym lub nie lubianym przez wojewodę sąsiadem. Pod pozorem oskarżenia o czary załatwiano prywatne porachunki. Skutkiem takiego układu czynników było, iż – według dzisiejszych szacunków – ponad 90% czarownic spalono w krajach protestanckich !
W samych tylko Niemczech stracono ok. 100 000 (sto tysięcy) czarownic, podczas gdy całkowita liczba osób skazanych na śmierć przez Inkwizycję Hiszpańską przez cały okres jej trwania wynosi najwyżej 25 000 osób 2 (niektórzy historycy podają nawet liczbę… 1 tysiąca). W ogólnym szaleństwie spalono w całej Europie za czary ok. pół miliona osób3.
W Hiszpanii (podobnie zresztą jak w całej Europie) czarostwo ścigały przede wszystkim władze świeckie ( a także – w mniejszym stopniu – sądy biskupie), zaś największą aktywność przejawiali sędziowie prowincjonalni. Podczas gdy w całej Europie trwał szał palenia czarownic, Generalny Inkwizytor zwołał do Granady w 1526 roku sesję teologiczną która miała rozstrzygnąć realność istnienia czarownic, sabatów itp. Chociaż sesja potwierdziła istnienie czarostwa, jednak ujawniła się na niej frakcja (której przewodził przyszły Generalny Inkwizytor Fernando de Valdes), która poddawała w wątpliwość istnienie czarownic. Fakt ten wpłynął niewątpliwie na to iż od tej pory władze inkwizycji wielokrotnie zalecały ostrożność i powściągliwość w sprawach o czary. Co więcej, stwierdzono iż najskuteczniejszą metodą walki z czarostwem jest intensyfikacja misji ewangelizacyjnej na terenach zagrożonych tymi praktykami, powszechne oświecenie religijne oraz fundowanie obiektów sakralnych w miejscach rzekomych sabatów. Grupa Valdesa wysunęła nawet postulat wypłacania z funduszy inkwizycji zapomogi najbiedniejszym, aby nie szukali pomocy w praktykach magicznych.
Bardzo znanym wydarzeniem w Hiszpanii była sprawa czarownic z Navarry – w sprawie tej, prawdopodobnie opartej na podnieconych nastrojach zapadło kilkadziesiąt wyroków śmierci i pojawiło się sporo fantastycznych opisów. Działo się to w roku 1527.
Sytuacja ta omal nie powtórzyła się – także w Navarze – w roku 1538. Teraz jednak władze inkwizycji, nie chcąc dopuścić ponownie do wymknięcia się sytuacji spod kontroli wysłały na miejsce specjalnego wizytatora mającego przekonywać miejscową ludność o wątpliwej wartości książek w rodzaju Młota na czarownice. Równocześnie zaostrzono kontrolę lokalnych trybunałów (np. z tego powodu zdymisjonowano w 1550 inkwizytora Sarmiento w Barcelonie).
Jak widać, mimo szaleństwa w całej Europie, władze inkwizycji nie uległy manii polowań na czarownice. W 1530 roku rozesłano okólnik zalecający ostrożność, zaś wkrótce potem Suprema nakazała przesyłanie do siebie wszystkich wyroków do zatwierdzenia – i z reguły je łagodziła. Ograniczono także dowolność postępowania, żądano dowodów iż taka czy inna szkoda nie mogła powstać z przyczyn naturalnych, lecz jest efektem działania magicznego. Wszystko to prowadziło do niechęci ze strony sędziów świeckich, którzy orzekali w sprawach o czary znacznie wyższe wyroki i czynili to dużo łatwiej. Niechęć ta była tym większa, że inkwizycja zabroniła przekazywania swoich aresztantów sądom świeckim i biskupim, gdyż równało się to częstokroć w praktyce wyrokowi śmierci.
Znany jest też wypadek, w którym w jednym z trybunałów przyjęto wykładnię, iż samo zgłoszenie oskarżenia o czary mogło być zinterpretowane jako… herezja. Ten prosty manewr powstrzymał nawałę donosów i ostudził ogólną histerię ludności.
Do dziś nie do końca wyjaśnione są powody tak wielkiej powściągliwości inkwizycji w sprawie czarów. Na pewno jakąś rolę odegrała tu – dość sceptyczna – postawa Inkwizytorów Generalnych (którzy byli z reguły ludźmi wykształconymi), niechęć do represjonowania tzw. starych chrześcijan oraz to, że inkwizycja posiadała zarówno kadry naukowe zdolne do chłodnej refleksji nad sprawą, jak i aparat umożliwiający powstrzymanie samowoli swoich trybunałów. Nadto podsądni w sprawach o czary wywodzili się z dołów hiszpańskiego społeczeństwa – co czyniło ich w oczach trybunału raczej ofiarami, niż wspólnikami diabła.

Momentem zwrotnym okazała się – paradoksalnie – najbardziej tragiczna karta. W górskim regionie Zugarramurdi w Baskoni, pod wpływem łowów na czarownice uprawianych w pobliskiej Francji wybuchła psychoza strachu. Dokonywano krwawych samosądów, tak że wiele osób zgłaszało się z denuncjacją lub autodenuncjacją do władz świeckich, kościelnych i inkwizycji. Ta ostatnia postanowiła wysłać z misją wizytatora, Juana Valle de Alvarado. Ów w trakcie kilkumiesięcznej wędrówki zebrał oskarżenia przeciw 280 osobom, z czego aresztowano 40 osób (11 z nich otrzymało wyroki śmierci – z tego faktycznie spalono 6 osób).
Wydarzenia te nie uśmierzyły psychozy w regionie – przeciwnie, samosądy przybrały na sile. W tej sytuacji Suprema zdecydowała się posłać innego wizytatora – został nim członek trybunału inkwizycyjnego Alonso de Salazar y Frias. On także podjął, trwającą 8 miesięcy, wędrówkę po górskim regionie Zugarramurdi. W wyniku auto- i denuncjacji zebrał oskarżenia przeciw ponad 6000 osób. Alonso jednak był prawnikiem i to krytycznym – nie aresztował nikogo, lecz poddał analizie zgromadzony materiał dowodowy. Wykonał także wizje lokalne na miejscu rzekomych sabatów, wykonał próby działania „maści czarownic” (jak łatwo się domyślić, okazało się iż nie potrafi ona ani umożliwić lewitacji, ani nie jest szkodliwa dla zwierząt), dokonał konfrontacji zeznań a nawet zlecił badania lekarskie kobiet, które twierdziły że współżyły z szatanem (niektóre z nich okazały się być dziewicami).
W tej sytuacji napisał raport dla Supremy, w którym zawarł m.in. następujące słowa :

‚[…] Rozważywszy to wszystko z należytą chrześcijańską wnikliwością, nie znalazłem najmniejszych podstaw, by sądzić, że choćby w jednym przypadku doszło do prawdziwych czarów.
[…] Na podstawie mojego doświadczenia wnioskuję o wadze milczenia i powściągliwości, jako że nie było czarownic ani zauroczonych, dopóki nie zaczęto mówić i pisać na ich temat.[…]’

31 sierpnia 1614 roku Suprema przyznała, iż wyroki w sprawie regionu Zugarramurdi były błędem i formalnie rehabilitowała skazanych, co wiązało się z cofnięciem konfiskat itp. kar dodatkowych. Aby aresztować jakąkolwiek osobę z oskarżenia o czary, potrzebne było od tej chwili przedstawienie niezbitych dowodów, zgoda wszystkich członków trybunału oraz uzyskanie zezwolenia Supremy. Umorzono wszystkie trwające jeszcze procesy o czary, zaś lokalne trybunały otrzymały specjalne kwestionariusze pytań, które miały sformalizować przesłuchania w sprawach o czarostwo. Jeśli ktoś sam zgłaszał się do trybunału należało zadać pytanie czy owa niewierność zdarza się tylko nocą, czy też w dzień – po usłyszeniu odpowiedzi „nocą” kwalifikowano zeznania jako relację ze snu i nie brano ich pod uwagę. Zakazano publikowania sensacyjnych szczegółów i odebrano możliwość orzekania w sprawach o czary sądom świeckim. Wezwano do nasilenia ewangelizacji na terenach objętych psychozą strachu przed czarownicami.
Mimo że przez wiele jeszcze lat w Europie płonęły stosy, po przełomowym roku 1614 inkwizycja hiszpańska nie skazała na śmierć ani jednej osoby w sprawie o czary – wszystkie procesy kończyły się uniewinnieniem lub czysto symbolicznymi karami. Stanowi to jaskrawy kontrast z krajami protestanckimi – nic zresztą dziwnego jeśli pamięta się jak wielkim zapałem, wręcz obsesją chwytania czarownic pałał zarówno Marcin Luter, jak i Kalwin (w 1545 roku Kalwin spalił za czary – wg własnego widzimisię, bez żadnego sądu – 31 osób w Genewie).
Choć trudno w to uwierzyć człowiekowi wychowanemu na propagandzie mówiącej jak to inkwizycja hiszpańska polowała na czarownice, fakty świadczą iż właśnie zachowanie świętego Officium w tej sprawie stanowi najjaśniejszy punkt na mapie średniowiecznej Europy.

Zakres zainteresowań Inkwizycji

Jako się rzekło, magią i czarownicami zajmowała się inkwizycja raczej niechętnie. Jakie były w takim razie jej główne dziedziny zainteresowań ? Można właściwie je podzielić na cztery rodzaje :

  • judaizujący chrześcijanie
  • moryskowie (mahometanizujący chrześcijanie)
  • heretycy
  • przestępcy przeciw moralności (sodomici, bluźniercy, bigamiści etc.)

Wbrew obiegowym opiniom, Inkwizycja nie posiadała uprawnień do poddawania śledztwu osób nie będących katolikami (wyjątkiem było czynne znieważenie katolicyzmu lub kapłanów, niemniej procesy takie były rzadkością). Tak więc na przykład deportacje Żydów z Hiszpanii nie miały nic wspólnego z Inkwizycją – były posunięciem królewskim.
Zasady zachowania zakresu działania bardzo pilnie przestrzegano – w [1] przytoczony jest casus, kiedy to w 1623 roku w Valladolid pewna skazana kobieta prowadzona na miejsce egzekucji poczęła krzyczeć, jakoby nigdy nie została ochrzczona. Reakcją było natychmiastowe wstrzymanie egzekucji i śledztwo, czy tak jest w istocie.
Podobnie przepisy nie zezwalały na poddawanie śledztwu dzieci – z przykrością trzeba jednak powiedzieć, iż zakaz ten bywał obchodzony.
Być może najbardziej znaną i komentowaną sprawą jest okres zwalczania herezji Katarów (albigensów), których przedstawia się dziś często jako niewinnych i łagodnych dziwaków. Prawda jednak była inna – Katarzy uważali świat materialny ( w tym ciało człowieka) za dzieło szatana a seks – za zbrodnię. Obrzęd „Oczyszczenia” polegał na zamurowaniu wskazanej osoby celem wyniszczenia jej ciała przez śmierć głodową. Bezpośrednim powodem niechęci chrześcijan do Katarów były morderstwa ( i to na dużą skalę) jakich dopuszczali się oni na katolikach ( szczególnie na duchownych). Nie zamierzam tu twierdzić, iż lekarstwo (wyprawa krzyżowa przeciw albigensom) było mniej krwawe niż choroba – jednak stanowczo należy przeciwstawić się legendzie o „łagodnych Katarach”.
W procesach przeciw albigensom uczestniczyła jedna z postaci „czarnej legendy inkwizycji”, inkwizytor Tuluzy Bernard Gui. Propaganda antykatolicka ( a także współcześni literaci – patrz Imię Róży Umberto Eco) przypisują mu niezwykłą krwiożerczość i „palenie wszystkich jak leci”. Dokumenty mówią jednak, iż wydawał on mniej więcej 1 orzeczenie „przekazania ramieniu świeckiemu” (czyli praktycznie kary śmierci) na 100 procesów. W swym podręczniku pisał iż inkwizytor powinien: „zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy”[2].
Podobna historia jest z Torquemadą – najbardziej „czarna” wersja mówi o 2% wyroków śmierci. I on zostawił zapiski, w których napominał aby „sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.”[2] Takie słowa mniej dziwią, jeśli się wie iż ów człowiek, stanowiący ulubiony cel ataków swój majątek (już za życia, nie dopiero testamencie) przeznaczał dla biednych ( w tym dla rodzin osób skazanych przez inkwizycję).
Chciałbym być dobrze zrozumiany, dlatego też powtórzę zastrzeżenie z początku tego tekstu – bynajmniej nie zachwyca mnie że 1 czy 2% oskarżonych zostało straconych. Niemniej obraz ten tak jaskrawo różni się od przedstawianego w literaturze popularnej i rozpowszechnionego w świadomości milionów ludzi, iż trudno nie podziwiać sprawności propagandy antykatolickiej, która go ukształtowała. Dla przykładu : Robert Steel w poważnym dziele Social England pisze „W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej”. A jednak inkwizycja jest na ustach i w świadomości wszystkich, zaś o rzezi katolików wstydliwie zapomniano.
Podobnie sprawa ma się z tzw. rewolucją francuską. W ciągu zaledwie dwu lat (1792-1794) zabito 36000 ludzi, w tym 12 000 bez sądu. O XX-wiecznych ( liczonych dziesiątkami milionów) ofiarach komunizmu nawet szkoda wspominać. Zresztą – jeśli mówimy o Hiszpanii – to komuniści zdołali tam w ciągu czterech lat (1936-1939) rzekomo oświeconego wieku XX zamordować 60 000 ludzi których jedyną wina było pochodzenie, śluby zakonne, posiadanie majątku lub zbyt wysokie wykształcenie. Jak widać, tworzone często porównania inkwizycji do stalinizmu czy hitleryzmu (socjalizmu internacjonalistycznego lub nacjonalistycznego) są głęboko nieuzasadnione i dla Officium krzywdzące.
Oczywiście to wszystko nie stanowi jakiegoś usprawiedliwienia inkwizycji – cieszyłbym się jednak, gdyby w oskarżeniach zachowano odpowiednie proporcje, i by Ci których „współwyznawcy” (zarówno wiary jak i niewiary) mają znacznie więcej ofiar na sumieniu nie ujawniali tak dobrego samopoczucia oskarżając Kościół Katolicki.
Prześladowania zarówno „mahometanizujących” jak i „judaizujących” chrześcijan (nigdy – przynajmniej ze strony inkwizycji – ortodoksyjnych Żydów) są najprzykrzejszą sprawą dla katolika przy omawianiu inkwizycji hiszpańskiej. I nie jest żadnym pocieszeniem, iż reszta Europy nie była w tej dziedzinie lepsza ani że przywódca Reformacji, Marcin Luter, nienawidził Żydów, planował ich wyniszczenie lub wypędzenie z Europy oraz że wzywał do pogromów. Owszem, powinno to nieco stonować zapędy krytyczne naszych Braci Odłączonych, niemniej stanowi niewątpliwie powód do smutku i przeprosin ze strony katolików.
„Judaizujący” byli prześladowani szczególnie w pierwszych latach istnienia Officium, kiedy to nie ujęto jeszcze śledztwa w twarde ramy przepisów, a poszczególne trybunały lokalne miały dużą samodzielność. Co gorsze, byli oni niejako wzięci ” w dwa ognie” – z jednej strony stała inkwizycja, z drugiej zaś ortodoksyjni Żydzi, którzy nie cierpieli „przechrztów”. Do końca XV wieku w ściganiu „judaizujących” z inkwizycją aktywnie współpracowali więc lokalni rabini.
Pod koniec XV wieku papież Sykstus IV próbował ograniczyć samowolę hiszpańskiej inkwizycji wydając w 1482 specjalną bullę. Zarzucał w niej inkwizytorom kierowanie się żądzą zysku i wystawianie dusz podsądnych na niebezpieczeństwo, przypominał o obowiązku zaznajamiania oskarżonych z zarzutami, brania pod uwagę okoliczności łagodzących oraz umożliwienia apelacji do Rzymu. Nakazywał także przestrzeganie prawa oskarżonego do posiadania adwokata. Szczególnie ważne było to, iż papież udzielił jednocześnie generalnej amnestii.Wielu historyków jest zgodnych, że gdyby papież nie ugiął się przed żądaniami królów hiszpańskich i nie odwołał tej bulli, byłby to koniec hiszpańskiej inkwizycji. Niestety, papiestwo nie wykazało należytego hartu ducha i od tej chwili Rzym praktycznie stracił wpływ na inkwizycję. Doszło nawet do tego, iż papieskie zarządzenia zmierzające do poprawy losu oskarżonych nie mogły być w Hiszpanii rozpowszechniane – król wsparł wręcz ten zakaz karą śmierci.
W późniejszych wiekach nacisk przesunął się z represji na próby nawrócenia, choć przyznać trzeba że jeszcze kilkukrotnie aktywność Officium w tej dziedzinie rozpalała się na nowo.
Przestępcy przeciw moralności (bluźnierstwa, bigamia, nieortodoksyjność, magia, sodomia) stanowią przedmiot większości spraw począwszy od XVI wieku, przy czym inkwizycja jest zwykle łagodniejsza w tych sprawach niż równoległe sądy świeckie. Być może przyczyna leżała w tym, iż Officium była przeznaczona nie tyle do sądzenia grzeszników, co do zapobieżenia odstępstwom od wiary. Tak więc np. prędzej interesowano się kimś kto głosił iż współżycie przed ślubem nie jest grzechem niż kimś kto taką rozpustę praktykował.
W sposób ścisły, inkwizycja była urzędem o charakterze eksperckim której jedyne prawdziwe zadanie polegało na orzekaniu o zgodności lub sprzeczności różnych poglądów, prądów i czynów z regułami wiary. W tym sensie inkwizycja istnieje do dziś pod nazwą Kongregacja ds. Doktryny Wiary.

Zakończenie

Jak podkreślałem na wstępie, nie jestem zwolennikiem udawania, że inkwizycja w ogóle, a inkwizycja hiszpańska szczególnie stanowi jakiś specjalny powód do chwały. Nawet jeśli przychylić się do zdania tych historyków którzy twierdzą – przez porównanie z innymi krajami – iż per saldo bilans jest dodatni (uratowano wiele istnień ludzkich), inkwizycja zawsze pozostanie nieuprawnioną próbą narzucenia wiary siłą. Nawet jeśli taka była wówczas powszechna praktyka (vide postępowanie mahometan i protestanckich reformatorów), ludzie Kościoła powinni zapewne zachować biblijny postulat bycia „nie z tego świata”. Dlatego słusznym jest, abyśmy zachowali pokorę wobec tych wydarzeń, zwłaszcza ze indywidualna ludzka tragedia nie poddaje się statystykom.
Przy tych wszystkich założeniach jednak ważnym jest, aby nasza skrucha nie opierała się na sfabrykowanej „czarnej legendzie”, lecz na faktach. Skrucha bowiem i przeprosiny mają sens, jeśli opierają się na znajomości i dezaprobacie wobec zaistniałych wydarzeń – inaczej stanowią obrazę dla ofiar i są jakąś żałosną próbą postawienia się w „wysokim zamku”.
Nie na darmo papież Jan Paweł II mówił w 1998 roku do uczestników konferencji naukowej n/t inkwizycji, mających przygotować naukową podstawę do przeprosin milenijnych:
Magisterium Kościoła nie może przecież podjąć decyzji o dokonaniu aktu natury etycznej, jakim jest prośba o przebaczenie, zanim nie zasięgnie dokładnych informacji o sytuacji panującej w tamtym okresie. Nie może też opierać się na wyobrażeniach o przeszłości, jakimi posługuje się opinia publiczna, często bowiem są one nadmiernie obciążone emocjami i namiętnościami, które utrudniają spokojną i obiektywną diagnozę. Gdyby Magisterium nie wzięło tego pod uwagę, sprzeniewierzyłoby się podstawowemu nakazowi szacunku dla prawdy. Oto dlaczego pierwszym krokiem jest konsultacja z historykami, którzy nie mają formułować ocen natury etycznej, to bowiem wykraczałoby poza zakres ich kompetencji, ale dopomóc w możliwie jak najdokładniejszym odtworzeniu wydarzeń, obyczajów i mentalności tamtego okresu w świetle historycznego kontekstu epoki.
Taki właśnie cel przyświecał mi podczas pisania tego tekstu.

Marek Piotrowski

Autor zapewnia, iż dołożył wszelkich starań by przedstawione tu treści były zgodne z ustaleniami nauk historycznych. Jeśli dostrzeżesz, szanowny Czytelniku w przedstawionych tu danych jakieś merytoryczne błedy, będę wdzięczny jeśli pomożesz mi wskazując je wraz z odpowiednimi źródłami.


Bibliografia :
[1] Leszek Biały ‚Dzieje Inkwizycji Hiszpańskiej’ – Książka i Wiedza 1989
[2] R.A.Ziemkiewicz Stosy kłamstw o Inkwizycji Gazeta Polska 26.09 1996
[3] Aleksander Mień – Dlaczego spalono Giordano Bruno ?
[4] Wywiad z prof. Adriano Prosperi dla tygodnika Tascana Oggi
[5] J. Le Goff, ‚Kultura średniowiecznej Europy’, Warszawa 1970
[6] Vittorio Messori, ‚Czarne Karty Kościoła’.
[7] Praca zb. ‚Sto punktów zapalnych w historii Kościoła’ PAX
[8] J. Huizinga, ‚Jesień średniowiecza’, Warszawa 1974


Przypisy
1 Pewnym – chwalebnym – wyjątkiem jest tu Polska
2 Skąd się zatem wzięły set-tysięczne liczby przytaczane w niektórych publikacjach ? Niektórzy przypuszczają, iż – prócz propagandy – przyczyniło się do tego utożsamienie liczby uczestników auto da fe (obrzędu uroczystego wyznania wiary nawróconych, podczas którego to zapalano… świece) ze stosem. Dane historyczne jednak jednoznacznie zweryfikowały takie utożsamienie jako błędne.
3 Według innych danych, przytaczanych przez Briana B. Levacka, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s